Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 3/2002

Czytelnia czasopism
Poprzedni Następny

Czytelnia czasopism

WIZJE I REWIZJE

Nowy zeszyt półrocznika „Nauka i szkolnictwo wyższe” (2/18/2001) zdominowała dyskusja o wyższych szkołach zawodowych. Maria Wójcicka pisze o konieczności określenia tożsamości studiów zawodowych, a więc tych, dla których odniesienie stanowią działy gospodarki, oraz potrzebie ustalenia relacji między studiami zawodowymi i studiami akademickimi, związanymi z dyscyplinami wiedzy. Autorka przedstawia interesujące wyniki badań ankietowych na temat studiów licencjackich i inżynierskich, motywów ich podjęcia i zadowolenia studentów z przebiegu studiów.
Marek Witkowski w artykule Requiem dla wyższego szkolnictwa zawodowego przedstawia doświadczenia komisji akredytacyjnej powołanej do oceny tego typu studiów (KAWSZ), której uprawnienia przejęła teraz PKA. Autor opisuje najróżniejsze mankamenty uczelni zawodowych i problemy ich akredytacji. Mimo to apeluje o cierpliwość, mając nadzieję, że ten typ szkolnictwa rozwinie się i polepszy.

Uwarunkowania rozwoju uczelni niepaństwowych, które oferują ekonomiczne kierunki studiów, omawia Jerzy Dietl. Autor przedstawia szereg uwag krytycznych, mimo to jest zwolennikiem rozwoju tego sektora edukacji.

W drugiej części zeszytu Janusz Goćkowski formułuje postulaty pod adresem krytyki naukowej, Jolanta Urbanikowa opisuje system nauczania języków w Uniwersytecie Warszawskim, Piotr Dominiak i Krzysztof Leja dopasowują biznesowy model kontroli jakości usług do oceny poziomu nauczania, a Barbara Minkiewicz i Tomasz Szapiro przedstawiają badania ścieżek zawodowych absolwentów szkół wyższych metodą biogramową.

Interesującą wizję przyszłości szkolnictwa wyższego w Polsce kreśli Krzysztof Pawłowski, przedstawiając dwa scenariusze: pesymistyczny i optymistyczny. Za największe zagrożenia autor uznaje utrzymanie konstytucyjnej zasady nieodpłatności za studia, zachowanie monopolu uczelni państwowych w dostępie do środków publicznych i utrwalenie kastowej zasady dożywotniego zatrudnienia. Polska stanie się wówczas rezerwuarem taniej siły roboczej, a polski kapitał intelektualny będzie wzmacniał inne państwa.

(fig)

LINIA LIBERALNA

Marcowy numer „Znaku” (3/2002) przynosi obszerny blok pod tytułem Rodowody inteligencji. Jest on nawiązaniem do tematyki numeru 2/2001, w którym przypomniano Conrada, Sienkiewicza, Brzozowskiego, Boya, Irzykowskiego i Szujskiego. Tym razem za „mistrzów polskiej inteligencji” redakcja wzięła sobie Prusa, Wyspiańskiego, Micińskiego, Witkacego i Kołakowskiego. Blok jest próbą konstrukcji liberalnej linii w polskim myśleniu o jednostce i społeczeństwie.

Aktualność myśli autora Lalki pokazuje nam Magdalena Micińska na przykładzie felietonów pisarza, w których nie tylko instruował swoje społeczeństwo i piętnował jego wady, lecz także ujawniał program pozytywny.

Kreśląc sylwetkę Wyspiańskiego – „dramatopisarza demaskatora”, Maria Prussak pisze o jego udziale w dyskusji o sytuacji społeczeństwa polskiego na progu XX wieku, w której zbyt często mówiono językiem zbiorowości, zbyt rzadko pytano, jak chronić indywidualność. 

