Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 3/2003

Jak będziemy pracować?

Poprzedni Następny

Badania naukowe

Zdaniem prof. Elżbiety Kryńskiej, stopień mobilności przestrzennej, zawodowej, 
edukacyjnej czy międzyzakładowej polskich zasobów pracy, zwłaszcza ludzi młodych, jest niestety za niski.

Monika Szabłowska

Prof. Elżbieta Kryńska

Dokonująca się w Polsce od lat 90. transformacja polityczno--gospodarcza wytyczyła nauce nowe kręgi zadań. Pod wpływem dokonujących się zmian zrozumienie oraz analiza poszczególnych aspektów ekonomicznych, socjologicznych musiała dostosować się do wymagań rzeczywistości. Szczególny nacisk należy położyć na zagadnienia związane z funkcjonowaniem i polityką rynku pracy. Jest to popularny obecnie problem, rozpatrywany nie tylko przez naukowców akademickich, polityków, ale i zwykłych obywateli. Prawidłowe działanie rynku pracy, to kwestia dotycząca każdego, niezależnie od jego statusu społecznego czy materialnego. Analiza tego zagadnienia wymaga od eksperta odwołania się do różnych dziedzin nauki. Interesujące są nie tylko czynniki ekonomiczne, socjologiczne, lecz i psychologiczne, dotyczące zarówno jednostki, jak małych i dużych grup społecznych. Rynek pracy tworzą przecież ludzie, rozdzieleni co prawda grubą kreską na pracodawców oraz pracobiorców, ale ludzie, którzy swoim myśleniem, działaniem kształtują obraz współczesnej struktury społeczeństwa.

– Praca jest jedynym sprzedawanym produktem, który w trakcie używania doskonali się, gdy inne zużywają – podkreśla prof. Elżbieta Kryńska z Katedry Polityki Ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego.

Prof. Kryńska jest również pracownikiem naukowym Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych w Warszawie oraz ekspertem Międzyresortowego Zespołu do Prognozowania Popytu na Pracę. Uczestniczy w międzynarodowych i krajowych projektach badawczych, prowadzi działalność ekspercką na rzecz rządu, Sejmu, instytucji samorządowych i Narodowego Banku Polskiego. na łamach wielu profesjonalnych czasopism publikuje artykuły dotyczące teorii oraz praktyki funkcjonowania rynku pracy. Pod jej redakcją ukazało się kilka książek, m.in. Mobilność zasobów pracy (Warszawa 1999), Stymulacja ruchliwości pracowniczej. Metody i instrumenty (Warszawa 2001). Obecnie kończy pracę nad książką Elastyczność popytu na pracę w Polsce. Jest autorką m.in. monografii Socjalne skutki zmian w zatrudnieniu i dochodach z pracy w okresie przebudowy (Warszawa 1999) oraz Dylematy polskiego rynku pracy (Warszawa 2001), stanowiącej próbę całościowego ogarnięcia najistotniejszych problemów związanych z działaniem rynku pracy w gospodarce rynkowej.

MOBILNOŚĆ I ELASTYCZNOŚĆ

Nowoczesny rynek pracy stawia przed wszystkimi wysokie wymagania. Należy być mobilnym i elastycznym, by jednocześnie zachęcić pracodawcę do zainteresowania własną osobą oraz samemu stworzyć sobie szansę na uzyskanie lepszego miejsca pracy. Jak wynika z danych statystycznych, stopa bezrobocia w IV kwartale 2002 r. ukształtowała się na poziomie 19,7 proc. Ale wśród osób z wyższym wykształceniem wyniosła 7,5 proc., z wykształceniem średnim ogólnokształcącym – 24 proc., a z podstawowym i niepełnym podstawowym – 25,4 proc. Z powyższych liczb wynikałoby, iż posiadanie wyższego wykształcenia ułatwia pracobiorcom znalezienie i utrzymanie miejsca pracy. Jakkolwiek nie gwarantuje uzyskania pracy, to jednak w znacznej mierze chroni przed bezrobociem. Pozwala na bardziej elastyczne dostosowanie się do wymagań pracodawcy.

Ale czy tak jest do końca?

