Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 1/1999

Klepsydra
Poprzedni Następny

Jan Koteja

Motto: Please wait

Rys. Małgorzata Gnyś-Wysocka"Czy był pan na andrzejkach?" - zapytała urzędowo i trochę złowróżebnie pani Rektor. Please wait. Nie piłem, dziewcząt nie całowałem, najwyżej po rękach, spodnie miałem całe, przynajmniej z przodu (tyłu nigdy nie można być pewnym). "Byłem" - odpowiedziałem. "A czy to prawda, że nakłaniał pan studentów do głosowania na Tymińskiego?" - kontynuowała pani Rektor. Please wait. Czy wyobrażacie sobie miksturę totalnego zdumienia, rozbawienia i wkurzenia? To było coś takiego. "Nikogo do niczego nie namawiam" - odpowiedziałem. "Ani do wódki, ani do tańca". A szkoda, bo gdyby Stan został prezydentem, może by się inaczej losy potoczyły. Nie chodzi mi jednak o prezydenta ani o tamte wybory, tylko o karnawał. Trochę z prorektorskiego obowiązku, trochę z ciekawości przygody, chodziłem na te andrzejki, studniówki, komersy, dyskoteki, juwenalia, kolumbijskie noce itp., których w pierwszej połowie lat 90. było mnóstwo, a które potem się skomercjalizowały. Szkoda. To co mi z nich zostało przede wszystkim, to migotanie świateł, huk głośników i wirowanie ludzi. Krzyczysz, a głos się odbija od tego zewnętrznego mocniejszego krzyku i nie wychodzi z ust. Jak tu było namawiać na Stanley'a?

No więc, proszę Państwa, zainstalowałem windowsy, aby skorzystać z Internetu i zaraz mi się przypomniały te dyskoteki: wszystko miga i wiruje, tłok jak cholera, a tu myszka ciągle gdzieś ucieka albo się chowa, parkiet za mały, z każdego kąta kuszą - kliknij tu, kliknij tam i obiecują jakieś cuda, zupełnie jak na karnawałowym jarmarku. Wszystko odbywa się jednak w ciszy wirującego dysku i wentylatora, bo karty grającej nie mam. I to jest zasadnicza różnica między windowsami i dyskoteką. Druga taka, że w dyskotece czeka się tylko na rozpoczęcie, zwykle nie dłużej niż godzinę, i na blady świt. W windowsach - absolutnie na wszystko, please wait!!! Na otwarcie, na instalację programu, na połączenie z jednym, drugim... serwerem, na wysłanie pytania, na odbiór dokumentu, na przesłanie grafiki itd. Please wait. Można skrócić czekanie wyłączając również obrazki, z czego skwapliwie skorzystałem. I wtedy monitor jawi się jak dyskoteka o świcie: pustka i na ścianie fluoryzujące napisy: WYJŚCIE albo: DROGA EWAKUACYJNA.

Jak zagospodarować to czekanie? Można czytać, np. "Forum". Pisze pan Skirko, że Wespazjan Kochowski "w ostatnich latach życia był schorowany, cierpiał na kołtun". Kto z Was, mili Czytelnicy, widział kołtun? Chodzi mi, oczywiście, o ten rodzaj kołtuna, na który cierpiał pan Wespazjan, a nie o ten, z którym obcujemy na co dzień. Ja widziałem, w muzeum medycyny przy ulicy Kopernika: miał jakieś 80 cm długości i opatrzony był naukową etykietą jednostki chorobowej "plica polonica" (a mówią, że nasi przodkowie nie mieli ducha patriotycznego). Ten muzealny kołtun był chyba rodzaju żeńskiego, coś w rodzaju materaca falistych włosów zlepionych odchodami wszy i wydzielinami skóry na skutek ustawicznego drapania. Czyli - please wait - pan Wespazjan po prostu miał wszy, co w tamtych czasach nie było żadną przeszkodą w piastowaniu wysokich urzędów ani w twórczości literackiej. Dziś nie uchodzi chodzić z kołtunem na głowie, ale samemu kołtunem można być, co i nie wadzi w piastowaniu urzędów czy w twórczości literackiej.

