Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 2/1998

Jaki nauczyciel?
Poprzedni Następny

Myślę, że kształcimy niedouczonych, lękliwych nauczycieli,
którzy patrząc na klasę obawiają się konkretnego, aktywnego zachowania,
obawiają się wykrycia ich własnej niewiedzy, obawiają się siebie.

Wanda Kamińska

Dla swoich dzieci pragniemy jak najlepszych nauczycieli. Chcielibyśmy, żeby nasze dziecko zostało zarażone dociekliwością, otwartością na książki, cierpliwym poszukiwaniem prawd o świecie. Pragniemy, żeby ktoś naszym dzieciom pomógł postawić pytania, które powinny pojawić się w siódmym, dziesiątym czy piętnastym roku życia. Chcielibyśmy, żeby wiedza wyniesiona ze szkoły była rzetelnie uporządkowana, żeby nasze dzieci chciały chodzić do szkoły. Warto zastanowić się nad naturalnością i powszechnością tych pragnień, które, jeśli je konsekwentnie rozważyć, zaprowadzą nas do analizy problemu o nazwie: WYCHOWANIE. Czy pragnienia rodziców można zrealizować? Czy szkoła może być przyjemnością? Jak osiągnąć te cele, jeśli z góry przezornie założymy, że można do nich dotrzeć? Każdy zauważa, że w szkole spotykają się uczniowie i nauczyciele. Podobnym truizmem jest fakt, że szkoła nie jest wyrwana z kontekstu życia społecznego, politycznego i gospodarczego kraju. Jeśli doszliśmy już do tego, że szkoła nie może stanowić przedpola dla ideologicznych zapędów władzy, to jak ma wyglądać jej wizerunek w dobie bałaganu społecznego, reklam i powszechnej świadomości zniewolenia przez środki socjotechniczne?

Co wychowujemy w człowieku? Jakie są granice wychowania? Co w człowieku ulega zmianie? Dlaczego jako nauczyciele chcemy wychować „człowieka w człowieku”? Pytań jest bez liku. Tymczasem coraz częściej odkrywam pośród studentów Wyższej Szkoły Pedagogicznej niechęć do smakowania zawodu nauczyciela, do snucia refleksji, wytrwałej, głębokiej i spokojnej. Refleksja ta może być wyłącznym stawianiem pytań.

STUDENCI UTONĘLI

Na zajęciach ze studentami ostatnich lat studiów dowiaduję się wielu prawd, uznanych i zaakceptowanych przez ogół grupy. Okazuje się, że „pedagogika jest nauką, która nie wymaga refleksji”, „filozofia jest niepotrzebna do kreowania jakiejś ściśle określonej koncepcji pedagogiki”. Nikt nie wie, czym różnią się poznane koncepcje wychowania. Nie potrafią też powiedzieć, która z nich przypadła im najbardziej do gustu. Na pytanie, kogo i w jaki sposób chcecie wychować, odpowiadają rozbrajająco szczerze, że będą prowadzić zajęcia oraz wychowywać dzieci „po swojemu”, czasami korzystając z otrzymanej w WSP wiedzy. Nikt nie wie, czym zajmuje się antropologia filozoficzna, również o korelacji pedagogiki, etyki i antropologii słyszą po raz pierwszy na moich zajęciach. Ktoś przyznaje, iż pierwszy raz usłyszał o tym, że ten, kto siedzi w ławce jest naprawdę człowiekiem – posiada wyobraźnię, poczucie własnej godności, humor... Studenci nie potrafią określić ani czym jest umysł, ani czym jest wolność. Niczego nie potrafią powiedzieć o roli uczuć poza zdawkowym: „cóż, one istnieją”. Wszyscy bardzo dużo mówią o podmiotowości człowieka, jego wolności i widać, że niewiele wynieśli z tych studiów, poza dobrze wyuczonymi formułkami. Na pytanie o możliwość obiektywnej oceny drugiego człowieka słyszę: każda ocena jest subiektywna, każdy sąd o rzeczywistości – również. Ilekroć proszę o „wyrażenie tego swoimi słowami”, wpadają w popłoch. Na pytanie o relację teorii i praktyki odpowiadają, że taka nie istnieje, ponieważ te dwie rzeczywistości dzieli przepaść. Studenci nie potrafią przeanalizować żadnego zadanego im problemu, ponieważ nikt nie uczy ich autentycznego postrzegania teorii, czyli wychodzenia spod klosza własnych przekonań, często podniesionych do rangi absolutnych, ku wiedzy intersubiektywnej (nie potrafią np. powiedzieć, dlaczego śmieją się z pewnej mamy, przestrzegającej swojego synka: „Nie bij Janka, bo się spocisz”). Studenci nie odnajdują żadnej dodatniej strony zawodu nauczyciela poza długimi wakacjami. Jednym słowem – utonęli...

