|
Jan Koteja
Motto: Jeromsiewlesie!!!
Czy pamiętacie młodego V?clava, robotnika cegielnianego z ?apkowych opowieści, który w obronie chłopca ugodził Pudila kostką brukową o ciężarze 5949 g i strzaskał mu bark? Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie to, że ten Pudil stał po drugiej stronie rzeki, a skrupulatne pomiary wykazały nadto, że V?clav nie tylko go okaleczył, ale również bezapelacyjnie pobił rekord świata w ciskaniu kulą. Całe miasto się zleciało, aby podziwiać ten przypadek; cóż kiedy oprócz poszkodowanego Pudila nie było innych świadków, a sam V?clav, pomimo gróźb i obietnic, nie potrafił potwierdzić rekordu i drugi raz cisnąć kamieniem przez rzekę. I jak było mu wierzyć? "Niech ino tam Pudil stanie, już ja go dostanę" - tłumaczył się V?clav; tymczasem Pudil leżał złożony niemocą.
Bywało, że w moim domu rozlegało się gromkie: "Jeromsiewlesie!!!" Znaczy, któreś z rodzeństwa powyrywało sadzonki pomidorów na oknie, rozlało atrament albo Tata uderzył się młotkiem w palec. Nikt nie wiedział, co znaczyła ta inwokacja, niewątpliwie jakieś straszne, zrytualizowane przekleństwo, jednakże do tego stopnia wysublimowane, że trudno było odgadnąć jego rodowód.
Już się zapewne domyśliłeś, Miły Czytelniku, że w tych dwu przykładach mowa o emocjach. Choć emocje notowane były w starożytności, dopiero dekret WRON o stanie wojennym nadał im status formalnoprawny. Emocje, podobnie jak posiadanie broni palnej i wywrotowych ulotek, były surowo zakazane, o czym środki masowe codziennie informowały, a biada temu, kto budził emocje, jak na przykład ksiądz Jerzy Popiełuszko.
Zwróćcie uwagę, że emocje nie mają liczby pojedynczej (jak spodnie), zdrobnienia ani zgrubienia, a przede wszystkim nie mają treści, jak zresztą wiele innych komunistycznych wyrażeń (interes klasy robotniczej, rewolucyjny stołek, reakcyjna miska itp.). Zakaz czegoś nieokreślonego jest niezwykle skuteczny. Na wszelki wypadek ludzie powstrzymują się od kichania, ziewania, od śmiechu i płaczu, krzyku i szeptu, bo a nuż są to właśnie te zakazane emocje, za które można trafić do ciupy. Z drugiej strony jest oczywiste, że surowe zakazy emocji biorą się właśnie ze strachu przed emocjami. Jaruzelski grzmiał do mikrofonu, a pod spodem portki mu się trzęsły. Nic dziwnego też, że prawo do emocji, choć najbardziej elementarne i niezbywalne, nie figuruje w żadnej konstytucji ani innej karcie praw człowieka.
Czy zauważyliście, że emocje dość często występują w Ewangelii, nie tylko w Niedzielę Palmową i Wielki Piątek. Jezus powywracał lichwiarskie stoły i powrozem przepędził dealerów ze świątyni. Iluż to pobożnych chrześcijan było zgorszonych tym postępkiem i w skrytości ducha rozważało, czy Pan Bóg aby wybaczył Jezusowi takie emocje. Albo to plucie: "Obyś był zimny, albo gorący, a że jesteś letni - wypluję cię z ust moich!". Jaki gorszący brak kultury i tolerancji!
Warto jeszcze przypomnieć, że emocje spokrewnione są z afektem, który, w przeciwieństwie do emocji, jest rodzaju męskiego i nie ma liczby mnogiej. Nadto, afekt jest nagradzany, a nie karany. Np. sąd orzeka karę 2 lat więzienia (zamiast 3), biorąc pod uwagę okoliczność, że kochanka podrapała kochanka w afekcie; gdyby to zrobiła z miłości albo emocji, siedziałaby te trzy lata za ciężkie uszkodzenie ciała.
