Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 10/1999

Recenzje
Poprzedni Następny

Kamień milowy

Darwin zmienił nasz świat intelektualny w stopniu bodajże większym niż ktokolwiek inny w historii nauki – pisze Stephen Jay Gould w przedmowie do tej książki. Pewnie znalazłoby się kilku uczonych, którzy chcieliby polemizować z tak stanowczym sądem, ale nie zmienia to faktu, że dzieło Darwina jest jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w dziejach nauki. Listy wybrane znakomicie to ilustrują.

Książka jest wyborem z ogromnej spuścizny epistolograficznej Darwina, zapisem kształtowania się postawy uczonego, a także narodzin i dojrzewania „teorii powstawania gatunków drogą doboru naturalnego” aż do chwili jej opublikowania. Ten literacki dokument pokazuje poszukiwanie przez Darwina drogi życiowej od momentu rozpoczęcia studiów medycznych w Uniwersytecie Edynburskim (tradycja rodzinna – ojciec lekarz – okazała się zbyt słabą motywacją), poprzez próbę przygotowania się do stanu duchownego w Cambridge (wybór nie był szczęśliwy, o czym świadczy szybkie porzucenie tego zamiaru), po obudzenie się zainteresowań przyrodniczych, wyznaczających kierunek prac badawczych przyszłego twórcy ewolucjonizmu.

Obraz pięcioletniej wyprawy naukowej na pokładzie statku Beagle jest nieprzepłaconym świadectwem wielkiej i żmudnej pracy, która z niedoświadczonego zapaleńca czyni wytrawnego specjalistę, zyskującego poważanie i poklask brytyjskiego środowiska naukowego.

Dzieje teorii doboru naturalnego w listach to zapis zmagań uczonego z ogromnym materiałem empirycznym (Darwin zebrał podczas podróży ogromną ilość okazów flory, fauny i minerałów), niezwykle interesująca historia powstawania samej koncepcji (od wątpliwości, pierwszych pomysłów, poprzez odnajdywanie kolejnych potwierdzeń postawionej hipotezy, po ugruntowanie się w przekonaniu o własnej słuszności i świadomą promocję oraz obronę ukształtowanej teorii), a także dramatyczna relacja z bojów o jej autorstwo. W 1855 roku ukazał się bowiem artykuł Alfreda Russela Wallace’a, w którym uczony ten zbliżał się do niezależnego sformułowania koncepcji doboru naturalnego. Darwin wszczął wraz z przyjaciółmi starania o publikację listów i szkicu, które dokumentowałyby jego pierwszeństwo w sformułowaniu teorii. Dzięki szlachetności rywala udało się to zamierzenie zrealizować. Przyspieszyło to bardzo prace Darwina nad ukończeniem książki O powstawaniu gatunków, która była tylko skrótem właściwego, wielotomowego dzieła. Jego ukończenie zajęło uczonemu wiele lat ciężkiej pracy (Darwin znany był ze swej niezwykłej pedantyczności i dbałości o szczegóły, dlatego materiał wciąż rozrastał mu się podczas pisania, a ukończenie pracy stale odwlekało się w czasie).

W listach Darwina rysuje się ciekawy kontekst jego pracy naukowej. Edukacja i wyprawa dookoła świata były możliwe dzięki zamożności ojca uczonego, jego pozycji społecznej oraz ogromnej pobłażliwości dla poczynań syna i hojności wobec jego potrzeb finansowych. Patriachalny typ rodziny angielskiej pomógł Darwinowi połączyć role męża, ojca (dziesięciorga dzieci, z których troje zmarło) i uczonego. Liberalizm jego poglądów społecznych i politycznych (np. był przeciwnikiem rasizmu i niewolnictwa) nie do końca rymował się z konserwatywnym stosunkiem do edukacji szkolnej i wychowania dzieci. Poświęceniu pracy badawczej stała na przeszkodzie ciężka choroba, z którą Darwin zmagał się niemal przez całe życie.

Książka pokazuje, jak różnymi drogami chadzają życie i myśli geniusza.