NIEPOTRZEBNE MYŚLENIE

Za parę miesięcy idą do szkół. Ktoś im wmówił, że mają szanować wolność i indywidualność wychowanka, a nic nie powiedział im o wolności i samostanowieniu nauczyciela. „Cóż znaczy indywiduum dziecka, gdy w klasie patrzy na nas 30 dzieci?” Dla studentów jest to pytanie nierozstrzygalne. Przez parę lat obcowali z tymi samymi podręcznikowymi zwrotami. Cytuję opinię o studiach, wypowiedzianą przez studenta na moich zajęciach: „Po kilkuletnim stażu w WSP wyłącza się myślenie, bo i po co – jest ono niefunkcjonalne”. To przecież od nich dowiedziałam się, że studenci, z którymi da się porozmawiać, mają tutaj bardzo przeciętne oceny, a ludzie bez własnego zdania odbierają stypendium naukowe za wysoką średnią, zebraną podczas zdawania egzaminów.

Studentów obowiązuje język „naukowy” i jedynie taki. Model kształcenia, według którego student WSP przychodzi na zajęcia w celu wysłuchania „papki intelektualnej”, mającej upozorowaną postać pełnej informacji na dany temat, stanowi poważne zagrożenie dla wiarygodności edukacji przyszłego nauczyciela. Jak łatwo zauważyć, istnieją mody na swoisty język, którym wypada posługiwać się na terenie różnych dziedzin wiedzy. I tak, na obszarze pedagogiki stosunkowo rzadko używa się słowa „człowiek”, a jeszcze rzadziej „osoba”. Teraz mówi się „podmiotowość”. Nie prowadzi się rozmowy, lecz dialog. Nie mówi się „samostanowienie”, lecz „wolność”. Już tylko krok dzieli nas od zagrożenia – jeśli nie mówisz TYMI słowami, to nie jesteś „autorytetem” w pedagogice, nie jesteś „nasz”. Zapewne to nie tylko kwestia słów, lecz raczej skutek ograniczenia się do jednej gałęzi wiedzy czy jednego środowiska naukowego.

MARZY MI SIĘ...

Myślę, że kształcimy niedouczonych, lękliwych nauczycieli, którzy patrząc na klasę obawiają się konkretnego, aktywnego zachowania, obawiają się wykrycia ich własnej niewiedzy, obawiają się siebie. Marzy mi się nauczyciel, który wie, że przekazuje wiadomości z maleńkiej części gmachu wiedzy, który zna relacje tej części do całości oraz ma świadomość tej całości. Marzy mi się nauczyciel, który zna uczucie wolności, determinacji i związanej z nimi odpowiedzialności. Marzy mi się nauczyciel z wyobraźnią, który nie będzie stronił od niekonwencjonalnych metod wychowania, który np. przyniesie chleb na lekcje i postawi pytanie: Czy znacie zapach chleba? Marzy mi się nauczyciel, który zadaje „dziwne pytania”, który prowokuje „inne” odpowiedzi, prawdziwie własne. „Mój” nauczyciel nie boi się „być sobą”, nie boi się też być przyjacielem. Wie, że przekazuje swoją postawą, gestami, grymasem twarzy i słowami określoną hierarchię wartości (czy tego chce, czy nie). „Mój” nauczyciel jest świadomy, że zna niewielką część istniejącej w książkach wiedzy, ale czy może to być powód do niepokoju?

PREDYSPOZYCJE

Jacques Maritain twierdził, że bycie nauczycielem jest sztuką. Zapewne, jak to w sztuce bywa, nie każdy może to osiągnąć. Kraje zachodnie już w latach siedemdziesiątych wprowadziły obowiązkowe testy psychologiczne dla kandydatów na studia pedagogiczne, odkrywające pewne wrodzone predyspozycje oraz zdolności. Przypominają mi się moje zajęcia z dydaktyki, podczas których prowadzący ćwiczenia, po przeprowadzeniu z każdym indywidualnej, krótkiej rozmowy, stwierdzał predyspozycje bądź ich brak mówiąc:
– Pan nie lubi dzieci, prawda?
– Tak.
– To co Pan tu robi?
lub:
– Pani ma za słaby głos, musi Pani nad nim popracować. Myślę, że ma to związek z Pani tendencją do depresji, do zaniżania bądź negacji własnej tożsamości.

Wszyscy pytaliśmy po cichu, skąd On to wie? Tymczasem opinie te sprawdzały się w przyszłości z niezwykłą precyzją.

PRZESŁANIE

Nauczycielu drogi, wymagana jest od ciebie konkretna postawa wobec drętwoty myślenia, zła, lenistwa i tchórzostwa. Choć wychowany jesteś na relatywizmie, to wiedz, że nie wszystko jest tak „płynne”, jak ci się wydaje. Jeśli wchodzisz do klasy z pokorą w sercu, uporządkowanym obrazem świata, pragnieniem uczynienia czegoś wielkiego, niepowtarzalnego, jeśli pochylasz się nad dziećmi z roztropnością i nadzieją, że usłyszą cię, zrozumieją sens twoich słów, jeśli pochylasz się nad nimi ze świadomością, że będą budowali świat twoich wnuków, to na pewno jesteś na drodze sukcesu. Nauczycielu drogi, nie obawiaj się ani obiektywizmu, ani rzeczywistości, która ciebie otacza. Właśnie tobie przypada w udziale możliwość pokazania porządku pojęć, siły ludzkiej wyobraźni i radości, czaru historii człowieka. Dbaj o swoją tożsamość i wolność, wtedy na pewno odkryjesz swoją odpowiedzialność.

Mgr Wanda Kamińska, absolwentka filozofii KUL, jest asystentem w Instytucie Filozofii WSP w Słupsku.

Uwagi.