|
Trwają poszukiwania recepty, która pozwalałaby utrzymać swobodę
w podejmowaniu badań naukowych, a jednocześnie
zachować kontrolę społeczną nad ich stosowaniem.
Leszek Kuźnicki
|
Światowy rozkład nakładów
na naukę i badania rozwojowe |
|
GERD jako proc. PKB |
| Ameryka Północna |
2,5 |
Japonia i uprzemysłowione
kraje azjatyckie |
2,3 |
| Europa Zachodnia |
1,8 |
| Oceania |
1,5 |
| Przeciętna światowa |
1,4 |
| Wspólnota Niepodległych Państw |
1,0 |
| Europa Środkowowschodnia |
0,8 |
| Chiny 0,8 Indie i Azja Centralna |
0,6 |
| Afryka Subsacharyjska |
0,3 |
| Azja Południowo-Wschodnia |
0,3 |
| Ameryka Łacińska |
0,3 |
| Kraje arabskie |
0,2 |
|
Źródło: UNESCO World Science Report
1998. |
Koniec XX wieku skłania do refleksji w wielu dziedzinach. Dotyczy to również nauki. W tym zakresie istnieją uzasadnione powody do zastanowienia się nad przeszłością, ale w szczególności nad przyszłością. Wśród różnych prób scharakteryzowania minionego wieku najtrafniejsze wydaje się określenie „100 lat wielkich inwencji naukowych i technicznych”. W r. 1900 Max Planck stworzył podstawy teorii kwantów, a także dokonano ponownego odkrycia praw Mendla. Symbolika obu wydarzeń jest znamienna. W XX w. postęp w dziedzinie nauk fizykalnych i biologicznych wykroczył znacznie poza obszary nauki i technologii. Zasadniczej zmianie uległy relacje między nauką, techniką i gospodarką, a także między nauką a społeczeństwem.
SIŁA NAPĘDOWA
Od XVI w. nauka stała się systemem samonapędzającym się. Nowe odkrycia otwierały nowe horyzonty, co z kolei pozwalało na dalszy postęp poznawczy. W XX wieku nastąpiło zasadnicze rozszerzenie tej zależności. W wyniku bezpośredniego oddziaływania między nauką i techniką obie sfery zaczęły na siebie wpływać w charakterze dodatniego sprzężenia zwrotnego. Odkrycie promieniotwórczości, teoria kwantów, szczególna teoria względności przyniosły nie tylko możliwości budowy cyklotronów i kontrolowanych reakcji nuklearnych, ale równolegle – powstanie energetyki jądrowej i arsenałów broni atomowej.
ENIAC zademonstrowano w 1945 r., a po dwóch latach William Shockley wynalazł tranzystor. Pół wieku później cały świat stał się już komputerowo-informatycznym układem, bez którego nie tylko nie mogą istnieć całe działy nauki, ale też komunikacja lotnicza, bankowość i dziesiątki innych dziedzin życia. Podwajająca się w świecie co 18 miesięcy liczba komputerów osobistych, rozpowszechnienie telefonii komórkowej, powszechny dostęp do Internetu uczyniły świat „globalną wioską”.
W 1953 r. poznano strukturę przestrzenną DNA, a w latach 60. odkryto enzymy restrykcyjne, pozwalające ciąć i kleić kwasy nukleinowe. Obecnie wykorzystuje się je jako rutynową technikę we wszystkich laboratoriach biologicznych, gdzie szczególnie cennymi obiektami eksperymentalnymi są organizmy transgeniczne.
Badania naukowe to jednak drobny fragment wykorzystania możliwości, jakie odkrycia z zakresu genetyki otworzyły przed przemysłem i rolnictwem, leśnictwem i gospodarką rybną. Dzięki biotechnologii powstał nowoczesny przemysł farmaceutyczny. W Stanach Zjednoczonych obszar upraw zajęty pod rośliny modyfikowane genetycznie jest obecnie zbliżony do obszaru Polski.