(mer)

Karol Darwin, Listy wybrane z przedmową Stephena Jaya Goulda, red. Frederick Burkhardt, tłum. Teresa Opalińska, Wyd. PRÓSZYŃSKI I SK-A, Warszawa 1999, seria: Klasycy Nauki.

Nauka poszła w las

Zalety tej książki są nieocenione. Data i krótka charakterystyka wydarzenia jest tym, czego często potrzeba w pracy naukowej, dziennikarskiej, w szkole czy na studiach. Kalendarium nie jest jednak podręcznikiem historii. Trzeba o tym pamiętać. Brak więc w nim przede wszystkim smaczków, tego, co najbardziej lubią amatorzy lektur historycznych: wartościowania i oceny zjawisk i postaci z przeszłości. Choć i w tej książce elementy wartościowania występują. Mianowicie: przez wybór. I tu, jako ktoś, kto zawsze upomina się o miejsce nauki w kulturze polskiej, mam do autorów duży żal.

Nauka w Kalendarium prawie nie istnieje. Oczywiście, jest Kopernik i Skłodowska, jest nawet Heweliusz, choć przecież zbudowanie bardzo długiej rury nie było najważniejszym jego dziełem! Jest Benedykt Dybowski i Agaton Giller, Domeyko i Strzelecki, ale nie ma już niestety Hugona Steinhausa, Stefana Banacha, Jerzego Pniewskiego czy Mariana Danysza. Nie mówiąc już o Aleksandrze Wolszczanie. W historii Polski zapisanej w tej książce zostanie Henryk Stokłosa, bo był jedynym senatorem spoza Solidarności wybranym do Parlamentu w czerwcu 1989. Zostaną: Jerzy Zaruba, Maciej Zembaty i Waldemar Fydrych, a nie ma miejsca dla Zdziechowskiego, Tarskiego czy Leśniewskiego, Czekanowskiego, Kubarego czy Michałowskiego.

Historia nauki nie funkcjonuje w historii Polski. Historycy nauki piszą sobie swoje książki i nie ma to nijakiego wpływu na podręczniki, kalendaria i inne popularne syntezy dziejów naszego kraju. O ile podawane są w podręcznikach historii daty wydania ważniejszych powieści, wystawienia sztuk czy otwarcia wystaw, o tyle najważniejsze odkrycia polskich uczonych pomijane są milczeniem. Czytelnik nie dowie się, kiedy polscy uczeni dokonali odkrycia ciekłego helu, uzyskali kwas azotowy z powietrza, odkryli nowe witaminy, opracowali szczepionkę przeciwko durowi plamistemu, podali energetyczną hipotezę wytrzymałości materiałów, opracowali nową konstrukcję silnika Diesla czy stworzyli teorię modeli semantycznych. Nie dowie się więc, że w ogóle to zrobili.

Oprócz katalogu wydarzeń, krakowska książka składa się też z umieszczonych w ramkach szerszych omówień zjawisk, faktów czy postaci. Niektóre z tych ramek przygotowano znakomicie i są one prawdziwą okrasą faktograficznej monotonii. Inne jednak wymyślono dziwnie i niekonsekwentnie. Podobnie jest z doborem faktów literackich ostatnich lat. Za wydarzenia uznano np. ukazanie się Panny Nikt Tryzny i Fractali Goerke, książek Gretkowskiej i Nurowskiej. To przecież nieporozumienie. W jednej z ramek pojawia się nagle omówienie prasy feministycznej. Dlaczego nie literackiej, której erupcja nastąpiła po zniesieniu cenzury? Czy dla krakowskich autorów donioślejszą funkcję kulturową pełnią magazyny „Czarna Suko”, „Matka Bolka” i „Pełnym Głosem” niż „bruLion”, „Czas Kultury”, „Kresy”, „NaGłos” lub „Fronda”? Gdzieś tu zagubiły się hierarchie. Przed publikacją drugiego wydania autorów książki czeka jeszcze wiele pracy.

(fig)

Dzieje Polski. Kalendarium, red. Andrzej Chwalba, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999.

