|
Bezwzględne stosowanie algorytmu w aktualnej postaci doprowadziłoby do wyraźnych dysproporcji przyznanej dotacji w stosunku do potrzeb
i w konsekwencji - do upadku niektórych szkół państwowych.
Marcin Pliński
Postawione w tytule pytanie dotyczy, oczywiście, sposobu podziału dotacji MEN na działalność dydaktyczną państwowych szkół wyższych. Pieniądze i sposób ich podziału zawsze budzą kontrowersje. Niektóre z senatów szkół wyższych podejmowały uchwały o konieczności odstąpienia od stosowanego dotychczas algorytmu, gdyż uwzględnia on tylko miary ilościowe.
Miara ilościowa być może była dobra, gdy chodziło o zwiększenie liczby studentów w kraju. W dotychczasowym algorytmie są m.in. dwa człony, które obejmują z jednej strony liczbę studentów, z drugiej zaś zatrudnienie kadry nauczycieli akademickich ze stopniem naukowym doktora. Aby uzyskać wyższy "wynik algorytmowy", czyli wyższą dotację roczną, dużo łatwiej podnieść liczbę studentów poprzez zwiększenie naboru na rok pierwszy, aniżeli zatrudnić nowych nauczycieli akademickich. Wykształcenie jednego doktora trwa przecież co najmniej kilka lat.
Przykład patologii
Stosowanie dotychczasowego algorytmu spowodowało, oczywiście, wyraźny wzrost liczby studentów, czyli znaczne podniesienie tzw. współczynnika skolaryzacji. Wzrost ten, według niektórych statystyk, jest znaczny. Uwzględniając studentów wyższych szkół prywatnych i wyższych szkół zawodowych osiągnęliśmy już chyba standardy europejskie. Tak więc nie ma potrzeby gwałtownej stymulacji dalszego wzrostu liczby studentów metodami administracyjnymi. Dalsze stosowanie dotychczasowego systemu podziału może przynieść tylko negatywne konsekwencje. Już dziś widać, że praktyka stosowania ilościowego algorytmu zaowocowała wyraźną tendencją obniżania się poziomu nauczania. Wzrost liczby studentów bez możliwości zwiększenia zatrudnienia nauczycieli akademickich, przy jednoczesnym braku pieniędzy na rozbudowę uczelni, sprzyja stosowaniu rozwiązań pseudokomercyjnych. Najlepszym przykładem powstających patologii jest przyjmowanie ogromnych ilości studentów na niektóre płatne kierunki studiów, nieodpowiedzialne zwiększanie liczebności grup laboratoryjnych, drastyczne ograniczenie dostępu do literatury w ponad miarę zatłoczonych czytelniach bibliotecznych. Najwyższy więc już czas, aby zarzucić stymulację ilościową i przejść na stymulowanie jakości kształcenia.
Kadra to jakość
Aby uzyskać możliwości stymulacji jakości kształcenia, trzeba zmienić algorytm, czyli sposób rozdziału dotacji. O konieczności takiej zmiany pisał już na łamach "Forum Akademickiego" (nr 7-8/98) prof. Marek Rocki. Również Rada Główna Szkolnictwa Wyższego, w swoim stanowisku w sprawie utrzymania odpowiednich standardów jakości kształcenia w szkołach wyższych, dała wyraz zaniepokojenia skutkami stosowania algorytmu. W obu tych wystąpieniach pojawia się myśl, że o jakości studiów świadczy kadra nauczycielska. Jestem przekonany, że całe środowisko akademickie tę myśl podziela. Tak więc podstawowym miernikiem jakości kształcenia winna być odpowiednio kwalifikowana kadra naukowo-dydaktyczna. Podkreślam to mocno, gdyż tylko ona poprzez uprawianie nauki może zapewnić odpowiednio wysoki poziom przekazywanej wiedzy. Przekładając tę myśl na zapis algorytmowy można przyjąć założenie, że o jakości kształcenia świadczy ilość wysoko kwalifikowanej kadry w stosunku do wszystkich zatrudnionych w uczelni nauczycieli akademickich. Udział ten będzie wskazywał na pozycję danej szkoły. Oczywiście, w obliczeniach mogą być uwzględniani, tak jak dotąd, jedynie pracownicy zatrudnieni na pierwszym etacie w danej szkole wyższej.
Waga tytułu
Przedstawiona powyżej zasada ujmuje zatem problem znaczenia kadry nauczycieli akademickich całkiem inaczej niż w dotychczasowym algorytmie, gdzie uwzględnia się bezwzględną liczbę tzw. doktorów przeliczeniowych. Moja propozycja zmierza do ustalenia stosunku liczbowego kadry wysoko kwalifikowanej do ogólnej ilości nauczycieli ze stopniem naukowym doktora. Podział na dwie grupy prowadzi do określenia kryterium jakościowego zatrudnionych nauczycieli. W ten sposób miernik jakości został określony. Pozostaje teraz ustalenie, co rozumie się przez "kadrę wysoko kwalifikowaną". Wydaje się, że najprostszym rozwiązaniem byłoby uznanie za nią nauczycieli z tytułem naukowym. Miernik ten być może zbytnio preferuje grupę profesorów. Można postawić zarzut, i chyba słusznie, że w ten sposób dyskryminuje się doktorów, a szczególnie doktorów habilitowanych jako nauczycieli wykwalifikowanych. Aby te zarzuty złagodzić, proponuję zatem zastosowanie dodatkowych wag. Miernikiem jakości kadry naukowej mogłaby być liczba doktorów, doktorów habilitowanych oraz profesorów tytularnych do ogólnej liczby nauczycieli akademickich, z uwzględnieniem następujących wag przeliczeniowych: 3 dla doktorów habilitowanych, 5 dla profesorów tytularnych.