Szczególnie w drugiej połowie XX w. nauka stała się główną siłą napędową rozwoju gospodarczego. Poszukiwania wiedzy naukowej, szczególnie tej, którą można szybko wykorzystać dla celów praktycznych, stało się jądrem strategii ekonomicznych krajów rozwiniętych i wielkich korporacji przemysłowych. W 1996 r. General Motors wydało na B+R (badania i rozwój) 8,9 mld USD i pod tym względem zajmowało pierwsze miejsce na liście światowej. Dziesięć firm najbardziej zaangażowanych w działalność naukową i prace rozwojowe wydało w tymże roku łącznie 44,2 mld USD.
Obiektywnym wskaźnikiem określającym, gdzie współcześnie na świecie rozwija się nauka i powstają nowe techniki jest GERD (Gross Domestic Expenditure on Research and Development) – procent krajowego produktu brutto przeznaczony na B+R. W sposób uproszczony, ale niezmiernie sugestywny, odzwierciedla tę zależność zamieszczona tabela.
Uśrednienie w skali kontynentów czy subkontynentów ogromnie upraszcza obraz. W Europie Zachodniej np. Szwecja wydaje 3 proc. PKB na badania i rozwój, z kolei Afryka Południowa – ok. 1 proc. Zgodnie z podzielanym powszechnie poglądem ekspertów, nakłady poniżej 1 proc. PKB na B+R nie mają istotnego wpływu na działalność rozwojową w ich krajach.
EFEKT UBOCZNY
W pierwszej połowie XX w. miały miejsce dwie okrutne i krwawe wojny światowe, natomiast lokalne wojny i konflikty zbrojne pojawiały się przez cały wiek. Ludzkości nie ominął światowy kryzys ekonomiczny (1929-34) i szereg drobniejszych zaburzeń gospodarczych, jak np. kryzys energetyczny 1973-74. Z mapy Ziemi nie zniknęły obszary ubóstwa, a nawet głodu. W bilansie gospodarki światowej XX w. nigdy nie pojawił się jednak problem braku żywności. Była ona produkowana zawsze w nadmiarze i to przy skokowym przyroście ludności na świecie do ponad 6 mld w 1999 r. (Liczebność populacji homo sapiens osiągnęła 1 mld ok. roku 1830. Na podwojenie liczby ludności Ziemi potrzeba było około 100 lat.) Zestawienia statystyczne, szczególnie dotyczące drugiej połowy naszego stulecia, jednoznacznie wskazują na szybką i globalną poprawę jakości życia. Między rokiem 1960 i 1994 średnia długość życia na świecie wzrosła o 10 lat – z 39,9 do 49,9. W tym samym okresie (zaledwie 30 lat) śmiertelność noworodków spadła o ponad 40 proc. Produkt krajowy brutto przypadający na głowę mieszkańca Ziemi wzrósł z 990 do 1377 USD (UNESCO World Science Report 1998).
Byłoby uproszczeniem przypisywanie tych korzystnych zmian wyłącznie postępowi naukowemu i technologicznemu, ale był on czynnikiem decydującym w skali globalnej o zmianach jakości życia, które dotyczyły przede wszystkim zdrowia, sposobu odżywiania i komunikacji. Poczynając od roku 1798 – czasu ukazania się dzieła Thomasa R. Malthusa – wszyscy pesymistycznie nastawieni prognostycy popełniali jeden podstawowy błąd – ignorowali potęgę nauki. Jest natomiast kilka ciemnych stron osiągniętego w XX w. postępu cywilizacyjnego, których nie można lekceważyć, gdyż mają charakter globalny i zagrażają bezpośrednio człowiekowi.
Największy niepokój wzbudzają zmiany klimatyczne, będące następstwem wzrostu stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze (w szczególności CO2), uszkodzenia warstwy ozonowej i deforestacja na ogromnych obszarach Afryki i Ameryki Południowej. Równie niepokojącymi zjawiskami są: zmniejszenie bioróżnorodności, szybkie tempo wymierania wielu gatunków zwierząt oraz roślin. Sumując, jesteśmy świadkami narastającej degradacji środowiska Ziemi.
Nierozwiązanym problemem okazały się gwałtownie przyrastające liczebnie wielkie skupiska miejskie, z których trzy (Tokio, Meksyk i Sao Paulo) mają już ponad 20 mln mieszkańców. Pod koniec XX w. okazało się, że najbardziej pożądane są: czysta słodka woda i nieskażone powietrze.
