|
Kolejne parki technologiczne rosną jak grzyby po deszczu, na razie w coraz to nowych projektach i planach. Miesiąc temu pisałem o działaniach podejmowanych przez uczelnie Krakowa, teraz zajrzymy do Poznania i Lublina, gdzie ujawniają się podobne ambicje. SILICON VALLEY NA RUBIEŻY
Co jest potrzebne, aby park technologiczny z prawdziwego zdarzenia w Poznaniu powstał? Zmiana ustaleń prawnych, które dziś niedostatecznie zachęcają firmy do inwestowania w badania naukowe. Należy zapewnić przedsięwzięciu wsparcie odpowiednich instytucji finansowych i samorządowych, ale również pełne wsparcie ze strony instytucji naukowych. Wielu uczonych bowiem alergicznie reaguje na termin „komercjalizacja nauki”. Z kolei obraz uczonego wśród przemysłowców nie jest dla pożądanego zbliżenia korzystny. Być może potrzebne są również działania typowo promocyjne, które pomogą dostrzec w naukowcach ludzi, a nie oderwanych od rzeczywistości maniaków z probówką... Pewno coś w tym jest. MALOWANIE ŚCIANY WSCHODNIEJ?
Do zasadniczych celów postulowanego Lubelskiego Akademickiego Parku Technologicznego należą: popieranie powstawania i rozwoju małych i średnich firm stosujących zaawansowane, przyjazne środowisku naturalnemu technologie (z preferencją opracowań technologicznych lubelskich placówek naukowych) oraz przyciąganie jednostek badawczo-rozwojowych, firm krajowych i zagranicznych, a także laboratoriów środowiskowych. LAPT, który miałby być wspólnym przedsięwzięciem wszystkich lubelskich uczelni, placówek naukowych, banków i samorządu lokalnego, stawia już sobie konkretne zadania: pośrednictwo w międzynarodowym transferze technologii połączone z promowaniem i eksportem polskich rozwiązań naukowo-technicznych, usługi w zakresie doradztwa technicznego, organizacyjnego i marketingu oraz usługi w zakresie szkolenia i reorientacji zawodowej pracowników. Brzmi to ambitnie. Jako mieszkaniec tego regionu życzę inicjatywie powodzenia. TEN NUMER NIE PRZEJDZIE
System punktowy ma doprowadzić do zintegrowania polskich kierunków studiów z ich europejskimi odpowiednikami, ułatwić nostryfikację naszych dyplomów na Zachodzie, a także uprościć studentowi wybór specjalności i poruszanie się między polskimi uczelniami – skracając uciążliwą ścieżkę biurokratyczną. Ten system nic nie zmienia i nic nowego nie wprowadzi – komentuje uniwersytecki wykładowca. Prawie 70 proc. przedmiotów, które trzeba zaliczyć, jest narzucone obligatoryjnie. Jedynie 30 proc. można sobie wybrać. (...) Pan wierzy w to, że stara kadra zaakceptuje zmiany w systemie nauczania, z których może wynikać, że ich wykłady nagle staną się nieobowiązkowe? (...) Ten numer łatwo nie przejdzie. Nie dziwi nic. Oby tylko w ogóle przeszedł. Prędzej czy później musi to przecież nastąpić...? TZW. LUKA
Rozwijać się planowo i rozwijać się bardzo szybko – to dwie różne strategie kariery naukowej – pisze dalej Bolesław Niemierko. Gdy chce się natychmiast wyrwać profesorom prawdy naukowe, wyeksploatować je i odrzucić, trzeba liczyć się ze społecznym kosztem tej operacji. (...) Dziecięca naiwność zwiększa szanse rozwojowe. (...) Tylko bowiem (...) umysł nie spętany gotową teorią i nie obciążony żadnym dorobkiem (...) jest w pełni twórczy. (...) Uczony w pewnym wieku ma już tylko lepszą lub gorszą, a czasem wręcz znakomitą teorię. (...) Stąd zachłanność na pomysły (...) i chęć ich sprawdzenia cudzym środkiem (...). Jeśli kogoś oburza taka forma polowania na pomysły (...) niech wybierze młodego (dorobkiem!) promotora. Jemu żaden nowy pomysł nie jest potrzebny, bo (...) wszystkie wyniki (...) studentów uważa za swoje. (...) Ciekawe, że wielu studentów pochwala taką pańszczyznę. No comments... (rama) |
|
|