Bez studentów
Drugi człon algorytmu obejmuje studentów. Dalsze uwzględnianie liczby studentów w algorytmie prowadzić będzie do pogłębiania się złych tendencji w dydaktyce. W szkole wyższej trzeba bezwzględnie dbać o dobry poziom kształcenia. Tymczasem dziś, zwiększając bez opamiętania liczbę studentów przypadającą na jednego nauczyciela akademickiego, zatracamy całkowicie specyfikę nauki w szkole wyższej, uniemożliwiając bezpośrednie kontakty pomiędzy "mistrzem" a uczniem. Bez tego szkoły wyższe stają się bezdusznymi fabrykami dyplomów. Także Rada Główna Szkolnictwa Wyższego, we wspomnianym wyżej stanowisku, zwracała już uwagę, że na wysokość dotacji w mniejszym niż dotychczas stopniu winna mieć wpływ liczba kształconych studentów. Wydaje się, że można iść dalej i w ogóle zrezygnować ze studentów jako miernika dotacji. Obecność tego miernika w algorytmie miała poprzez lepsze finansowanie stymulować wzrost liczby studiujących. Mechanizm ten jednak od nowego roku akademickiego musi zostać, zgodnie z wymogami Konstytucji RP, wchłonięty przez odpłatność za usługi dydaktyczne na studiach. Mechanizm ten, w moim przekonaniu, jest znacznie zdrowszy niż obecny, ponieważ pozwoli podejść do usługi edukacyjnej na zasadzie komercyjnej i konkurencyjnej. To student będzie za usługę płacić i on będzie wymagał odpowiedniej jej jakości. Tak więc najpierw trzeba będzie zapewnić jakość studiowania, aby zdobyć studentów.
Punkty za ofertę
W polityce edukacyjnej państwa, oprócz troski o wysoki odsetek społeczeństwa z wyższym wykształceniem celem winno być także zapewnienie jak najszerszego dostępu do studiów. Możliwość taka zaistnieje, gdy oferta wyboru kierunków studiów będzie duża. Co prawda, MEN premiuje uruchamianie nowych kierunków studiów, jednak są to działania doraźne. W nowym algorytmie powinien być wprowadzony nie tylko mechanizm finansowy, premiujący otwieranie nowych kierunków i specjalności kształcenia - na wysokość dotacji powinna mieć również wpływ oferta dydaktyczna. Ranga szkoły wyższej zależy przecież od wachlarza możliwości edukacyjnych, którye powinny być mierzone liczbą kierunków studiów oraz, przede wszystkim, perspektywą ukończenia studiów ze stopniem magistra. W algorytmie należy zatem umieścić człon uwzględniający powyższe założenia. Składać się on winien z 2 elementów: sumy ilorazu ilości kierunków licencjackich do ogólnej liczby kierunków studiów i ilorazu ilości kierunków magisterskich do ogólnej liczby kierunków studiów. Studia magisterskie powinny być, moim zdaniem, premiowane poprzez wysoki mnożnik, np. 5.
Algorytm to nie wszystko
Nie należy zbytnio przeceniać znaczenia algorytmu w systemie rozdziału dotacji. Jest on jedynie elementem stymulacji określonej polityki resortu, a szczególnie rządu. Bezwzględne jego stosowanie również w aktualnej postaci doprowadziłoby do wyraźnych dysproporcji przyznanej dotacji w stosunku do potrzeb i w konsekwencji - do upadku niektórych szkół państwowych. Skutki takiego działania byłyby ze wszech miar społecznie niekorzystne i nie do przyjęcia. Tak więc stosowanie algorytmu winno być, tak jak jest to dotychczas, modyfikowane poprzez wprowadzenie ograniczników korygujących wielkość dotacji. Korygowanie algorytmu mogłoby odbywać się w granicach od 100 do 118 proc. dotacji w stosunku do wielkości przyznanej w roku ubiegłym, w zależności od wielkości budżetu przyznawanego MEN.
Wszystko zależy od nas
Przedstawione powyżej rozwiązanie jest propozycją jakościowego podejścia do algorytmu. Proponowane zmiany są dość odległe od dotychczas stosowanego przez MEN algorytmu, niemniej jednak sama istota systemowego podejścia do rozdziału dotacji jest zachowana. Jeżeli rzeczywiście chcemy, aby w następnym roku budżetowym elementy jakości kształcenia odgrywały istotną rolę w podziale pieniędzy pomiędzy szkoły wyższe, winniśmy już teraz rozpocząć dyskusję nad rozwiązaniem tego problemu. Przedstawiony materiał temu właśnie ma służyć.
Prof. dr hab. Marcin Pliński, oceanolog, jest rektorem Uniwersytetu Gdańskiego. |