Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 7-8/1999

Fala
Następny

Wśród wielu problemów etycznych związanych z funkcjonowaniem uczelni, a pisze się ostatnio o tych sprawach dużo, nie pojawia się jedna ważna kwestia. Głośno o plagiatach, dopisywaniu nazwisk do prac zrobionych przez innych, chałturzeniu na wielu etatach... Nie spotkałem natomiast rozważań o kwestii szacunku wykładowców do studentów.
Kontakty uczonych ze studentami nie są częstym tematem refleksji w środowisku akademickim. Jeśli już, raczej poruszają ten problem studenci niż uczeni. Ci ostatni poprzestają zwykle na bieżącej krytyce studenckich zachowań i narzekaniach nad brakiem wiedzy lub na wspomnieniach i anegdotach obrazujących niegdysiejsze stosunki między mistrzem i uczniem, opowieściach w których przechował się obraz różnorodnych ekscentrycznych zwyczajów czy śmiesznych nawyków wielkich uczonych. Tradycja akademicka obfituje w legendy o egzaminach i wykładach, pełne zaskakujących acz sympatycznych i wspominanych ciepło zachowań profesorów.
Z czasem jednak, szczególnie w okresie ostatnich kilkudziesięciu lat, skłonność do niewinnych dziwactw tu i ówdzie się wyrodziła. Pojawili się profesorowie, którzy chcieli sobie jakoś zrekompensować brak osiągnięć naukowych, talentu, autorytetu lub osobowości. Najprostszym sposobem okazało się gnębienie i lekceważenie studentów na zajęciach i egzaminach, chamstwo w języku i zachowaniach. Panujący przez ostatnie dziesięciolecia w Polsce system pogardy dla człowieka akceptował te postawy i wzmagał je. Dziś, po dziesięciu latach, nie ma powodu, aby je tolerować.
Na nieszczęście bywa tak, że najgorsze zachowania swych „mistrzów” przejęli asystenci, którzy już jako profesorowie przekazują je swoim uczniom. Do legendy przeszły już prymitywne anegdoty z medycznych sal wykładowych i prosektoriów, dowodzące dorożkarskiej wrażliwości niektórych wykładowców. Zagubiła się gdzieś granica między sympatycznym dziwactwem a bezinteresowną agresją, chamstwem, brakiem życzliwości, lekceważeniem studenta. Istnieją instytuty, w których wszystkie najgorsze zjawiska, jakie występują na styku między studentem a wykładowcą stanowią normę. Mówi się tam studentom wprost, że są głupi i nieinteligentni, że nie poradzą sobie na egzaminie, źle traktuje się słuchaczy studiów zaocznych i studentów powtarzających rok, uważając ich za drugą kategorię. Nie ma końca aluzjom, docinkom i złośliwościom ze strony prowadzących zajęcia, ironicznym komentarzom, niegrzecznym uwagom. Na tego typu wypowiedziach potrafi zejść pół wykładu. Wszystko to rodzi niemiłą atmosferę studiowania i pracy, atmosferę zastraszenia, nieufności i walki, stwarza przedział między wykładowcami i studentami.
Znam placówkę, w której opisane zjawiska występują w szczególnie dotkliwy sposób. Atmosfera ta powstała tam przed laty pod wpływem „wyjątkowej osobowości”, profesora, który gnębił zarówno swych podwładnych, jak i studentów, wyżywając się na nich i wyładowując w ten sposób swe kompleksy i urazy. Wywołana wówczas fala toczy się wciąż naprzód.

Grzegorz Filip

Uwagi.