Nadziei łut
Ale nie jedynym. Prof. Barbara Skarga, mówiąc o naszych obowiązkach w obliczu wejścia do struktur wspólnoty europejskiej, powiada: Potrzeba nam stabilizacji, nie radykalnych haseł w rodzaju głoszonych przez prawicę, by odebrać własność tym, którzy się wzbogacili. Autorka basuje swej rozmówczyni twierdząc, że to czysty populizm. To gorzej niż populizm odpowiada prof. Skarga - przeżyliśmy już taki akt rzekomej sprawiedliwościw 1946 i 1947 roku, kiedy odbierano ludziom własność, “zdobytą kosztem pracy robotnczej i chłopskiej". Po czym dodaje: Ludzie nie są równi, pozycję zdobywa się własną pracą i inteligencją. Pytam: Komuż to złowroga prawica, ten nieszczęsny ciemnogród, chce odebrać własność zdobytą własnym znojem i przemysłem? Kogo chce skrzywdzić w tak podły i niegodziwy sposób? Czyżby naszą nowoczesną socjaldemokrację ze świerzym jeszcze, co prawda, niemniej jednak europejskim sznytem? Toż to nie po chrześcijańsku... Myślę, że w tej chwili na całym świecie funkcja elit się załamuje ustępując pola kulturze masowej - powiada Jan Józef Szczepański i w tym stwierdzeniu tkwi sedno omawianego wydawnictwa. Drugi blok rozmów poświęcony jest dialogowi chrześcijaństwa z rozmaitymi przejawami współczesnej kultury, ale tak naprawdę chodzi o wypieranie lepszego wzorca przez gorszy. Zasadniczą zaś zaletą książki jest optymizm i nadzieja, z którą czytelnik pozostaje po zakończeniu lektury. Najbardziej boską rzeczą jest nie pozostawiać swego zagubionego stworzenia samemu sobie - pociesza ks. prof. Hryniewicz. Boga nazywamy Zbawicielem, bo On nigdy nie rezygnuje - ocala nas nawet przed nami samymi. (mer) Anna Jarmusiewicz, W Polsce, czyli w Europie. Rozmowy na początek XXI wieku, Wydawnictwo WAM, Kraków 1998, seria: Wokół Współczesności.
Język uniwersalny?
Książka, biorąc za główny temat funkcjonowanie łaciny, przyswaja czytelnikowi, szukającemu popularnych opracowań trudnych tematów, szeroką wiedzę dotyczącą kilku epok, zwłaszcza średniowiecza i baroku. Można z niej np. poznać - w opisie i w ilustracjach, co jest cechą całej serii - książki w tzw. oprawach sakwowych. Ikonografia stanowi jakby osobny, uzupełniający narrację wątek książki. W pewnym sensie pełni funkcje przewodnika informującego, gdzie znaleźć materialne ślady minionych zdarzeń opisanych w książce: słup drogowy z jednym z najstarszych napisów łacińskich na ziemiach polskich, herby Polaków studiujących w Padwie, budynki po polskim uniwersytecie w Wilnie. Niewątpliwie cenne są fragmenty książki dotyczące poezji polsko-łacińskiej. Nie zdajemy sobie sprawy, że na świecie nie znają naszych poetów piszących po polsku o sprawach polskich, natomiast znają zajmujących się sprawami uniwersalnymi poetów polsko-łacińskich, zwłaszcza Sarbiewskiego. Książka przybliża postać tego i innych poetów, a zamieszczona na końcu antologia tekstów pozwala bezpośrednio poznać ich wiersze - w tłumaczeniach na polski, oczywiście. Autor pisze także o współczesnej poezji polsko-łacińskiej. Jest taka! Do literatury wnosi jednak niewiele i trzeba ją potraktować jako sztukę dla sztuki, oryginalne hobby, wyraz opanowania przez autorów kunsztu władania martwym dziś językiem. Mikołajczak stworzył interesujące ramy formalne książki, tytułując kolejne rozdziały nazwami czasów łacińskich. Okres starożytnego Rzymu to plusquamperfectum - czas zaprzeszły, natomiast czasy współczesne to futurum - z łaciną jako językiem przyszłości. Uzasadnienie tej koncepcji - nie jestem przekonany do końca, że trafne we wszystkich przypadkach - znajduje się w krótkich wprowadzeniach do poszczególnych rozdziałów. Książka Mikołajczaka zajmuje miejsce w obecnym odrodzeniu zainteresowania językiem łacińskim - nie tylko klasyczną łaciną, jak to się działo w dawnych odrodzeniach, ale wszystkimi jej postaciami, które pojawiły się w Europie po upadku starożytnego Rzymu. Jest to praca popularyzatorska. Na drugim biegunie znajduje się nagrodzony przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej Słownik łacińsko-polski dla prawników i historyków, skierowany do zupełnie innego czytelnika. (mag) Aleksander Wojciech Mikołajczak, Łacina w kulturze polskiej, Wrocław 1998, Wydawnictwo Dolnośląskie, seria: A to Polska Właśnie.
