Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 3/2003

Usprawnienie jest niezbędne

Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Dokonamy gruntownego przeglądu wszystkich placówek badawczych, 
aby nasze instytuty były w stanie sprostać najwyższym kryteriom merytorycznym.

Rozmowa z prof. Andrzejem Legockim,
prezesem Polskiej Akademii Nauk

 

Fot. Andrzej Świć

Prof. dr hab. Andrzej Legocki (ur. 1939), biochemik. Studia w UAM (1961). Doktorat uzyskał w wieku 25 lat, habilitację 28 lat, profesurę 37. W latach 1962-88 związany z AR w Poznaniu. Od 1998 dyrektor Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Odbył szereg zagranicznych staży naukowych, m.in. w Instytucie Badań Rakowych w Filadelfii i w uniwersytetach Cornell i Georgia (łącznie 4 lata). Działalność naukowa prof. Legockiego skupia się na biologii molekularnej, biotechnologii roślin i wykorzystaniu roślin transgenicznych. Międzynarodową renomę zyskał dzięki badaniom nad wiązaniem azotu przez rośliny motylkowe. Autor licznych artykułów i książek. W latach 1990-96 wiceprezes, a w latach 1996-2002 prezes Oddziału PAN w Poznaniu. 14 marca br. wybrany na prezesa PAN.

 Polska Akademia Nauk skończyła właśnie 50 lat. Czy po pół wieku istnienia wymaga ona zmian, aby być instytucją nowoczesną i dostosowaną do potrzeb XXI wieku?
– Myślę, że każda rocznica jest dobrą okazją do podsumowania i refleksji nad kondycją danej instytucji. Także półwiecze istnienia Akademii skłania do zastanowienia się nad jej obecną sytuacją i wyzwaniami, jakie przed nią stoją. Zresztą nie tylko sama rocznica jest okazją do takiej refleksji. Są nią zmiany, jakie narzuca tempo naszego życia oraz wszystko, co się dzieje we współczesnej nauce. Akademia, jak każda instytucja, wymaga nieustającego doskonalenia. Dziś, w dobie transformacji, wydaje się to tym bardziej istotne. Stajemy przed koniecznością unowocześnienia, pozwalającego lepiej wykorzystać ogromny potencjał twórczy zgromadzony w PAN.

– Ponad rok temu, w grudniu 2001 roku, na Zgromadzeniu Ogólnym PAN dość głośno dyskutowano kwestię reformy Akademii. Został wówczas powołany zespół pod przewodnictwem prof. Henryka Samsonowicza, który miał przygotować projekt takich zmian. Efektem jego pracy były dwie kolejne wersje założeń reformy Akademii. Czy prace tego zespołu i koncepcje, które pojawiły się w trakcie dyskusji, zostaną wykorzystane?
– Od początku powołania zespołu byłem jego członkiem. Trzeba powiedzieć, że odegrał on znaczącą rolę w wypracowywaniu nowego modelu Akademii. Przede wszystkim mogliśmy przedyskutować różne propozycje, płynące od członków korporacji, dyrektorów, a także pracowników instytutów. Dyskusja, którą prowadziliśmy i wnioski, jakie zostały wypracowane, zebrano w formie dokumentu, do którego nowe kierownictwo będzie zapewne wielokrotnie powracać.

