Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 3/1999

Inteligenci
Poprzedni Następny

Leszek Szaruga

Fot. Stefan CiechanW tak właśnie zatytułowanym wierszu pisał Wiktor Woroszylski: "Niemożliwi są ci panowie/inteligenci// A jednak wbrew swojej niemożliwości/ istnieją// Nie mają instynktu samozachowawczego". Otóż jest w tym coś z prawdy, a może nawet prawdy sporo. W szkicu "Kwestia formy. Rzecz o inteligencji" pisze Paweł Śpiewak, nie stroniąc zresztą od sarkazmu ("Przegląd Polityczny" nr 39): "Nie będąc żadną istotną grupą nacisku (co najwyżej może pisać kolejne listy otwarte w proteście przeciw pogarszającej się sytuacji nauki) jest zdana na łaskę - bo nie wolę - polityczną partii, które liczą się z wielkimi fabrykami. Polskie rządy i parlamenty biją rekordy Europy. Procent budżetu przeznaczonego na kulturę, oświatę i naukę przygotuje nas do roli co najwyżej sprawnej siły roboczej, montującej różnorakie urządzenia w oparciu o zachodnie technologie. Rozumiem objawy przed wejściem do Europy. Okazać się może, że nie tylko jej nie sprostamy na poziomie konkurencji, ale co gorsza oświaty i wiedzy. Jeżeli więc chcemy być zjednoczonej Europy rówieśnikami, wypadałoby byśmy stali się przynajmniej jej równi na poziomie scholaryzacji, nakładów na naukę, biblioteki, czasopiśmiennictwo, książki, opiekę zdrowotną". Cóż, pomarzyć każdy może. Marzenia są podobno siłą napędową realnego rozwoju.

Rzecz w tym, iż ów rozwój nie tylko marzeniami się żywi. Rozwój mianowicie lubi też żywić się realiami, czyli nakładami - wymiernymi i policzalnymi. Tu jednak możemy jedynie przyglądać się - raczej z daleka - innym. Czyni tak Andrzej Mencwel w przypisie do artykułu opisującego działalność nowo powstałego przy Uniwersytecie Warszawskim Instytutu Kultury Polskiej ("Kultura" 1998 nr 12): "Całe wyposażenie techniczne, jakim dysponujemy - komputery, kamera SVHS z oprzyrządowaniem montażowym, profesjonalny telewizor cyfrowy (niezbędny do analiz filmowych), drukarki i kopiarki - zostało przez nas zakupione ze środków pozyskanych. W Danii jest tak, że jeśli samorząd wyda koronę "na kulturę, to od władz wyższych otrzymuje drugą. Jesteśmy dalej od tej praktyki niż od Unii Europejskiej". Tymczasem, jak czytamy w innym przypisie, Instytutowi przydzielono: "dwa niewielkie pokoiki, w których pracuje, rozmawia, udziela konsultacji, a czasem też prowadzi zajęcia dla studentów dwadzieścia kilka osób, ponadto jedna pracownia tak wypełniona ćwiczeniami, że nie ma w niej godzin na pracę własną. Bez sekretariatu, jednego choćby pokoju profesorskiego, sali seminaryjnej". Aż chce się powiedzieć, czytając te narzekania, że w głowie się profesorowi Mencwelowi poprzewracało. Sekretariat! I co jeszcze? Pewnie jakaś sekretareczka, co? I żeby jeszcze ładna była? I młoda? Hę? Powiedzcie no wy tam, Mencwel, o co wam tak naprawdę chodzi? A z tym telewizorem cyfrowym to wy, wicie, nie czarujcie - już my wiemy, jakie wy tam świństwa sobie analizujecie!

Ale zostawmy żarty na boku, gdyż chodzi o życie. Rzecz tym bardziej istotna, że niewielu obecnych studentów I roku filologii polskiej rozpozna w poprzednim zdaniu zawartą w nim aluzję literacką. Po części także dlatego, że brakuje pieniędzy na kulturę i naukę zaczynamy się przekształcać w społeczeństwo co prawda produkujące profesjonalistów, lecz jednocześnie zwalczające inteligentów. Jakkolwiek by definiować tę grupę czy warstwę społeczną, dziś chyba już w Polsce w zaniku, jedno zdaje się być jej cechą nieredukowalną - zdolność postrzegania swych zawodowych zadań i powinności w szerszym horyzoncie niż ten, jaki wyznacza wąsko pojmowany profesjonalizm, umiejętność ich oceny w systemie wartości etycznych, poznawczych, czasem także i estetycznych. Ta umiejętność sprawia, że owe profesjonalne zadania i powinności nie są mierzone jedynie pragmatyczną miarką i nie są redukowane do doraźnej użyteczności. Być może to jednak wciąż ważne, by wiedzieć czy się konstruuje nowe narzędzia medyczne, czy nowe rodzaje broni masowej zagłady, a nie dążyć jedynie do konstrukcyjnej perfekcji bez względu na to, co się konstruuje.

Zapewne - zawężenie horyzontów i "profesojonalizacja" życia nie jest jedynie bolączką Polaków. Niepokojące wydaje się jednak, że pojawia się ona w takim natężeniu w kraju, w którym do niedawna taka postawa pozostawałaby w rażącej niezgodzie z etosem człowieka nauki i kultury. Dziś samo pojęcie etosu wydawać się zaczyna podejrzane. Bo jakże pojmować wyznanie poczynione przez studenta reagującego na wywiad cytowanego już wyżej Pawła Śpiewaka ("Rzeczpospolita" 7-8.11.1998), zarzucającego młodzieży bezideowość: "Brak idei, który nam zarzuca Śpiewak? Ideą stała się praca i podnoszenie kwalifikacji" ("Rzeczpospolita" 23-24.1.1999). W tym też przekonaniu umacniają dziś liczne wypowiedzi "autorytetów". "Autorytety" te mówią takim oto językiem: na dzień dzisiejszy, w miesiącu styczniu, w temacie nauki i kultury... Tak mówią, a młody człowiek wierzy, że - cytuję dalsze słowa przywołanego tu studenta - "literatura dawno już została przeniesiona na CD-ROMy". Mój Boże, o jaką literaturę chodzi, chciałoby się zapytać. I można być niemal pewnym odpowiedzi: "Jak to, o literaturę fachową przecież".

Co nas czeka? Pewnie to, co było, tylko, jak mawiał pewien facet z brodą, którego imienia dziś przyzywać nie przystoi, przemienione w farsę. Będzie to zatem farsa podwojona, a może nawet do kwadratu, gdyż ziszczą się i spiętrzą wizje poety: "Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach/ Strasznie mieszkają straszni mieszczanie. (...) Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą./ Że deszcz, że drogo, że to, że tamto (...) A patrząc - widzą wszystko oddzielnie: /Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...". To, oczywiście (dla kogo: oczywiście?) "Mieszkańcy" Juliana Tuwima, tekst wchodzący niegdyś w skład podstawowego wyposażenia lingwistycznego polskiego inteligenta. Dziś ten idiom jest nierozpoznawalny. Inteligent też.

Uwagi.