|
Szyby jako baterie słoneczne,
latawce jako piorunochrony,
lasery jako akupunktura.
Cezary Kaszewski
Podczas tegorocznego Festiwalu Nauki, w trakcie dyskusji panelowej Czy nauka staje się fantastyką? w Instytucie Niskich Temperatur i Badań Strukturalnych PAN we Wrocławiu, ktoś z sali próbował podważyć ogólną teorię względności Alberta Einsteina. Ta sama osoba zakomunikowała, że jest wynalazcą aparatu słyszącego znacznie więcej z kosmosu niż wszystkie znane dotąd aparaty. Na trzydniowym festiwalu – jak zapowiadała jego inicjatorka prof. Aleksandra Kubicz – było miejsce dla każdego. W niektórych salach wykładowych zrobiło się wprawdzie duszno i ciasno, ale nikt nie odszedł z kwitkiem.
Całą imprezę opatrzono szyldem Festiwal Nauki, ale włączyły się w nią także uczelnie artystyczne. Przed pracownią ceramiczną Akademii Sztuk Pięknych, pół godziny przed początkiem warsztatowego pokazu Nie święci garnki lepią, ustawiła się tak liczna grupa, że prowadząca Katarzyna Koczyńska-Kielan nie wytrzymała nerwowo i zaczęła kwadrans wcześniej niż to wynikało z programu. Matka z córką, które przyjechały z Legnicy porannym pociągiem, wprost z dworca przyszły pod akademię. – Umiejętności toczenia na kole garncarskim nie nabywa się szybko, w Niemczech papiery czeladnicze można zdobyć po trzyletniej praktyce – mówiła prowadząca. Nie zniechęciło to ani matki, ani córki. Ta ostatnia zamierza w przyszłości studiować ceramikę. Pracownię w ciągu 5 godzin odwiedziło ok. 250 osób.
W innym budynku ASP do prof. Małgorzaty Dajewskiej, cenionej w Polsce wrocławskiej projektantki szkła, przyszło na pokaz około 150 osób. Dajewska demonstrowała swoje najnowsze prace. – Jeszcze nigdy w życiu nie miałam tylu słuchaczy naraz, nigdy też tyle nie mówiłam, co dzisiaj.
Rekordowa frekwencja
Tegoroczna, druga edycja Festiwalu Nauki we Wrocławiu (24–26 września) miała większy rozmach niż poprzednia, a także wyższą frekwencję. Żeby wydrukować program, trzeba było zająć 28 stron (!) formatu szkolnego zeszytu. W Internecie – przekładając na objętość znormalizowanego maszynopisu – około pół setki stron
(http://www.festiwal.uni.wroc.pl).
W trzydniowej imprezie uczestniczyło ok. 35 tys. osób (w ubiegłym roku 20 tys.), w większości młodych. Dla przyjezdnych z całego Dolnego Śląska przygotowano tanie miejsca noclegowe w domach studenckich. Wokół budynków wszystkich wrocławskich uczelni – areny większości spotkań – trudno było znaleźć miejsca do parkowania. Autokary z Legnicy, Ząbkowic, Dzierżoniowa, Jeleniej Góry, Wałbrzycha krążyły zwłaszcza wokół uniwersytetu i politechniki. Okolice placu Grunwaldzkiego, gdzie zlokalizowane są także Akademie: Rolnicza, Medyczna i Wychowania Fizycznego, stały się wyjątkowo trudnym miejscem dla kierowców. Wśród prawie 350 imprez zaprezentowano 70 atrakcyjnych pokazów, 29 wystaw, 12 doświadczeń i eksperymentów, zorganizowano 14 wycieczek.
Między teorią a praktyką
Uczestnicy festiwalu mieli bez przerwy rozdartą duszę. Nawet ci, którzy wysłuchali wykładu pod wielce obiecującym tytułem Teleportacja. Jak to zrobić?, byli bezradni. W sobotę o godz. 11 rozpoczynało się jednocześnie ponad 20 festiwalowych imprez. A odległości między 68 różnymi miejscami, gdzie odbywały się wykłady, pokazy, doświadczenia były spore, chcąc dostać się rowerem np. z głównej siedziby Wydziału Fizyki i Astronomii do Instytutu Niskich Temperatur i Badań Strukturalnych PAN, rowerzysta musiał dysponować zapasem 20 minut, kierowca samochodu niewiele mniej. Ten pierwszy miał nad drugim tę przewagę, że nie groził mu korek. Ponieważ część imprez w sobotę rozpoczynała się o godz. 10, a także o godz. 12, wybierając jedno spotkanie uczestnik festiwalu musiał zrezygnować z 50 innych! A mimo to sale były przepełnione.
