Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 10/1999

Newcastle górą
Poprzedni Następny

Piotr M?ldner-Nieckowski


Fot. Stefan Ciechan

W połowie lat 80. prof. Bogdan Kamiński z warszawskiej Akademii Medycznej zorganizował spotkanie w sprawie reformy studiów lekarskich. Wszyscy wiedzieli wtedy i wiedzą dziś, że polskie uczelnie lekarskie mają średniowieczny system nauczania, który sprowadza się do wpajania nadmiernych ilości nieuporządkowanych i przez to mało przydatnych informacji. W głowach większości studentów układają się one luzem, a utrwalają na zasadzie przypadkowych skojarzeń. Adepci w czasie pierwszych lat pracy po studiach dysponują mglistym pojęciem o medycynie, pacjencie i jego otoczeniu. Trzeba 10-15 lat, aby doświadczenie doprowadziło do wytworzenia świadomości lekarskiej i nawyków niezbędnych do skutecznego funkcjonowania w zawodzie.

Z konferencji nic nie wyszło. Padły pięknie sformułowane ogólniki, podkreślono ogólną niemożność, a na moje wystąpienie, przedstawiające nowoczesne systemy edukacyjne na świecie, wzruszono ramionami. Chciałbym powtórzyć je dziś, w ogromnym skrócie, tym razem na papierze.

W ostatnich miesiącach wybrano nowych rektorów akademii medycznych i wprowadzono w życie rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie stażów lekarskich. Oba te fakty mają ze sobą ścisły związek. Rektorzy udzielili mnóstwa wywiadów, w których nie znalazłem ani słowa o istotnych zmianach w procesie nauczania medycyny. Minister natomiast, zdając sobie sprawę z dramatycznej sytuacji szkolnictwa lekarskiego, próbuje nadrobić braki rygorami stażowymi. Niestety nieudolnie, bez koncepcji, powierzchownie.

Kłopot polega na tym, że do ministerialnego braku zdolności organizacyjnych i funduszy dołącza się odwieczny polski konflikt między próbą wychowania lekarzy-naukowców i lekarzy-fachowców. Absolwent z dyplomem w kieszeni nie może być więc ani jednym, ani drugim, bo nie studiował, ale uczył się, a ściśle: wkuwał. Nie zna logiki, nie umie formułować kondensatów myśli, budować hipotez, racjonalizować obserwacji, patrzeć na chorego przez pryzmat rodziny i populacji, rozwiązywać konfliktów (m.in. etycznych), nie ma pojęcia o eksperymencie, nie umie się uczyć według potrzeb, wyciągać wniosków statystycznych, pisać poprawnych tekstów, przemawiać i tak dalej, i tak dalej. A nauka trwa aż sześć lat.

Najlepszym przykładem dobrze przemyślanego i od wielu lat sprawdzonego systemu edukacji jest program Fakultetu Medycznego Uniwersytetu w półmilionowym Newcastle w Australii (stan Nowa Południowa Walia)*. Studenci nie mają tam klasycznych przedmiotów, ale od początku uczą się bycia lekarzem. Dostają precyzyjnie przygotowane „problemy do opracowania”, początkowo oparte tylko na przypadkach opisanych na papierze i pokazanych na video. W kolejnych latach „problemy” są coraz bliższe „żywemu” pacjentowi, aż na roku 4. i 5. dochodzi do bezpośredniego kontaktu z chorym. Rozwiązywanie problemów jest wspomagane przez cały fakultet, w tym również przez fora dyskusyjne w grupach studenckich. Od studenta wymaga się, aby samodzielnie dokształcał się w związku z przydzielonymi tematami (czyli studiował), sporządzał referaty, uczył się mówić na temat, wreszcie co pewien czas odpowiadał na pytania zawarte w arkuszach kwalifikacyjnych (rodzaj sprawdzianu czy egzaminu).

Uczelnia daje mu do dyspozycji podobne katedry i zakłady naukowe, jakie istnieją u nas, ale stawia na jego całkowitą samodzielność. Wymaga, aby osobiście zebrał grupę zainteresowanych anatomią, biochemią, interną, etyką czy socjologią i z pracowników dydaktycznych, biblioteki i komputera wydobył to, co jest potrzebne do rozwiązania aktualnego „problemu do opracowania”. Problemy zaś są pogrupowane w ramach pięciu zakresów: 1) umiejętności zawodowe, 2) zdolność krytycznej analizy faktów, 3) zapobieganie chorobom, ich identyfikacja i postępowanie w związku z nimi, 4) medycyna populacyjna, 5) umiejętność ukierunkowanej nauki własnej na studiach i po dyplomie. W ten sposób przyszły lekarz gromadzi wiedzę i nabywa umiejętności praktycznych dwupłaszczyznowo: w poziomie (w ramach problemów i zakresów) i pionie (na zasadzie rozwijającej się ku górze spirali przyswojonych informacji w kolejnych latach). Na tej kanwie studiujący mimowolnie uczy się logicznego myślenia, rozumienia potrzeb pacjentów, zdobywania najnowszej wiedzy, precyzyjnego kontaktowania się z innymi lekarzami itd. Intencje twórców systemu najlepiej ilustruje temat pierwszego bloku „problemów” z zakresu umiejętności zawodowych (pierwszy miesiąc pierwszego semestru studiów): „homeostaza a stres” (!).

Z pozoru studenci są z miejsca rzucani na głęboką wodę, ale w rzeczywistości właśnie tego oczekują od uczelni: medycyny, a nie nudnej budowy trzeciego paliczka drugiego palca, z którą mogą się zapoznać w bibliotece albo schwytawszy adiunkta na korytarzu. Ludzie, którzy kończą Fakultet Medyczny Uniwersytetu w Newcastle, są w pełni ukształtowanymi lekarzami i mają wszystkie atrybuty w ręku, aby się zająć (jeśli zechcą) pracą naukową. Nic dziwnego, że Australia ma coraz więcej naśladowców, a ponieważ wciąż doskonali metody, świat patrzy z uwagą. Świat – ale nie Polska.

E-mail: pmuldner@mp.pl

* Skrócony opis programu studiów w Newcastle można znaleźć w Internecie na stronie http://www.health.newcastle.edu.au/edu/curric/intro.htm

Uwagi.