Na indywidualizm pisarza zwraca uwagę Jerzy Illg w szkicu o Tadeuszu Micińskim. Wartość ludzkich indywidualności – pisze – stanowić ma o jakości społeczeństwa. Adresatem oskarżycielskich wystąpień Micińskiego nie jest już filister, lecz inteligencja, a nadawcą nie dekadent tylko obywatel.
Indywidualizm jest także osią najciekawszego spośród tych szkiców, tekstu Małgorzaty Szpakowskiej o Witkacym. Rekonstruuje ona historiozofię autora Szewców, a w niej narodziny i schyłek indywidualizmu. Witkacy jako krytyk kultury masowej i egalitaryzmu, krytyk komercjalizacji kultury i fetyszyzacji mody staje się jednak raczej sojusznikiem dzisiejszej krytyki konserwatywnej niż liberalnej.

Na koniec bloku Ewa Bieńkowska rysuje sylwetkę Leszka Kołakowskiego, pisząc, jako jego uczennica, o niegdysiejszym i dzisiejszym odbiorze pism profesora przez środowisko jego uczniów. Kluczem jest tu pesymizm filozofa, oddany metaforą przemiany Prometeusza w Gregora Samsę.

Przypominanie, że kultura polska nie zaczęła się wczoraj, nie wzięła znikąd, to bardzo ważne zadanie prasy adresowanej do ludzi myślących. Można się wprawdzie spierać, dlaczego to nie tacy intelektualiści, jak np. J.M. Bocheński lub Józef Mackiewicz, Zbigniew Herbert lub Ryszard Legutko mieliby konstytuować tę tradycję mistrzów, krytykujących i pouczających społeczeństwo, będących wzorem postaw moralnych i społecznych, wreszcie – dostarczających swą twórczością materiału intelektualnego do przepracowania. Ale to już inna sprawa.

(fig)

PO PIERWSZE: INFORMACJA

Powołane w 1999 roku w Politechnice Warszawskiej Centrum Transferu Technologii ma za cel transfer wyników badań z uczelni do przemysłu. Prof. Władysław Włosiński, szef CTT, przekonał się jednak, że tylko niewielka część badań prowadzonych w PW ma charakter innowacyjny. Z drugiej strony, zakłady przemysłowe są mało zainteresowane w pozyskiwaniu nowych technologii z uczelni. 

Jako że inwestowanie w postęp techniczny kosztuje, a regulacje prawne dotyczące np. ulg dla przedsiębiorstw wprowadzających innowacje, nie są, niestety, jasne, zadania CTT zostały przekierowane na rzetelną informację zarówno dla przedsiębiorstw o rozwiązaniach badawczych uzyskanych w PW, jak i zwrotną dla uczelni o potrzebach doskonalenia wypracowanych technik oraz przeprowadzenia w tym celu dodatkowych badań. Dzięki temu, głównym zadaniem Centrum stała się przede wszystkim budowa od podstaw systemu przekazywania wyników badań (...). Ten system (...) został w Centrum zbudowany. Polega on na tym, że zgłoszony przez autorów projekt innowacyjny jest przez Centrum rozpowszechniany. Następnie – po wyszukaniu zakładu gotowego do jego wdrożenia – Centrum wspólnie z autorami i przyszłym producentem ustalają zakres niezbędnych prac badawczych, które powinny być dodatkowo wykonane (...), aby projekt mógł być wdrożony do produkcji (Ewa Chybińska, Centrum dla innowacyjności, „Miesięcznik Politechniki Warszawskiej”, nr 3/51/2002). 

Współpraca uczelni z zakładami przemysłowymi owocuje ciągle nowymi kontaktami i wzrastającym zainteresowaniem producentów wynikami badań prowadzonych w PW. 

