Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 2/1998

Amatorzy
Poprzedni Następny

W nauce potrzebni są nie tylko profesjonaliści, lecz także amatorzy.
Mogą oni stać się cennym uzupełnieniem kadry badaczy.

Stanisław Czachorowski

„Amator” – to brzmi pejoratywnie. Lecz jeśli odnieść się do łacińskiego źródłosłowu - amator jest miłośnikiem. Jak to się stało, że zajmowanie się nauką (badaniami, poszukiwaniami) z zamiłowania stało się czymś pogardzanym? Czy nauka musi być misją z wyrzeczeniami, tworzoną w bólach i pocie czoła, aby była wartościowa? Już prawie krok do stwierdzenia, że uprawianie nauki to skazanie na galery.

RUCH AMATORSKI

Nowożytna nauka w dużej mierze narodziła się jako ruch amatorski. Po pierwsze z zamiłowania, przyjemności zaspokajania ludzkiej ciekawości, po drugie – jako nie zarobkowy (nieprofesjonalny? niezawodowy?) ruch. Amatorzy zbierali okazy przyrodnicze i dzieła sztuki dla czystej przyjemności. Najbardziej „uzawodowieni” byli naukowcy związani z edukacją. Uczenie innych immanentnie wiąże się z poznawaniem. Trudno wszak uczyć innych poszukiwania prawdy, samemu tego nie czyniąc. Trudno zapalać innych, samemu nie płonąc. Lecz błędem byłoby sądzić, że najszybszy postęp naukowy zawsze odbywał się w uniwersytetach. Były okresy, gdy nauka rozwijała się w towarzystwach naukowych, nie zaś na uniwersyteckich katedrach.

Wróćmy jednak do szkół. W XIX w. nauczyciele często brali czynny udział w nauce. Teraz należy to do rzadkości. Wypaczony został chyba pierwotny ideał nauczyciela. W pewnym sensie ideał ten przetrwał w uniwersytetach, gdzie nauczyciel (profesor) z litery prawa niejako zmuszony jest do uprawiania nauki. W przeciwnym razie nie może zachować swojego stanowiska. Wyjątek stanowić mogą jedynie profesorowie tytularni, którzy naukę uprawiają już tylko dobrowolnie (muszą wszak uprawiać dydaktykę).

IZOLACJA

Dlaczego „profesjonalna” nauka wyizolowała się? Istnieje kilka powodów. Jednym z nich jest upadek prestiżu scjentyzmu. Postęp, naukowość, wiedza naukowa jeszcze w XIX i pierwszej połowie XX w. miały znacznie większy szacunek w społeczeństwie. Stwierdzenie, że coś jest „naukowe” stanowiło wartość samą w sobie. „Naukowość” była silnym atutem, przekonującym opornych. Używano tego określenia jako swoistego argumentu. Nawet socjalizm był naukowy... Dzisiaj prestiż nauki jest już dużo mniejszy. Różne są tego przyczyny (m.in. nie spełnione obietnice i nadzieje wiązane z postępem naukowym). Fakt pozostaje jednak faktem. Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje w kulturze. Science-fiction zastępowana jest baśnią fantastyczną, zarówno w literaturze, jak i w kinematografii. W filmach telewizyjnych różne zagadki czy problemy (np. ekologiczne) rozwiązują szamani, czarownicy, znachorzy, indianie, „starzy górale”, nie zaś eksperci z tytułami naukowymi.

Wystarczy przejrzeć tytuły czasopism w kioskach: wiele jest czarnej i białej magii, wróżbiarstwa, czarów, UFO itp. Innym wyznacznikiem może być silny, ogólnoświatowy nawrót religijności. Naukowy światopogląd, który w intencji wielu miał doprowadzić do zaniku wiary w Boga (opium dla mas), traci swoich zwolenników, wyradza się w rozmaite sekty, próbujące połączyć elementy nauki (raczej niby-nauki) z różnymi dziwnymi poglądami, przekształca się w swoistą „religię naukową” (np. scjentolodzy).

MNIEJ PRESTIŻU

Zanik autorytetu nauki sprzyja rodzeniu się frustracji w szeregach naukowców. Coraz bardziej tracą na znaczeniu w społeczności, przestają być gwiazdami. Nie wystarczy być naukowcem czy pracownikiem uniwersytetu, aby automatycznie zyskać szacunek. Uniwersytet i laboratorium coraz mniej dodają splendoru i prestiżu, choć, oczywiście, jest on jeszcze duży. Czy dlatego tak wielu profesorów akademickich ucieka do polityki i zajmuje ławy parlamentarne, porzucając całkowicie lub częściowo sale dydaktyczne w uczelniach?

Drugim powodem zwiększającej się frustracji naukowców jest pauperyzacja finansowa. Dotyczy to zwłaszcza krajów byłego bloku sowieckiego. Relatywnie niskie płace nie budzą szacunku. Zawód naukowca jest coraz mniej atrakcyjny, co wyraźnie widać w strukturze zatrudnienia.