– Odnoszę jednak wrażenie, że półtora roku temu, kiedy dyskusja się rozpoczynała, zwolenników daleko idących zmian było wielu. Mówiono o stworzeniu centrum badawczego PAN, zmianie zasad członkostwa w korporacji, zmianie liczby wydziałów i wielu innych kwestiach. Dziś dyskusja przycichła, brak impetu do podejmowania głębszych reform.
– Zapewniam Pana, że nowe kierownictwo Akademii nie porzuciło żadnego elementu, którego naprawa jest konieczna. Usprawnienie działania Akademii jest bowiem niezbędne. Determinacji tej w żadnym przypadku nie zmniejsza spokojniejszy ton dyskusji bieżących. Przystąpiliśmy do fazy konsekwentnych realizacji naszych założeń, które będą prowadzone w atmosferze spokoju, ale z należną wytrwałością. Za jedno z najistotniejszych zadań stojących przed władzami nowej kadencji uważam umożliwienie wszystkim placówkom badawczym Akademii sprawnego funkcjonowania i osiągania znaczących wyników naukowych. Dokonamy gruntownego przeglądu wszystkich placówek badawczych, aby nasze instytuty były w stanie sprostać najwyższym kryteriom merytorycznym. Jeśli jednak koncepcja centrum badawczego budzi wśród członków Akademii i pracowników instytutów kontrowersje i negatywne skojarzenia, to nie zamierzamy się przy niej upierać. Nie odstąpimy jednak od merytorycznego przeglądu placówek i znalezienia takich form ich funkcjonowania, które usprawnią ich pracę i sprawią, że będą one reprezentowały najwyższy poziom naukowy. Jeśli chodzi o liczbę wydziałów, to ponad rok temu sam napisałem artykuł, w którym wyraziłem pogląd, że obecnie bardziej racjonalna wydaje się organizacja części badawczej Akademii w nieco mniejszej liczbie wydziałów, co byłoby zgodne z tendencjami integracyjnymi, tak powszechnymi w nauce światowej. Posłużę się przykładem nauk, którymi się zajmuję. Jeśli mówimy o genomice czy nowych biotechnologiach, to dotyczy to zarówno Homo sapiens, jak zwierząt i roślin. Wobec tego, cały nurt nauk biomedycznych, przyrodniczych, a także rolniczych czy niektórych kierunków chemicznych, zajmujących się analizą przemian w komórce, posługuje się tym samym warsztatem i stanowi w istocie wspólny obszar badawczy – life sciences. Jeśli jednak środowisko uczonych ma swoje preferencje historyczne i w swej większości uważa, że aktualna sytuacja naszej nauki wymaga raczej utrzymania podziału na większą ilość dyscyplin, to sądzę, że taki głos należy wziąć pod uwagę. Zresztą ilość wydziałów jest problemem drugorzędnym w stosunku do tego, co jest istotą działalności merytorycznej, a więc podejmowania ważnych, interdyscyplinarnych programów badawczych i stworzenia warunków do osiągania znaczących wyników naukowych.

– W wielu ostatnich dyskusjach w Akademii przewija się problem jej instytutów. Placówki Akademii, na mocy ustawy z roku 1997, uzyskały osobowość prawną. Niestety, okazuje się, że niektóre z nich nie reprezentują najwyższego poziomu naukowego bądź popadły w poważne kłopoty – finansowe lub związane ze sprawami własnościowymi. Paradoksalnie odpowiedzialność, także finansowa, przechodzi na Akademię jako całość. Jej władze zmuszone są szukać wyjścia z takich sytuacji, np. znacznych kwot na likwidację lub przekształcenie jednostek. Okazuje się, że nie ma ich ani Akademia, ani finansujący naukę Komitet Badań Naukowych. Z jednej strony, zderza się tu samodzielność instytutów, a z drugiej odpowiedzialność Akademii za nadzór nad jej placówkami.
– To rzeczywiście jest poważny problem. Sytuacja w tym zakresie musi ulec zasadniczej zmianie. Jest nie do przyjęcia, by władze Akademii dowiadywały się o kłopotach instytutów dopiero wówczas, kiedy sprawy zaszły już bardzo daleko. Organy statutowe korporacji, czyli władze Akademii i wydziałów, winny na bieżąco monitorować działalność każdej placówki. Co roku będziemy też robić przegląd ich dorobku. Stworzymy własny system oceny, który będzie uwzględniał również rozwój perspektywiczny dyscypliny, kształcenie młodej kadry naukowej. Jedną z naszych dolegliwości, z jaką borykają się instytuty, ale także jednostki pozaakademijne, jest odpływ kwalifikowanej kadry i brak dopływu utalentowanej młodzieży. Należy zdecydowanie temu przeciwdziałać, tworząc w każdej placówce Akademii, samodzielnie lub w porozumieniu z uczelniami, studia doktoranckie. Mam zamiar objąć kształcenie młodej kadry osobistym patronatem. Będziemy się też starali, aby w przeglądach placówek uczestniczyli – tam, gdzie to możliwe – eksperci zagraniczni, by ocena danej jednostki była możliwie obiektywna i odniesiona do najnowszych trendów badawczych. Chcemy ponadto inicjować ważne programy badawcze, w których będą uczestniczyły nasze placówki, angażując w nadzór nad tymi badaniami komitety dyscyplinowe. Jednym słowem, musi być znacznie więcej działań merytorycznych. Wchodzimy do Unii Europejskiej i, choćby ze względu na konkurencję, warunki, w jakich przyjdzie działać polskim naukowcom, będą jeszcze trudniejsze. Musimy się do tego przygotować. Ale przecież dla ludzi nauki nie może być nic wspanialszego niż udział w charakterze pełnoprawnych uczestników, w największym wyzwaniu intelektualnym, jakim jest twórczość naukowa.