KAŻDY WIDZI

Adiunkci stanowią znaczącą grupę kadry dydaktycznej polskich uczelni – w Uniwersytecie Wrocławskim np. ponad połowę nauczycieli akademickich (dane z listopada 2001). Są też obciążeni istotną częścią obowiązków dydaktycznych. Jest to o tyle ważne, że o średnim poziomie wykształcenia naszych absolwentów decydują (...) adiunkci (prof. Jacek Kolbuszewski, Adiunkci zatrudnieni w Uniwersytecie Wrocławskim, „Przegląd Uniwersytecki”, nr 2/71/2002). Prof. Kolbuszewski zastanawia się, w jakim zakresie i w jakim stopniu owa dydaktyka prowadzona przez adiunktów w rzeczywisty sposób sprzyja wykształceniu w optymalnym zakresie absolwenta studiów uniwersyteckich, autentycznie przygotowanego do wkroczenia do różnorakiej pracy zawodowej w bardzo zmieniających się warunkach naszego życia. W tym celu przygląda się dość szczegółowo statusowi i pozycji adiunktów w UWr. 

O możliwościach awansu i kontynuowania kariery przez adiunktów świadczy wymownie np. fakt, że ich średni wiek w UWr. wynosi 41 i pół roku, co po prostu oznacza dość późne uzyskiwanie doktoratu i w ślad za tym opóźnione habilitacje oraz wnioski o tytuły naukowe. Ten stan rzeczy nie wynika jednak, według autora, z nadmiernego obciążenia adiunktów obowiązkami dydaktycznymi, wielu z nich bowiem pełni w uczelni rozmaite prestiżowe funkcje – m.in. prodziekanów czy zastępców dyrektorów instytutów, co z pewnością korzystnie poszerza zakres ich doświadczeń i kompetencji – a liczni spośród nich dorabiają dodatkowo poza uczelnią. Oprócz tego, nie spełnia swej roli ustawowa ocena wewnętrzna pracowników, ze względu na liberalizm oceniających, z którymi adiunkci pozostają przecież w towarzysko-koleżeńskich układach. Co istotne, w stosunku do adiunktów zbyt niefrasobliwie stosuje się też przepisy rotacyjne, więc też wielu z nich ani się nie przejmuje oceną, ani terminem rotacji. I pewnie dlatego jest, jak jest. 

STUDENT ZALOGOWANY

Nauczanie na odległość, jak się wydaje, najskuteczniej zbliży uczelnię do studenta, zwłaszcza zaocznego, choć przecież nie wyłącznie. Poza tym rozwój tej formy kształcenia jawi się jako konieczność w momencie bujnego rozwoju technik informacyjnych i rosnących kosztów pobierania nauki w ośrodkach akademickich. Najprostszym rozwiązaniem jest korzystanie z poczty, listy dyskusyjnej i zestawu stron WWW z ograniczonym dostępem, najlepszym – korzystanie ze specjalistycznego interfejsu – pisze Barbara Kamińska-Czubała (Nauczanie na odległość w kształceniu akademickim, „Konspekt. Pismo Akademii Pedagogicznej w Krakowie”, nr 9, zima 2001/02). Możliwe są też zajęcia w formie telekonferencji, obejmujące swym zasięgiem – dzięki np. transmisji satelitarnej – nie tylko samą uczelnię czy ośrodek akademicki, ale i cały region. 

Trudną do przecenienia korzyścią z wprowadzenia wybranych form e-edukacji jest zdobywanie kompetencji informacyjnych, kształtowanie nawyków korzystania z nowoczesnych technologii przez przyszłych nauczycieli. Jest to o tyle istotne, że odpowiednio wykształceni informatycznie nauczyciele będą umieli przekazać swe kompetencje uczniom na rozmaitym poziomie dydaktyki szkolnej. Uruchomione zostają twórcze mechanizmy rywalizacji lub współpracy. Praktyka „wysiadywania dyplomu” przez studentów zaocznych na trwających 10 godzin dziennie zajęciach dołączy do historii patologicznych zjawisk życia akademickiego. Oby. 

(erem)

 

Komentarze