Jedno i drugie

Książka ta jest zapisem trzeciej już konferencji z cyklu Fundacji Dyskusje o Nauce, organizowanych przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Tym razem chodzi o relacje między dydaktyką i badaniami naukowymi w uczelniach. Wszyscy autorzy stoją na stanowisku jedności nauki i nauczania, która w dzisiejszym systemie szkolnictwa wyższego w Polsce, odziedziczonym po komunizmie, nie istnieje. Należy ją więc odbudować.

W poszczególnych wypowiedziach pojawiają się jednak dodatkowe problemy i związane z nimi różnice zdań. Andrzej Białas stwierdza, że musi dojść do zróżnicowania szkolnictwa wyższego na studia kształcące elity i studia kształcące masowo fachowców. Na pierwszych wykładać muszą uczeni, drugie ze względów kadrowych obsadzone będą już tylko nauczycielami akademickimi. Jerzy Osiowski nie widzi możliwości przekształcenia w najbliższej przyszłości kilku choćby istniejących uczelni w placówki elitarne, bez drastycznego pogorszenia sytuacji innych szkół. Postuluje natomiast, by warunkiem uzyskania tytułu profesora było posiadanie dorobku dydaktycznego. Andrzej K. Tarkowski stwierdza, że nie istnieje żadne racjonalne uzasadnienie prowadzenia badań podstawowych w wyspecjalizowanych, wyodrębnionych placówkach badawczych, funkcjonujących w oderwaniu od środowisk akademickich i młodzieży studenckiej. Mariusz M. Żydowo udowadnia, że dla pomyślnego rozwoju kształcenia niezbędne jest, aby nauczyciel akademicki był uczonym aktywnie uprawiającym badania naukowe. Student powinien jak najwcześniej stać się uczestnikiem procesu badawczego. Autor postuluje też wprowadzenie obowiązku przedstawienia pracy dyplomowej na wydziałach lekarskich. Ryszard J. Gryglewski uważa, że cały wysiłek ustawodawczy powinien być skierowany na wzmacnianie i restytucję uniwersytetów oraz systemowe włączenie pracowników naukowych PAN do procesu nauczania studentów. Jan Mostowski zwraca uwagę na fakt, iż uregulowania prawne obowiązujące w PAN utrudniają rozwój uczelni. Przekształcenie instytutów PAN w szkołę wyższą byłoby zgodne z interesem narodowym i tendencjami obserwowanymi w różnych krajach. Jednak okazja, jaką było powstanie ustawy o PAN, została zmarnowana. Andrzej Pelczar przestrzega przed masowym kształceniem przyszłych nauczycieli na studiach zaocznych. Chodzi o świeżych maturzystów, których szkoła średnia nie przygotowuje do samodzielnej pracy w trybie zaocznym. Andrzej Mencwel nie chce przeciwstawiać kształcenia elitarnego kształceniu masowemu. Za błędną decyzję uważa wprowadzenie licencjatów na uniwersytety. Janusz Goćkowski proponuje zawęzić do najlepszych placówek strefę nadającą się do obrony i tam uprawiać badania oraz nauczanie typu akademickiego, resztę pozostawiając na razie biegowi zdarzeń. Stwierdza też niską samowiedzę naukoznawczą badaczy i nauczycieli akademickich. Marian Grabowski uważa, że szkoły wyższe produkują „barbarzyńców” i „wieprze”. Pierwsi nie rozpoznają wartości, którymi żyjemy, drudzy odczuwają, że sprzedajemy im coś znacznie poniżej wartości. Barbara Skarga przypomina, że odebranie pracownikom PAN kontaktu z młodzieżą było dla nich dyskryminacją, nie przywilejem. Ireneusz Białecki zauważa, że badanie i nauczanie to dwa odmienne rodzaje aktywności, a nie wszyscy sprawdzają się w obu naraz. Jerzy Vetulani powiada natomiast, że integracja instytutów i uczelni powinna się odbywać w dobrej atmosferze.

W omawianej książce nie pojawił się, a szkoda, punkt widzenia badaczy z instytutów resortowych. Mam też wrażenie, że powszechna zgoda uczestników konferencji, choć – jak to powiedział Józef Niżnik – wyrażana bardziej na poziomie diagnozy niż w sferze proponowanych rozwiązań, nie odzwierciedla nastrojów całego środowiska naukowego.