Tak więc rozwój nauki i techniki, który umożliwił szybki postęp cywilizacyjny i gwałtowny w tym stuleciu przyrost populacji ludzkiej, stworzył – jako efekt uboczny – problemy, które w XXI w. będzie można pokonać tylko w wyniku intensyfikacji prac badawczych i nowych rozwiązań w sferze życia społecznego. Na tej drodze mogą jednak pojawić się poważne przeszkody.
WINA UCZONYCH
W XX w., obok podziwu dla osiągnięć badawczych i technicznych, spadło społeczne zaufanie do środowiska naukowego, a w jego obrębie zaczęły narastać problemy etyczne. Początki tego kryzysu sięgają końca II wojny światowej, wyprodukowania pierwszych bomb atomowych i zrzucenia dwóch z nich na Hiroszimę i Nagasaki. Od tego czasu trwa produkcja i doskonalenie środków masowego rażenia i systemów ich przenoszenia, mimo zakończenia zimnej wojny, rozpadu Układu Warszawskiego i ZSRR. Dzieje się to z udziałem tysięcy uczonych i inżynierów, choć większość intelektualistów jest zgodna w opinii, że przyszłość ludzkości nie może być oparta na strachu przed powszechną zagładą, a środki masowego rażenia winny być stopniowo niszczone aż do całkowitej ich likwidacji.
Uczonych wini się też za ujemne następstwa szybkiego, bezprecedensowego rozwoju cywilizacyjnego XX w. Lista najczęściej wymienianych zagrożeń obejmuje globalne ocieplenie i związane z tym zmiany klimatyczne, powstanie dziury ozonowej, spadek różnorodności biologicznej i zagrożeń dla całych ekosystemów (w szczególności brzegowych), ograniczenie dostępności do słodkiej wody. Paradoks sytuacji polega na tym, że to uczeni pierwsi dostrzegli zagrożenia związane z wyprodukowaniem broni masowego rażenia czy pojawieniem się niekorzystnych zmian w środowisku. To przede wszystkim z ich inicjatywy zwołano w 1992 r. w Rio de Janeiro szczyt na rzecz bezpiecznego rozwoju bez nieodwracalnych zmian w środowisku. W 5 lat później (1997) odbył się w Kyoto kolejny szczyt, dotyczący zmian klimatycznych i określający konieczność redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Zupełnie nieuzasadniony jest, oczywiście, zarzut dotyczący kryzysu wody słodkiej. Już współcześnie jej niedobór jest faktem, a w XXI w. stanie się jednym z najtrudniejszych problemów, któremu przyjdzie sprostać, gdy ludność krajów rozwijających się zacznie ją zużywać w ilościach takich, jak kraje rozwinięte. Europejczyk i mieszkaniec Stanów Zjednoczonych zużywa w swoim gospodarstwie domowym ok. 300-600 litrów wody dziennie, mieszkaniec suchych obszarów Afryki 10-40 l.
Kryzys wody słodkiej to jednak nie tylko następstwo błędów technologicznych i marnotrawstwa. Jest on konsekwencją podniesienia jakości życia. W obecnym stuleciu zużycie wody słodkiej wzrosło ponad sześciokrotnie, a więc znacznie szybciej niż populacja ludzka.
Obok tych chybionych pretensji, problemy związane z produkcją żywności, a przede wszystkim z szybkim poszerzaniem areałów pod rośliny transgeniczne, są w pewnym stopniu uzasadnione. Chodzi tu o obawy, w jakim stopniu masowe wprowadzenie organizmów transgenicznych może zaburzyć naturalne ekosystemy w następstwie przypadkowych krzyżówek z organizmami gatunków dzikich.