– Sprawa polega na tym, że w dalszym ciągu najczęściej oczekujemy zatrudnienia stałego, tzw. zatrudnienia typowego – na czas nieokreślony, w pełnym wymiarze czasu pracy. Wszystkie tendencje światowe wskazują, że ten rodzaj zatrudnienia ulega ograniczeniu – stwierdza prof. Kryńska. – Dokonują się procesy zwiększenia elastyczności rynku pracy, polegające na tym, że pracodawcy traktując pracowników dość instrumentalnie, wykorzystują ich w momentach, w których są potrzebni. W obszarze zatrudnienia realizuje się więc tzw. zarządzanie akordeonowe: kiedy jest dobra koniunktura, zwiększa się zatrudnienie, kiedy jest niższa – to się je zmniejsza. Są specjaliści, którzy twierdzą, że w przyszłości pracę stałą będzie świadczyć tylko 20 proc. zasobów pracy. Pozostali zostaną skazani na pracę dorywczą lub bezrobocie. Zmieniają się strategie wielkich korporacji, ograniczających zatrudnienie stałe do zespołu pracowników absolutnie niezbędnych z punktu widzenia ich koncepcji strategicznych. Pozostali chętni do pracy będą wynajmowani do wykonania konkretnych zadań.

Cóż to oznacza dla współczesnego człowieka? Przede wszystkim zmianę myślenia i podejścia do wymagań rynku pracy. Należy nauczyć się funkcjonowania oraz przystosowania do bieżących oczekiwań pracodawców. Elastyczność, zarówno edukacyjna, jak w zakresie dostosowania się do potrzeb pracodawców, jest warunkiem koniecznym, aby zaistnieć na rynku pracy. Potrzebna jest aktywność nie tylko w miejscu pracy, ale (a może przede wszystkim) w czasie jej poszukiwania.

Prof. Kryńska przeprowadziła badania wśród młodzieży łódzkiej, w wyniku których okazało się, że 70 proc. młodych ludzi oczekuje gwarantowanego przez państwo miejsca pracy. W czasach, kiedy życie wymaga od ludzi dużego zaangażowania oraz samodzielności w umiejętnym poruszaniu się po rynku pracy, wynik ankiety zmusza badacza do głębszej analizy.

EDUKACJA A RYNEK PRACY

Refleksja nad sprawnym funkcjonowaniem systemu oświaty podyktowana jest nie tylko troską o przyszłą wizję Polski, lecz dotyczy konkretnej, już istniejącej, struktury gospodarczo-społecznej. Problem bezrobocia dotyka wszystkich grup zawodowych i wiekowych, a zatem ma charakter ogólnospołeczny, niestety trwały, a rozwiązanie go wymaga wielu działań, m.in. edukacyjnych, przygotowujących młodych ludzi do sprawnego wejścia na rynek pracy. Dlatego doskonalenie, a przede wszystkim wprowadzenie odpowiednich metod stymulacji aktywności na rynku pracy jest jednym z podstawowych czynników umożliwiających podjęcie i utrzymanie zatrudnienia. Zdaniem prof. Kryńskiej, stopień mobilności (przestrzennej, zawodowej, edukacyjnej czy międzyzakładowej) polskich zasobów pracy, zwłaszcza ludzi młodych, jest niestety za niski.

– Bardzo istotne jest to, aby młodzież była świadoma, jakie mechanizmy rządzą współczesną gospodarką rynkową. W szkołach, oprócz wprowadzonej już nauki przedsiębiorczości, powinien być obowiązkowy przedmiot dotyczący funkcjonowania rynku pracy. Również na wszystkich kierunkach studiów młodzież powinna uczyć się umiejętności zachowania się na rynku pracy. Sprzedajemy swoją pracę, ale w „opakowaniu”, a zatem umiejętność pisania CV, listu motywacyjnego, prawidłowe zachowanie się w czasie rozmowy z potencjalnym pracodawcą – to czynniki zależne od poszukującego pracy. Młodzi ludzie muszą wiedzieć, jak sobie radzić, bo nikt na nich nie czeka z pracą, a przygotowanie do wejścia na rynek pracy zależy nie tylko od nich.
Niestety, system oświatowy, poczynając od kształcenia podstawowego aż po wyższe, nie jest przygotowany do podjęcia nowego wyzwania. Programy edukacyjne, jak na razie, nie przewidują wprowadzenia choćby elementarnych zagadnień sprawnego działania na rynku pracy. Młodzi ludzie muszą zatem sami uczyć się wszystkiego od podstaw. A szkoda, bo nawet minimalne wyjaśnienie zasad i praw gospodarki rynkowej dałoby im większą szansę na szybsze podjęcie pracy.

