Strona główna

Archiwum z roku 2002

Spis treści numeru 12/2002

Czytelnia czasopism
Poprzedni Następny

Czytelnia czasopism

Po co studiować?

Jakiś czas temu dyplom szkoły wyższej chronił przed bezrobociem. Teraz już nie. Rośnie ranga jakości wykształcenia absolwenta. Pracodawcy coraz częściej podkreślają, że (...) świeżo upieczonego absolwenta po prostu najpierw trzeba nauczyć zawodu, a dopiero później wiadomo, czy jest on wart zatrudnienia – pisze Anna Suchocka w numerze 7-9/2002 „Przeglądu Uniwersyteckiego”. Pismo Uniwersytetu Szczecińskiego zamieszcza cały blok materiałów pod tytułowym pytaniem.
Mimo to młodzi ludzie studiują dla prestiżu, przyszłej kariery, lepiej płatnej pracy, choć niektóre z kierunków nie dają już na to żadnej gwarancji. Spora liczba studentów, np. na socjologii, deklaruje, że liczy się nie tylko zdobyty zawód, ale także chęć pogłębiania swych zainteresowań (...). Takie studia nie gwarantują finansowej kariery ani pewnej pracy. Ale na pewno dają szansę poznania samego siebie, problemów społecznych (Agnieszka Szelega, Społeczeństwu na ratunek). Są też kierunki, które studenci traktują jak ostatnią deskę ratunku, umożliwiającą im tzw. przezimowanie, czyli przeczekanie do przyszłorocznych egzaminów wstępnych, kiedy to ponownie spróbują dostać się na wybrane kierunki (Robert Jurszo, Motywacyjny zawrót głowy), lub jako azyl, który ratuje od przysłowiowej „kuroniówki” (Paulina Olechowska, Ucz się i pracuj, a... i tak będzie ciężko).

W nieco innej sytuacji są studenci zaoczni i wieczorowi. Po kilkunastu latach pracy w określonym zawodzie (...) mają wizję swojej zawodowej kariery, do spełnienia której dążą (Katarzyna Jurewicz, Późni studenci). Tylko brać przykład.

Zamknąć furtkę

W powszechnym odczuciu stopnie naukowe doktora, doktora habilitowanego i tytuł naukowy profesora uległy deprecjacji, a ich prestiż społeczny – zwłaszcza w ostatnich kilkunastu latach – ogromnie zmalał – piszą Leszek malicki i Stanisław Nawrocki w biuletynie KBN (Prestiż tytułu, „Sprawy Nauki”, nr 9/2002). Dziś (...) można wyliczyć co najmniej 10 kategorii osób bardziej lub mniej prawnie mieniących się profesorami, a de facto diametralnie różniących się formalną i merytoryczną pozycją naukową. Jeśli zaś idzie o stopnie naukowe, to cała wina leży po stronie pracowników nauki, zajmujących stanowiska upoważniające do decydowania o ich nadaniu bądź odmowie nadania.

Co więc należy zrobić? Trzeba uchwalić jednolitą ustawę o nauce, która obejmowałaby wszystkie instytucje naukowe i ustalała tryb nadawania stopni naukowych. Ta nowa ustawa winna mieć na względzie wyłącznie dobro nauki i nie może pozostawiać jakiejkolwiek furtki dla ludzi przypadkowo w niej tkwiących i zabiegających o swe osobiste dowartościowanie.

Najważniejszą normą tej ustawy winno być „wyprowadzenie” wszelkich spraw związanych z formalnym awansem pracowników nauki poza miejsce ich pracy. Cały ciężar obowiązków i odpowiedzialności za jakość stopni naukowych i tryb ich nadawania spoczywałby na zrestrukturyzowanej Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych. To do niej zwracaliby się zainteresowani z prośbą o wskazanie właściwej placówki do przeprowadzenia odpowiedniego postępowania, sami nie mieliby więc żadnego, a w najgorszym przypadku tylko minimalny wpływ na skład komisji powoływanych do spraw przeprowadzenia obrony pracy doktorskiej.

Szczegóły w tekście. Polecam.

Wejście w dialog

Fundamentalnym celem współczesnego uniwersytetu pozostaje nadal poszukiwanie i rozpowszechnianie prawdy. Dla człowieka zajmującego się badaniami naukowymi prawda ma największe znaczenie wśród wszystkich wartości. Twierdzenia te odnoszą się jednak obecnie do innej niż w średniowieczu arystotelesowej prawdy, a mianowicie do tzw. prawdy naukowej, ustalanej w ramach różnych dyscyplin i specjalności naukowych za pomocą uznanych, zweryfikowanych metod badawczych – pisze prof. Marian Klamut (Różne oblicza prawdy) w numerze 3/2002 „Alma Mater”, czasopisma lubelskiej Akademii Medycznej.

Uczony stara się pogodzić prawdę wiedzy z prawdą wiary. Będę bronił tezy, że duch i materia tworzą jedność, że mogą się wzajemnie uzupełniać. Po wiekach śmiertelnych zmagań materialistów z idealistami nadchodzi – jak sądzę – czas wielkiego pojednania. Prawda naukowa zawładnęła szkolnictwem, również wyższym, instytucjami społecznymi i politycznymi, ale, choć tak zasłużona dla poznania świata, jest jednak niekompletna. Jeśli tego nie widzi, wpada w pułapkę niekompetencji i zostaje zdetronizowana. Autor broni przeżyć zmysłowych i emocjonalnych, intuicji, całej sfery duchowości ludzkiej. Bezradne są tu kryteria i metody prawdy naukowej z ich matematyczną precyzją, bystrą obserwacją i wymyślnymi eksperymentami. (...) Jedyną szansą poznania jest wejście w dialog. (...) Zmiana postawy konfrontacyjnej na wzajemne zrozumienie i współpracę wymaga kompromisów i ustępstw. Z obu stron. Bo jest to możliwe.

 (erem)

 

 

Komentarze