OGRANICZONY DOSTĘP
Koniec wieku skłania nie tylko do refleksji, ale również do poszukiwania rozwiązań narosłych problemów. Sprawy te znalazły się w centrum uwagi World Conference on Science, która odbyła się w Budapeszcie, w dniach 26 czerwca – 1 lipca 1999 r. Jej organizatorami były: UNESCO, ICSU oraz Węgierski Komitet Organizacyjny. Zjazd budapeszteński odbywał się pod hasłem Science for the XXI Century – A New Commitment. Było to wspólne spotkanie uczonych, przedstawicieli rządów, organizacji pozarządowych i dziennikarzy (łącznie ponad 2000 osób). Konferencja przyjęła dwie deklaracje: Declaration on Science and Use of Scientific Knowedge oraz Science Agenda – Framework for Action. Z przebiegu konferencji i jej końcowych dokumentów wynika jednoznacznie, że nauka i technika wykazują wysokie tempo rozwoju, a problemy nękające współczesną ludzkość: zagrożenia środowiska, ekonomiczne, społeczne i etyczne, są dobrze rozpoznane. Czy w tej sytuacji mogą pojawić się obawy o przyszłość?
Okazuje się, że są one w pełni uzasadnione i to z kilku powodów. Przede wszystkim nie ma mechanizmów światowych, które zapewniałyby wcielenie w życie nawet najbardziej oczywistych postulatów. W XX w. ludzkość dokonała bezprecedensowego skoku cywilizacyjnego, co nie oznacza, że różnice między zamożną Północą a biednym Południem uległy zatarciu. Korzystanie z Internetu, który jest nadzieją na przyspieszony rozwój Południa, nadal wskazuje na dystans, jaki pod tym względem dzieli poszczególne kraje. Najbardziej pożądany czynnik rozwoju – wiedza naukowa – stała się prawie wyłączną domeną krajów wysoko rozwiniętych, gdyż jest skorelowana z wielkością nakładów finansowych przeznaczonych na badania i prace rozwojowe. Co więcej, w związku z postępującą komercjalizacją działalności badawczej dostęp do nowej wiedzy o wartościach użytkowych jest, poza krajami rozwiniętymi, mocno ograniczony. Nauka i postęp techniczny ulegają coraz większej koncentracji, a w związku z tym rozziew między Północą a Południem w tym zakresie stale się powiększa. Połowa ludzkości – kobiety – jest pod wieloma względami upośledzona również w zakresie wykształcenia i możliwości pracy naukowej. Dotyczy to przede wszystkim krajów rozwijających się, w których ze względów kulturowych i religijnych trudno oczekiwać jakiejś szybkiej zmiany.
NIEZDROWA RYWALIZACJA
Jak można było sądzić z przebiegu obrad budapeszteńskich, największe obawy dotyczyły samego środowiska ludzi nauki i były one, w moim przekonaniu, w pełni uzasadnione. Czy uczeni sprostają wyzwaniom przyszłości w zakresie wymogów etycznych, czy zdołają odbudować nadszarpnięte zaufanie społeczne?
Etyczne aspekty współczesnego środowiska uczonych w najbardziej zdecydowany sposób przedstawił prof. Józef Rotblat. Żadne inne wystąpienie nie spotkało się z równie gorącym przyjęciem. Zwrócił on uwagę, że w pierwszej połowie XX w. odkrycia na polu nauk fizykalnych, a w drugiej w zakresie nauk biologicznych całkowicie zmieniły relacje między nauką a społeczeństwem. Dzięki odkryciom naukowym stało się możliwe udoskonalenie jakości życia człowieka, a jednocześnie to samo źródło – wiedza naukowa – wydało środki masowego rażenia i potencjalne możliwości klonowania człowieka. Ubocznym następstwem tych zjawisk jest zawężenie przedziału między badaniami podstawowymi a stosowanymi. W wielu dziedzinach rozróżnienie takie straciło wszelkie obiektywne podstawy.
Pod koniec XX w. główną motywacją do podejmowania badań stał się zysk a nie działalność poznawcza, gdyż coraz więcej środków na badania pochodzi z prywatnych korporacji gospodarczych. Niszczy to podstawowe założenie nauki – powszechną dostępność wyników. Współcześnie patentuje się nie tylko nowe technologie, ale nawet drobne fragmenty genomów. Na tle niezdrowej rywalizacji między uczonymi, ubiegającymi się o Nagrodę Nobla czy inne gratyfikacje, dochodzi niekiedy do kradzieży pomysłów, metod czy wyników.