Trzecim powodem jest utrata przez naukę elitarnego charakteru w wyniku jej upowszechnienia. Tak, ludzi z wyższym wykształceniem jest coraz więcej (ilościowo i procentowo). Liczba pracowników nauki jest też bardzo duża i stale rośnie. Można powiedzieć, że liczba „gwiazd” w społeczności globalnej i lokalnej jest ograniczona. Stąd przychodzi konkurować o popularność i szacunek nie tylko z innymi zawodami, lecz także z kolegami „po fachu”. Bardziej oświecone społeczeństwo stawia wyższe wymagania. Między analfabetami nietrudno wyrobić sobie szacunek i uznanie. Dużo trudniej w społeczności magistrów.

A zatem trzy powody: powolny zmierzch scjentyzmu, wzrost egalitaryzmu w nauce i pauperyzacja finansowa, rodzą frustrację w środowisku akademickim. Odreagowaniem, swoistą obroną, jest zamykanie się w swoim getcie i izolowanie się od społeczeństwa. Jedną z form jest tworzenie hermetycznego żargonu, niezrozumiałego dla przeciętnego zjadacza chleba czy amatora. Można to porównać do językowego „wyodrębniania się” arystokracji w dawnych wiekach. Już po języku widać, kto „swój”, a kto jest tylko „profanem”, „amatorem”, „chamem”, „kmieciem”. Inną formą samoizolacji jest silne zbiurokratyzowanie nauki. Obecnie więcej mamy urzędników niż autentycznych badaczy.

ROSNĄ KOSZTY

Kolejnym powodem tworzenia się przepaści między „zawodowymi naukowcami” a amatorami jest kosztowność nauki. Kiedyś wystarczyła znajomość skąpej literatury. Mała ilość książek stawała się rzeczywistą przeszkodą w rozwoju nauki. Aparatura badawcza była stopniowo doskonalona, lecz dostępna dla amatorów. W tej chwili w niektórych dziedzinach aparatura badawcza jest bardzo precyzyjna, skomplikowana i kosztowna. Tak kosztowna, że na jej zakup i utrzymanie nie może sobie pozwolić niejedno państwo. Wiele laboratoriów wyposażają i utrzymują tylko duże korporacje czy uniwersytety. Uczenie się metodyki badawczej (nauka obsługi skomplikowanej aparatury i interpretacji wyników) zajmuje wiele lat. Amatorzy mogą tylko śledzić wyniki w pismach popularnych, bo dostęp do oryginalnych pism naukowych jest bardzo utrudniony (nie mówiąc o znajomości języka obcego).

Tak więc obecnie określenie „amator” nabrało pejoratywnego znaczenia i służy do rozróżniania „swoich” – profesjonalistów od „nie swoich” – amatorów. Czy jednak nauka tworzona dla własnej przyjemności jest gorsza od uprawianej dla pieniędzy? Wielu profesjonalistów uprawia wszak naukę także dla przyjemności.

Wyrzucenie amatorów poza obszar uprawiania nauki ma swoje obiektywne i subiektywne przyczyny. Czy jest więc w ogóle miejsce dla amatorów w nauce? Jest. Bez amatorów nie będzie nauki. Nauka nie istnieje w próżni i dla samej siebie. Funkcjonuje w wymiarze osobistym i społecznym. W tym pierwszym jest zaspokajaniem własnej, ludzkiej ciekawości. To silny bodziec. Nikt nie może zabronić prywatnego poznawania świata. Pozostaje tylko sprawa kosztów: albo tak rozumiany amator jest bogaty, albo musi szukać sponsora. W sumie sprowadza się to do czasu, jaki możemy poświęcić na badania – czy będzie to cały nasz wolny czas, czy tylko czas wolny od pracy. Na marginesie można dodać, że naukowcom z Polskiej Akademii Nauk trochę łatwiej uprawiać badania naukowe, gdyż jest to ich jedyne zajęcie. Pracownicy uczelni muszą zaś dzielić czas między naukę i dydaktykę – czy są więc bardziej amatorscy od swoich kolegów z PAN?

AMATORZY I SPONSORZY

W wymiarze społecznym uprawianie nauki wiąże się z upowszechnianiem wyników poszukiwań i ze zdobywaniem funduszy. Nawet amatorzy chcą, aby inni dowiedzieli się o ich odkryciach. Poza tym, człowiek jest istotą społeczną i poszukuje kontaktu z kimś, z kim może porozmawiać na interesujący go temat. Żeby jednak kontakt był możliwy, trzeba móc się porozumieć. Stąd potrzeba jednego języka. Wystarczająco dużo jest języków na świecie, nie ma więc racjonalnej potrzeby, aby mnożyć kolejne slangi utrudniające porozumienie. Nauka nie może zapominać o swoim odbiorcy – szerokich kręgach społecznych. Wyniki badań naukowych muszą być relacjonowane zrozumiale. W przeciwnym razie nikt ich nie będzie słuchał ani czytał.

