|
Pniewski był człowiekiem nadzwyczajnym. Można go Grzegorz Filip
Co właściwie odkryli Danysz i Pniewski? Analizując mikroskopowo klisze, naświetlone promieniowaniem kosmicznym podczas lotu balonu stratosferycznego, dostrzegli dwie „gwiazdy” połączone grubym torem. Jedna z nich przedstawiała rozbicie ciężkiego jądra emulsji fotograficznej, pewnie bromu lub srebra, przez wysokoenergetyczny proton promieniowania kosmicznego. Gruby tor był śladem fragmentu o dużej masie i kończył się drugą „gwiazdą”, wskazującą na jego spontaniczny rozpad. Przez kilka tygodni obaj badacze analizowali zaobserwowane zjawisko i często rozmawiali o nim, siedząc na kawie w „Niespodziance”, nowo otwartej kawiarni na MDM. To właśnie tu wysunęli hipotezę, że oprócz protonów i neutronów jądro musiało zawierać jeszcze coś. Tym czymś była cząstka elementarna, którą dwa lata później nazwano hiperonem L. Fragment jądrowy, złożony z protonów, neutronów i owego hiperonu nazwano hiperjądrem. Hiperony L są cięższe od nukleonów i są cząstkami nietrwałymi, rozpadającymi się w procesach oddziaływań słabych na nukleon i mezon P. Najprostszym hiperjądrem jest hipertryt 3, zawierający jeden proton, neutron i hiperon, najpospolitszym – hiperhel 5. Odkrycie hiperjąder umożliwiło badania oddziaływania między hiperonem a wiążącym go nukleonem, co znacznie rozszerzyło wiedzę o właściwościach jąder atomowych. Początkowo świat fizyczny odnosił się do odkrycia z rezerwą. Później jednak, niezależnie w kilku laboratoriach na świecie, zaobserwowano podobne zjawiska. Wkrótce Murray Gell-Mann wykazał, że hiperony posiadają szczególną własność zwaną dziwnością, która tłumaczyła wiele ich cech. Odkrycie hiperjąder było krokiem do wykrycia dziwności. Odkrycie Danysza i Pniewskiego – pisał Andrzej K. Wróblewski – było najważniejszym w fizyce wysokich energii w Polsce, a może nawet w całej powojennej historii fizyki. Pniewski z Danyszem, mimo różnicy charakterów, stanowili doskonale uzupełniający się tandem i wzór dobrej współpracy. W życiu pozanaukowym byli natomiast zupełnie inni. Danysz – aktywny: polował, żeglował, błyszczał w towarzystwie. Został wkrótce wicedyrektorem Instytutu Badań Jądrowych w Dubnej. Pniewski cichy, skromny, przygarbiony, wydawał się starszy niż to wynikało z metryki. Nie miał dzieci, ale jego dzieckiem był instytut na Hożej. Całe życie wypełniały mu badania i kierowanie warszawską placówką. Ośrodek fizyki na Hożej stworzył przed wojną, w roku 1921, prof. Stefan Pieńkowski. Po wojnie trzeba było odbudować zniszczony obiekt, co Pieńkowski złożył w całości na barki Pniewskiego. Po śmierci Stefana Pieńkowskiego w roku 1953 Pniewski został na Hożej dyrektorem i do końca życia był ojcem duchowym instytutu. Wspominany jest jako ten, który wprowadził rotację kadr. Aby placówka mogła utrzymać wysoki poziom, koniecza była stała wymiana pracowników, odbywająca się wyłącznie na podstawie kryterium merytorycznego. Mechanizm selekcji miał tylko wtedy sens, gdy prowadził do zatrzymania najlepszych. Pniewski zaczął rotację od zwolnienia trzech asystentów, którzy nie rokowali nadziei na to, że będą dobrymi uczonymi. Zrobił to, mimo że byli oni synami jego dobrych przyjaciół. Dał w ten sposób sygnał, że poziom ośrodka jest dla niego sprawą najważniejszą. Taki mechanizm funkcjonował na Hożej przez wiele lat. Teraz jest inaczej. Zdolni sami odchodzą tam, gdzie dostaną lepsze warunki. Prof. Marian Grynberg wspomina Jerzego Pniewskiego jako wykładowcę i dyrektora: Pod koniec jego życia, mimo różnicy wieku między nami, łączyły nas więzy przyjacielskie. Choć pracowaliśmy w zupełnie różnych gałęziach fizyki, mogę powiedzieć, że byłem jego uczniem. Słuchałem jego wykładów, a wykładał znakomicie, i przyglądałem się, jak organizował życie naukowe, w jaki sposób przez długie lata kierował instytutem. Potem, gdy samemu przyszło mi przyjąć taką funkcję, wykorzystywałem tę naukę. Pniewski nigdy nie miał problemów z przyznaniem się do błędu, nawet wobec człowieka znacznie młodszego, jeśli został przekonany, że nie ma racji. Dbał o swoich asystentów, o rozwój ich kariery naukowej. W opublikowanych wspomnieniach docenia pracę, talenty i osiągnięcia swych najzdolniejszych uczniów, dzisiejszych profesorów: Ewę Skrzypczak, Andrzeja K. Wróblewskiego i Janusza Zakrzewskiego. Był autorytetem naukowym i moralnym nie tylko na Hożej, ale w całym środowisku fizyków polskich. Lubili go i cenili studenci. W marcu 1968, gdy stanowisko ówczesnego rektora uniwersytetu w sprawie represji policyjnych wobec studentów spowodowało rozgoryczenie środowiska akademickiego i wielkie napięcie, na wiec wezwano Pniewskiego. W swoim wystąpieniu w Audytorium Maximum przed tłumem rozgorączkowanej młodzieży nie oszczędził władz rektorskich. Uspokoił jednak studentów i doprowadził do bardziej racjonalnych reakcji z obu stron. W czasie strajku studenckiego w grudniu 1981 roku, tuż przed stanem wojennym, zapamiętano go, jak co dzień rano przywoził studentom z piekarni ciepłe bułeczki. Uważał się za optymistę i człowieka sukcesu. Prof. Grynberg wspomina, że lubił sztuczki z kartami, umiał je robić, długo ćwiczył i pokazywał innym. Największą jego sztuką były jednak umiejętności organizacyjno-administracyjne i szczególny stosunek do drugiego człowieka. |
|
|