Aby już zamknąć tę krótką dysertację o emocjach, przytoczę jeszcze powiedzenie mojego Teścia, kawalerzysty z czasów wojny bolszewickiej: "Wiecie, ogier to jest straszna siła, tylko on o tym nie wie".
Ankiety oceniające nauczycieli są w szkole zjawiskiem normalnym, ustawowym. Bywały jednak ankiety dziwne, że tak powiem. W 1986 r. ankieta w mojej szkole zawierała następujące pytania: Czy akceptujesz w pełni zasady ustrojowe PRL? Czy kierujesz się nimi w swojej działalności dydaktyczno-wychowawczej? Czy swoją postawą i oddziaływaniem wpływasz pozytywnie na studentów i współpracowników w zakresie: prosocjalistycznych społeczno-obywatelskich postaw, wspierania działalności socjalistycznych organizacji studenckich, udziału w inicjatywach zbiorowych i imprezach sprzyjających utrwalaniu ustroju socjalistycznego itd., itd. Na koniec była uwaga: "Należy dać jednoznaczną odpowiedź na każde z postawionych wyżej pytań. Brak odpowiedzi będzie uznany jako odpowiedź NIE". Ankieta budziła strach u wielu pracowników, głębokie rozterki sumienia u innych: kilku pracowników zostało zwolnionych, kilku odeszło "z własnej woli", kilku wyemigrowało, niektórzy kierownicy dopuścili się gwałtu wobec podwładnych, zmuszając ich, w dobrej wierze, do krzywoprzysięstwa. O tę ankietę toczyły się wielomiesięczne boje na posiedzeniach Senatu. Egzekwowanie ankiety ciągnęło się do r. 1988(!), a publiczna dyskusja nad nią trwała jeszcze w r. 1990, zakończona wreszcie znamienną uchwałą Senatu 26 stycznia tegoż roku, w przeddzień rozwiązania PZPR!
Kilka dni temu elektroniczny biuletyn "Solidarności" mojej Uczelni opublikował tę "historyczną" ankietę z następującym wstępem: "V część ankiety stała się wówczas na swój sposób głośna, wywołując różne emocje w naszym uczelnianym środowisku. Dziś przytaczamy ten fragment ankiety już bez emocji, jako swego rodzaju dokument historyczny. Nie wiemy, kto jest autorem ankiety, choć rzecz jasna, krążyły na ten temat różne plotki. Prawdopodobnie nie ma to dziś większego znaczenia; przypominamy ankietę jedynie dla refleksji nad przemijającym czasem i naszym przemijaniem. Może także dla przypomnienia sobie tego, o czym myśleliśmy wypełniając ankietę: o sobie, o pracy, o odpowiedzialności za nasze rodziny, o czekającej nas (wówczas) przyszłości."
Jeromsiewlesie!!! Panie Redaktorze Biuletynu "S"! Daleki jestem od zestawiania ankiety z Oświęcimiem czy Katyniem! Byłoby mi też całkiem obojętne, kto ankietę redagował, egzekwował oraz czyj urzędowy podpis figuruje pod moim zeznaniem i oceną, notabene dość proroczą - "do powtórnej oceny" - gdyby nie to, że ci sami, którzy prowadzili mnie do komunistycznego raju, dziś wiodą nas do europejskiego. I wcale nie widzę, aby odmowa "pełnej akceptacji ustroju PRL" ułatwiała mi życie w nie-peerelowskiej rzeczywistości. Przede wszystkim jednak, Panie Redaktorze, niech Pan nie nazywa zwierzęcego strachu - jeromsiewlesie! - "różnymi emocjami"! Gdyby wówczas, pod koniec lat osiemdziesiątych, społeczność akademicka miała choć odrobinę emocji, podarłaby tę ankietę na drobne konfetti i rozsypała je na głowach jej autorów. Cóż, kiedy emocje były zakazane przez władze PRL (jeszcze) i władze "Solidarności" (już).
Tak, tak, moi Drodzy, wiara góry przenosi, emocje - kontynenty!
PS. A wykastrowany ogier to jest wałach. |