Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 6/2003

B+R to nie wszystko

Poprzedni Następny

Życie akademickie

Same tylko badania i prace rozwojowe nie wystarczą do wywarcia wpływu 
na gospodarkę i społeczeństwo. Dopiero wiedza, jako narzędzie działania, daje prawo 
do zajęcia najlepszych miejsc w pociągu do stacji Gospodarka Wiedzy.

10 tez o roli badań naukowych na początku XXI wieku
Jan Kozłowski

Fot. Stefan Ciechan

Jesteśmy niewolnikami formuł, a najbardziej przemawia do nas to, co mierzalne. Formuła „B+R” (badania i prace rozwojowe) przynajmniej od trzech dekad zdominowała myślenie o wkładzie wiedzy do wzrostu gospodarczego. Czy słusznie?

Jesteśmy niewolnikami formuł, a choć bez nich poruszalibyśmy się w świecie po omacku, zapominamy, że jednocześnie one nas wiążą i uniemożliwiają odkrywanie nowych stron zjawisk.

Żeby zjawisko zmierzyć, trzeba je wyraźnie od otoczenia wyodrębnić, nazwać i określić. Dopiero w takiej postaci można badać jego powiązanie z innymi zjawiskami. Ale w świecie rzeczywistym zjawiska przenikają się i splatają ze sobą, a wyodrębnienie jest tylko konwencją. Pomiar zjawiska wyodrębnionego gubi jego istotną cechę. Tak jest np. z pomiarem badań. Dawniej, pod koniec XIX i w pierwszych dekadach XX wieku – a zatem w czasach, gdy nie było jeszcze precyzyjnych definicji badań i prac rozwojowych (B+R), sformułowanych przez Podręcznik Frascati (1963) – badania były (jako zjawisko społeczne, kulturowe, prawne) znacznie bardziej wyodrębnione od pokrewnych prac niż dziś. Obecnie coraz częściej elementy badań przenikają do produkcji, marketingu, planowania, usług, administracji itd.

MAGIA BADAŃ

Wskaźniki – czyli stosunek dwóch danych, jak np. krajowe nakłady na B+R brutto (KNBR) w stosunku do Produktu Krajowego Brutto (PKB) – są po to, aby w syntetyczny sposób zdawały sprawę z pewnego stanu rzeczy. Wskaźniki traktuje się jako rodzaj termometru, który mierzy poziom gorączki, a przez to – stwierdza zdrowie lub informuje o chorobie pacjenta. Uznaje się je zatem za reprezentanta odrębnej, szerszej i ważniejszej rzeczywistości. Wskaźnik KNBR/PKB (nakłady na B+R jako odsetek PKB) uważa się często za wyznacznik poziomu cywilizacyjnego.

Z czasem wyniki pomiaru sztucznie przez statystyka wyodrębnionych zjawisk oraz zbudowane z nich wskaźniki nabierają własnego życia. Przesuwają się one do centrum zainteresowania statystyków, analityków, ekonomistów, polityków i opinii publicznej. Skupiają na sobie uwagę, jakiej na próżno oczekują zjawiska bardziej od nich mgliste i nieuchwytne, słabiej jeszcze wykonturowane, choć niekoniecznie przez to mniej ważne. Stają się ważne przez sam fakt nazwania i włączenia do instrumentarium nauki. Za ich wagą przemawia to, że są powszechnie znane i stosowane. (Rzecznikami nienazwanych lub niedookreślonych zjawisk są tylko innowatorzy statystyki i badań społecznych, jak choćby w latach 60. Machlup i Porat, którzy pierwsi podjęli problem pomiaru wiedzy.)

Własnego życia nabrało pojęcie badań naukowych. Z faktu, że pewni ekonomiści w pewnych swoich pracach na podstawie pewnych hipotetycznych przesłanek postawili tezę, że badania są głównym źródłem narodowego bogactwa, środowisko naukowe wyciągnęło wniosek, iż jest tak na pewno, zawsze, wszędzie i bez względu na jakiekolwiek dodatkowe warunki. Trudno wątpić w to, że badania naukowe pchają gospodarkę Kalifornii. Jednak najuboższe rejony Grecji potrzebują więcej dróg, mostów i dobrych szkół niż więcej badań naukowych. Trudno też wątpić w to, że nadmierne finansowanie B+R (zwłaszcza wojskowe) w ZSRR było jednym ze źródeł upadku tego państwa. Teza o badaniach jako źródle bogactwa stała się orężem lobbingu uczonych, a ulegli jej także politycy europejscy („3 proc. target” strategii lizbońskiej). Nawet oczywiste fakty nie są w stanie zachwiać jej popularności. Badania nabrały znaczenia magicznego. W budżecie domowym osoby zamożnej niepoślednie miejsce zajmują wydatki na mieszkanie i auto. Biedny, szarpiąc się na drogie mieszkanie i auto, kupi symbol statusu, ale pogłębi swoją biedę. W latach 70. Związek Radziecki i Indie inwestowały znacznie więcej w B+R niż azjatyckie tygrysy. Wydatki te nie były wyłączną ani nawet najważniejszą przyczyną ich niepowodzeń gospodarczych, choć bez wątpienia miały w nich swój udział. Podobnie, wydatki na B+R nie były wyłączną ani najważniejszą przyczyną sukcesu USA, Szwajcarii, Japonii czy Korei. Inwestycje w badania naukowe wydają się przynosić wyższy zwrot w Stanach Zjednoczonych niż w Europie Zachodniej. Powody tego stanu rzeczy tkwią w czynnikach historycznych i kulturowych, trudnych do zmiany poprzez działania polityczne.

