Rozmowa Forum
Rada, jako reprezentacja środowiska, współuczestniczy w kreowaniu
polityki edukacyjnej państwa. To naprawdę odpowiedzialna rola.
Rozmowa z prof. Jerzym Błażejowskim,
przewodniczącym Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego
|
Fot. Andrzej Świć
 |
| Prof. dr hab. inż. Jerzy Błażejowski (ur. 1945) jest specjalistą w dziedzinie chemii, a szczególnie w zakresie termodynamiki i kinetyki chemicznej, fotochemii i spektroskopii oraz chemii środowiska. Studia w Politechnice Gdańskiej – 1969, dalsza kariera naukowa w Uniwersytecie Gdańskim: dr – 1977, dr hab. – 1984, tytuł profesora – 1992. Odbył liczne staże naukowe w USA, opublikował ponad 140 artykułów naukowych, jest współautorem trzech patentów. Członek wielu towarzystw naukowych i laureat licznych nagród. W latach 1991-96 pełnił funkcję dziekana Wydziału Chemii UG. Od dwóch kadencji członek RG, a w latach 2000-02 członek prezydium Rady. Od stycznia br. przewodniczący RG. |
Rada Główna Szkolnictwa Wyższego jest, obok Państwowej Komisji Akredytacyjnej i Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, jedną z trzech najważniejszych instytucji reprezentujących środowisko akademickie w obszarze szkolnictwa wyższego. Choć podstawowe zadania każdej z nich są inne, to niektóre obszary ich działania pokrywają się. Był taki moment w dyskusji nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym, w którym wydawało się, że Rady w ogóle już nie będzie.
– Rada Główna rozpoczyna VIII kadencję i myślę, że przez ponad 20 lat swej działalności dobrze reprezentowała interesy środowiska akademickiego. Jestem jej członkiem od sześciu lat i obserwując to, co dzieje się w szkolnictwie wyższym, sądzę, że pracy i zadań wystarczy dla wszystkich. Działająca od stycznia 2002 roku PKA przejęła od Rady kwestie związane z jakością kształcenia oraz opiniowaniem wniosków związanych z poszerzaniem uprawnień, otwieraniem kierunków i tworzeniem nowych uczelni. Przez ostatnie lata była to znacząca część zadań Rady, ale to, że ubyło nam obowiązków, nie znaczy, że nie mamy co robić.
– Jakie zadania stają zatem dziś przed Radą?
– Rada, jako reprezentacja środowiska, współuczestniczy w kreowaniu polityki edukacyjnej państwa. Uczestniczą w tym również inne instytucje związane ze środowiskiem akademickim – PKA, KRASP oraz konferencje rektorów poszczególnych typów uczelni. Rada Główna, z mocy prawa, opiniuje też szereg aktów prawnych, regulacji i innych dokumentów dotyczących szkolnictwa wyższego. To naprawdę odpowiedzialna rola – nasza opinia powoduje czasem zmianę jakiegoś istotnego zapisu proponowanych ustaw, rozporządzeń czy wpływa na postanowienia ministerstwa.
– Od stycznia tego roku Rada pracuje w mniejszym, trzydziestoosobowym składzie. Co jeszcze się zmieniło?
– Zmieniliśmy organizację pracy Rady. W nowej kadencji zrezygnowaliśmy z podziału na sekcje. Rada pracuje w komisjach – jest ich obecnie pięć: Nauki i Spraw Zagranicznych, Ekonomiczna, Edukacji, Rozwoju i Organizacji Szkolnictwa Wyższego oraz Uprawnień Akademickich – a także na zgromadzeniach plenarnych. Jeśli potrzebne będą konsultacje środowiskowe w poszczególnych grupach uczelni, wówczas dopuszczamy tworzenie zespołów konsultacyjnych, które nie będą jednak formalnym organem RG. Uznaliśmy, że nie należy nadmiernie rozbudowywać struktury i wydłużać przez to procesu opiniowania. Do tej pory najpierw opinię wydawała sekcja, później komisja, skąd sprawa trafiała na prezydium, a następnie na zgromadzenie plenarne. Teraz opinia z komisji będzie wpływała do prezydium i trafiała na posiedzenie plenarne. Wielokrotne opiniowanie tego samego wniosku często nie wnosiło nic nowego, a wydłużało cały proces. Po nowelizacji ustawy jesteśmy też zobligowani nieprzekraczalnymi, najczęściej sześćdziesięciodniowymi terminami opiniowania wniosków, stąd konieczność usprawnienia pracy Rady.
