Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 11/2002

Należy postępować bardzo ostrożnie
Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Nauka musi być widziana przez społeczeństwo jako czynnik wspomagający rozwój 
społeczny, poprawę jego bytu. Wyniki badań powinny być przydatne społecznie.

Rozmowa z prof. Włodzimierzem Ostrowskim,
wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk
 

Fot. Andrzej Świć

Prof. dr hab. n. med. Włodzimierz S. Ostrowski (ur. 1925), lekarz, biochemik. Studia na Wydziale Lekarskim UJ 1951, doktorat 1958, habilitacja 1960, profesura 1969. Główny kierunek badań: zależność struktury i funkcji biologicznej białek i enzymów. Jest autorem ponad 200 prac doświadczalnych, monografii i artykułów przeglądowych. Członek PAU, WTN. Od 1973 członek korespondent, a od 1981 członek rzeczywisty PAN. Od 1996 prezes Oddziału PAN w Krakowie oraz wiceprezes PAN.

 Zbliżające się grudniowe Zgromadzenie Ogólne Polskiej Akademii Nauk będzie zgromadzeniem jubileuszowym, podsumowującym 50 lat działalności Akademii, ale ma szansę być także zgromadzeniem rozpoczynającym kolejną epokę w jej życiu, ponieważ toczy się w PAN ożywiona dyskusja nad jej reformą i kierunkami zmian. 
– To rzeczywiście moment znamienny i ważny. PAN obchodzi w tym roku jubileusz. W ciągu półwiecza na pewno wiele osiągnęliśmy. Akademia jako korporacja jest reprezentacją polskiej nauki – skupia grono 350 najwybitniejszych polskich uczonych, działających w ramach 7 wydziałów i 7 oddziałów terenowych, reprezentujących wszystkie dyscypliny naukowe i wszystkie piony nauki: szkoły wyższe, placówki PAN, jednostki badawczo-rozwojowe. Ale Akademia to także ponad 100 komitetów naukowych PAN. Działa w nich ok. 4 tys. uczonych, w większości nie związanych na co dzień z Akademią. Setki, a wręcz tysiące programów, ekspertyz, opinii, publikacji, zarówno Akademii jako korporacji, jak i komitetów naukowych, z pewnością były liczącym się wkładem w polską naukę i głosem środowiska naukowego we wszystkich najważniejszych sprawach kraju. I wreszcie Akademia to ponad 80 placówek naukowych, najczęściej plasujących się wysoko na tle polskiej nauki i będących w przeważającej części placówkami wiodącymi w swoich dziedzinach. Po tych 50 latach musimy się jednak zastanowić, czy obowiązujący dotychczas model i sposób organizacji badań oraz realizowany przez nasze instytuty program badawczy jest dostosowany do dzisiejszych wymogów, czy też potrzeba jakichś poważnych zmian?

– Dyskusja na majowym Zgromadzeniu Ogólnym, dyskusje na prezydiach Akademii czy powołanie zespołu prof. Henryka Samsonowicza ds. reformy PAN, który opracował konkretne propozycje zmian, świadczą chyba o tym, że taka potrzeba jest odczuwana przez wielu członków Akademii?
– Dyskusje na ten temat toczą się w Akademii od dawna. Taką zasadniczą zmianą, wytyczeniem nowych ram działalności PAN i jej instytutów naukowych, było uchwalenie w kwietniu 1997 roku obecnie obowiązującej ustawy o Akademii. PAN przestała wówczas pełnić rolę centralnego urzędu administracji państwowej, a stała się naukową instytucją państwową łączącą rolę korporacji uczonych i placówek naukowych. Życie nie stoi jednak w miejscu i wielu uczonych zadaje sobie pytanie, czy tamte zmiany były wystarczające i czy wszystkie przyjęte wówczas rozwiązania sprawdzają się w praktyce?