ZDĄŻYĆ NA POCIĄG

Jak się zdaje, nie ma jednej głównej, samoistnej determinanty wzrostu gospodarczego. Nie jest nią ani nauka, ani technika, ani edukacja. Wzrost gospodarczy i rozwój społeczny zależą od powstania i utrzymania się synergii różnych determinant. Źródła wzrostu i rozwoju są od siebie współzależne – podobnie jak w sporcie zespołowym, w którym rezultat gry zależy nie tylko od indywidualności gracza, ale od poziomu i zgrania całego zespołu. Poszczególne czynniki wzrostu – zwłaszcza upowszechnianie technologii, inwestycje gospodarcze i rozwój kształcenia – są w stosunku do siebie komplementarne, wzrost jednego z reguły pociąga za sobą wzrost pozostałych, ale znaczenie każdego z nich zależy m.in. od poziomu gospodarczego kraju. Najlepszym źródłem i zabezpieczeniem innowacyjności kraju są postawy społeczne: niechęć, by „żyć z majątku przeszłości” i „odcinać kupony od przeszłych osiągnięć”, chęć stałego podejmowania ryzyka. Na postawy te mają wpływ nie tylko tradycje duchowe (np. oddziaływanie Kościoła), ale także poziom konkurencji, zasięg rynku, zakres biurokratyzacji czy podatność administracji publicznej na korupcję.

Polska coraz szybciej wkracza w fazę „gospodarki wiedzy” (choćby nawet wielkie jej połacie długo jeszcze miały pozostać w fazie gospodarki „pługa, węgla i stali”). Nawet raport OECD, pisząc o perspektywach „gospodarki wiedzy”, wpada w ton Ody do radości: W dzisiejszych czasach wiedza – we wszystkich swoich formach – odgrywa zasadniczą rolę w procesach gospodarczych. Narody, które rozwijają swoje zasoby wiedzy i efektywnie nimi zarządzają, szybciej się rozwijają. Firmy mające dostęp do wiedzy prześcigają z reguły konkurentów. Osoby o większej wiedzy uzyskują lepiej płatne zajęcia. Ta strategiczna rola wiedzy leży u podłoża rosnących inwestycji na badania i rozwój, edukację i szkolenia oraz innych inwestycji niematerialnych, których poziom w większości krajów w ostatnich dziesięcioleciach wzrósł gwałtowniej niż poziom inwestycji rzeczowych.

Widząc pociąg odjeżdżający do stacji Gospodarka Wiedzy polscy uczeni wskakują do niego w biegu, aby stwierdzić, że większość miejsc w pierwszej klasie zajęli już menedżerowie, informatycy, konsultanci, eksperci i przedsiębiorcy. Dlaczego tak się stało? Skąd taka niesprawiedliwość? Czyżby badania naukowe nie dawały prawa do zajęcia najlepszych miejsc?
Mówiąc żartobliwie, uczeni, którzy zostali na peronie tupią ze złości i formują delegację do zawiadowcy stacji. Zwiększyć pulę dla uczonych! Zawiadowca rozkłada jednak ręce: zmieniły się zasady, panowie. Same badania nie dają dziś prawa do biletu pierwszej klasy. Prawo to mają tylko ci, którzy robią badania dla innowacji.

ZJAZD PO ŚLADACH

Postawmy teraz 10 tez, których przewodnią ideą jest przekonanie, że do wywarcia wpływu na gospodarkę i społeczeństwo same tylko badania i prace rozwojowe nie wystarczą. Wzrost gospodarczy i rozwój społeczny zależą w dużym stopniu od wiedzy o wykorzystaniu zasobów naturalnych i społecznych. Istotne jest jednak nie tyle wytwarzanie samej wiedzy, co łączenie wiedzy i działania (na poziomie zespołu badawczego, firmy, przemysłu i gospodarki narodowej). Dopiero wiedza, jako narzędzie działania, daje prawo do zajęcia najlepszych miejsc w pociągu do stacji Gospodarka Wiedzy.

Same tylko badania nie tworzą wcale bogactwa narodów. Efekt badań to najczęściej papier albo symulacja komputerowa, w najlepszym razie model roboczy lub prototyp. Same tylko wyniki badań trafiają do bibliotek, Internetu, magazynu w piwnicy lub muzeum.