– Ministerstwo Edukacji stworzyło ostatnio strategię rozwoju szkolnictwa wyższego do roku 2010. Co Pan sądzi o tym dokumencie?
– Rada jeszcze w poprzedniej kadencji zajęła w tej sprawie stanowisko, w którym generalnie pozytywnie ocenia próbę stworzenia strategii rozwoju szkolnictwa wyższego, ale zgłasza też szereg uwag co do kształtu tego dokumentu oraz wielu kwestii szczegółowych. Strategia jest potrzebna, ale strategia strategią, a życie życiem, dlatego myślę, że przede wszystkim niezbędna jest nowa ustawa.
– W tej kwestii inicjatywę przejął prezydent RP i powołał dziesięcioosobową komisję, z prof. Jerzym Woźnickim na czele, która przygotowuje prezydencki projekt nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. Jest Pan w jej składzie. Jakie będą główne założenia tego projektu?
– Niestety, procedura prac nad projektem prezydenckim przewiduje, że wszystkie zasiadające w komisji osoby występują tam w charakterze ekspertów, a prace nad projektem objęte są tajemnicą. Jako eksperci mamy przygotować projekt i przedstawić go prezydentowi. Prezydent może projekt przyjąć lub odrzucić i zdecyduje o jego dalszych losach. Przyjęliśmy więc zasadę, że przed opracowaniem całego projektu i przyjęciem go przez prezydenta nie będziemy dyskutować publicznie o jego kształcie.
– Czym Rada nowej kadencji zajmie się na początek?
– Jest wiele ważnych problemów, którymi Rada chciałaby się zająć w najbliższym czasie – choćby kwestią modelu kariery akademickiej, standardów nauczania i modelu kształcenia, wprowadzenia nowych technik (np. kształcenia na odległość), a także spraw socjalnych (np. trzeciego filaru ubezpieczenia emerytalnego pracowników uczelni). Myślę, że najważniejsze zadanie na dziś to opracowanie standardów nauczania, uzupełnienie tych, które są i dostosowanie ich do wymogów Unii Europejskiej. W tej chwili pracujemy nad standardami z zakresu pielęgniarstwa i położnictwa, by nasze pielęgniarki i położne mogły po ukończeniu studiów uzyskiwać identyczne uprawnienia, jak w krajach Unii. Ta sama procedura dostosowawcza czeka też standardy na innych kierunkach.
– Opracowane w ostatnich latach minima programowe Rady Głównej stały się, za sprawą rozporządzenia ministra edukacji, obowiązującymi standardami nauczania. Wiele z nich budzi jednak kontrowersje co do
swej zawartości, wymaga więc przejrzenia i zmian.
– Mamy w tej chwili sto dwa kierunki kształcenia. Standardy są opracowane dla ponad 70 proc. z nich. Na początku będziemy chcieli opracować te brakujące, aby PKA mogła weryfikować jakość kształcenia na wszystkich kierunkach, na których prowadzone jest kształcenie. Dziś standardów brakuje dla kierunków tak popularnych, jak prawo czy administracja. Rada jedynie opracowuje standardy, ostatecznie zatwierdza je ministerstwo, ale uzgodniliśmy, że Rada będzie koordynować prace nad nimi i będzie miała wpływ na ich ostateczny kształt. Chodzi o to, żeby ktoś za nie odpowiadał i Rada chce wziąć na siebie tę odpowiedzialność.
