Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 2/2002

W świecie symboli
Poprzedni Następny

W stronę historii

Kartki z dziejów nauki w Polsce (32)

Piotr H?bner

W końcu XIX wieku doktoraty zaczęły powszednieć, już choćby z powodu narastającej ich liczby. Pojawiły się więc formy uwznioślenia. Pierwszą z nich stała się uroczystość wręczenia doktoratu najwybitniejszym absolwentom – sub auspiciis Imperatoriis. Jako trzeci w Uniwersytecie Jagiellońskim otrzymał to wyróżnienie Stanisław Wróblewski (1891). Podczas uroczystej promocji namiestnik hr. Kazimierz Badeni wręczył mu po pięknem przemówieniu upominek najmiłościwszego Monarchy – złoty pierścień z brylantowym grawerunkiem. Podobnie uhonorowano m.in. Tadeusza Sinkę (1900).

Następną z form stały się doktoraty honoris causa. Pierwsze wręczano w polskich uczelniach podczas uroczystości 500-lecia odnowienia Wszechnicy Krakowskiej w 1900. Już w lutym 1899 roku Komitet Jubileuszowy ustalił, że Uj wyróżni w ten sposób aż 50 osób i będzie to jedna z form uświetnienia obchodów. Zastosowano przy doborze kandydatów klucz instytucjonalny: dwudziestu z nich miała wyznaczyć Rada Wydziału Filozoficznego, a pozostałe rady – po dziesięciu. Jak ustaliła Urszula Perkowska, zgłoszono o połowę dłuższe listy. Brano pod uwagę nie tylko opinie własnych profesorów, ale i zgłoszenia zewnętrzne. Tu zgłaszano działaczy społeczno-narodowych, mających jednak dorobek naukowy. Pojawiły się też kandydatury dygnitarzy państwowych i kościelnych, przykładem wiceprezes Rady Szkolnej Krajowej Michał Bobrzyński czy krakowski ordynariusz biskup Jan Puzyna. Po zatwierdzeniu listy przez cesarza Franciszka Józefa została ona podana do publicznej wiadomości w prasie. Publicyści, zwłaszcza socjalistycznej proweniencji, zarzucali władzom UJ konserwatyzm oraz postponowanie ludzi sztuki, jedynym bowiem twórcą na liście był Henryk Sienkiewicz. Wszystkich było ogółem 71, z tego odebrało doktorat w czasie obchodów 28 osób.

W okresie międzywojennym prym w nadawaniu doktoratów honoris causa wodził UJ, ale były to przypadki unikalne. Godność tę uzyskały w UJ zaledwie 22 osoby. W nieznacznej większości (12) byli to profesorowie macierzystej uczelni. Wyróżniono m.in. Ignacego Chrzanowskiego, którego kandydatury nie zaakceptowały przed I wojną władze c.k. monarchii. Obok dorobku naukowego i pozycji międzynarodowej brano pod uwagę zasługi dla UJ, czego przykładem dr. h.c. Władysława Natansona. Jak ustalił Julian Dybiec, honorowano też jubileusze pracy naukowej czy przejście na emeryturę. Wyjątkowo uznano zasługi w porządkowaniu archiwaliów UJ, mimo iż Adam Chmiel nie posiadał ukończonych studiów. Wśród wyróżnionych spoza uczelni było tylko dwóch polityków: Ignacy Paderewski i Józef Piłsudski. Z artystów wyróżniono jeszcze Karola Szymanowskiego. Liczne (5) było grono biskupów, z tym, że tytułem działalności humanitarnej i publikacyjnej.

Od czerwca 1922 roku Senat UJ stosował też uroczyste odnawianie zwykłego doktoratu – po 50 latach. Na wniosek Stanisława Kutrzeby uznano, iż tytułem odnowienia ma być działalność dla dobra narodu polskiego, choć brano też pod uwagę postawę i dorobek życiowy kandydatów. Odnowienie odbywało się na wniosek macierzystego wydziału. Część wyróżnionych z zagranicy obsłużyła poczta, inni otrzymali – za zgodą Senatu – dyplom w czasie uroczystości w auli. Była to przed wojną rzadka okazja, większość stanowili lekarze, a nie uczeni.

Wszystkie te formy tkwiły w świecie symboli i celebry akademickiej. Uroczystości odnotowywały media. Dobre obyczaje wymagały, by w orszaku wkraczającym do auli nie brakowało nikogo ze składu senatu i by przewodził uroczystości osobiście rektor. Po odczytaniu uchwały danej rady wydziałowej promotor przedstawiał biogram wyróżnionego, ten zaś prezentował curriculum vitae i refleksyjny autoreferat o swym dorobku. Następnie ex cathedra dziekan odczytywał pisany po łacinie dyplom, a doktor wygłaszał podziękowania. Uroczystość zamykano hymnem państwowym i wiązankami kwiatów. Niekiedy ukazywały się okolicznościowe publikacje.

Im więcej było w tym wszystkim uniwersalnie ocenianych zasług, a nie doraźnej polityki, im więcej unikalnej i symbolicznej treści – tym bardziej zdarzenia te pozostawały na trwałe w pamięci środowiska akademickiego i potomnych. Łatwo upamiętniane, choć budzące najwięcej wątpliwości, doktoraty honoris causa dla polityków wiązały się z kłopotami. Ignacy Paderewski nie wykazywał woli i w końcu nie podjął doktoratu. Józef Piłsudski przyjmując doktorat h.c. z zakresu prawa oświadczył zebranym, iż prawo obce z zasady łamał (1921), co uwidocznił zamach majowy (UW nadał mu doktorat nauk medycznych). Najbardziej chybione były doktoraty h.c. nadane przez UW Edwardowi Rydzowi-śmigłemu i Józefowi Beckowi z okazji zajęcia Zaolzia. Co dziś się dzieje – każdy widzi.

Komentarze