Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

Śmiesznie i strasznie
Poprzedni

Na marginesach nauki

Leszek Szaruga

Fot. Stefan Ciechan

Czy ja tutaj przypadkiem nie uprawiam reklamy? Pytam, gdyż twierdząco odpowiedziałem na żartobliwie zadane pytanie o to, czy pozwolę się skorumpować. Dałem się mianowicie skorumpować dwóm ludziom: dyrektorowi Wydawnictwa Poznańskiego dr. Ryszardowi Wrykowi oraz redaktorowi serii Poznańskiej Biblioteki Niemieckiej prof. dr. Hubertowi Orłowskiemu. Działalność korupcyjna polegała na wręczeniu mi 16. tomu tej serii, którym jest wybór esejów Tomasza Manna zatytułowany „Moje czasy” w przekładzie Wojciecha Kunickiego. Okazją stało się zorganizowane przez polski PEN Club spotkanie na temat pokus, jakie przed intelektualistami niemieckimi po I wojnie światowej stwarzała „rewolucja konserwatywna”.

Serię zaczęto wydawać – z inicjatywy Huberta Orłowskiego i Christopha Klessmanna – w roku 1996 i z przyjemnością zauważam, że z roku na rok liczba tomów tu publikowanych się zwiększa. Trudno przecenić rangę tej inicjatywy, dzięki której do rąk czytelnika nie znającego języka niemieckiego dociera coraz więcej tekstów fundamentalnych dla zrozumienia historii i współczesności naszych zachodnich sąsiadów. Nie jest też przypadkiem, że seria ta uhonorowana została w roku 2001 prestiżową nagrodą „Literatury na Świecie” w dziedzinie inicjatyw wydawniczych – w swym laudatio podkreślał Edward Balcerzan: „W poznańskiej serii chodzi przede wszystkim o historię, o jej sens – zagrożony bezsensem. Owo zaś poszukiwanie sensu bywa tu pasją autorów, artystów myśli, (...) 'uczonych znawców ludzi' (...); a przecież musi być również trudem czytelnika, zwłaszcza gdy Poznańska Biblioteka Niemiecka każe nam oglądać solidne, źródłowe, przerażające wizerunki nazistów i cenzorów XX wieku”. Dodać wypada, że owo poszukiwanie sensu lub wskazywanie bezsensu historii podejmowane jest przez autorów szczególnie przez historię doświadczanych.

Przyznam, że gdy czytam – lub tylko przeglądam – kolejne tomy tej serii, marzą mi się podobne inicjatywy równoległe. Na przykład Lubelska Biblioteka Ukraińska (w ramach której można byłoby wreszcie udostępnić szerszej publiczności choćby protokoły ze spotkań emigracyjnych elit polskich i ukraińskich, do jakich dochodziło w latach 80. – ale do pokazania jest wiele innych tekstów ukraińskich historyków i pisarzy ostatnich 200 lat) czy Warszawska Biblioteka Rosyjska. Przy czym od razu chciałbym się zastrzec: nie jest źle, publikacji nie brakuje, tyle że są rozproszone, źle promowane. Ale tu trzeba by znaleźć partnera, który finansowo podołałby takim inicjatywom. Poznańska Biblioteka takiego partnera znalazła. Wspiera ją Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej „ze środków Republiki Federalnej Niemiec”.

RFN zdaje sobie sprawę z wagi takiego właśnie przedsięwzięcia, ma też środki na jego nie tylko wspieranie, ale też rozwijanie. Polska z wagi podobnych przedsięwzięć też na ogół sprawę sobie zdaje, choć może nie jest skłonna do ich przeceniania. Dość, że zdołano wysupłać środki na wydawany po rosyjsku miesięcznik „Nowaja Polsza” – pismo zajmuje się promocją Polski, naszej myśli politycznej, ekonomicznej i kulturalnej, prezentuje polską literaturę, pozwala rozejrzeć się rosyjskojęzycznym czytelnikom w polskiej rzeczywistości. Nie mamy co prawda – i w obecnej sytuacji finansowej mieć nie możemy – tak jak Niemcy rozbudowanego systemu stypendialnego, ale wciąż widoczne są dążenia do rozszerzania współpracy naukowej z naszymi wschodnimi sąsiadami, w szczególności w uczelniach tzw. „wschodniej ściany” Polski. Z czasem, rzecz jasna, trzeba będzie ową sieć kontaktów rozszerzać. W szczególności warto inwestować w kontakty z tłumaczami: fundowanie im stypendiów pobytowych w Polsce – jak to się dzieje w wypadku stypendiów dla polskich tłumaczy w Niemczech – jest przedsięwzięciem niezbędnym, a jego koszty zwrócą się bez wątpienia w stosunkowo krótkim czasie.

Polska wciąż jeszcze ma szanse być „pomostem” między wschodem i zachodem Europy – nie tylko w wymiarze ekonomicznym, lecz także, a może nawet przede wszystkim w sferze wymiany intelektualnej, kulturowej. By mogła taką funkcję pełnić, konieczne jest systematyczne rozbudowywanie przestrzeni dialogowych. Jak na razie, w większości wypadków funkcję taką wypełniają organizacje pozarządowe, do których należą obchodząca niedawno swe dziesięciolecie olsztyńska Wspólnota Kulturowa „Borussia”, wyróżniona w 2001 roku gdańską nagrodą im. Ericha Brosta (ze środków niemieckiej Fundacji Eberta), czy sejneńska Fundacja Pogranicze, kierowana przez Krzysztofa Czyżewskiego (przypomnę, że w połowie zeszłej dekady oba ośrodki nagrodzone zostały przez paryską „Kulturę”). Obie organizacje prowadzą intensywną współpracę z podobnymi środowiskami na wschodzie i na zachodzie Europy. Dzięki nim właśnie Polska staje się przestrzenią dialogu i wymiany doświadczeń, tutaj pojawiają się nieocenione wprost publikacje, jak choćby seria „Meridian” wydawana w Sejnach czy seria opracowań stosunków Polaków z sąsiadami redagowana przez Roberta Trabę z „Borussii”. Bez wątpienia poznańska inicjatywa edytorska wpisuje się w ten ważny krąg inicjatyw, dzięki którym następuje upowszechnienie wiedzy o historii i kulturze narodów, wśród których żyjemy. Upowszechnienie tej wiedzy i zdolność do jej praktycznego spożytkowania to jeden z imperatywów naszego czasu. Po dziesięcioleciach izolacji i zafałszowań działania te stanowią podstawę nie tylko partnerskich stosunków z innymi, lecz także dobry punkt odniesienia do przewartościowania wrosłych w świadomość społeczną stereotypów, a wreszcie do reinterpretacji wiedzy o nas samych. Znajomość języka i kultury sąsiadów, jak to podnosił już dawno temu Stanisław Staszic, jest jednym z warunków samostanowienia.

Komentarze