– Jak powinien wyglądać model kariery akademickiej? Od dawna mówi się, że powinien być uproszczony i dawać szansę szybszego awansu, by profesorem nie zostawało się w wieku lat 50 lub później, czyli niejako na koniec kariery akademickiej.
– Nauczycielem akademickim, a już szczególnie profesorem, powinna być osoba o wysokich kwalifikacjach intelektualnych, dydaktycznych i moralnych. Zatem system powinien takie właśnie osoby wyłaniać i promować. Dużo trudniej odpowiedzieć na pytanie: jak to zrobić? Obecny system oparty jest na kolejnych stopniach naukowych i tytule naukowym profesora. To one, a nie osiągnięcia dydaktyczne czy praktyczne, determinują dziś karierę. W wielu dziedzinach kształcenia, w których ważna jest wiedza praktyczna, nie jest to, być może, najlepszy model. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że w kształceniu inżyniera konstruującego mosty o wiele ważniejsze jest, czy jego nauczyciel skonstruował jakiś most, niż to, jaki ma on stopień naukowy. Dziś w niewielkim stopniu bierze się pod uwagę osiągnięcia praktyczne w karierze akademickiej.
– Niemcy zrezygnowali ostatnio z habilitacji, u nas chyba do tego daleko. Zmiana ustawy byłaby dobrą okazją do wprowadzania zasadniczych zmian.
– Zrezygnowali, choć nie we wszystkich landach. Nawet tam, gdzie zniesiono wymóg habilitacji, pozostała konieczność uzyskania veniam legendi, czyli prawa do nauczania. Chyba nie byłbym za zniesieniem habilitacji. Na pewno nie można znosić habilitacji, jeśli nie jest opracowany alternatywny system kariery akademickiej. Habilitacja jest sitem, które wyłania osoby dobre i mobilizuje je do pracy. Na pewno istnieje problem w dziedzinach, w których ważne są osiągnięcia praktyczne, np. w naukach technicznych. Tam należałoby stworzyć równoległe ścieżki kariery akademickiej, premiujące osiągnięcia naukowe bądź praktyczne.
– Jednym z największych problemów szkolnictwa wyższego jest wieloetatowość. Zbyt duże obciążenie odbija się negatywnie na kontakcie nauczyciela ze studentem i, w konsekwencji, na jakości kształcenia. Często zresztą nazwisko służy jedynie do „firmowania” kierunku, a nie oznacza, że pracownik rzeczywiście prowadzi zajęcia. Generalnie brakuje samodzielnej kadry, która mogłaby dawać uprawnienia do prowadzenia danego kierunku studiów, stąd zatrudnianie tych samych osób w różnych szkołach. Czy zatem nie należałoby zwiększyć liczby samodzielnej kadry i ułatwić awansu młodym? Wiem, że padnie argument o konieczności zachowania jakości, ale czy z działaniami profesury nie jest trochę tak, jak ze wszystkimi niemal korporacjami, np. prawników czy aptekarzy, które nie dopuszczają do zawodu zbyt licznej grupy młodych, bo to nie leży w interesie już uprawiających ten zawód?
– Uczelnia wyższa nie jest po prostu szkołą, zatrudniającą jakąś liczbę nauczycieli z takimi lub innymi uprawnieniami. Nauczyciele akademiccy muszą spełniać określone warunki i wymagania. Minimum kadrowe, ośmiu samodzielnych pracowników naukowych na danym kierunku, jest konieczne po to, aby nie dochodziło do sytuacji, kiedy ośrodek akademicki istnieje tak długo, dopóki z danej miejscowości nie wyjedzie ostatni pociąg. Środowisko to kadra, która prowadzi zajęcia i opiekuje się młodszymi pracownikami i studentami. w uczelni państwowej do prowadzenia kierunku na poziomie magisterskim potrzeba ośmiu samodzielnych pracowników na zasadzie mianowania, a w uczelni niepaństwowej – na umowę o pracę. Na studiach licencjackich ten limit jest niższy, a pracownik może być liczony już w dwu uczelniach.
