W tym roku w większości uczelni akademickich rekrutacja odbywała się po raz ostatni na podstawie wyników egzaminów organizowanych przez te uczelnie. Od przyszłego roku podstawą przyjęcia na studia staną się dla większości kandydatów wyniki nowej matury. Czy powinniśmy się z tego powodu cieszyć, czy też z żalem rozstać się z egzaminami na studia, które przez ostatnich kilkadziesiąt lat nieodmiennie wywoływały na przełomie czerwca i lipca powszechne zainteresowanie i emocje?
Przede wszystkim należy z radością przyjąć fakt, że będziemy wreszcie mieli nową, bardziej przystającą do obecnych warunków formułę egzaminów maturalnych. Pozostają oczywiście trudne do rozstrzygnięcia i budzące kontrowersje - zarówno w środowisku oświatowym, jak i akademickim, a także wśród opinii publicznej - kwestie, jak choćby to, czy matematyka powinna być przedmiotem obowiązkowym. Bardziej obiektywne i porównywalne w skali kraju wyniki matury są jednak istotną wartością. Szkoda tylko, że tak długo musieliśmy czekać na to rozwiązanie. Przypomnijmy, że KRASP konsekwentnie opowiadał się za wprowadzeniem nowych matur począwszy od 2002 r. Gdyby głos środowiska uczelni akademickich został uwzględniony, dziś mielibyśmy już dobrze funkcjonujące, usprawnione w wyniku doświadczeń procedury rekrutacji na studia, oparte na wynikach egzaminów maturalnych.
A powracając do kwestii matematyki na maturze. Być może przykład Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie wynik egzaminu maturalnego z matematyki będzie uwzględniany w procedurze rekrutacji na takie kierunki, jak prawo i stosunki międzynarodowe, powinien dać wiele do myślenia innym uczelniom, a przede wszystkim przyszłym maturzystom.
Rekrutacja na podstawie wyników matur zdejmie z uczelni nieco obowiązków, choć egzaminów wstępnych i tak nie unikniemy. Będą one przeprowadzane dla kandydatów, którzy szkołę średnią ukończyli w 2004 r. lub wcześniej. Poza tym niektóre uczelnie w najbliższych latach będą starały się wprowadzać dodatkowe sprawdziany dla kandydatów z nową maturą, nie dowierzając do końca komisjom maturalnym. Nie mają to być oczywiście egzaminy z przedmiotów maturalnych (egzamin taki byłby sprzeczny z prawem), choć sprawdzać będą także, a może przede wszystkim, wiedzę i umiejętności mieszczące się w obszarze tych przedmiotów. Decyzje uczelni zostały w wielu przypadkach potraktowane jako wybieg formalny i skrytykowane - przez różne gremia pod różnymi pretekstami - jako przejaw konserwatyzmu środowiska, nieuzasadniony brak zaufania do wyników matury, narażanie młodzieży na dodatkowy stres itp. Myślę, że nie należy z tego powodu rozdzierać szat. Jestem przekonany, że będzie to zjawisko krótkotrwałe, że pracownicy uczelni nabiorą zaufania do komisji maturalnych, a zatem - że w niedługim czasie matura stanie się prawdziwą przepustką na studia.
Osobną sprawą jest problem „modnych” kierunków studiów. W bieżącym roku na niektórych kierunkach na jedno miejsce przypadało ponad 20, a niekiedy nawet 30 kandydatów. Nic nie wskazuje na to, że w przyszłym roku liczba zgłoszeń ulegnie zmniejszeniu. Można sądzić, że nastąpi raczej dalszy wzrost notowań tych atrakcyjnych kierunków. Czy w tych warunkach przyjmowanie na studia na podstawie wyników matur jest rzeczywiście najlepszym rozwiązaniem? Może się okazać, że będziemy mogli przyjąć tylko tych, którzy osiągnęli na maturze wynik maksymalny lub bliski maksymalnego. Będziemy musieli ponadto zadbać o „starych” maturzystów, absolwentów szkół z międzynarodową maturą, laureatów olimpiad. Jak wyważyć i rozsądnie porównać osiągnięcia tych różnych grup bardzo dobrych kandydatów? Nie jest to proste.
Czeka nas rok ciężkiej próby. Tak naprawdę nie wiemy, jak będą przebiegać matury. Czy nie zdarzy się coś nieoczekiwanego, co będzie wymagało natychmiastowej reakcji władz uczelni? Moment wprowadzenia nowych rozwiązań nie jest korzystny. W większości uczelni nastąpi w przyszłym roku zmiana władz akademickich. W środku wakacji, kiedy to podejmowane będą zasadnicze decyzje rekrutacyjne, „starzy” rektorzy i dziekani będą na etapie zwalniania gabinetów dla swoich następców i korzystania z zasłużonego wypoczynku po trudach kadencji, a nowo wybrani - gdyby przyszło im podejmować decyzje we wrześniu - w nawale pracy związanej z przejmowaniem obowiązków mogą mieć zbyt mało czasu, aby dogłębnie rozeznać sytuację.
Miejmy jednak nadzieję, że nic złego się nie zdarzy i 1 października 2005 r. powitamy w murach naszych uczelni - już jako studentów - grono młodzieży najlepiej przygotowanej do podjęcia studiów.