– Poza instytutami, Akademia to także korporacja, zrzeszająca 350 najwybitniejszych polskich uczonych. W przeważającej mierze nie są oni związani z instytutami PAN. Wywodzą się zarówno ze szkół wyższych, jak i jednostek badawczo-rozwojowych. PAN to także ponad 100 komitetów naukowych, skupiających 4 tys. ludzi nauki, reprezentujących wszystkie jej piony. Jaki powinien być model współdziałania tych trzech filarów Akademii?
– Każdy z filarów jest ważny i każdy ma swoją niepodważalną rolę. Ważny jest też każdy z pionów nauki, czyli uczelnie wyższe, instytuty PAN i jednostki badawczo-rozwojowe. W istocie rzeczy, nauka jest jedna i tak naprawdę nie jest ważne, gdzie się ją uprawia. Liczą się osiągane wyniki. Jednym z celów, które stawiam przed sobą jako prezes Akademii, jest zmniejszenie dezintegracji środowiska naukowego. Ludzie nauki winni działać wspólnie i mówić jednym głosem w sprawach ważnych dla kraju i dla nauki. Polska Akademia Nauk stanowi w istocie doskonałą platformę integrowania nauki uprawianej w naszym kraju. Na comiesięczne posiedzenia Prezydium PAN zamierzam systematycznie zapraszać ministra nauki, ministra edukacji narodowej i sportu, prezesa Polskiej Akademii Umiejętności (na posiedzeniu PAU w Krakowie, 22 marca, wygłosiłem adres utrzymany w tym właśnie duchu). Aby było to możliwe, przeniosłem comiesięczne posiedzenia prezydium Akademii z wtorków na środy, ponieważ we wtorki odbywają się posiedzenia Rady Ministrów. Chciałbym, aby ludzie, którzy decydują o modelu nauki i edukacji w naszym kraju, mogli spotykać się raz w miesiącu i dyskutować o najważniejszych problemach tych dziedzin. Tak się składa, że pierwsze posiedzenie Prezydium PAN, któremu będę przewodniczył jako prezes PAN, 11 kwietnia, będzie wspólnym spotkaniem prezydium Akademii i prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polski. Będziemy tam rozmawiać o współdziałaniu uczelni i instytutów naukowych Akademii. To symbol tego, co chciałbym uczynić treścią działań Akademii w najbliższych latach.

– „Forum Akademickie” także stara się działać na rzecz jedności środowiska, pisząc od lat zarówno o sprawach szkolnictwa wyższego, jak i nauki.
– Systematycznie czytam Państwa pismo i doceniam rolę, jaką „Forum”, jedyne w naszym kraju pismo o tym charakterze, odgrywa w środowisku akademickim i naukowym. Myślę, że taka jedność, w różnych jej przejawach, jest nam bardzo potrzebna.

– Ostatnie miesiące to czas intensywnych dyskusji o przyszłym kształcie szkolnictwa wyższego i nauki. Trwają prace nad nowym prawem o szkolnictwie wyższym, właśnie została uchwalona ustawa o stopniach i tytule naukowym, w fazie intensywnej dyskusji są też kwestie związane z zasadami finansowania nauki. Jak powinien wyglądać ten nowy model finansowania? Na jednym z ostatnich posiedzeń prezydium PAN dyskusja nad projektem ustawy o finansowaniu nauki była bardzo gorąca. Krytykowano zamiar skupienia większej władzy w ręku ministra. Środowisko naukowe przyzwyczaiło się, że w obszarze nauki decyzje o zasadach podziału środków podejmuje grono jego wybranych przedstawicieli.
– Staram się zawsze prezentować postawę pozytywistyczną. Jeśli mam uwagi do jakiejś koncepcji, usiłuję proponować rozwiązania alternatywne. Nic nie jest tak łatwe, jak krytyka. Rozumiem zastrzeżenia krytyków i w wielu kwestiach je podzielam, ale jest mi trudno zgodzić się ze wszystkimi zgłaszanymi uwagami. Akademia jest instytucją skupiającą wybitnych uczonych i reprezentującą znaczny potencjał naukowy. Choćby z tej racji powinna dysponować środkami na badania własne, tak jak dysponują nimi uczelnie wyższe. Jeśli chodzi o zasady podejmowania decyzji, to w ciągu kilkunastu lat zdążyliśmy się przyzwyczaić do mechanizmów demokratycznych. Oczywiście, opowiadam się za nimi, ale uważam, że w pewnych sytuacjach ten sposób podejmowania decyzji nie zawsze, niestety, oznacza najbardziej racjonalne wybory. To jest często kompromis, uwzględniający interesy najsilniejszych, a nie najlepsze rozwiązania. Demokracja w nauce, jak ją rozumiem, to równość szans. Później musi decydować pragmatyczny wybór i rządy rozumu.