– Ministerstwo posiada bazę komputerową, zawierającą dane o zatrudnieniu wszystkich samodzielnych pracowników, w której można to teoretycznie sprawdzić. Zdarzają się jednak przypadki odmowy sprawdzenia, czy dany pracownik napisał prawdę, że jest zatrudniony tylko w danej uczelni, nawet jeśli pytającym jest rektor uczelni państwowej. Uzasadnieniem jest powołanie się na ustawę o ochronie danych osobowych. To chyba nie tak powinno funkcjonować?
– Nie znam zasad, na jakich ta baza jest wykorzystywana. Moim zdaniem, powinna panować pełna jawność. Uważam, że zasada, według której pracownik jest liczony do uprawnień w jednej uczelni, a na studiach licencjackich w dwu, to maksimum tego, na co się można zgodzić.
– Jednym z najgorętszych tematów – choć niejako zamrożonym przez zapis konstytucyjny – jest kwestia odpłatności za studia. Dziś studia dzienne są bezpłatne, natomiast zaoczne odpłatne. To odpłatność pozwala kształcić taką liczbę studentów – bez niej byłoby ich z pewnością znacznie mniej, bo państwo nie przeznacza większych nakładów na szkolnictwo wyższe.
– W Europie ten problem jest rozwiązywany różnie. Są kraje, gdzie studia są odpłatne, i takie, gdzie są nieodpłatne lub odpłatność jest niewielka. Wydaje mi się, że towar, który nic nie kosztuje, nie jest zbyt wiele wart. Z drugiej strony, patrząc na obecną sytuację kraju i wielu rodzin, wprowadzenie odpłatności bez zapewnienia łatwo dostępnych stypendiów czy kredytów byłoby katastrofą. W Stanach Zjednoczonych istnieje odpłatność, ale tam system stypendiów jest tak rozbudowany, że może je otrzymać większość osób. Jest to problem społeczny i w bliskiej perspektywie go nie rozwiążemy.
– Można powiedzieć, że dziś lepsze studia dzienne są bezpłatne, a gorsze zaoczne – odpłatne. Czy nie byłoby lepiej, gdyby odpłatność na niskim poziomie była powszechna? Byłoby to bardziej sprawiedliwe.
– Zmiana zapisu konstytucyjnego nie wydaje się obecnie możliwa. Politycy nie chcą dokonywać zmian, aby nie otwierać puszki Pandory z innymi politycznymi kwestiami. To jest trochę kwadratura koła – państwo nie ma środków na powszechne kształcenie, a społeczeństwo jest za biedne, aby ponosić jego koszty.
– Za półtora roku mamy wejść do Unii Europejskiej. To oznacza daleko idące zmiany w systemie szkolnictwa wyższego. Polscy studenci będą mogli podjąć naukę w krajach Unii, ale równocześnie uczelnie zachodnie będą mogły otwierać u nas swoje filie. Czy jesteśmy na to przygotowani?
– Wyznaję zasadę, że przyszłość nie do końca można przewidzieć. Mogę powiedzieć, że w bliskich mi dziedzinach przyrodniczych kształcimy dobrze, na poziomie europejskim, i tu nie mamy się czego obawiać. Natomiast na pewno problemem jest niedostateczna znajomość języków obcych. Po wejściu do Unii będziemy poddani dużo silniejszej presji konkurencyjnej. Jeśli nasze dyplomy nie będą konkurencyjne, młodzież zacznie się kształcić w uczelniach zachodnich. Na początku będzie to szok dla naszego środowiska, ale wierzę, że sobie poradzimy. Jestem optymistą, i sądzę, że tę szansę musimy umieć wykorzystać.
Rozmawiał Andrzej Świć
|