Równie ważne ze społecznego punktu widzenia są pieniądze, pochodzące od indywidualnego sponsora lub z budżetu państwa. Ważnym sponsorem jest przemysł. Wiele korporacji utrzymuje kosztowne laboratoria, w których uprawiana jest nawet bardzo kosztowna nauka. Wiele badań (i etatów naukowych) utrzymuje państwo, czyli podatnicy. Tak jak trzeba przekonywać indywidualnego sponsora, tak trzeba przekonać podatnika, aby chciał finansować badania. Do rzeczywistego przekonania potrzebny jest zrozumiały język. Czy kupimy w sklepie towar tajemniczo opakowany, z informacjami w obcym języku lub zupełnie niezrozumiałymi? Budżetem państwowym rozporządza m.in. Sejm (posłów wybieramy wszyscy). Spójrzmy na budżet nauki i edukacji, aby dowiedzieć się, co o wartości tych sfer aktywności ludzkiej sądzą posłowie. Postawy posłów pośrednio wynikają z postaw i osądów amatorów właśnie. Jeśli więc chcemy uprawiać naukę zawodowo, musimy zabiegać o mecenasów i sponsorów. Także biedni amatorzy muszą zabiegać o fundusze umożliwiające im realizację własnych pasji.

Amator jest więc niezwykle ważny i cenny dla rozwoju nauki, bo dostarcza funduszy na badania. A swego chlebodawcy nie wolno obrażać czy lekceważyć. O jego życzliwość należy zabiegać. Co więcej, należy zabiegać o rozwój amatorów, gdyż tylko miłośnicy gotowi są oddać coś swojego na rozwój nauki. Nie wszyscy zjadacze chleba są amatorami – miłośnikami nauki. Trzeba w nich te pasje i zainteresowania rozbudzać. Trzeba więc pokazać to, co w nauce jest rzeczywiście wartościowe, porywające, ciekawe, fascynujące. Jeszcze lepiej, jeśli nasze pasje udzielą się amatorom.

Rola amatorów w nauce jest znacznie większa niż tylko dostarczanie funduszy na badania. Amatorzy mogą współtworzyć odkrycia naukowe. Nauka bez amatorów będzie kuleć. Owszem, są dziedziny, do których aktywny dostęp amatorów nie jest możliwy (np. pewne działy fizyki, biologia molekularna). Jedynym ich udziałem jest tu śledzenie wyników i dyskutowanie osiągnięć oraz porażek. Wiedzę można wszak zdobywać dzięki własnym eksperymentom i doświadczeniom, jak też czytając o eksperymentach innych. Bierny udział w nauce, to jednak kiepski udział. Potrzebna jest aktywność. Amatorzy mogą i uczestniczą w badaniach naukowych. W krajach zachodnich udział amatorów jest znacznie bardziej powszechny także dlatego, że profesjonaliści są bardziej otwarci na amatorów. Być może dlatego fundusze na badania są tam dużo większe.

Nieocenioną rolę amatorzy mogą odgrywać w zbieraniu danych. Szeroko zakrojone badania wymagają często zebrania wielu rozproszonych informacji. Na to potrzeba ogromnych pieniędzy lub wielu wolontariuszy. Ich wkładem jest własny czas i praca. W badaniach profesjonalnych trzeba byłoby zdobyć środki finansowe na wiele etatów. Zebrane dane można już obrabiać w najlepszych laboratoriach i uniwersytetach.

Przykładów pozytywnego „amatorstwa” w nauce jest wiele. Przede wszystkim w badaniach biologicznych czy monitorowaniu stanu środowiska. Do bardziej znanych przykładów można zaliczyć „liczenia bociana”. W kręgach humanistycznych bardzo istotne są wszelkie ruchy genealogów-amatorów. Są one popularne, zwłaszcza w bogatych krajach zachodnich.

Co polskie środowiska „profesjonalne” mogą zaproponować „amatorom”? Do jakich akcji, kampanii, badań mogą się włączyć miłośnicy? Nie chodzi tu tylko o własny interes (pozyskanie środków finansowych na etaty naukowców, wyższe pensje czy badania). We współczesnym świecie narasta kryzys czasu wolnego. Coraz więcej ludzi ma problem ze swoim wolnym czasem. Absorbowanie umysłów pożytecznymi zajęciami (zamiast alkoholu, narkotyków, przestępczości) jest zadaniem szlachetnym. Rysuje się więc nowa „misja” dla świata naukowego. Czy z niej skorzystamy?

Dr Stanisław Czachorowski, biolog, pracuje w Zakładzie Ekologii i Ochrony Środowiska Instytutu Biologii WSP w Olsztynie.

Uwagi.