Co na to CK? |
Felieton redakcyjnyOpublikowany w tygodniku „Wprost” artykuł o Instytucie Niemieckiej Pracy Wschodniej wzburzył środowisko naukowe. Oparty był na obronionej w UW pracy doktorskiej Anetty Rybickiej, która zarzuciła wielu wybitnym krakowskim uczonym kolaborację z Niemcami w okresie II wojny światowej. Krakowskie środowisko naukowe uznało to za atak i zarzuciło tej pracy, a zwłaszcza rozdziałowi o współpracy uczonych z Niemcami, nierzetelność. Wskazano liczne jej przykłady. Autorka uwzględniła tylko niemieckie źródła historyczne (jest germanistką), a zupełnie pominęła źródła polskie, w tym materiały z procesów dyscyplinarnych i sądowych, w których uczonych krakowskich, oskarżonych przez nią o kolaborację, już kiedyś od podobnych zarzutów, stawianych przez komunistyczne władze powojennej Polski, uwolniono. Autorka wykorzystała źródła bezkrytycznie, czego dowodzi np. sposób potraktowania przez nią listu niemieckiego uczonego w sprawie prof. Jana Łukasiewicza (protest prof. Jana Woleńskiego w tej kwestii opublikował „Tygodnik Powszechny”, który udostępnił stronom sporu swe łamy na dyskusję). Zarzucono także dr Rybickiej, że nie uznała za stosowne spotkać się i skonfrontować „rewelacji” z niemieckich źródeł z żyjącymi uczestnikami opisywanych przez nią zdarzeń, negatywnymi „bohaterami” jej doktoratu (wydanego przy wsparciu KBN przez oficynę wydawniczą DIG). Konflikt trwa. Odbyły się w tej sprawie trzy spotkania organizowane przez strony sporu: dwa w Krakowie, jedno w Warszawie. Naznaczone były silnymi emocjami. Próba wskazania przez środowisko krakowskie błędów w pracy została potraktowana lekceważąco przez promotora i recenzentów pracy - nie zjawili się na spotkaniach w Krakowie. Podobnie jak autorka pracy uznali, że skoro zarzut dotyczy tylko jednego jej rozdziału, to praca jest poprawna. I tu pojawia się pytanie, czy jeśli doktorat zawiera błędy metodologiczne, przedstawia sprawy w krzywym zwierciadle lub nawet, po prostu, fałszywie, to nadal jest do przyjęcia? Może należy zorganizować konferencję naukową historyków, która podjęłaby się wyjaśnienia - ponownego - całej sprawy? Może rozprawą doktorską, której postawiono publicznie tak wiele zarzutów, powinna zająć się Centralna Komisja ds. Tytułów Naukowych i Stopni Naukowych? W końcu powstaje pytanie: skoro recenzenci łatwo przełknęli opinie, że tacy sławni profesorowie, jak Pigoń, Łukasiewicz, Ulewicz i wielu innych, byli kolaborantami, to jak naprawdę wygląda proces recenzji prac doktorskich, nie w małej prowincjonalnej uczelni, ale w największym naszym uniwersytecie? Piotr Kieraciński |
|
|