– Np. kwestia instytutów, które mają osobowość prawną i samodzielnie prowadzą badania, starając się o środki na nie w Komitecie Badań Naukowych, ale kiedy popadną w kłopoty czy wręcz długi, odpowiedzialność przechodzi na Akademię.
– Rzeczywiście, kilka naszych instytutów, z różnych zresztą powodów – spornych kwestii własnościowych, skokowego zmniejszenia dotacji KBN, złego zarządzania – popadło w poważne kłopoty, a ostatecznie za skutki odpowiadają władze PAN. To jest na pewno sprawa, która musi zostać w racjonalny sposób rozwiązana, a to wymaga zmiany obowiązującego prawa. Wracając do reform w Akademii, od roku 1997 minęło zaledwie kilka lat i być może jest to okres zbyt krótki, aby w pełni ocenić działanie przyjętych rozwiązań. Trzeba też pamiętać, że wypracowanie nowego modelu działania i struktury to kwestie zasadnicze dla PAN, a konsekwencje wprowadzonych zmian będziemy ponosić przez wiele lat, dlatego należy postępować bardzo ostrożnie. Myślę, że punktem wyjścia do dyskusji musi być określenie roli, jaką ma pełnić Akademia i generalnych kierunków badawczych, czyli priorytetów stojących przed polską nauką, oraz wynikającego z tego programu badawczego dla naszych instytutów. Tak określony program musi odpowiadać na oczekiwania społeczne, bo dziś nauka nie może się zamykać w wieży z kości słoniowej, zwłaszcza że to przecież podatnicy finansują badania naukowe. Nauka musi być widziana przez społeczeństwo jako czynnik wspomagający rozwój społeczny, poprawę jego bytu. Co do priorytetów – powinniśmy wskazać najważniejsze dziedziny, obszary badawcze i szczególnie silnie je wesprzeć. Na początku istnienia Akademii także szukano kierunków badawczych, które powinny być uznane za wiodące. To wówczas kładziono podwaliny pod fizykę nuklearną, elektronikę, chemię, a kilka lat później biologię, biotechnologię, technologie materiałowe. Dziś takie nadzieje wiążemy z nanotechnologiami czy genetyką molekularną. Jednak wszystkie zmiany, to prospołeczne nastawienie badań musi uwzględniać także fakt, że aby polska nauka mogła się rozwijać, muszą być prowadzone także tzw. badania podstawowe w obszarze fizyki, matematyki, chemii, biologii oraz nauk humanistycznych.

– Istotą zmian w obszarze funkcjonowania instytutów badawczych jest propozycja stworzenia Centrum Badawczego PAN, które miałoby osobowość prawną i w pewnym sensie nadzorowało instytuty. Czy to rozwiązanie ma szansę się sprawdzić?
– Zmiany organizacyjne nie mogą być wprowadzane dla samych zmian. Wracam do tego, co już powiedziałem – musimy wypracować całościową koncepcję Akademii oraz program badawczy i do tego dostosować strukturę. Trzeba też wyznaczyć dziedziny preferowane i mniej ważne. To z pewnością będzie trudne, wręcz bolesne, bo przecież żaden z uczonych nie zechce się pogodzić z tym, że jego dziedzina nie jest ważna. Ale jest to konieczne.

– Kto powinien zarządzać instytutami – naukowcy czy pochodzący spoza nauki menedżerowie? Na razie najczęściej czynią to uczeni.
– Myślę, że nie można tego z góry jednoznacznie przesądzać. czasem zresztą trudno to oddzielić, bo wielu ludzi ma doświadczenie w obu obszarach, ale powinniśmy zobaczyć, jak to się robi na świecie. Tam dobiera się odpowiednich ludzi do rozwiązywania określonych zadań. I my musimy postępować podobnie, pamiętając, że nie każdy dobry naukowiec jest równocześnie doskonałym menedżerem. Dobrze by było, żeby na czele instytutu stawał człowiek sprawny organizacyjnie, który będzie realizował program badawczy opracowany przez radę naukową i zatwierdzony przez Prezydium Akademii. Tak dzieje się na całym świecie.

– Drugim obszarem reform mają być zmiany w korporacji. Padły m.in. propozycje wprowadzenia jednego rodzaju członkostwa, ograniczenia wieku akademików, zwiększenia wpływu całego środowiska naukowego na dobór członków Akademii.
– Podział na członków korespondentów i członków rzeczywistych Akademii jest tradycją. Myślę, że jest on dobry o tyle, o ile motywuje do dalszej pracy. Obawiam się, że przyjęcie tylko jednej kategorii członkostwa może prowadzić do tego, że uczony nie będzie się już starał, bo osiągnął wszystko. Jeśli chodzi o wiek, myślę, że bardzo trudno wprowadzić dobre rozwiązanie ograniczające prawo do bycia członkiem Akademii. Są ludzie, którzy bardzo młodo osiągają wybitne wyniki w nauce – tak dzieje się często w naukach ścisłych czy np. biologicznych, a są tacy – choćby w naukach humanistycznych – którzy osiągają je w późnym wieku i nadal tę dobrą formę utrzymują. Trzeba to chyba pozostawić samym akademikom. Już dziś członkowie, którzy nie czują się na siłach, mogą to zadeklarować i zrezygnować z aktywnego uczestnictwa w życiu Akademii. Ale mamy przypadki, że nawet, jeśli ktoś taką deklarację złoży, to i tak przychodzi na posiedzenia różnych gremiów i głosuje. To byłoby nieeleganckie i wręcz nieludzkie odsunąć najstarszych członków Akademii. Jeśli chodzi o wpływ całego środowiska na wybór członków Akademii, myślę, że propozycją wartą rozważenia jest typowanie nowych członków PAN przez komitety naukowe, które skupiają szersze grono uczonych.

