|
Idealnego nigdy nie będziemy mieli, ale mam nadzieje
na wypracowanie naprawdę dobrego systemu ocen.
Andrzej Wiszniewski
Tak, ocena jednostek naukowych dokonana z takim wysiłkiem przez KBN jest, niestety, daleka od doskonałości. Pewnie trzeba się było tego spodziewać, bowiem nigdzie na świecie nie dopracowano się idealnego systemu oceny naukowej produktywności, a u nas w Polsce to pierwsza próba, która nie mogła zakończyć się 100-procentowym sukcesem. Jednak koniecznie trzeba się zastanowić nad tym, gdzie jest źródło niedociągnięć.
POLIGON DOŚWIADCZALNY
Rzetelność danych przedkładanych przez jednostki nie była idealna. O ile manipulowanie liczbą zatrudnionych miało, co prawda, wpływ na kategorię, ale tylko w minimalnym stopniu na wysokość dofinansowania statutowego, o tyle niektóre osiągnięcia jednostki pozostawiały spory margines na dowolną interpretację. Myślę tu przede wszystkim o wdrożeniach, które przy pewnej dozie sprytu można było umiejętnie zwielokrotniać.
Słuszność kryteriów przyznających punkty za poszczególne osiągnięcia. Uważam, że kryteria były słuszne, ale współczynniki wagowe przyporządkowane poszczególnym osiągnięciom nie były doskonałe. Nie mówię już o punktacji przyznawanej publikacjom i rankingowi czasopism - zapewne nie dla każdego zespołu preferowanie tzw. listy filadelfijskiej było najlepszym pomysłem, ale to ostatecznie jest sprawą może nie najważniejszą, choć zespoły powinny mieć więcej swobody w określaniu wagi przypisywanej poszczególnym czasopismom. Ale kiedy zauważyć, że działalność patentowa przyniosła jednostkom średnio ok. 2,5 proc. wszystkich uzyskanych punktów, zaś rozwój kadry tylko ok. 6 proc. tychże punktów, to można wyciągnąć wniosek, że obszary, na których nam szczególnie zależy, nie zostały uwzględnione na właściwym poziomie.
Rzetelność oceny dokonywanej przez Zespoły KBN. Mam szczerą nadzieję, że w zakresie ocen parametrycznych rzetelności tej nie można kwestionować. Natomiast 25 proc. punktów uzyskanych w ocenie parametrycznej mogło być przyznawane przez Zespoły w sposób uznaniowy. Teoretycznie jest to potencjalna furtka dla dowolności, ale ja bronię tej zasady: daje to możliwość uwzględnienia tych istotnych dla oceny czynników, które nie poddają się łatwemu przeliczeniu na punkty.
Zgodność kategorii i poziomu finansowania z wynikiem punktowym uzyskanym przez poszczególne jednostki. Sądzę, że to jest najsłabszy punkt realizacji postanowień Komitetu o przyznawaniu dotacji statutowej na podstawie oceny jednostek. Zespoły przyjęły szereg własnych kryteriów, a za niektórymi kryła się typowa uznaniowość. Niekiedy miałem wrażenie, że niektórym oceniającym trudno było pogodzić się z faktem, iż jednostka posiadająca dobrą opinię uzyskiwała gorszy wynik niż ta, którą uznawano dotychczas za słabą. A jeśli wskazywały na to dane, to tym gorzej dla nich. Okazało się, że tych 25 proc. punktów uznaniowych nie wystarczało dla wyrażenia apriorycznych ocen.
Sądzę, że ocena przeprowadzona w roku 1999 powinna być uznana za poligon doświadczalny dla tej wielkiej sprawy, jaką jest dobry system określania naukowej produktywności. Wszystkie zespoły KBN pracują obecnie nad analizą słabości przyjętego systemu, aby w przyszłości móc go udoskonalić. Powtarzam jeszcze raz, idealnego nigdy nie będziemy mieli, ale mam nadzieje na wypracowanie naprawdę dobrego systemu ocen.
CZYM SIĘ CHWALIĆ?
A teraz o trochę innych sprawach. Zapewne już w maju będziemy pełnoprawnym członkiem 5. Programu Ramowego Unii Europejskiej i nasze zespoły badawcze będą mogły odpowiedzieć na pierwszy call for proposals. Pomoc w tej mierze okaże działający już Krajowy Punkt Kontaktowy oraz powoływane przez KBN lokalne punkty kontaktowe (będzie ich w pierwszym rzucie 19). Musimy się bardzo starać, bowiem jeśli idzie o nasze osiągnięcia w 4. Programie Ramowym - w którym zresztą nie mieliśmy pełnych praw - to nie mamy się czym chwalić. W przeliczeniu na głowę ludności uzyskaliśmy dofinansowanie 4,8 razy mniejsze niż Węgry, 3 razy mniejsze niż Czechy i aż 8 razy mniejsze niż Słowenia. Wyprzedziła nas nawet Litwa, która na głowę mieszkańca otrzymała półtora raza więcej niż my. Oby ten obraz nie powtórzył się w 5. Programie.
TERAZ POLSKA
Przed paroma dniami miałem wizytę przedstawicieli Polskiej Izby Książki. Rozmawialiśmy m.in. o sprawie dofinansowywanego przez KBN importu czasopism. Otóż obsługa tego importu w coraz większym stopniu jest opanowywana przez zagraniczne firmy, które często działają poza krajowym rynkiem pracy i polskim systemem podatkowym. Oczywiście, w tej mierze jednostki zamawiające czasopisma podejmują suwerenne decyzje i dobrze, jeśli podstawowym kryterium jest koszt pośrednictwa. Ale jeśli w ramach przetargu okazuje się, że zarówno pod względem kosztów, jak też jakości usług, przedsiębiorstwa krajowe są nie gorsze od zagranicznych, to pewnie warto pomyśleć o pięknym haśle Teraz Polska. Bowiem kto będzie dbać o nasze interesy, jeśli my sami je zaniedbamy? |