Zapach i smak wciąż ten sam...
Po Bogu, to - parafrazując myśl Whiteheada - jedynie "przypisy na marginesach dzieł Nietzschego". Przy czym sam Nietzsche nieporównywalnie piękniej pisał (a może to jedynie Mortkowicz ze Staffem tak pięknie go przekładali na polszczyznę?). Wprawdzie szacowny dyrektor Emmanuel College odcina się jak może od ruchów New Age, próżne jednak to pienia. Wodnikową nomenklaturą książeczka Cupitta aż ocieka. Najbardziej bodaj charakterystycznym dla pozycji tego rodzaju akcentem jest, obecny także w dziele oksfordczyka, postulat zastąpienia starych, "zmurszałych" wierzeń, nową, wszechobecną Religią Światową (tym razem ma to być religia ekspresywna, indywidualistyczna i estetyzująca). Zastanawiający jest zawsze dla mnie zapał, z jakim niby to oświeceni, racjonalni i pozbawieni uprzedzeń współcześni humaniści pokazują pazury znamionujące twardogłowych dogmatyków i to w imię wolności od dogmatów właśnie. Brak tu, niestety, miejsca, by próbować dociec, czy wiąże się to z ogólnym kryzysem nauk humanistycznych, nie nadążających najwyraźniej za rzeczywistością, czy też bywa tylko cynicznym wykorzystaniem korzystnej koniunktury na postnowoczesnym rynku ducha i idei. Popyt na różnorodnych "guru", często zresztą przez nich samych zaprogramowany, zwiększa jednocześnie podaż, to oczywiste. Musi być to niezwykle lukratywna "fucha", skoro pociąga osobę nawet o takim statusie, jak Cupitt (co można bez wysiłku przeczytać między wierszami jego dziełka). W mylącym kamuflażu postmoderny nawet kompletną, absurdalną bzdurę można sprzedać jako odkrywczą mądrość. Wystarczy błysnąć erudycją (której Cupittowi nie sposób odmówić), odwołać się do inteligenckich, antyklerykalnych resentymentów, a mętniactwo wywodu ukryć w kunsztownym, scjentycznym słownictwie. Oczywiście, to też jest sztuka i nie sposób nie odczuwać czegoś na kształt podziwu przy kontakcie z w ten sposób opakowanymi rewolucyjnymi rewelacjami. Gdy jednak odrzeć te "idee" z szat maskujących, puszczają do nas perskie oko bezdomnej, wiekowej kurtyzany siedzącej w zapyziałym barze dworcowym nad miską nieświeżego bigosu. Ach, ten zapach... (kpuch) Don Cupitt, Po Bogu. O przyszłości religii, tłum. P. Sitarski, Wyd. CiS, Wyd. W. A. B., Warszawa 1998, seria: Masterminds.
Nowy słownik uczonych
W odróżnieniu od Uczonych polskich XIX-XX stulecia Andrzeja Śródki, książki prezentującej profesorów nieżyjących, dzieło pod redakcją Janusza Kapuścika obejmuje biogramy uczonych żyjących, "legitymujących się tytułem naukowym profesora". Informacje do leksykonu zbierano za pomocą ankiet, wysłanych do poszczególnych osób. Opracowane hasła były autoryzowane przez samych zainteresowanych, zawierają więc tylko takie informacje, jakie dana osoba chciała podać. Cóż, taka jest specyfika słowników osób żyjących. Hasło zawiera miejsce urodzenia i pełną datę (co dziś niezwykle cenne zważywszy, że np. Nowa encyklopedia powszechna PWN podaje tylko daty roczne), dyscyplinę i specjalność naukową, ukończone uczelnie, uzyskane stopnie i tytuły naukowe, pełnione funkcje, odbyte staże. Osobny akapit to członkostwo w instytucjach i stowarzyszeniach naukowych. Dalej streszczono zakres i kierunki badań oraz osobno - bibliografię ważniejszych publikacji. W części zatytułowanej Działalność pozanaukowa zawarto informacje o pracy dydaktycznej, oświatowej, społecznej, działalności politycznej, religijnej, sportowej i innych. Niestety, wszyscy prawie podają tu dane dotyczące okresu po roku 1989. Pozostają więc białe plamy. W biogramie są także nagrody i odznaczenia, nazwiska nauczycieli - co ważne i ciekawe, a także hobby. Najwięcej osób wymienia tu sport, tyrystykę, muzykę, fotografię, lekturę, historię, pracę na działce. Niektórzy nie podają informacji o działalności pozanaukowej czy o swoim hobby, co też jest informacją. Biogramy, nie wszystkie jednak, uzupełnione