Zmarszczki na portrecie
Przeciętna Dolnoślązaczka z wyższym wykształceniem ma mniej zmarszczek niż jej rówieśniczka z wykształceniem średnim. Dolnoślązak 60-latek ma tym większe szanse zostania pogodnym sędziwym staruszkiem, im jest lepiej wykształcony. Jeśli do tego Dolnoślązak i Dolnoślązaczka żyją z rodzinami, ich szanse jeszcze wzrastają.
Badania wrocławskich antropologów wykazują ponad wszelką wątpliwość, że inwestycje w wykształcenie są najbardziej rentowne życiowo. Im dłużej i na wyższym poziomie ludzie się kształcą, tym ich kondycja biologiczna będzie lepsza. Nie tylko na stare lata. Mężczyźni legitymujący się wyższym wykształceniem są przeciętnie młodsi biologicznie od swych gorzej wykształconych rówieśników. Lepiej wykształceni górują: wydolnością oddechową, koordynacją wzrokowo-ruchową, ostrością słuchu, tętnem, ciśnieniem skurczowym i gibkością kręgosłupa. Prawidłowości zauważa się także przy przedwczesnej umieralności (zgony przed 65 rokiem życia). Najsłabiej wykształceni umierają najwcześniej, dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i kobiet, u mężczyzn tendencja ta zaznacza się bardziej dramatycznie.
W stolicy Dolnego Śląska jako jedynym mieście w Polsce działa od 1977 r. centrum diagnostyki medycznej (Dolmed). Z wyników jego badań korzystają badacze Zakładu Antropologii PAN we Wrocławiu. Troje antropologów – dr hab. Elżbieta Rogucka, prof. dr hab. Tadeusz Krupiński, dr hab. Krzysztof Borysławski, geograf prof. Władysław Pawlak, językoznawca prof. Bogdan Siciński i socjolog Michał Fleischer w niedzielnej dyskusji panelowej kreślili Dolnoślązaków portret własny. Uwagę publiczności przykuwał on zwłaszcza wtedy, kiedy rysowano go ostro, trafnie przy tym argumentując. Rozmyty wyraz mało kogo interesował, zupełnie także nie budził polemicznych emocji.
Nauka w laurowym wieńcu
Frekwencję podwyższali nie tylko wrocławianie. Na dobrze rozpropagowany w mediach festiwal przyjechało do Wrocławia dużo młodzieży z całego niemal Dolnego Śląska. Przede wszystkim licealiści, nie brakowało także gimnazjalistów i uczniów szkół zawodowych. Na widowiskowe pokazy przychodzili uczniowie szkół podstawowych. – Odwiedził nas dzisiaj Patryk, uczeń V klasy szkoły podstawowej, który ma w domu własne laboratorium – powiedział dr Andrzej Vogt z Wydziału Chemii UWr. – Ten młody chemik zadziwił nas swoją pasją. W dużej sali wykładowej, do której przyszło ćwierć tysiąca słuchaczy, nie tylko mówiono o efektach świetlnych w chemii, ale je również demonstrowano. W czasie widowiskowego pokazu, w ciemnej sali błyskało raz po raz, efekty świetlne wywoływały jęki zachwytu, a te z kolei sala kwitowała śmiechem. Przed wykładem jeden z laborantów demonstrował wybuch chemicznego wulkanu (dwuchromianu amonu połączonego z magnezem) w wieńcu laurowym na głowie.