Na tylnej okładce "Forum" reklamuje "Edukację prawniczą". Pani minister Suchocka mówi na tej okładce: "Spojrzenie ministra sprawiedliwości na prawo musi uwzględniać to, co się dzieje w społeczeństwie". Jak widać, spojrzenie pani minister uwzględnia również luki prawne.

W innej gazecie, pani etnograf razem z panią dziennikarz informują czytelnika, że "w domach Pogórzan na znak wspólnoty potrawy wigilijne podawano w jednej misce". Czy chodzi o to, że wszystkie 13 potraw mieszano w jednej misce (na znak wspólnoty ze świnią)? Czy też o to, że jedzono z jednej miski? Jedzenie z jednej miski było rzeczą zwykłą, nie tylko w wigilię i nie tylko na Pogórzu. Drugiej miski często nie było w domu, nie było też służącej, która zmywałaby te wszystkie statki ani zlewozmywaka itd. Ale z tym "znakiem wspólnoty" coś na rzeczy jest. Gospodyni odpadał kłopot (i odpowiedzialność) dzielenia potraw, biesiadnicy mieli przed sobą wszystko, co było w tej jednej misce. Każdy szacował liczbę ziemniaków, dzielił je przez liczbę jedzących, uwzględniając współczynnik potrzeb i możliwości, z tego wyliczenia wychodziło, ile przypada na niego i jak często może sięgać do wspólnej miski. Jeszcze trzeba było dyskretnie rejestrować zachowanie innych. A pomyślcie, że nasi przodkowie robili to bez windowsów i komputera. Nic dziwnego, że posiłkom towarzyszyło skupienie. Czy chciałbyś, Miły Czytelniku, wrócić do wspólnej miski? I nie tłumacz, że to niehigieniczne.

Boże Narodzenie to oczywiście prezenty. Właśnie Członek Zarządu przekazał miłą wiadomość, że czynsze zdrożeją w przyszłym roku o 30 proc. "Jest to świąteczny prezent od Rady i Zarządu Krakowa" - powiedział. "Ponieważ jedna z propozycji zakładała 50 proc. podwyżki". Panowie Rajcy, skąd to nieprzystojne skąpstwo? Toż trzeba było założyć 100 proc. podwyżkę i w ramach mikołajowej dobroczynności obniżyć ją do 50 proc., to dopiero byłaby radocha!

Jeszcze o sprawach zagranicznych słowo. W notatce na trzy zdania przeczytałem, że ministerstwo skarbu "wykupiło 750 milionów długów zagranicznych, i na skutek tego nasze zadłużenie zmalało o 1,2 proc." Ale precyzja! Lepiej byłoby napisać 1.1729 proc., czytelnik prędzej by uwierzył, że ministerstwo wie, ile ma długów. A te 750 milionów odnosi się do groszy, złotych (starych, nowych?) guldenów, rubli czy euro? Zakładając, że chodzi o poczciwe dolary, to nasze zadłużenie wynosi, okrągło licząc, 75 miliardów USD, przy wszystkich darowiznach i umorzeniach, których doznaliśmy. To znowu znaczy, że do niechlubnych gierkowych długów dołożyliśmy drugie tyle, czyli 100 proc. Jeżeli zaś nasze długi wzrastają o 10 proc. rocznie, a maleją o 1,2 proc. to... Please wait. Na co???

I tak, widzisz Miły Czytelniku, wszystko przez to, że mi się zachciało Internetu. Gdyby nie to, nie musiałbym czekać ani zabijać czekania czytaniem gazet o lukach, prezentach, długach itp. Zaś w Nowym Roku życzę Ci obfitości wszelakiej ze wspólnej miski, oraz żeby Cię ominął kołtun, morowe powietrze i windowsy.

Uwagi.