|
Wydatki na jednego badacza są w Polsce najniższe spośród wszystkich krajów OECD, czterokrotnie mniejsze Małgorzata Wanke-Jakubowska, Wiele jest celów, dla których państwa wspierają badania naukowe i prace rozwojowe. Wystarczy wymienić: względy prestiżowe, zdrowie publiczne, badania medyczne, ochronę środowiska, cele wojskowe czy też rozwój nauki dla samego poznania. Dziś jednak rozwój społeczny i gospodarczy – ściśle uzależniony od wprowadzania innowacji technologicznych, organizacyjnych, menedżerskich i edukacyjnych – wysuwa się na pierwsze miejsce jako cel najważniejszy. Transfer technologiiInfrastruktura instytucjonalna innowacji i transferu technologii w Polsce dopiero zaczyna się rozwijać. Tylko co dziesiąty spośród 290 ośrodków innowacji i przedsiębiorczości (połowa z tej liczby to ośrodki powołane w latach 1994–1995) zajmuje się transferem i komercjalizacją technologii oraz wspieraniem działalności innowacyjnej. Udział Polski w ogólnej puli wniosków patentowych to zaledwie 0,4 proc. Liczba rocznych zgłoszeń patentowych w przeliczeniu na jednego mieszkańca jest w naszym kraju dwukrotnie mniejsza niż w Czechach, prawie 40-krotnie mniejsza niż w Niemczech i ponad sto razy mniejsza niż w Szwecji. Dodatkowo polskie wynalazki tylko w niewielkim stopniu wykorzystuje gospodarka. Zachętą do finansowania prac badawczo-rozwojowych i wdrożeniowych powinny być ulgi i zwolnienia podatkowe oraz gwarancje i poręczenia kredytowe. Niestety, zakres korzystania z tych preferencyjnych rozwiązań ekonomiczno-finansowych nie jest zbyt duży. Brak wprawdzie danych na ten temat, ale skalę tego zjawiska można oszacować biorąc pod uwagę udział środków pozabudżetowych w finansowaniu badań naukowych i prac rozwojowych. Odwrócone proporcjeNakłady na badania naukowe i prace badawczo-rozwojowe na głowę ludności są w Polsce siedmiokrotnie niższe niż średnio w Unii Europejskiej, aż trzykrotnie mniejsze niż w Czechach i porównywalne z krajami Ameryki Łacińskiej. Na prace badawczo-rozwojowe więcej łożą niektóre międzynarodowe koncerny przemysłowe, np. General Motors w 1991 roku przeznaczył na badania 5,9 mld USD, a Polska w 1994 roku – ok. 2 mld USD. Jeszcze gorzej się to przedstawia, gdy weźmiemy pod uwagę nakłady w przeliczeniu na jednego naukowca. W Polsce wynoszą one zaledwie 39 tys. USD, najmniej spośród wszystkich krajów OECD, 2,5-krotnie mniej niż w Turcji, gdzie dochód narodowy na głowę ludności jest niższy niż w Polsce. Dodatkowo, struktura nakładów na naukę jest u nas wadliwa: niemal 2/3 środków pochodzi z budżetu państwa, co jest odwróceniem proporcji istniejących w krajach rozwiniętych. Procentowy udział nakładów na badania i rozwój w produkcie krajowym brutto traktowany jest jako miernik cywilizacyjnego rozwoju kraju. W Polsce jest on porównywalny do analogicznych wskaźników w Hiszpanii, a wyższy niż na Węgrzech, w Portugalii, Grecji, Turcji i Meksyku. Liczba badaczy natomiast w stosunku do ogółu zatrudnionych jest w Polsce niewiele mniejsza niż we Włoszech, w Hiszpanii i Austrii, a większa niż na Węgrzech, w Czechach, Portugalii, Grecji i Turcji. Jest też znacznie, ponad dwukrotnie, większa niż w krajach Ameryki Łacińskiej. Mało, ale niedrogoZa podstawę oceny efektywności naukowej na świecie przyjmuje się dane gromadzone przez Instytut Informacji Naukowej w Filadelfii. Pod względem liczby publikacji w czasopismach z listy filadelfijskiej Polska zajmuje dość wysoką 18–20 pozycję i od wielu lat jej udział w światowej puli publikacji wynosi około 1 proc. W latach 1993-1997 powstało w Polsce blisko 34 tys. publikacji rejestrowanych w filadelfijskim instytucie. Pod względem rocznej liczby publikacji na 1 mln mieszkańców Polska znajduje się w tej samej grupie państw co Chorwacja, Bułgaria, Rosja czy Portugalia, i zajmuje pod tym względem 39, miejsce. Ma lepszy wskaźnik od państw Ameryki Łacińskiej: Argentyny, Brazylii i Meksyku. Natomiast Polska należy do krajów, w których średni koszt powstania jednej publikacji jest niższy niż w większości państw świata, dwukrotnie niższy niż średnio w Unii Europejskiej i w Czechach. W naukach ścisłych i przyrodniczych nasza pozycja jest dość dobra. W 1998 roku Polska zajmowała 22. miejsce na świecie pod względem liczby publikacji w renomowanych czasopismach. Natomiast roczny przyrost liczby tych prac jest dość wolny – w ciągu ostatnich 6 lat wyniósł on w Polsce tylko 40 proc., a dla porównania: w Austrii – 53, na Tajwanie – 78, w Turcji – 260, a w Południowej Korei aż 332 proc. Często stosowanym wskaźnikiem oceny wpływu publikacji (tzw. wpływ względny) jest stosunek przeciętnej liczby cytowań publikacji polskich w danej dyscyplinie do przeciętnej liczby