Przyszłym pracownikom należałoby również przybliżyć kwestie związane z możliwością pracy w nietypowych formach, takich jak praca w niepełnym wymiarze czasu, samozatrudnienie w miejsce zatrudnienia najemnego, praca tymczasowa czy nowa forma zatrudnienia, jaką jest telepraca (świadczenie pracy na odległość za pośrednictwem komputera i łączy telefonicznych). Telepraca zaczyna być bardzo ekspansywną formą w krajach zachodnich (w krajach skandynawskich liczba osób pracujących w ten sposób sięga ok. 15 proc.). Z teoretycznego punktu widzenia nie ma żadnych przeszkód, aby mieszkaniec jednego z miast polskich współpracował np. z firmą niemiecką, belgijską czy amerykańską.

– Ten system pracy zastępuje ruchliwość przestrzenną, lecz są bariery: wiedza, posiadanie sprzętu komputerowego i stałego połączenia internetowego, bo znajomość języka jest zasadniczym warunkiem.

Niestety, Polska nie należy do krajów umożliwiających zwykłemu obywatelowi podjęcie pracy w Holandii czy USA, nie wspomniawszy nawet o telepracy pomiędzy Lublinem a Warszawą. Przyczyna jest dosyć błaha. W naszym kraju odsetek posiadaczy komputera i stałego łącza internetowego wciąż jest za mały. Ograniczenie wykorzystania telepracy w Polsce ma, według prof. Kryńskiej, jeszcze inny powód. Pracodawcy obawiają się, że taki pracownik nie zintegruje się z firmą i jej celami. Trudno również go kontrolować. A zatem wprowadzenie tego systemu pracy w Polsce jest sprawą jeszcze dosyć odległą.

Od niedawna można zaobserwować negatywne zjawisko społeczne, jakim jest dziedziczenie bezrobocia i biedy. Wszystkie badania pokazują, że w tej chwili pogłębia się nierówność w dostępie do instytucji edukacyjnych i w zasadzie każda mobilność zależna jest od miejsca zamieszkania.

Zatem warunki materialne coraz bardziej ograniczają możliwości młodych ludzi, a priori niejako określając ich szanse na przyszłość. W odniesieniu do młodzieży pochodzącej z małych miasteczek oraz wsi szanse te z roku na rok są ograniczane, a przecież coraz bliżej jesteśmy chwili, kiedy Polacy zadecydują o wejściu w struktury Unii Europejskiej.

UNIA A SPRAWA POLSKA

Temat ten wzbudza wiele emocji zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników przystąpienia Polski do Unii. Wciąż pojawiają się prognozy dotyczące kondycji rynku w chwili, gdy staniemy się jednym z krajów unijnych. Przywoływane są liczne „za” i „przeciw”. Zasadniczo wciąż nie wiadomo do końca, ile zyskamy, a ile stracimy. Jedno jest natomiast pewne, zawsze jakieś „za” pociąga za sobą „przeciw”. Każdy proces wymaga poniesienia konkretnych kosztów. Zdaniem prof. Kryńskiej, warto rozważyć wszelkie aspekty związane z procesem integracyjnym.

Część miejsc pracy zapewne zostanie zlikwidowana. Mogą zniknąć firmy, które nie dostosują się do wymagań sanitarnych oraz bezpieczeństwa produktów. To nie jest kwestia eksportu naszych produktów, Polska bowiem uczestniczyć będzie w jednolitym rynku europejskim. Wymagania są tam bardzo wysokie, część firm po prostu może im nie sprostać, ponieważ nakłady ponoszone na spełnienie tych wymagań będą za wysokie.

Jednakże wraz z bodźcem negatywnym pojawiają się i pozytywne elementy. – Jest to sprawdzone na przykładzie krajów takich, jak Hiszpania, Grecja czy Portugalia. Akcesja zwiększa na ogół napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Kraj będący członkiem Unii postrzegany jest w świecie jako stabilny, gospodarczo wiarygodny. W ten sposób zagraniczne oszczędności wykorzystane są do wzrostu krajowego potencjału i tworzenia nowych miejsc pracy. Poza tym nastąpi napływ środków pochodzących z funduszy strukturalnych, które również przyniosą wymierne korzyści rynkowi pracy.

Czy faktycznie Polacy będą umieli w pełni z pożytkiem wykorzystać potencjalne możliwości, jeśli zadecydują o przystąpieniu do Unii Europejskiej? No cóż, nie wiadomo. Słów Kochanowskiego, lepiej dla dobrego samopoczucia czytelnika nie przywoływać. Jedno warto podkreślić, że szanse są ogromne. Tylko od zaradności dysponujących środkami zależy, w jakim stopniu wykorzystamy stworzone możliwości.

Komentarze