Tympanon z Ołbina
– Detal starej architektury Wrocławia, który długo leżał w ziemi, a teraz stanowi naszą chlubę – tympanon Jaksy – znaleziono w okolicznościach dość niezwykłych – mówił dr Cezary Wąs, kustosz Muzeum Architektury we Wrocławiu. Latem 1962 roku robotnicy rozbierający część budynków z XVIII w., przylegających do Arsenału Miejskiego, zawiadomili konserwatora o znalezieniu zamurowanej rzeźby. Znaleziskiem okazało się półkoliste nadproże, tzw. tympanon, pochodzący z Ołbina. Wykuto go w piaskowcu ok. 1162 roku. Dziś wyeksponowany w Muzeum Architektury udowadnia najwyższą klasę artystów pracujących kiedyś w tej najstarszej części Wrocławia. Tympanon przedstawia Chrystusa w owalnej ramie, tzw. mandorli, siedzącego na tęczy i trzymającego w rękach otwartą księgę. Wyobrażony Chrystus jest tu zarówno filozofem, głosicielem Słowa, jak i królem-kapłanem, a także Bogiem-sędzią Sądu Ostatecznego.
Wśród reliktów dawnej architektury, które zgromadzono w muzeum, dominują pozostałości dawnego klasztoru Benedyktynów na Ołbinie. Wielkość kamiennych detali wskazuje, iż było to jedno z największych założeń klasztornych na terenie Europy Środkowej. Dziś z potężnego kompleksu – 3 kościołów i 50 innych kamiennych budowli – zostały tylko odciski w archeologicznych wykopach, głęboko pod ziemią. Po ostatniej wojnie góra gruzów na Ołbinie była przez lata źródłem bezpłatnych materiałów budowlanych. Wybrukowano nimi wrocławski Nowy Targ, budowano z nich jazy na Odrze, utwardzano nabrzeża rzeki.
Wysoko, ale nie na poziomie
Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc, gdzie spotkali się słuchacze, był dach jednego z budynków politechniki przy ul. Norwida. Na pokaz Małe instalacje słoneczne w warunkach polskich przyszło 40 osób, w większości w średnim wieku. Na dachu zainstalowano kolektor słoneczny o powierzchni 1,5 m2 z dołączonym do niego pojemnikiem z wodą. Mimo że dzień był prawie bezsłoneczny (rankiem troszeczkę świeciło), ta nikła ilość słońca wystarczyła jednak, żeby podgrzać 120 litrów wody. – Wybudujemy w XXI wieku domy, w których energia powstawać będzie w szybach okiennych, również dachówki zostaną kiedyś producentami taniej energii – mówił prowadzący. Podczas gdy starsi uważnie słuchali o przyszłości energii słonecznej, z boku, w pewnym oddaleniu, pięciu chłopców z Zespołu Szkół Zawodowych w Bielawie stwierdziło, że te baterie słoneczne i pojemnik z wodą to prawdziwa ramota. – Był u nas niedawno przedstawiciel Viessmanna, prawdziwego światowego potentata – mówili. – On dopiero pokazywał nam cuda! Tym dachem jesteśmy naprawdę rozczarowani. Słyszeliśmy, że uczelnie są biedne, ale nie sądziliśmy, że do tego stopnia.
Latawiec może porazić
Na łąkach nad Odrą, nieopodal Instytutu Niskich Temperatur i Badań Strukturalnych PAN, puszczano latawce. Dziekan Wydziału Fizyki i Astronomii UWr. oraz dyrektor tego instytutu ufundowali nagrody za najlepsze konstrukcje. – Pierwsze równanie, które wyjaśnia latanie pojawiło się w 1728 roku. Jego autorem był Daniel Bernoullie, Szwajcar, który działał w Petersburgu – mówił dr Zbigniew Strycharski, fizyk teoretyk. Uczestnicy świetnie się bawili, zawody budziły także spore emocje. Konstrukcja Marka Pytla, zwycięzcy w kategorii latawców płaskich, wywołała pewne kontrowersje wśród oceniających. Dlaczego latawiec nie może mieć metalowych części, wyjaśnił prof. Stefan Mróz, dziekan wydziału. – Latawiec nie może być piorunochronem, a metal plus mokry sznurek mógłby doprowadzić do tragedii. W sobotę niebo na szczęście było bezchmurne.
