|
Można porzucić marzenia o zatrudnieniu w Brukseli
przedstawiciela Komitetu, który zabiegałby
o interesy polskiej nauki w ramach
V Programu Ramowego Unii Europejskiej.
Andrzej Wiszniewski
Naszą naukę czeka rok niełatwy. I, niestety, nadal rok oszczędności. Formułowane przez KBN i poparty przez całe środowisko naukowe postulat, by w roku 1999 budżetowe nakłady na naukę osiągnęły 0,6 proc. PKB (oznaczałoby to ok. 3 636 mld zł, co w porównaniu z tegorocznymi nakładami, wynoszącymi 2 405 mld zł, dawałoby ponad 50-procentowy przyrost nominalny), nie zostanie zrealizowany. Po bardzo dramatycznych dyskusjach Rady Ministrów nad założeniami do projektu budżetu na rok nadchodzący, nauce przypadło jedynie ok. 2 766 mld zł, co stanowi 0,455 proc. PKB. Jest to przyrost nominalny o ok. 15 proc., czyli przyrost realny, po uwzględnieniu inflacji, o mniej więcej 6 proc. Mało, o wiele za mało dla naszych potrzeb. Pozostaje mieć nadzieję, że w ostatecznej fazie prac nad budżetem uda się te kwoty nieco zwiększyć, choćby do zakładanego w strategii średniookresowej poziomu 0,47 proc. PKB, czyli co najmniej o dalsze 80 mln zł.
OSZCZĘDNY KOMITET
Szczególnie ostre cięcia dotknęły wydatki na administrację i to nie tylko KBN, lecz wszystkich instytucji centralnych, w tym PAN. Zmniejszono je nominalnie do poziomu 0,92 proc. wydatków tegorocznych, czyli, uwzględniwszy inflację, o ok. 17 proc. Takimi zabiegami można niekiedy zamienić biurokrację znośną na fatalną. Przyczynkiem do tej opinii może być porównanie wydatków ponoszonych na administrowanie przez instytucje i fundacje pokrewne KBN, zajmujące się finansowaniem prac badawczych. Oto niektóre przykłady, podające koszta administracyjne w odniesieniu do funduszy, jakimi te instytucje dysponują: European Science Foundation – 26 proc., Consiglio Nazionale delle Richerche (Włochy) – 14 proc., Agence Nationale de la Recherche (Francja) – 12 proc., European Laboratory for Particle Physics – 12 proc., NUTEK (Szwecja) – 8 proc., Senter (Holandia) – 7 proc., JNICT (Portugalia) – 7 proc., Economic and Social Research Council (UK) – 7 proc., CDTI (Hiszpania) – 6 proc., National Science Foundation (USA) – 5 proc., Medical Research Council (UK) – 4 proc., Deutsche Forschungsgemeinschaft (Niemcy) – 3 proc., KBN (Polska – 1998) – 0,7 proc.
Jaki z tego wniosek? Wbrew często wypowiadanym poglądom, KBN jest niezwykle oszczędną instytucją. Sądzę, że nawet zbyt oszczędną. Bowiem zwiększenie względnych kosztów administracyjnych do poziomu choćby tylko 1/3 tego, czym dysponują najoszczędniejsze instytucje europejskie, oznaczałoby dodatkowy wydatek na poziomie kilku milionów, a mogłoby powodować korzyści ekonomiczne idące w dziesiątki a może i setki milionów zł. Spodziewane cięcia budżetowe mogą w roku 1999 jeszcze zmniejszyć względne koszta administracyjne KBN do poziomu ok. 0,56 proc. sumy środków, jakimi Komitet dysponuje. W tej sytuacji należy jedynie współczuć Dyrektorowi Generalnemu Komitetu, który przy tak zaciśniętym pasie będzie musiał zapewnić dobre (a nawet bardzo dobre) funkcjonowanie KBN. I można porzucić marzenia o zatrudnieniu w Brukseli przedstawiciela Komitetu, który zabiegałby o interesy polskiej nauki w ramach V Programu Ramowego Unii Europejskiej. Jak bardzo taki człowiek jest potrzebny, niech świadczy przykład Finlandii. W staraniach o dofinansowanie projektów w ramach IV Programu Unii Finowie zatrudnili w Brukseli 3 swych przedstawicieli. Opłaciło się, gdyż dofinansowanie fińskich projektów było dwukrotnie wyższe niż wpłata Finlandii do budżetu Programu.
DOCHODZI REPUTACJA
Kiedy mowa o V Programie Ramowym Unii Europejskiej, to jeszcze raz chciałbym najgoręcej zachęcić te polskie ośrodki naukowe, które mieszczą się w obszarze tematyki preferowanej przez Program, aby intensywnie przygotowywały się do wystąpienia z propozycją programów badawczych. Moim zdaniem, pierwsze kroki na tej drodze powinny być następujące: 1. Nawiązanie kontaktu z potencjalnymi partnerami w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem jednostek, które będą mogły wykorzystywać wyniki badań (zakłady przemysłowe, małe i średnie przedsiębiorstwa, instytucje użyteczności publicznej itp.); 2. Nawiązanie kontaktów z potencjalnymi partnerami z krajów Unii Europejskiej i omówienie z nimi tematyki badawczej, która mogłaby być przedmiotem wniosku o dofinansowanie. Ustalenie koordynatora, którym powinna zostać instytucja o największej „sile przebicia” w Brukseli; 3. Dobre poznanie zasad przygotowania wniosków, zarówno jeśli idzie o ich treść, jak i formę; 4. Wspólne z partnerami wstępne przygotowanie wniosku, dokładne sprawdzenie jego atrakcyjności i poprawności, w miarę możności przedyskutowanie tych aspektów z ludźmi o doświadczeniu we współpracy z Brukselą; 5. Kiedy Unia ogłosi wezwanie do składania wniosków, przesłanie go w terminie i próba zapewnienia poparcia dla starań u osób stojących blisko europejskich decyzji.
To wcale nie jest łatwy program i wywiązanie się z tych wszystkich zadań wymaga nie tylko świetnego pomysłu i dobrego warsztatu, lecz także czasu, uporu i inwencji. Ale potencjalna korzyść może być ogromna. Unia dofinansuje projekt w połowie i uczyni to hojnie, zaś duży procent pozostałej części otrzyma dofinansowanie z KBN. Jest zatem o co walczyć, bowiem do tych znacznych pieniędzy dochodzi jeszcze reputacja, która będzie miała wpływ na ocenę jednostki przy określaniu środków na działalność statutową.
A co z tymi, którzy namęczą się przygotowując wniosek, zyskają dobrą ocenę w gremiach unijnych, lecz nie zmieszczą się wśród zwycięzców (ostatecznie współczynnik sukcesu będzie zapewne na poziomie 0,1–0,15)? Czy trud, jaki w tę sprawę włożyli, pójdzie na marne? Otóż nie. KBN przewiduje przyznawanie środków na kontynuowanie pracy nad projektem tak, by móc go przedłożyć w następnej rundzie. I oby była to runda zwycięska. |