|
Bez pieniędzy na działalność statutową i na badania własne byłoby chyba
niemożliwe związać dwa końce uczelnianej biedy. Z tym, że pojawia się
coraz więcej sygnałów alarmowych o wydatkowaniu tych pieniędzy
niezgodnie z zasadami dotyczącymi środków na naukę.
Andrzej Wiszniewski
Kończy się gorące lato i powoli zbliża się nie mniej gorąca – lecz już pewnie z zupełnie innego powodu – jesień. W wielu uczelniach okres ten wiąże się ze zmianą władz rektorskich, dziekańskich, z nowymi składami senatów. Tym nowym ludziom przyjdzie borykać się ze starymi problemami, wśród których niedostatki finansowe zajmują pierwsze miejsce. Na dodatek uczelnie trapi nie tylko brak pieniędzy, ale też opóźnienia w przekazywaniu ich do uczelnianych kas. Na szczęście KBN jest pod tym względem dość terminowy i nie ma większych zaległości płatniczych. Niekiedy to są właśnie pieniądze, które ratują uczelnie przed widmem zaciągania kredytów bankowych.
GORĄCA JESIEŃ
Bez pieniędzy na działalność statutową i na badania własne byłoby chyba niemożliwe związać dwa końce uczelnianej biedy. Z tym, że pojawia się coraz więcej sygnałów alarmowych o wydatkowaniu tych pieniędzy niezgodnie z zasadami dotyczącymi środków na naukę. Wiedząc, że to z biedy i niedostatku, Komitet nie jest zbyt rygorystyczny, ale niekiedy granica przyzwoitości zostaje przekroczona. Staje się to natychmiast argumentem dla tych wszystkich, którzy są przeciwni decentralizacji decyzyjnej i finansowej samodzielności uczelni. Dlatego mój apel do nowych władz rektorskich i dziekańskich jest następujący: Panie i Panowie, respektujcie cele, na które należy przeznaczać środki w ramach działalności statutowej i badań własnych. Nie traktujcie tych pieniędzy jako sposobu na zatkanie dziur budżetowych. Choć wiem doskonale, że tych dziur jest bardzo wiele.
Gorąca jesień nie ominie też KBN-u. Właśnie we wrześniu będzie się decydować projekt budżetu na rok 2000. Przypomnę, że globalna
kwota którą w roku 1999 dysponował Komitet, wynosiła ok. 2742 mln zł. Postulat, z jakim wystąpił KBN miał dwa warianty. Pierwszy, bardzo łagodny, to wzrost realny o 15 proc., czyli nominalny o ok. 20,7 proc., a więc do poziomu ok. 3310 mln zł. Drugi to wariant przyspieszonego rozwoju, czyli wzrost finansowania do poziomu ok. 0,6 proc.
PKB, co w przybliżeniu wyniesie 4000 mln zł.
Niestety, nawet ten łagodny wariant może okazać się trudny do przeforsowania. Tym, którzy śledzą sytuację społeczno-ekonomiczną Polski, nie trzeba wyjaśniać dlaczego. A tym, którzy nie śledzą? Im tym bardziej nie potrzeba.
NIKŁY DOROBEK
Zmieniając nieco temat. Ostatnio ukazała się bardzo interesująca publikacja OECD Nauka, Technika, Przemysł – Przegląd 1998. Ten gruby tom zawiera bardzo ciekawe dane, na temat badań i rozwoju oraz udziału nauki w tworzeniu postępu technologicznego. Dowiedziałem się z niego rzeczy optymistycznej i pesymistycznej zarazem. Optymistyczna to ta, że jest nas wielu. Polacy zajmujący się działalnością badawczo-rozwojową to ponad 2 proc. wszystkich badaczy krajów
OECD. Jest nas wielu, a więc Polska jest bogata w „kapitał ludzki”. Ale ten medal ma, niestety, drugą, mniej różową stronę. Bowiem nasz udział w publikacjach o zasięgu międzynarodowym to tylko 1 proc. dorobku krajów
OECD. Zaś jeśli idzie o patenty, sprawa przedstawia się jeszcze gorzej: to tylko 0,4 proc. patentów powstałych w krajach tworzących tę organizację. A więc nasza wydajność naukowa, jeśli idzie o publikacje, jest dwukrotnie, a jeśli idzie o patenty aż pięciokrotnie niższa niż w krajach rozwiniętych, tworzących
OECD. Ten kiepski wynik w zakresie publikacji jest, moim zdaniem, spowodowany także tym, że polscy uczeni publikują mało w pismach o zasięgu międzynarodowym. Natomiast wyżywają się w publikacjach w pisemkach, których obieg naukowy jest znikomy, oraz w materiałach czwartorzędnych konferencji, które czasem nazywają się „międzynarodowe”, bowiem uczestniczy w nich jeden Czech czy dwóch Ukraińców, ale nie mają prawie żadnego naukowego znaczenia. Sądzę, że
KBN, przy pomocy Centralnej Komisji, powinien dokonać wysiłku, by ten obraz zmienić i skłonić polskie środowisko naukowe do wspierania tylko tych krajowych czasopism naukowych, które posiadają wysoką renomę i obieg międzynarodowy oraz do publikowania w liczących się czasopismach wydawanych w innych krajach. Uważam też, że będzie trzeba zwiększyć atrakcyjność działalności patentowej i innowacyjno-licencyjnej, choćby poprzez większą wagę przywiązywaną do tych osiągnięć w ramach oceny parametrycznej jednostek, ubiegających się o środki na działalność statutową.
Jak już wspomniałem na wstępie, czeka nas gorący wrzesień. Dla wielu polskich naukowców jest to miesiąc sympozjów i konferencji. Życzę, aby to były imprezy o naprawdę wysokiej randze naukowej. I oczywiście życzę, by czas spędzany na obradach, w kuluarach i na „kolacjach koleżeńskich” był nie tylko pożyteczny, ale i przyjemny.
|