Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 12/1999

Ile jest nauk?
Poprzedni Następny

Kartki z dziejów nauki w Polsce (8)

Piotr H?bner

Na początku XX wieku pojawiły się, także wśród polskich uczonych, próby refleksji naukoznawczej. Jedną z podstawowych kwestii był uwidaczniający się podział nauk na dyscypliny. W drugim wydaniu Poradnika dla samouków (cz. 1 z 1901 r.) Adam Mahrburg wyróżnił klasyfikację, podział i układ dyscyplin. Klasyfikacja miała być „uporządkowaniem pojęciowym”, teoretyczną kategoryzacją typów dyscyplin. Podział miał polegać na przypisaniu każdej z nauk właściwego przedmiotu i zadania – tak, iżby wszystkie nauki poszczególne razem wzięte wyczerpywały ogół przedmiotów dostępnych dla poznania naukowego i wszystkie zadania naukowe, jakie wobec tych przedmiotów dadzą się sformułować. Układ nauk z kolei była to systematyzacja wiedzy naukowej polegająca na ustosunkowaniu nauk poszczególnych w jednej całości tak, iżby oczywistym było, jak nauki pochodne opierają się na zasadniczych, potrzebujące pomocy – na pomocniczych. Mahrburg wskazywał, iż klasyfikacja nauk łamie zarówno podział, jak układ, bo tej chodzi o ugrupowanie wytworów teoretycznych według wspólności i odrębności cech nauk – ma to być „zadanie czysto filozoficzne”, natomiast podział i układ zależą od natury samego przedmiotu, który wiedza naukowa ma wyczerpać.

W pracy Władysława Kozłowskiego Klasyfikacja umiejętności na podstawach filozoficznych jako wstęp do wykształcenia ogólnego (wyd. 2, 1902) pojawia się analiza historycznie sformułowanych systematów, ale i realne, praktyczne spojrzenie. Obaj autorzy opowiadali się za utrzymaniem nie tylko wizji nauki podzielonej, ale i spojrzenia na całość nauki. Mahrburg analizował tendencję do mnożenia dyscyplin. Jak pisał, każda rzecz konkretna, każdy konkretny dział rzeczywistości może być obrany za przedmiot odrębnej nauki szczegółowej, której zadaniem w takim razie staje się teoretyczna konstrukcja tej rzeczy lub działu rzeczywistości z pierwiastków i praw zbadanych w naukach zasadniczych.

Jedynym ograniczeniem logicznym było to, by każda szczegółowa nauka, niezależnie od stopnia swojego wyspecjalizowania, miała odrębny od pozostałych przedmiot i zadania. Mahrburg odrzucał możliwość wyznaczenia „szczelnych przegródek” między naukami.

Problem rozrostu dyscyplin niepokoił m.in. Tadeusza Kotarbińskiego, któremu obcy był wzorzec Hippiasza z Elidy, człeka, który rzekomo znał się na wszystkim, ale też i wzorzec wynikający z kultu specjalizacji. Po latach przemyśleń wskazywał Kotarbiński na drogi wychodzenia z ciasnych opłotków na szerszy świat: rozszerzenie horyzontów przez doskonalenie uprawianej specjalności, dobieranie specjalizacji dodatkowej, przechodzenie od danej specjalizacji do specjalizacji w zakresie zagadnień ogólniejszych, uprawianie dyscyplin pogranicznych, przechodzenie od zagadnień teoretycznych do zagadnień praktycznych, uprawianie nauczania ogólnokształcącego, uczestnictwo w naradach z przedstawicielami różnych specjalności. Jako kryterium uznania nauki za odrębną uznawał Kotarbiński nadanie jej statusu dyscypliny wykładanej w uczelni akademickiej. Powstawał jednak problem „przedmiotu zamkniętego”, odnoszony do habilitacji, problem wyznaczenia pola badań w nazwach seminariów i katedr. Już przed wojną zarysowała się możliwość uznania, iż tyle jest nauk, ilu uczonych.

Nie bez racji pisał w 1946 roku na łamach Życia Nauki Ludwik Fleck: Nie istnieje poza marzeniami jakaś jedna nauka, istnieją dzisiaj tylko poszczególne nauki, nie mające w wielu wypadkach łączności ze sobą, niektóre rozbieżne w swoich podstawowych cechach. Przyczyniła się do tego instytucjonalizacja nauki, upadały integracyjne oddziaływania filozofii, dawnej „królowej nauk”, ginęli encyklopedyści i polihistorzy, a pojawiali się specjaliści od jednego tematu, jednej biografii, jednego zdarzenia. Solidny pień i konary drzewa nauki znikały w pomroce prac ministerialnych rad i komisji. Pozostawały z drzewa nauki rozsypane, martwiejące gałęzie.

Uwagi.