Największym niebezpieczeństwem dla przyszłości nauki są rządowe centra badawcze, np. Los Alamos, Livermore w USA, Czelabińsk w Rosji, Aldemaston w Wielkiej Brytanii oraz szereg innych rozsianych po świecie podobnych ośrodków. Tysiące zatrudnionych w nich uczonych są w stanie nieustannego pościgu za doskonaleniem istniejącej broni masowego rażenia i poszukiwaniem skuteczniejszych środków zabijania.
ETYCZNA ZACHĘTA
Podstawową wartością i prawem człowieka jest prawo do życia. Podstawowym obowiązkiem uczonych jest chronić życie ludzkie i podnosić jego jakość. W żadnym
wypadku ich działalność nie powinna być motywowana poszukiwaniem środków jego niszczenia. Z tych faktów prof. Rotblat wysnuł podstawowy wniosek. Współczesny uczony żyje w świecie nowych społecznych współzależności i powinien czuć się odpowiedzialny za swoje badania. Sprawą nadrzędną są zawsze wartości ludzkie, natomiast młodzież przy nadawaniu stopnia naukowego należy zobowiązać do składania przyrzeczenia, którego charakter byłby zbliżony do przysięgi Hipokratesa.
Przyjęte na zakończenie World Conference on Science uchwały, mimo iż nie mają charakteru oficjalnych dokumentów, zostały wygładzone z ostrzejszych sformułowań i radykalnych postulatów. Dotyczyło to w szczególności spraw etyki i ochrony własności intelektualnej. Zespół redagujący miał tu najwięcej trudności. Ostatecznie postanowiono, że problemy te powinny zostać profesjonalnie rozstrzygnięte przez World Intellectual Property Organization. Odrzucono również propozycję prof. Rotblata przysięgi hipokratesowej młodych adeptów nauki podczas promocji doktorskiej. Zachowano jedynie ogólne stwierdzenie, że młodzi uczeni powinni być zachęcani do przestrzegania zasad etyki oraz mieć wyrobione poczucie odpowiedzialności za wyniki swoich badań. Szczegółowo sprawą tą powinna się zająć Komisja ds. Etyki UNESCO i
ICSU.
Myślą przewodnią obu deklaracji są postulaty większego zaangażowania uczonych w problemy społeczne i bliższych związków z członkami rządów i parlamentarzystami. Taka ma być istota Towards a New
Commitment.
NAUKA NIEBEZPIECZNA
Podczas obrad budapeszteńskich z całą mocą pojawiła się obawa, że społeczeństwo coraz bardziej traci zaufanie do ludzi nauki. Pogłębioną odpowiedź na pytanie, dlaczego tak się dzieje dała, w moim przekonaniu, już półtora roku wcześniej konferencja zorganizowana przez ALLEA (All European Academies) w Amsterdamie (2-3 grudnia 1997). Ukazanie się książkowego pokłosia tego spotkania poprzedziło konferencję budapeszteńską. Jej tytuł – Między wolnością a odpowiedzialnością – oddaje istotę problemu.
Lewis Wolpert w artykule Is Science Dangerous? scharakteryzował naukę jako najlepszą drogę do zrozumienia otaczającego świata w sposób wiarygodny, logiczny, ilościowo sprawdzalny i elegancki. Dlaczego więc dla wielu ludzi jest on czymś odległym, nieprzystępnym i obcym? W istocie idea, że nauka jest niebezpieczna, sięga Starego Testamentu, a to dlatego, twierdzi Wolpert, gdyż przynosi wiedzę, która odbiega od bezpośrednich obserwacji lub wydaje się niezrozumiała. Najlepszym przykładem jest odkrycie kopernikańskie. Utrzymujący się przez tysiąclecia pogląd, że Ziemia jest stabilnym środkiem świata, wokół którego obraca się wszystko, co jest wobec niej zewnętrzne, wydaje się bardziej oczywisty. Fakt że Ziemia jest drobnym „pyłkiem” w przeogromnym wszechświecie, nawet współcześnie jest dla wielu słabo wyobrażalny. Również powszechność ewolucji biologicznej, przekształcenia i powstawanie nowych gatunków wydaje się zaprzeczeniem „codziennej obserwacji”. Tak więc niechęć do nauki i jej przedstawicieli, obok uznania, zawsze towarzyszyła uczonym. Z chwilą jednak podjęcia zespołowych badań nad genomem homo sapiens (którego mapa zostanie opracowana prawdopodobnie do roku 2003) i potencjalnymi możliwościami klonowania ludzi nauka przekracza ostatnią granicę – sięga w samą istotę człowieczeństwa. Na tej podstawie nie można jednak twierdzić, że nauka jako całość zatraciła wartości etyczne lub działa niezgodnie z potrzebami współczesnego człowieka. Poznanie genomu człowieka będzie wielkim osiągnięciem poznawczym i medycznym, ale może też być zagrożeniem. Już w latach 90. podjęto starania zabezpieczające przed takimi następstwami. International Bioethics Committee opracowała (1993) Universal Declaration on the Human Genome and Human Rights. Deklaracja ta została przyjęta przez kraje będące członkami UNESCO (11 lutego 1997) i Zgromadzenie Ogólne ONZ (9 grudnia 1998).