– Taki naukowy absolutyzm oświecony?
– Tak jest. Mamy uraz do takiego podejścia i doskonale wiemy, skąd on się bierze. Przez wiele lat musieliśmy przyjmować jedynie słuszne poglądy. W nowoczesnym uprawianiu nauki wymagana jest nade wszystko konsekwencja i nieustanne weryfikowanie przyjętych rozwiązań. Weźmy na przykład kwestię nowych kierunków, ważnych dla rozwoju kraju i wykorzystujących w tym celu istniejący potencjał naukowy. Decyzję powinien podejmować jeden człowiek, choć wypracować ją, doradzać, musi, oczywiście, szersze grono. Chciałbym, aby w placówkach Akademii były uwzględniane współczesne trendy badań światowych. mam wrażenie, że istnieją dziedziny, w których, niestety, nie nawiązujemy do tych najważniejszych kierunków. Kierownictwo każdej instytucji jest odpowiedzialne za działania całościowe. Powinno mieć więc możliwość podejmowania decyzji i kierowania środków tam, gdzie mogą być najracjonalniej wykorzystane.

– Kto powinien wytyczać te kierunki lokowania środków, czyli, mówiąc ogólniej, kierunki polityki naukowej?
– Chcę się zwrócić do wszystkich wydziałów, żeby wytypowały problemy wiodące, które scalą działalność komitetów i placówek naukowych. We współczesnej nauce obserwujemy tworzenie konsorcjów, platform badawczych, wielodyscyplinowych zespołów. Chcemy upowszechnić myślenie tego typu. Zazwyczaj obszary z pogranicza dziedzin są z reguły najciekawsze. Myśląc szerzej o polityce naukowej państwa, musimy wspólnie – obie akademie, PAN i PAU, wyższe uczelnie, towarzystwa naukowe, Ministerstwo Nauki, Ministerstwo Edukacji, resorty odpowiadające za instytuty badawcze, jednym słowem: scalone środowisko ludzi nauki – wypracować model polityki naukowej i mówić o nim jednym głosem. dyskusja nie może trwać zbyt długo i nie może się przerodzić w ustawiczne debatowanie nie poparte decyzjami. Świat idzie do przodu tak szybko, że musimy temu sprostać. Nie wolno nam się spóźniać, bo przyszłe pokolenia nam tego nie wybaczą.

– Kandydując na prezesa Akademii rezygnuje Pan z bycia naukowcem, a staje się menedżerem nauki. Czy nie żal Panu trochę tej pierwszej roli? Ma Pan w niej znaczące sukcesy. Bardzo przemawia do wyobraźni wyhodowana w Pana zespole sałata zawierająca antygeny żółtaczki.
– Duszę mam rozdartą. Całe życie przepracowałem przy warsztacie naukowym i ciągle uważam się za czynnego naukowca. Prowadzę obecnie pięcioro doktorantów. Rozpocząłem właśnie szereg projektów badawczych, które koordynuję. Prowadzę wykłady z chemicznych podstaw biologii molekularnej dla studentów Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Mam szereg zobowiązań kongresowych. Czuję się zdecydowanie bardziej człowiekiem nauki niż jej organizatorem, pomimo iż już 15 lat kieruję Instytutem Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu, pełniąc przy tym rozmaite funkcje w licznych ciałach naukowych. Przyznam, że czasem z pewnym przerażeniem patrzę na zakres obowiązków, którymi obdarzyli mnie członkowie Akademii. Skoro jednak zgodziłem się je wziąć na siebie, ufam, że im podołam.

– Rozmawiamy w Pałacu Kultury i Nauki, ale jednym z Pana postulatów, jako kandydata na prezesa PAN, było przeniesienie głównej siedziby Akademii do Pałacu Staszica na Krakowskim Przedmieściu. Czy podtrzymuje Pan ten zamiar?
– Podtrzymuję i to z całą mocą. Bardzo bym chciał, ażeby Pałac Staszica rychło zyskał jeszcze większe znaczenie, stając się miejscem, gdzie ponad wszelkimi podziałami spotykają się ludzie nauki, edukacji i kultury. Chciałbym, aby była to nie tylko siedziba władz Akademii, ale także żywe miejsce spotkań intelektualnych, konferencji i uroczystości naukowych. Pragnę, by Akademia mogła realizować tam ideę otwartej wszechnicy wiedzy dla szerokich kręgów społecznych, wypełniając swoje posłannictwo ważnej instytucji życia publicznego.

Rozmawiał Andrzej Świć

Komentarze