cytowań publikacji na świecie. Największy wpływ w nauce światowej mają Polskie badania w zakresie nauk ścisłych i inżynieryjnych, najmniejszy zaś – w naukach pedagogicznych. Najważniejszy kapitałPo swoistym „drenażu mózgów” w latach 1992–93, sytuacja kadrowa wyraźnie zaczyna się stabilizować. Odpływ jest znacznie mniejszy, nie tylko w porównaniu z latami 1992–1993, ale także mniejszy niż w latach 1989–1991 i zbliża się do poziomu lat 80. Systematycznie maleje emigracja. Rośnie natomiast zatrudnienie, a połowę osób przyjmowanych do pracy stanowią kończący studia absolwenci. Nie najgorzej jest też z rozwojem kadry. W ostatnich latach liczba awansów naukowych utrzymuje się na ustabilizowanym poziomie, a nawet nieznacznie wzrasta. Jednak nadal stopnie i tytuły naukowe uzyskiwane są w stosunkowo późnym wieku. Blisko połowę doktoratów uzyskują osoby powyżej 35. roku życia, rośnie liczba późnych doktoratów uzyskiwanych w wieku powyżej 45 lat. Zaledwie 15 proc. osób habilituje się poniżej 40. roku życia. 70 proc. tytułów profesorskich uzyskują osoby po pięćdziesiątce. Największy bólNajpoważniejszym problemem środowiska naukowego są niskie płace, zwłaszcza w grupie asystentów i adiunktów. Rodzi to nie tylko frustrację, ale także wiele zjawisk patologicznych, jak wieloetatowość czy podejmowanie innych, nie związanych z pracą badawczą zajęć zarobkowych, także prac wykonywanych w celach komercyjnych z wykorzystaniem sprzętu instytucji publicznych, co stanowi wcale niemałą szarą strefę. Późne awanse naukowe są m.in. konsekwencją tych negatywnych zjawisk. Dekapitalizacja aparaturyStan bazy aparaturowej i jej rozwój stanowi także poważny problem. Nie można przecież zapominać, że większość liczących się wyników naukowych powstaje w nowoczesnych, dobrze wyposażonych laboratoriach. Wzrost stopnia zużycia aparatury badawczej przy zwiększającej się jej wartości brutto, wskazuje na brak możliwości jej odtworzenia. Stan aparatury różni się jednak w zależności od instytucji – są i takie jednostki, które mają aparaturę równie nowoczesną, jak instytucje zachodnie. Wobec utrwalania się w ostatnich latach dużego stopnia dekapitalizacji aparatury szczególnej wagi nabiera sprawa racjonalnego jej wykorzystania. Zjawisko dekapitalizacji aparatury nie jest charakterystyczne dla ostatniej dekady. Wręcz przeciwnie. W ramach Programu Rozwoju Zaplecza Laboratoryjnego, realizowanego w latach 1990-91, oraz programów PHARE w latach 90. wzbogacono i unowocześniono aparaturę, szczególnie w szkołach wyższych. W latach 1994–97 udział nakładów inwestycyjnych w ogólnych nakładach na B+R systematycznie wzrastał od 14 do 18 proc. W 1997 roku był dwukrotnie wyższy niż analogiczny wskaźnik we Francji i w Niemczech, co nie oznacza bynajmniej, że kraje te przeznaczają mniej środków na inwestycje aparaturowe – nakłady inwestycyjne są w Niemczech 11-krotnie, a we Francji 8-krotnie wyższe niż w Polsce. Z raportu KBN wynika, że dystans, jaki dzieli system nauki i techniki w Polsce, od systemów w krajach wysoko rozwiniętych – zarówno pod względem poziomu i proporcji finansowania, struktury pionów i instytucji naukowych oraz ich wzajemnych powiązań, jak też pod względem związków z przemysłem – jest nie mniejszy niż różnice w poziomie rozwoju gospodarczego czy społecznego. System nauki i techniki w Polsce, stworzony w postaci odrębnych i nadmiernie rozbudowanych struktur instytucjonalnych działających w warunkach gospodarki antyinnowacyjnej, nie sprzyjał też tworzeniu powiązań między badaniami podstawowymi, stosowanymi, pracami rozwojowymi, projektowaniem i produkcją. Wszystkie te rodzaje działalności rozwijały się w izolacji od siebie, a rozwój ten dyktowany był częściej względami prestiżowo-propagandowymi niż naturalnym zapotrzebowaniem. Zmniejszenie dystansu, jaki dzieli dziś Polskę od wysoko rozwiniętych państw świata, wymagać będzie nie tylko zmian strukturalnych i organizacyjnych, ale także prowadzenia konsekwentnej polityki naukowej. Istotą tej polityki winien być sprawny mechanizm selekcji dyscyplin badawczych i badawczo-rozwojowych oraz określenie priorytetów pod kątem celów społeczno-gospodarczych, potrzeb edukacyjnych i względów prestiżowych, a także bezpośrednich i pośrednich korzyści związanych ze współpracą międzynarodową. Wynikać z tego powinno określenie poziomu i kryteriów finansowania poszczególnych dziedzin i instytucji oraz przedsięwzięć badawczych. Celem naczelnym długofalowej polityki naukowej państwa – czytamy w raporcie – powinno być przeobrażenie Polski w kraj będący równorzędnym partnerem wysoko rozwiniętych państw świata, a w szczególności krajów Unii Europejskiej, jako przyszły jej członek. |
|
|