– Dyskutuje się także nad zmniejszeniem liczby wydziałów.
– Zmiany strukturalne powinny być dostosowane do zadań, jakie stawiamy przed Akademią. Jeśli najpierw nie odpowiemy na pytanie, co i dlaczego chcemy zmienić, trudno dyskutować o konkretnych rozwiązaniach. Bez całościowej wizji niełatwo podjąć decyzję o zmianach.

– Mniej więcej rok temu w jednym z instytutów Akademii dokonano osiągnięcia bardzo znaczącego, na miarę światową. Mam tu na myśli Instytut Wysokich Ciśnień i niebieski laser. To pokazuje, że możemy odnosić sukcesy. Szacuje się, że obroty przemysłu związanego z niebieską optoelektroniką mogą sięgnąć 1 mld dolarów. Gdyby jeszcze takich osiągnięć było więcej...
– Przywołujemy często przykład niebieskiego lasera, ale w wielu dziedzinach, choćby astronomii, chemii, biotechnologii, mamy szereg osiągnięć podobnej miary. Problemem jest rzeczywiście wykorzystanie tych osiągnięć w praktyce, przekucie ich na sukces ekonomiczny. Proces wymiany informacji pomiędzy nauką a przemysłem w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych jest tak intensywny, że tam 10 proc. osiągnięć naukowych jest od razu wdrażanych. U nas, niestety, to powiązanie od dawna kuleje. Żeby mieć szansę w konkurencji z takimi potęgami, musimy być oryginalni. To jest z pewnością bardzo trudne, bo konkurencja na świecie jest olbrzymia, a nakłady przeznaczane na naukę w krajach zachodnich są wielokrotnie wyższe niż u nas. Na początku lat 90. wydawało się, że motorem będzie konkurencja w staraniu się o pieniądze i system grantowy. Niestety, okazuje się, że taki system rozdziału pieniędzy stymuluje często badania przyczynkarskie, nie wnoszące wiele nowego i nie znajdujące zastosowań. Na dodatek, choć mówimy o pieniądzach znaczących z punktu widzenia przeciętnego człowieka, są one zbyt małe, aby możliwy był przełom w jakiejś dziedzinie wiedzy.

– W środowiskowych dyskusjach o nauce lub o pieniądzach na naukę, niestety, często posługujemy się stereotypami sprzed lat, a przedstawiciele poszczególnych pionów nauki – szkolnictwa wyższego, instytutów PAN, jbr-ów, podkreślają, że to właśnie ich środowisko ma znaczące rezultaty i stanowi o sile polskiej nauki. Czy to nie świadczy o zaściankowości polskiej nauki?
– Musimy przełamywać te stereotypy. Przykładem niech będzie choćby wspólne posiedzenie prezydium Akademii i prezydium KRASP. Musimy wypracować mechanizmy, które z pożytkiem dla nauki pozwoliłyby zintensyfikować wymianę osobową pomiędzy instytutami naukowymi i jbr-ami a szkołami wyższymi. Na Zachodzie uczeni z instytutów i szkół wyższych pracują często przy sąsiednich biurkach, co w sposób oczywisty sprzyja rozwojowi nauki i osiąganiu znaczących rezultatów. Inny ważny czynnik to mobilność. Tam uczony wielokrotnie zmienia miejsce pracy, u nas kariera od magisterium do emerytury często toczy się w jednej uczelni czy jednym instytucie. To na pewno nie wpływa dobrze na wyniki i styl pracy. Akademia jako korporacja stara się pełnić rolę integrującą środowisko. Zaledwie 10 proc. członków korporacji to członkowie instytutów Akademii, reszta to pracownicy szkolnictwa wyższego i innych jednostek naukowych. Podobnie jest w komitetach naukowych. Staramy się też sprzyjać powrotowi do dawnej jedności środowiska naukowego. 

Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze