Czytelnia czasopism
Najwyższy czas, by najstarszy w Polsce ośrodek teologiczny, pulsujący życiem już ponad sześćset lat, przekazywał na bieżąco informacje o swojej działalności, umożliwił profesorom i studentom zabranie głosu o sprawach uczelni oraz mobilizował ich do podejmowania wspólnych inicjatyw naukowych, społecznych czy po prostu koleżeńskich. Chcemy, by ludzie, którzy stykają się z Akademią, nie byli anonimowi, by stała się ona dla nich drugim domem rodzinnym, pozwalającym na wzrastanie duchowe i intelektualne w atmosferze pełnego zrozumienia i życzliwości – pisze bp prof. Tadeusz Pieronek, rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, w artykule wstępnym do pierwszego numeru czasopisma „Vita Academica”. Jest to pierwsza w gronie pism akademickich gazeta uczelni teologicznej, dlatego witamy ją z radością i zaciekawieniem.
PRESTIŻOWA TEOLOGIA
Najobszerniejszy blok materiałów związany jest z nadaniem godności kardynalskiej arcybiskupowi metropolicie lwowskiemu, byłemu rektorowi PAT, Marianowi Jaworskiemu. Znajdziemy tu obszerny artykuł biograficzny, podkreślający dokonania nowego kardynała, krótkie wspomnienia jego współpracowników, uczniów i przyjaciół, a także tekst podziękowania od papieża Jana Pawła II.
Interesująca jest również rozmowa z ks. dr. hab. Wojciechem Życińskim, prof. PAT, prorektorem tej uczelni ds. nauki i współpracy krajowej i zagranicznej, dotycząca wprowadzenia na Wydziale Teologicznym PAT systemu punktów transferowych ECTS. Zadecydowała o tym akredytacja uczelni. Procedurze akredytacyjnej Wydział Teologiczny poddał się w listopadzie 1999 roku, a w maju 2000 otrzymał pełną, a więc na pięć lat, akredytację – czytamy. – W moim przekonaniu, sukcesem będzie szybkie i bezkolizyjne wdrożenie w praktykę tychże zmian. Obawiam się jednak, że tak jeszcze nie jest – mówi ks. prof. Życiński. – Niewątpliwą natomiast korzyścią jest prestiż Wydziału Teologicznego PAT (...). Nie wszystkie bowiem wydziały teologiczne w Polsce posiadają akredytację.
(mer)
Uniwersytet Wrocławski znowu ma dwie gazety. Jakiś czas temu zniknął z akademickiego rynku miesięcznik „Nasz Uniwersytet”, osierocając „Przegląd Uniwersytecki”. Obecnie do tego drugiego dołączył „Uniwersytet Wrocławski”, pismo społeczności akademickiej UWr. W numerze 2/2001 znalazłem m.in. artykuł Ludwika Turko poświęcony ustawie o szkolnictwie wyższym (Prowokacje na kanwie Puchatka).
USTAWA A DEMOKRACJA
Początkowo miała to być obszerna nowelizacja, potem zaczęło wykluwać się coś, co przybrało ambitną nazwę „Prawo o szkolnictwie wyższym”. (...) Obecnie ponownie jesteśmy na etapie nowelizacji starszej o kolejne sześć lat ustawy – pisze autor. I dodaje: Oczekiwanie, że powstanie jedna uniwersalna ustawa, która równie dobrze ureguluje sytuację kilkudziesięciotysięcznego dużego uniwersytetu, jak i kilkusetosobowej uczelni artystycznej, jest naiwne. Prowadzi to prostą drogą do ustawy-monstrum, najeżonej kilkuset paragrafami, w których gąszczu łatwo się zgubić.
Publicysta twierdzi jednak, że nowa ustawa jest szkolnictwu wyższemu niezbędna, szuka więc przyczyn niepowodzenia w jej powstawaniu: Żaden z ministrów nie miał odwagi przedstawienia projektu autorskiego, bronienia i przekonywania do swych racji. Zamiast tego wybrano drogę nieustannych konsultacji wszystkiego ze wszystkimi – co przy mnogości zainteresowanych podmiotów i naturalnej sprzeczności interesów doprowadziło do całkowitego paraliżu decyzyjnego.
Obowiązuje więc ciągle ustawa z 1990 roku, która wprowadziła wiele zapisów negatywnie zweryfikowanych przez czas: „nieefektywny model zarządzania uczelniami” (związany z kadencyjnością ich władz oraz brakiem wymogów kwalifikacji menedżerskich u rektorów), „demokratyczno-anarchistyczny model autonomii uczelnianej” czy np. paradoksy studenckiego współzarządzania uczelnią.
Czy prowokacyjny ton artykułu wywoła pożądaną reakcję?
(mer)
Wobec dużej liczby absolwentów różnych uczelni
poszukujących pracy oraz napływu technologii na wysokim poziomie, wraz z inżynierami
posiadającymi już umiejętności ich użytkowania, pracodawcy zaczynają
„przebierać”, stosując coraz to większą liczbę trudnych do
jednoczesnego spełnienia kryteriów – piszą Stanisława i Jarosław
Plichtowie w piśmie Politechniki Koszalińskiej „Na temat” (nr 1/2001 –
Absolwent jako „produkt na rynku pracy”).
NOWY INŻYNIER
Nowoczesne technologie (i ich gwałtowny rozwój) wymagają od inżynierów
coraz szerszej wiedzy, coraz to nowych umiejętności pracy i współpracy oraz
odpowiednich cech osobowościowych. Rynek pracy to najlepszy selekcjoner,
dlatego przyszły inżynier musi już na etapie studiów kształtować pożądany
image. Trzeba zacząć autentycznie studiować, czerpać wiedzę z wszystkich
dostępnych źródeł w sposób indywidualnie dostosowany do swoich umiejętności
w celu jej maksymalnego przyswojenia – piszą autorzy. Nade wszystko trzeba
pracować metodycznie, tak by zdobywana wiedza była w miarę możliwości ciągle
weryfikowana, co stwarza pewność działania i odwagę w podejmowaniu decyzji.
Dużą część wysiłku ukształtowania nowej sylwetki inżyniera składają
publicyści na barki uczelni. To jej pracownicy mieliby zreorganizować proces
kształcenia tak, by dawał on pożądany efekt w postaci „rynkowego
produktu”, jakim ma być absolwent.
Na koniec autorzy stwierdzają, że: dla stworzenia odpowiednich warunków do
zapewnienia wysokiego poziomu kształcenia, dającego odpowiedni „produkt
rynkowy” w postaci absolwenta o wiedzy i umiejętnościach poszukiwanych przez
pracodawców, niezbędna jest ścisła współpraca uczelni i specjalistów z
nowoczesnych gałęzi przemysłu w tworzeniu odpowiednich programów studiów
oraz świadome i pełne zaangażowanie studentów w przyswajaniu tej wiedzy w
toku studiów.
(mer) |