(fig)

Nauka i nauczanie, Wydawnictwo Scholar, Warszawa 1999, seria: Fundacji Dyskusje o Nauce.

Jak zdobywano...

Książka wydana w serii Monografie w rzeczywistości bardziej zasługiwałaby chyba na miano podręcznika akademickiego. Wywody swoje autor prowadzi rozmaicie. Jeżeli chodzi o świat starożytny i średniowieczny, przedstawia odkrycia dokonane przez poszczególne cywilizacje lub kręgi kulturowe. Natomiast przedstawiając odkrycia dokonywane od XVII stulecia, skupia się na przedstawianiu poznawania poszczególnych rejonów świata, nie rezygnując z podziału na odkrycia dokonane przez konkretne nacje. Struktura ostatniego rozdziału, który poświęcony został odkrywaniu i zdobywaniu obszarów polarnych, kieruje się jeszcze inną logiką. Z powodu tych zmian sposobu przedstawiania dziejów odkryć – które usprawiedliwione są charakterem odkryć oraz stanem naszej o nich wiedzy – należałoby na końcu książki dołączyć kalendarium odkryć geograficznych, które pokazywałoby ich następstwo czasowe, wymieniało autorów, pokazywało w jakich kierunkach w poszczególnych epokach kierowała się uwaga badaczy. Brak takiego zestawienia jest albo przeoczeniem, albo zaniedbaniem, albo – w co trudno uwierzyć – zabiegiem, który ma uwierzytelnić monograficzny charakter tej książki, jakby autor chciał podkreślić: „Nie jest to tylko podręcznik”.

W kontekście współczesnej wiedzy o dziejach odkryć geograficznych powiedzenie o „powtórnym odkrywaniu Ameryki” jest tylko nazwaniem stanu faktycznego. Któż jest bowiem prawdziwym odkrywcą Ameryki? Zbigniew Długosz w swojej książce przytacza hipotezy o kontaktach różnych cywilizacji starożytnych, m.in. Fenicjan, Kartagińczyków i Chińczyków oraz średniowiecznych mnichów iryjskich i wikingów, z kontynentem amerykańskim. Znajdziemy w tej książce także wiele innych ciekawostek, np. tę, że najwyższa góra świata zawdzięcza swą europejską nazwę brytyjskiemu geodecie, który jako pierwszy w 1843 r. zmierzył jej wysokość. Z pracy Długosza wynika także, że inspiracją dla wielu odkryć była idea, np. istnienia „Lądu Południowego”, który nanoszono na mapy, zanim stwierdzono rzeczywiste istnienie Australii. Także szukanie rozmaitych „przejść” doprowadziło do podjęcia wypraw, które pozwoliły ludzkości dokonać ważnych odkryć. Magellan poszukiwał przejścia południowego wokół Ameryki, Kolumb poszukiwał zachodniej drogi do Indii, badacze północy poszukiwali przejść północno-wschodniego i północno-zachodniego, co m.in. doprowadziło do odkrycia cieśniny Beringa.

Walory tej pozycji umniejsza niedbałość redaktorów. Trafiają się fragmenty jakby żywcem wzięte z „humoru zeszytów”. Np. takie: Stataspes miał minąć Słupy Herkulesa i popłynąć na południe wzdłuż brzegów Libii (Afryki). Kiedy jednak po wielu miesiącach nie widział kresu swej wędrówki, zawrócił do Egiptu. Opowiadając królowi swe przygody, za niewykonanie zadania rozkazał Sataspesa wbić na pal, albo: Tu spędził 30 lat aż do śmierci z etiopską żoną. Jeżeli nawet autorowi zdarzyło się popełnić tego rodzaju błędy językowe, wydawca powinien je skorygować. Niestety, młode wydawnictwo tego nie uczyniło.

(mag)

Zbigniew Długosz, Historia odkryć geograficznych i poznania świata w zarysie, Centrum Badawczo-Szkoleniowe Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Zamościu, Zamość 1999, seria: Monografie.

Mitologia przemocy

To nie jest książka do czytania przed snem. Jej lektura niesie migrujący po kręgosłupie dreszcz i przenikliwy skurcz mięśni. Wyostrza zmysły i przyspiesza oddech. I jak żadna inna każe mieć się na baczności. Dlaczego? A dlatego, że to książka o przemocy. Przemocy spowitej w pewien mit, mit o... przemocy. To książka o wpływie, jaki przemoc miała i ma na kształtowanie się tak cywilizacji, jak i kultury.

Skąd się biorą namiętności przemocy? Czy okrucieństwo ma w ogóle sens pragmatyczny? Na czym polega wolność absolutna? Czy aby na pewno okrucieństwo wywołuje tylko obrzydzenie i odrazę?

Tego rodzaju – przyznacie Państwo – niewygodne pytania zadaje w swej książce Wolfgang Sofsky. Ten profesor socjologii Uniwersytetu w Getyndze nie stroni od stawiania obok siebie tego, co skrajnie różne, jak na przykład przemoc i namiętność czy porządek i przemoc.

Autor szkicuje socjogramy sadystycznych dzieciobójców, przy których markiz de Sade jawi się jedynie jako intelektualista rozwiązłości. Przekonuje nawet, że śmierć to czysta przemoc, siła absolutna. Bo kto ma swój udział w działaniu tej siły, temu daje ona niezwykłą satysfakcję. Kto pozostaje przy życiu, podczas gdy inni są już martwi, doświadcza radości przeżycia.

W czym więc tkwi przyczyna, dla której człowiek zabija człowieka? Zdaniem Sofsky’ego, próżno jej szukać w naturalnych popędach, żądzy władzy czy instynkcie samozachowawczym. Tkwi ona bowiem w iluzji własnej nieśmiertelności. Człowiek zabija po to, aby przeżyć drugiego człowieka. Zabijanie to najprostszy, najprymitywniejszy sposób na pozostanie przy życiu. Niestety, to nie jedyny paradoks na stałe wpisany w uogólnienie dziejów ludzkiego gatunku.

Gdziekolwiek przemoc się pojawi, obstępuje ją tłum gapiów, zwanych niekiedy widzami. To ona odpycha ich, napawa strachem, wabi i sprawia im rozkosz. Konwulsje i krzyki ofiary wywołują krótkotrwały szok, chwilowe mdłości i strach o własne życie. Jest to jednak tylko łagodne tremendum, przeżycie okropności z dala od paniki, terroru, która przeszywa całe ciało. Przemoc dotyka ofiarę a nie widza. Widza ogarnia przerażenie, ale jednocześnie delektuje się on swoim bezpieczeństwem. Strach miesza się z ulgą i zadowoleniem, błogim stanem dumnej niezłomności. Widz odczuwa potęgę ducha, odwagę stawienia czoła okropnościom, możliwości zmierzenia się z nim. Rozkoszowanie się strachem zasadza się zawsze na przekonaniu, że koniec końców nigdy nie padnie się jego ofiarą.

Niestety, to tylko przekonanie...

(ami)

Wolfgang Sofsky, Traktat o przemocy, tłum. Marek Adamski, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999.