Lasery przeciwko chrapaniu
W sobotę przed gmachem głównym politechniki grupa licealistów z Lubania Śląskiego przyglądała się pokazowi mimów Teatru „Gest”. – Przyjechaliśmy 40-osobową wycieczką z naszym profesorem chemii Zdzisławem Marianiukiem. Zostaniemy we Wrocławiu przez cały festiwal, śpimy w akademiku. Wycieczka kosztowała każdego 90 zł. Profesora z całą klasą zaprosiła na festiwal jego była uczennica, dzisiaj pracownik naukowy Politechniki Wrocławskiej. – Wszystko jest po prostu ekstra, łącznie ze spektaklem w teatrze – podsumowała jedna z uczennic.
Wykład Lasery w medycynie zgromadził nie tylko licznych, ale zróżnicowanych wiekowo słuchaczy. Wystąpienie skwitowane zostało brawami. Po wykładzie jego autorka prof. Halina Podbielska (wykształcenie lekarskie i fizyczne jednocześnie, habilitacja z zastosowań laserów) odpowiadała na pytania. – Akupunkturę laserową polecam zwłaszcza dzieciom, one nie znoszą kłucia, a tu nie czuje się nakłuć, nie ma także zakażeń. W Polsce nie ma jeszcze możliwości laserowego usuwania nadmiernego owłosienia na twarzy. Znam z Barcelony możliwość laserowej likwidacji chrapania. Usuwa się kawałek podniebienia miękkiego i języczek. W Polsce jeszcze nie.
Komputerowe niebo
Na obrzeżach malowniczego Parku Szczytnickiego, pod obserwatorium astronomicznym Uniwersytetu Wrocławskiego, spotykały się całe rodziny. Ci, którzy przyszli najwcześniej, w piątkowy wieczór, mieli więcej szczęścia – nie było chmur i rozgwieżdżony nieboskłon można było oglądać przez teleskop Clarka-Repsolda. Dzień później chmury uniemożliwiły obserwację nieba „na żywo”, ale i na to organizatorzy byli przygotowani. Pokazano bardzo odległe galaktyki na ekranach komputerów. W pewnym sensie ci ostatni byli nawet wygrani, obejrzeli zdjęcia wykonane przez teleskop Hubble’a. To cudo optyki ma wprawdzie tylko 12 razy większą średnicę niż teleskop uniwersytecki, ale „widzi” po milionkroć (!) lepiej. Z komputerowego Hubble’a można obserwować obiekty milion razy słabsze (odleglejsze) niż te, które dostrzega poczciwy (z początku lat 20.) teleskop
Clarka-Repsolda.
Dolnośląski skarb: nauka
– Już ubiegły rok pokazał, że nauka może być atrakcyjna – mówi prof. Aleksandra Kubicz, biochemik z Uniwersytetu Wrocławskiego, pomysłodawczyni imprezy. – Ten rok jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że ideę szerokiego kontaktu publiczności z nauką należy doskonalić i kontynuować. Prof. Kubicz jest przekonana, że nawet najtrudniejsze wykłady powinny być zrozumiałe dla absolwenta średniej szkoły. Festiwal jest dla wszystkich, niezależnie od wykształcenia i wieku, począwszy od starszych klas szkoły podstawowej. – Ogromną wagę przywiązujemy do zaprezentowania Wrocławia jako miasta nauki. W przyszłym roku, w czasie uroczystości milenijnych biskupstwa wrocławskiego, festiwal stanie się ich ważną częścią. Chcielibyśmy także, aby z roku na rok następowała integracja dolnośląskiego środowiska naukowego – deklaruje inicjatorka festiwalu.
Program wyraźnie akcentuje regionalizm, wiele spotkań ma w tytule „dolnośląskość” i „wrocławskość”. To ukierunkowanie na region, także bliskie związki nauki z praktyką życia codziennego, mogą stać się specjalnością tego festiwalu.
– Szczegółowy program poznałam w ostatniej chwili. Szkoda, że to wszystko przebiegało w takim tempie – stwierdziła po festiwalu Maria Laskowska, polonistka, wychowawczyni I klasy Gimnazjum nr 15 we Wrocławiu. – Tylko raz z całą klasą udało się nam wybrać do Muzeum Archidiecezjalnego i katedry. Dla uczniów i nauczycieli byłoby znacznie lepiej, gdyby festiwal nauki trwał chociaż tydzień.
Cezary Kaszewski jest dziennikarzem wrocławskiego „Słowa Polskiego”.
|