|
Dom pełni dwie podstawowe funkcje: jest ośrodkiem
konferencyjnym i domem wypoczynkowym. Najczęściej wykorzystywany jest do „pracy
cichej” i służy wypoczynkowi. Aleksander Wesołowski Sporo jest w naszym kraju renomowanych zakątków uzdrowiskowych, wypoczynkowych, szczególnie nad morzem, w górach. Znane są lecznicze wody Inowrocławia, Ciechocinka, Nałęczowa, Cieplic i Kudowy, lecz prawdziwy i zdrowy wypoczynek można znaleźć po prostu w zielonym, przepięknym lesie koło Opatowa pod Kępnem, w Domu Pracy Twórczej „Ustronie”. Funkcjonuje on pod patronatem Ministerstwa Edukacji Narodowej i służy pracownikom nauki i ich rodzinom już od 1956 roku. Wtedy to pałacyk myśliwski, własność państwa, przeszedł na rzecz wspomnianej jednostki. Mało kto wie, gdzie ten ośrodek leży i jak do niego dojechać. istotnie, nie chwali się on nawet tym, że jest. Wiedzą o nim jednak ci, którzy byli tu choć raz. Ja sam bywałem tu przed laty na niezapomnianych konferencjach polityków społecznych, które były organizowane przez jednego z twórców tej ciekawej dyscypliny, profesora i polityka Antoniego Rajkiewicza. Odwiedziłem „Ustronie” w maju tego roku, już jako emeryt. Spędziłem tam cały dwutygodniowy turnus wczasowy i dlatego miałem możność ponownie odkryć piękno tego miejsca, poznać jego historię i dzień dzisiejszy. Pragnę podzielić się wrażeniami z czytelnikami „FA”, gdyż pracownicy nauki na wschód od Wisły wcale tu nie bywają. Najczęściej spotyka się w kronikarskich księgach nazwiska z Poznania, Łodzi, Wrocławia, Warszawy, chyba, że pojedyncze osoby były tu na konferencjach naukowych „z Polski”. LOSY A ziemia tu stara, piastowska, wielkopolska, leżąca na granicy ze Śląskiem. Gleba piaszczysta, dlatego żytnio-ziemniaczana, ale bogata w lasy, kiedyś także w zwierzynę. Jak historia odnotowała, już w 1147 roku kolonizowali te ziemie mnisi, zwani Preminstratensami, zaś w 1180 roku powstaje tu parafia w osadzie Opatów. Miejscowość musiała mieć znaczenie, skoro koronowany Przemysław Wielkopolski lokuje tu wieś na prawie madgeburskim. Od tego czasu dziedzicami tej okolicy byli właściciele świeccy. Pod zaborem pruskim, już od 1181 r. ziemia opatowska staje się własnością niemiecką. Największe zainteresowanie tymi stronami i pięknymi lasami wykazał wielki książę Fryderyk Bodeński, który zbudował tu w 1877 roku dwór. Kolejny właściciel, kronprinz Henryk Hohenzollern rozbudował go jako pałac myśliwski. Po pierwszej wojnie światowej posiadłość przejmuje na własność państwo polskie. Przyległe ziemie orne rozparcelowano, lasy upaństwowiono, w pałacyku zaś zorganizowano Zakład Lecznicy dla Dzieci Funkcjonariuszy Państwowych „Biały Raj”. Zorientowano się trafnie, że okolica ma charakterystyczny mikroklimat, który leczy dolegliwości krążeniowe, a woda z miejscowej studni dobrze działa na przeczyszczenie dróg moczowych, szczególnie nerek. W czasie okupacji hitlerowskiej wykorzystywano ten obiekt jako dom wypoczynkowy dla niemieckich kobiet z dziećmi. Po wojnie zaopiekowała się posiadłością Akademia Rolnicza w Poznaniu, a od 1956 roku firmuje ją Ministerstwo Edukacji Narodowej. LUDZIE Zorganizowanie Domu Pracy Twórczej „Ustronie” powierzono małżeństwu Lucynie i Alfredowi Tytkom. Pan Alfred do dzisiaj żyje nim i jest jego żywą kroniką. Dzięki pełnemu oddaniu się temu obiektowi, dom jest ciągle remontowany, modernizowany i przystosowany do zmieniających się zadań i wymogów przyjeżdżających gości. Rocznie przebywa tu ponad tysiąc osób, a wykorzystanie sięga 90 proc. W miarę jak następuje mechanizacja pracy, zmniejsza się liczba pracowników, co obniża koszty utrzymania. Z sześciu osób administracji pracują obecnie tylko dwie – kierownik i księgowa. Kuchnia zatrudnia sześć osób na zmianę, po trzy dziennie. Zmechanizowana praca pozwala ma kompresję zatrudnienia. Jest jeszcze transport, pralnie i prace ogrodnicze związane z otaczającą dom zielenią. Dom pełni dwie podstawowe funkcje: jest ośrodkiem konferencyjnym i domem wypoczynkowym. Najczęściej wykorzystywany jest do „pracy cichej” i służy wypoczynkowi. Osiągnięciem kierownictwa jest uzyskanie samowystarczalności ekonomicznej jednostki budżetowej. Nie jest to łatwe w tym warunkach, jednakże możliwe. Sympatyczne rozmowy z kierownikiem wprowadzają mnie w ciekawą historię obiektu, jak i sprawy bieżące. Trzeba mieć dużo serca i odwagi, aby tu trwać i pracować. Tymczasem przemija maj, opiewany i dawno uznany za najpiękniejszy miesiąc kalendarzowego roku. Mieszczuch z dużego miasta żyjący w hałasie, tłoku, kurzu, zagoniony i zapracowany, nie dostrzega naturalnej zmienności pór roku. Dopiero tu, w „Ustroniu”, jest na łonie przyrody, tej prawdziwej. HARMONIA Wcześnie rano słońce budzi ptaki, one zaś swoją poranną modlitwą budzą ludzi, którzy zaczynają dzień od porannego spaceru w rześkim powietrzu, w woni lasu, ściętej trawy i kwitnących krzaków bzu. Za lasem rozciągają się wyjątkowo w tym roku dorodne zboża. Wita nas cisza i harmonia, jak u Jana z Czarnolasu. Przyroda koi nerwy. Zapomina się o dolegliwościach wieku. Personel uśmiechnięty i usłużny. A kukułka kuka, dzięcioł – kowal odwiedza potężną akację, inne ptaszęta „odstawiają” codzienny koncert, nasze „czyszcioszki” zaś z niecierpliwością likwidują naniesione niechcący resztki liści ze spacerowych ścieżek. Nastrój tego domu udziela się sezonowym mieszkańcom. W tym turnusie same siwe głowy. Witają się rano uprzejmym „dzień dobry”, rozchodzą na nocne czuwanie życzliwym „dobranoc”. Przede mną trzy grube księgi kroniki pełne wspomnień, podziękowań, nierzadko wierszowanych hymnów – zasłużonych. Nic tu dodać, nic ująć, bo Dom ten jest naszym domem. Tu wraca się z nadzieją, że przywróci on chęć do życia. Tu tankuje się na zapas tlen potrzebny do przetrwania w ciasnym mieście. Dr Aleksander Wesołowski, socjolog wychowania, rodziny i pracy, jest emerytowanym docentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. |
|
|