Książki nadesłane

Michael Cook, Mahomet, tłum. B.R. Zagórski, Wyd. PRÓSZYŃSKI I S-KA, Warszawa 1999, seria: Dawni Mistrzowie.
Izolda Kiec, Teatr służebny polskiej emigracji po 1939 roku. Z dziejów idei, Wyd. Naukowe UAM, Poznań 1999.
Ewa Kraskowska, Piórem niewieścim. Z problemów prozy kobiecej Dwudziestolecia Międzywojennego, Wyd. Naukowe UAM, Poznań 1999.
Jan Such, Małgorzata Szcześniak, Filozofia nauki, Wyd. Naukowe UAM, Poznań 1999.
ks. Stanisław Pyszka SJ, Katolicka nauka społeczna w pytaniach i odpowiedziach, Wyd. WAM, Kraków 1999.
Grzech pierworodny (Materiały z sympozjum patrystycznego na temat grzechu Adama i Ewy), Wyd WAM, Kraków 1999.
ks. Eligiusz Piotrowski, Teodramat. Dramatyczna soteriologia Hansa Ursa von Balthasara, Wyd. WAM, Kraków 1999.
Akademickie Forum Dyskusyjne 1994-1996. Problemy i wnioski, red. E. Chmielecka, Wyd. SGH, Warszawa 1999.
Podręcznik Frascati 1993. Proponowane procedury standardowe do badań statystycznych w zakresie działalności badawczo-rozwojowej, Oficyna Wyd. Politechniki Warszawskiej, Warszawa 1999.
Wojciech Niemiro, Rachunek prawdopodobieństwa i statystyka matematyczna, Szkoła Nauk Ścisłych, Warszawa 1999.
Eugeniusz Maciej Pluciński, Makroekonomia gospodarki otwartej, Wyższa Szkoła Handlu i Finansów Międzynarodowych, Warszawa 1999.
Henryk Kamieński, Rosja i Europa. Polska. Wstęp do badań nad Rosją i Moskalami, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1999.
Zbigniew Długosz, Historia odkryć geograficznych i poznania świata w zarysie, Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji z siedzibą w Zamościu, Zamość 1999, seria: Monografie, nr 1.
Integracja Polski z Unią Europejską. Wyzwania i dylematy, red. S.J. Pastuszka i B. Kawałko, Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji z siedzibą w Zamościu, Zamość 1999.
Jadwiga Górzyńska, Wacław Grzybowski, Kazimierz Szatkowski, Podstawy teorii przedsiębiorczości i zarządzania przedsiębiorstwem, Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji z siedzibą w Zamościu, Zamość 1999.
Piotr Bąk, Gramatyka języka polskiego. Zarys popularny, Wyd. WIEDZA POWSZECHNA, Warszawa 1999.
M. Teresa Kambureli, Thanasis Kamburelis. Podręczny słownik grecko-polski, Wyd. WIEDZA POWSZECHNA, Warszawa 1999.
Władysław Kopaliński, Słownik symboli, Wyd. WIEDZA POWSZECHNA, Warszawa 1999.
Zbigniew Czarnik, Użytkownik wieczysty właścicielem, Wyd. INFOR, Warszawa 1999.
Ewa Lewandowska-Tarasiuk, Sztuka wystąpień publicznych. Jak zostać dobrym mówcą, Wyd. INFOR, Warszawa 1999.
Ustrój administracji publicznej. Zbiór najnowszych przepisów, Wyd. INFOR, Warszawa 1999.
Monika Dobska, Paweł Dobski, Marketing usług medycznych, Wyd. INFOR, Warszawa 1999.
Przemysław Czapliński, Piotr Śliwiński, Literatura polska 1976-1998. Przewodnik po prozie i poezji, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1999.
Ernst J?nger, W stalowych burzach, tłum. i posł. W. Kunicki, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1999.
Joanna Pollakówna, Skąpa jasność, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1999.
Paweł Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów, t. 1 – Srebrny wiek, t. 2 – Calamitatis regnum, t. 3 – Dzieje agonii, Wyd. CZYTELNIK, Warszawa 1999.
Maciej M. Szczawiński, Rafał Wojaczek, który był, Wyd. „Książnica”, Katowice 1999.
Steven Gorelick, Małe jest piękne a duże... dotowane, tłum. A. Nacher, International Society for Ecology & Culture, Bielsko-Biała 1999, seria: Biblioteka Dzikiego Życia.
Marcin Kula, Anatomia rewolucji narodowej (Boliwia w XX wieku), Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, Wrocław 1999, seria: Monografie FNP.
Nauka i nauczanie, Wyd. Naukowe SCHOLAR, Warszawa 1999, seria: Fundacji Dyskusje o Nauce.
Paweł Heintsch, Sto wierszy, wyb. i posł. K. Maliszewski, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1999.
Andrzej K. Wróblewski, Uczeni w anegdocie, Wyd. PRÓSZYŃSKI I S-KA, Warszawa 1999.
 

Uwagi.