Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 9/1998

Czytelnia czasopism
Poprzedni Następny

Kolejne parki technologiczne rosną jak grzyby po deszczu, na razie w coraz to nowych projektach i planach. Miesiąc temu pisałem o działaniach podejmowanych przez uczelnie Krakowa, teraz zajrzymy do Poznania i Lublina, gdzie ujawniają się podobne ambicje.

SILICON VALLEY NA RUBIEŻY

głos POLITECHNIKIW Poznaniu mówi się, że tutejsze uczone gremia nie wykorzystują jak należy swego potencjału do unowocześniania technologii wykorzystywanych przez przedsiębiorstwa. Nie można jednak powiedzieć, że nic się w tym kierunku nie robi. Z „Głosu Uczelni” (nr 3-4/98), pisma Politechniki Poznańskiej, dowiadujemy się, że stolica Wielkopolski może pochwalić się działającym od maja 1995 roku na ponad trzech hektarach parkiem, w którym działają: Zakład Doświadczalny Syntezy Chemicznej, Centrum Technologiczne Wydziału Chemii UAM oraz Centrum Badań Archeologicznych. W trakcie organizacji znajduje się Centrum Produkcji Ogrodniczej i Centrum Informacji Naukowo-Technicznej. Ten zalążek przyszłej polskiej Krzemowej Doliny koncentruje się na razie na maksymalnym wykorzystaniu istniejących już przy ulicy Rubież terenów.

Co jest potrzebne, aby park technologiczny z prawdziwego zdarzenia w Poznaniu powstał? Zmiana ustaleń prawnych, które dziś niedostatecznie zachęcają firmy do inwestowania w badania naukowe. Należy zapewnić przedsięwzięciu wsparcie odpowiednich instytucji finansowych i samorządowych, ale również pełne wsparcie ze strony instytucji naukowych. Wielu uczonych bowiem alergicznie reaguje na termin „komercjalizacja nauki”. Z kolei obraz uczonego wśród przemysłowców nie jest dla pożądanego zbliżenia korzystny. Być może potrzebne są również działania typowo promocyjne, które pomogą dostrzec w naukowcach ludzi, a nie oderwanych od rzeczywistości maniaków z probówką... Pewno coś w tym jest.

MALOWANIE ŚCIANY WSCHODNIEJ?

bIULETYN INFORMACYJNY POLITECHNIKI LUBELSKIEJPark technologiczny w Lublinie, z inicjatywą utworzenia którego wystąpiła Politechnika Lubelska, byłby z kolei szansą dla tzw. ściany wschodniej, która niemal od zawsze cierpi na brak zainteresowania inwestycyjnego zza Wisły. Właściwe wykorzystanie szans i potencjału lubelskiego środowiska naukowego może stać się katalizatorem rozwoju gospodarczego makroregionu środkowowschodniego, natomiast sam makroregion liczącym się węzłem gospodarczym i kulturalnym zjednoczonej Europy – czytamy w „Biuletynie Informacyjnym Politechniki Lubelskiej” (nr 1/98).

Do zasadniczych celów postulowanego Lubelskiego Akademickiego Parku Technologicznego należą: popieranie powstawania i rozwoju małych i średnich firm stosujących zaawansowane, przyjazne środowisku naturalnemu technologie (z preferencją opracowań technologicznych lubelskich placówek naukowych) oraz przyciąganie jednostek badawczo-rozwojowych, firm krajowych i zagranicznych, a także laboratoriów środowiskowych. LAPT, który miałby być wspólnym przedsięwzięciem wszystkich lubelskich uczelni, placówek naukowych, banków i samorządu lokalnego, stawia już sobie konkretne zadania: pośrednictwo w międzynarodowym transferze technologii połączone z promowaniem i eksportem polskich rozwiązań naukowo-technicznych, usługi w zakresie doradztwa technicznego, organizacyjnego i marketingu oraz usługi w zakresie szkolenia i reorientacji zawodowej pracowników.

Brzmi to ambitnie. Jako mieszkaniec tego regionu życzę inicjatywie powodzenia.

TEN NUMER NIE PRZEJDZIE

KRONIKAOkazuje się, że środowiska akademickie trudno przekonać nie tylko do idei komercjalizacji nauki, ale także do konieczności wprowadzenia punktowego systemu oceny studentów w uczelniach. Nie ma mowy o wprowadzeniu jakiejkolwiek reformy, jeżeli nie zmieni się sposób myślenia znacznej części kadry naukowej – mówi jeden z pracowników dydaktycznych Uniwersytetu Łódzkiego na łamach czasopisma tej uczelni („Kronika”, nr 3/98). U nas panuje rzeczpospolita kolesi. Jak nie ma się dobrych układów, to habilitację można pisać przez dwadzieścia lat – dodaje.

System punktowy ma doprowadzić do zintegrowania polskich kierunków studiów z ich europejskimi odpowiednikami, ułatwić nostryfikację naszych dyplomów na Zachodzie, a także uprościć studentowi wybór specjalności i poruszanie się między polskimi uczelniami – skracając uciążliwą ścieżkę biurokratyczną.

Ten system nic nie zmienia i nic nowego nie wprowadzi – komentuje uniwersytecki wykładowca. Prawie 70 proc. przedmiotów, które trzeba zaliczyć, jest narzucone obligatoryjnie. Jedynie 30 proc. można sobie wybrać. (...) Pan wierzy w to, że stara kadra zaakceptuje zmiany w systemie nauczania, z których może wynikać, że ich wykłady nagle staną się nieobowiązkowe? (...) Ten numer łatwo nie przejdzie.

Nie dziwi nic. Oby tylko w ogóle przeszedł. Prędzej czy później musi to przecież nastąpić...?

TZW. LUKA

VIVAT„Czy wiesz, jak można obrazić wybitnego profesora? Dowodząc, że się go rozumie. Kiedyś w kuluarowej rozmowie powiedziałem takiemu: Aha, to znaczy, że... Wybitny profesor popatrzył na mnie zimno i wycedził: Panie, to ja trzydzieści lat pracowałem nad tą teorią, a pan ją tak od razu pojął? W ten sposób straciłem recenzenta pracy doktorskiej.” Ta anegdota, ilustrująca artykuł o walce pokoleń w uczelni, pomieszczona została na łamach „Vivat Academia” (nr 6/98), miesięcznika środowiska akademickiego Trójmiasta, wydawanego przez Uniwersytet Gdański.

Rozwijać się planowo i rozwijać się bardzo szybko – to dwie różne strategie kariery naukowej – pisze dalej Bolesław Niemierko. Gdy chce się natychmiast wyrwać profesorom prawdy naukowe, wyeksploatować je i odrzucić, trzeba liczyć się ze społecznym kosztem tej operacji. (...) Dziecięca naiwność zwiększa szanse rozwojowe. (...) Tylko bowiem (...) umysł nie spętany gotową teorią i nie obciążony żadnym dorobkiem (...) jest w pełni twórczy. (...) Uczony w pewnym wieku ma już tylko lepszą lub gorszą, a czasem wręcz znakomitą teorię. (...) Stąd zachłanność na pomysły (...) i chęć ich sprawdzenia cudzym środkiem (...). Jeśli kogoś oburza taka forma polowania na pomysły (...) niech wybierze młodego (dorobkiem!) promotora. Jemu żaden nowy pomysł nie jest potrzebny, bo (...) wszystkie wyniki (...) studentów uważa za swoje. (...) Ciekawe, że wielu studentów pochwala taką pańszczyznę.

No comments...

(rama)

Uwagi.