są zdjęciem. Szkoda, że nie podano adresu czy innej formy kontaktu. To istotny brak. Nie zawsze też można łatwo i precyzyjnie określić ostatnie miejsce pracy danej osoby. Trudno ocenić kompletność nazwisk zawartych w leksykonie. Nie jest ona jednak zupełna. Może to przypadek, że gdy w pierwszym tomie szukałem dwóch profesorów, akurat żadnego z nich nie znalazłem. Redakcja przyznaje, że niektóre osoby z tych czy innych powodów nie wyraziły zgody na umieszczenie ich biogramów lub były nieuchwytne. Po zakończeniu edycji słownika zapowiadany jest więc suplement oraz systematyczne wznowienia całości co kilka lat. Pozostaje nam czekać na szybkie wydanie kolejnych tomów tego ważnego słownika. (fig) Współcześni uczeni polscy. Słownik biograficzny, red. Janusz Kapuścik, T. I (A-G), Ośrodek Przetwarzania Informacji, Warszawa 1998
Umysł przenikniony
Badaczom udało się już określić przybliżoną, ok. 10 mld, liczbę komórek nerwowych tworzących strukturę mózgu. Znana jest także przyprawiająca o zawrót głowy cyfra określająca mnogość łączących je synaps. Dowiedziono, że jest ich około milion miliardów. Przypuszcza się także, że liczba możliwych kombinacji połączeń między komórkami nerwowymi osiąga kosmiczną wartość 10 z milionem zer. Ale to nie jedyne fakty świadczące o niezwykłości układu nerwowego. Zadziwiające są zasady, zgodnie z którymi wykształca on swoją makro- i mikrostrukturę. Jest ona wynikiem serii stadiów rozwojowych. W pierwszym z nich, embrionalnym, komórki dzielą się, migrują, obumierają, łączą, wykształcają włókna, tworzą i jednocześnie niwelują synapsy. A wszystko to jest niesłychanie podatne zarówno na kolejność zachodzenia tych procesów, sąsiedztwo innych komórek, jak i to, czy wysyłają one sygnały razem lub przechodzą te same zmiany chemiczne w ciągu długich okresów. Argumentów przemawiających za tym, że układ nerwowy jest najbardziej skomplikowanym obiektem materialnym w znanym człowiekowi wszechświecie jest jeszcze wiele. Ale czy wystarczy ich, by wejrzeć w mechanizmy rządzące umysłem, ludzką naturą i poznaniem świata? Zdaniem Edelmana, dotychczasowe osiągnięcia w dziedzinie nauki o układzie nerwowym są zwiastunem największej rewolucji naukowej. Czy wobec tego możemy twierdzić już dziś, iż stworzenie świadomego systemu sztucznego jest tylko kwestią czasu? Czy wiedza o funkcjonowaniu mózgu pozwoli nam w niedalekiej przyszłości konstruować intencjonalne obiekty? Edelman twierdzi, że tak, mimo iż do tej pory udało się skonstruować jedynie prymitywne maszyny percepcyjne. Jednym z pierwszych i bodaj najbardziej znanym jest system Darwin III. Wyposażony w czteroprzegubowe ramię, receptory dotykowe, kinestetyczne neurony i ruchome oko może poruszać nimi dowolnie, a ekspresja ograniczona jest jedynie przez ich budowę. Kiedy Darwin III napotka obiekt, na który zareaguje, zachowanie jego przypomina kategoryzację percepcyjną. Jednak dzieje się tak tylko wtedy, gdy jego obwody neuronalne zostaną tak zbudowane, by móc reagować na wartości. Tak więc jest zdolny do kategoryzacji opartej na wartościach, które nie są niczym specjalnie tajemniczym. Nie są też tym samym co kategorie, które nie zostały zaprogramowane. Repertuar zachowań Darwina III jest ograniczony. Nie ma on zdolności do kategoryzowania bodźców ze względu na szerokie spektrum cech, ale nie uczy się właściwie, chociaż eksperymenty z wyposażeniem go w system "smakowy" sugerują, iż potrafi zmienić kryteria selekcji obiektów, o ile zmodyfikuje się wartości tego systemu. To jednak zbyt mało, by Darwin III mógł znaleźć się w rzeczywistym świecie. Niewykluczone, że uda się to któremuś z jego następców. (ami) Gerald M. Edelman, Przenikliwe powietrze, jasny ogień. O materii umysłu, tłum. Joanna Rączaszek, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1998, seria: Biblioteka Myśli Współczesnej..
Książki nadesłane
|
|
|