WYSTĘPEK W NAUCE
Legislacja i wszelkie regulacje będą tylko wówczas skuteczne, jeśli spotkają się z powszechną akceptacją środowisk uczonych. W tym miejscu dochodzimy do istoty współczesnych kontrowersji. Badania naukowe są realizacją podstawowej potrzeby człowieka – dążności do poznania. Wolność czy raczej swoboda w podejmowaniu badań jest warunkiem realizacji tej dążności. Stawianie ograniczeń administracyjnych, prawnych czy innych jest wkroczeniem na drogę, która prowadzi do likwidacji działalności naukowej w wielu kierunkach. Rozwiązanie tego dylematu jest tylko jedno: trzeba doskonalić postawy etyczne ludzi nauki, uczulać na skalę ryzyka podejmowanych badań i wpajać poczucie odpowiedzialności za skutki uzyskanych wyników, a w szczególności ich stosowania w praktyce.
Wśród przyczyn, które psują pozytywny obraz nauki, są niewątpliwie różne występki uczonych dokonywane w trakcie pracy badawczej i prezentacji wyników naukowych. Pieter Drenth, wyróżnił ich 3 podstawowe kategorie: typowe fałszerstwa, oszustwa oparte na świadomym stosowaniu niewłaściwych procedur, wybiórcze przedstawianie wyników oraz kradzież własności intelektualnych. Według Drentha ten ostatni występek, plagiat, jest naganny jak każdy rodzaj kradzieży, ale najmniej szkodliwy dla rozwoju nauki. Dwa pierwsze rodzaje są nie tylko groźne, ale i trudne do wykrycia. Występek w nauce nie pojawił się w XX w. Jest natomiast faktem, że współcześnie zaistniały specyficzne czynniki i okoliczności do schodzenia z uczciwej drogi.
Gwałtownemu wzrostowi liczebnemu środowiska ludzi nauki towarzyszy wzrost konkurencji, a różnej skali nagrody i wyróżnienia podsycają ambicje i pragnienie sukcesów. Taka atmosfera otacza młodych ludzi od chwili wkroczenia na drogę kariery naukowej, znajdują się więc pod silną presją szybkiego uzyskiwania znaczących wyników i ich publikowania.
W XX w. działalność naukowa i rozwojowa stała się główną dźwignią rozwoju cywilizacyjnego, w szczególności przemysłu i rolnictwa. W konsekwencji badania naukowe przestały być motywowane tylko chęcią poznania czy realizacją ambicji osobistych, grupowych i narodowych. Coraz większą rolę zaczynają odgrywać motywy finansowe. W tej nowej, złożonej sytuacji trwają poszukiwania recepty, która pozwalałaby utrzymać swobodę w podejmowaniu badań naukowych, a jednocześnie zachować kontrolę społeczną nad ich stosowaniem, szczególnie kiedy dotyczy to bezpośrednio człowieka i środowiska Ziemi. Wydaje się, że najskuteczniejszą drogą jest zdanie się na poczucie odpowiedzialności uczonych, którzy przestrzegają etyki i upowszechniają wśród swych następców dobre obyczaje.
Tekst przedstawiony na II Europejskim Kongresie Dialogu i Uniwersalizmu, Warszawa, 20-25 września 1999 r. |