Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 1/2002

Nałóg grania
Poprzedni Następny

Sposób bycia

W Polsce nie da się żyć z grania,
można natomiast przeżyć pracując naukowo.

Piotr Kieraciński

Fot. Piotr Kieraciński

Podczas przedświątecznego spotkania pracowników Instytutu Maxa Plancka w Stuttgarcie zabrzmiała Cataluna Isaaca Albeniza, wykonana na gitarze przez dr. Pawła Bryka. Na prośbę publiczności Polak wykonał jeszcze słynne Recuerdos de la Alhambra Francisco Tarregi. Nie był to pierwszy „akademicki” koncert chemika z Lublina. Kilkakrotnie występował jako muzyk w swej macierzystej uczelni – Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Ostatnio podczas pożegnania prof. Zdzisława Cackowskiego, przed jego odejściem na emeryturę, zagrał w duecie z Jakubem Niedoborkiem La vida breve Manuela de Falli.

Z POWODU TREMY

Nie ma formalnego wykształcenia muzycznego, skończył edukację na drugiej klasie średniej szkoły muzycznej. Poświęcił muzykę dla studiów chemicznych i kariery naukowej. Mimo to jest jednym z nielicznych lubelskich gitarzystów klasycznych, których można usłyszeć na scenie. Występował solo, w duecie z Jakubem Niedoborkiem – czołowym lubelskim gitarzystą, asystentem na Wydziale Artystycznym UMCS i pierwszym nauczycielem gitary Pawła Bryka – dwukrotnie grał z orkiestrą Filharmonii Lubelskiej (nb. zastępując J. Niedoborka). Nie uważa się za profesjonalistę. – Z powodu tremy nie czuję się dobrze na scenie – mówi.

Żeby utrzymać poziom trzeba ćwiczyć nieustannie po kilka godzin dziennie. Paweł twierdzi, że nie może ćwiczyć tyle, ile by chciał. – Nie dałbym rady grać dłużej niż 5 godzin, bo mam za delikatne ręce – mówi. Trzy godziny grania uważa za minimum pozwalające utrzymać formę.

– Fakt, że nie gram regularnie powoduje u mnie pewnego rodzaju frustrację – mówi. – Granie stało się nałogiem. Gdy kilka dni nie mam w ręku gitary, chodzę niespokojny i zły. Biorę gitarę, zaczynam grać i wszystko wraca do normy. Rezultatem tego „nałogu” jest też wspaniała kolekcja płyt z klasyczną muzyką gitarową. – Gdy pojawi się coś ciekawego, muszę to kupić – tłumaczy z rozbrajającą szczerością dr Bryk. Ostatnio po wielu zabiegach „zdobył” płytę z Obrazkami z wystawy w wykonaniu japońskiego gitarzysty Yamashity.

SZLACHETNY DŹWIĘK

Inną poważną inwestycją muzyczną, na którą zdecydował się 2 lata temu, był zakup gitary z prawdziwego zdarzenia. – Przez wiele lat grałem na gitarze Admira Artista, która miała fatalny gryf – mówi. Potem miał koncertowego hiszpańskiego Sancheza. Gdy usłyszał gitarę wykonaną przez krakowskiego lutnika Jarosława Biłana, natychmiast zamówił u niego instrument. – Miałem okazję grywać na gitarach po 10 tys. marek. Gitara Biłana wiele z nich bije na głowę – komentuje swoją decyzję. Uważa, że gitary nie należy kupować w sklepie, ale bezpośrednio u lutnika. Kontakt z budowniczym instrumentu daje możliwość nie tylko wyboru charakterystyki gitary, ale także możliwość wprowadzania korekt i poprawek w trakcie jego używania. W swojej gitarze ceni piękny i nośny dźwięk, ale nade wszystko – komfort grania.

Temu ostatniemu celowi podporządkowuje swój „warsztat”: krzesło ze skróconymi nogami, podgitarnik zamiast podnóżka, sposób opiłowania paznokci, dobór strun, smarowanie opuszków palców kremem podczas gry (żeby były śliskie i lekko schodziły ze strun). Wybiera struny średnie lub miękkie – najchętniej Hannabachy 815. – Niektórzy mówią, że struny o mocnym naciągu są głośniejsze. Nie chodzi mi o głośność gitary, ale o to, żeby nie walczyć z instrumentem.

– Dźwięk, jaki Paweł wydobywa z gitary nie jest może najgłośniejszy, ale za to bardzo szlachetny – komentuje jego sposób grania J. Niedoborek.

CHEMIK Z GITARĄ

Paweł Bryk „przerobił” cały podstawowy repertuar gitarowy. Ostatnio poświęca mniej czasu tak popularnym wśród gitarzystów transkrypcjom muzyki hiszpańskiej i „przeżywa” okres powrotu do gitarowej klasyki. Najchętniej grywa utwory napisane przez XIX-wiecznych kompozytorów-gitarzystów – klasyków: Fernando Sora, Dionisio Aguado, Mauro Giulianiego oraz romantyków: Giulio Regondiego, Napoleona Coste i Luigi Legnaniego. Wciąż pozostaje pod wielkim wrażeniem muzyki Jana Sebastiana Bacha, którego uważa za największego kompozytora – ma w repertuarze sporo pozycji z dorobku mistrza polifonii.

– Czasami ubolewam nad tym, że nie zostałem zawodowym muzykiem. Jednak łatwiej sobie wyobrazić zawodowego chemika, zajmującego się w wolnym czasie gitarą, niż zawodowego gitarzystę, bawiącego się chemią – komentuje swój życiowy wybór, dodając bardzo praktyczną konstatację: – W Polsce nie da się żyć z grania, można natomiast przeżyć pracując naukowo.

Dr Paweł Bryk (ur. 1972) pracuje w Zakładzie Modelowania Procesów Fizykochemicznych Wydziału Chemii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Obecnie przebywa na stażu podoktorskim w Instytucie Maxa Plancka w Stuttgarcie. W 2000 r. był laureatem stypendium dla młodych naukowców Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Komentarze