|
Rząd przyjął stanowisko, że w nadchodzących latach nakłady budżetowe na badania naukowe
będą rosły w stosunku do PKB.
Andrzej Wiszniewski Fot. Stefan Ciechan
Pieniądze, ech te pieniądze. Dlaczegoż Fenicjanie je wymyślili? Myślę o nich, gdy w Komitecie
powstaje budżet nauki na rok 1999. Już wiadomo, że nie będzie to budżet przełomu. Chociaż
nakłady na naukę wzrastają nominalnie o ponad 15 proc., czyli realnie o ponad 5 proc., w
zestawieniu z oceanem potrzeb jest to wzrost malutki. Znacznie poniżej naszych potrzeb, nie
mówiąc już o naszych nadziejach, rozbudzonych niegdysiejszą uchwałą parlamentarną, że już w
roku 1997 polska nauka otrzyma 1 proc. Produktu Krajowego Brutto. Tymczasem w roku bieżącym
jest to 0,456 proc., zaś w roku 1999 wzrośnie tylko do 0,46 proc.
JEDNAK POSTĘP
W ciemności tego tunelu jest jednak światełko. Po pierwsze, jednak następuje wzrost nakładów i
to realnych, co w obliczu ogromnych potrzeb wszystkich dziedzin naszego życia, w obliczu
czterech wielkich reform wprowadzanych przez rząd, jest jednak jakimś postępem. Nauka znalazła
się wśród tzw. dziedzin priorytetowych, wspólnie z edukacją, wymiarem sprawiedliwości,
obronnością i bezpieczeństwem. Po drugie, odpowiadając na zapytanie komisji parlamentarnych
rząd przyjął stanowisko, że w nadchodzących latach nakłady budżetowe na badania naukowe będą
rosły w stosunku do PKB oraz że w ciągu najbliższego półrocza Rada Ministrów przedłoży
Parlamentowi wieloletni plan wzrostu nakładów na naukę, technikę i technologię. Oby to był
plan, który dostrzeże znaczenie tej sfery dla przyszłości naszego kraju i oby stał się
podstawą przyszłych budżetów a nie tylko deklaracją woli.
Podział przyszłorocznych środków jako priorytetowe (tzn. te, w których wzrost finansowania
jest większy niż 15 proc.) przyjmuje następujące obszary finansowania: Inwestycje, ze wzrostem
nakładów o 50 proc.; Import czasopism naukowych, nośników informacji, baz danych i
oprogramowania, ze wzrostem nakładów o 15 proc.; Projekty celowe, ze wzrostem o 20 proc.;
Badania własne szkół wyższych, ze wzrostem o 15 proc.
Największy ze strumieni finansowania, czyli środki na działalność statutową, wzrosną o ok. 10
proc. Ja wiem, że to bardzo mało, ale na więcej nie możemy sobie, niestety, pozwolić.
REZERWY I INWESTYCJE
Mówiąc o pieniądzach należy wspomnieć, że tak jak co roku w czwartym kwartale pojawiają się
rezerwy w kasie Komitetu. W tym roku będą całkiem spore - w przybliżeniu 140 mln zł. Większość
tych środków trafi na inwestycje, zarówno budowlane, jak i aparaturowe. Jest to tym bardziej
uzasadnione, że kwoty planowane na inwestycje w roku bieżącym były szczególnie skąpe a
potrzeby są przeogromne. Wynikają nie tylko z wysokiego stopnia zamortyzowania aparatury
badawczej, ale też z ogromnego wzrostu liczby studentów w wyższych uczelniach, co wiąże się
też z potrzebami w zakresie rozwoju kadr. Ostatecznie ktoś tych studentów musi uczyć i to na
miarę naszego wkraczania - oby triumfalnego - do nauki europejskiej.
Kiedy jednak przyglądam się wnioskom na inwestycje aparaturowe, ogarniają mnie niemałe
wątpliwości. Bardzo wiele z nich to, przykładowo, takie: "6 laptopów", "3 kamery video" itp. A
przecież każdy wie, że laptopy są droższe, mniej wygodne w użyciu i znacznie łatwiejsze do
kradzieży niż przyzwoity zestaw desktopowy. A z doświadczeń rektorskich wiem też, jak częstym
przypadkiem jest używanie kamer video raczej dla utrwalania imprez towarzyskich niż
prowadzenia studiów na światowym poziomie. Oczywiście, każdy taki wniosek uzasadniany jest
przy użyciu bardzo wielkich słów i rzucających na kolana argumentów, ale moja dusza sceptyka
nie zawsze temu ufa. Gdybyż takie wnioski należały do wyjątków, ale ich masowość każe poważnie
się zastanowić nad polityką inwestycyjną KBN. A może i nie tylko nad tym.
WŁAŚCIWY PODZIAŁ RÓL
Kilka słów o współpracy zagranicznej. Ostatnio KBN podpisał dwa ważne protokoły dotyczące
naukowej współpracy zagranicznej, obydwa z krajami Dalekiego Wschodu. Pierwszym z nich był
dokument o współpracy z Chińską Republiką Demokratyczna. Stało się to podczas wizyty delegacji
chińskiej w Warszawie. Należy wspomnieć, że delegacji naszych gości przewodniczyła
wiceminister nauki i techniki, pani Deng Nan, córka nieżyjącego już przywódcy chińskiego, Deng
Ksiao Pinga. Sprawiła na mnie jak najlepsze wrażenie, a jej życiorys - w którym droga od
prześladowań podczas rewolucji kulturalnej do szczególnej roli wybitnego polityka - każe
zastanowić się nad zmiennością ludzkich losów.
Drugą umowę - z Republiką Korei - podpisywałem w Seulu. Sądzę, że Korea, jako jeden z naszych
głównych partnerów inwestycyjno-handlowych (niestety, bilans obrotów jest dla nas bardzo
niekorzystny), może być bardzo atrakcyjnym partnerem naukowym. Nasi gospodarze podkreślali, że
szczególnie zależy im na tym, aby korzystać ze współpracy z naszymi badaczami z obszarów nauk
podstawowych a służyć swoimi osiągnięciami w zakresie technologii. Sądzę, że taki podział ról
jest bardzo właściwy. Mam też nadzieję, że planowane bezpośrednie połączenie lotnicze Warszawy
z Seulem skróci podróż do nie więcej niż 12 godzin, bowiem obecnie lot przez Frankfurt trwa aż
17 godzin.
Na zakończenie chciałbym wszystkich Państwa zachęcić, do czytania miesięcznika KBN o nazwie
"Sprawy Nauki". Zaczął ukazywać się w nowej szacie graficznej, zawiera wiele atrakcyjnych
informacji i - mam nadzieję - będzie z każdym numerem coraz lepszy. Czego życzę Redakcji,
Komitetowi, ale przede wszystkim - czytelnikom.
|