Nie powinno się mówić o korzyściach z B+R nie uwzględniając ich kosztów. Badania finansowane z pieniędzy budżetowych kosztują podatnika. Kiedy w grę wchodzą podatki bezpośrednie, kosztują one przedsiębiorcę, obniżając jego kapitał i zyski oraz ograniczając jego wolność gospodarczą. Kiedy w grę wchodzą ulgi podatkowe czy gwarancje kredytowe, obniżają one dochody wszystkich, a zatem również klientów przedsiębiorców. Badania finansowane z pieniędzy podatnika to nie darmowe lancie. Wszelkie korzyści z B+R powinny być oceniane w stosunku do poniesionych kosztów oraz alternatywnych sposobów wykorzystania pieniędzy budżetowych.

B+R finansowane przez rząd nie tylko mają swoją cenę, ale także mogą mieć ujemny wpływ na gospodarkę. Badania finansowane z budżetu to nie manna z nieba, którą uczeni sypią społeczeństwu, tylko produkt intelektualny, który podlega podobnym prawom ekonomicznym co inne wyroby wytwarzane za pieniądze podatnika: kosztuje, pożytek zależy od popytu, a koszt (podatki) i uboczne skutki (zaburzenie rynku ingerencją państwa) mogą przekraczać korzyści. Jak podał „The Economist”, większość najwartościowszych wyników prac B+R wycieka za granicę, zwłaszcza z krajów słabiej rozwiniętych. Badania naukowe w krajach Europy Środkowowschodniej orientują się na główne ośrodki naukowe i technologiczne świata, mają nachylenie teoretyczne, rzadko korespondują z poziomem technologicznym i potrzebami kraju, rzadko też pełnią rolę „zwiadu” naukowego i technologicznego. W ocenie wielu ekonomistów, instrumenty wspierania B+R i innowacji w przemyśle niejednokrotnie szkodzą gospodarce. Dotacje zakłócają proces rynkowej konkurencji i selekcji oraz opóźniają przemiany strukturalne, hamują wzrost produkcyjności, zniekształcają proces alokacji zasobów, a także rodzą oczekiwania ciągłej pomocy państwa. W krajach o wysokim poziomie korupcji stanowią też jej dodatkowe źródło.
Zagraniczne badania i prace rozwojowe (importowane w formie urządzeń, patentów, licencji i know-how) bywają znacznie tańszym źródłem wzrostu gospodarczego niż rozwój krajowych B+R. Imitacja jest tańsza od innowacji. Zjazd po śladach – łatwiejszy od przecierania szlaku. Nabywca nowej technologii oszczędza wydatki na nieudane projekty B+R (bardzo wiele prac kończy się porażką), a dzięki modyfikacjom technologii może znacznie podnieść ich wartość rynkową. Im mniejszy kraj oraz im bardziej opóźniony gospodarczo, tym bardziej jego rozwój zależy od B+R z zagranicy. Siłą mniejszych państw, takich jak Belgia, Irlandia i Holandia, jest rozwinięty na dużą skalę import najnowocześniejszych urządzeń i rozwiązań technicznych. Stanowi to bodziec dla miejscowego przemysłu (odwrócona inżynieria, inspiracja dla własnych prac). Dwa giganty gospodarcze, Niemcy i Japonia, mają zawsze ujemny bilans płatniczy w zakresie obrotu myślą techniczną. W Niemczech w głównych sektorach gospodarki (choć z różną intensywnością) istnieją bardzo silne powiązania pomiędzy wymianą handlową z zagranicą (import – eksport) a zastosowaniami wyników B+R. Około jednej trzeciej importowanego know-how wraca za granicę w ramach eksportu. W szczególności dotyczy to zagranicznych wyrobów o dużej naukochłonności (ulepszanych lub używanych jako składniki nowych produktów). Przemysł niemiecki potrafi zatem posługiwać się wyrobami wysokiej techniki z zagranicy do osiągania własnego sukcesu na rynkach zagranicznych.

RYNEK GÓRĄ

Badania przemysłowe finansowane i realizowane przez przedsiębiorstwa są na ogół skuteczniejszym elementem innowacji niż badania finansowane przez rząd i wykonywane przez laboratoria rządowe i szkoły wyższe. Rozwijając myśli F.A. Hayeka trzeba podkreślić, że rządy są mniej skuteczne w rozwijaniu B+R na rzecz gospodarki niż przedsiębiorstwa. Rządy są oddzielone od gospodarki, a ich decyzje zależą od niepełnych informacji uzyskiwanych dzięki kanałom komunikacji składającym się z wielu ogniw. Ponadto są podatne na lobbing, korupcję i „myślenie grupowe”. Przedsiębiorcy natomiast są bliżsi rynkowi. Aby rozwijać B+R wspierające rozwój już wykorzystywanych technologii, potrzeba szczegółowej wiedzy o ich silnych i słabych stronach, „wąskich gardłach” oraz tych elementach, których ulepszenie mogłoby zaowocować radykalną poprawą ich właściwości. Wiedzę tę posiadają zazwyczaj ci, którzy stosują tę technologię, a więc firmy, ich klienci i użytkownicy. Ponadto, pomyślna innowacja w wielu wypadkach wymaga łączenia B+R, produkcji, zarządzania i marketingu. Łatwiej osiągnąć integrację tych różnych działań, gdy zachodzą one wewnątrz jednej organizacji. Rynek wyraża „zbiorową mądrość” setek tysięcy niezależnych przedsiębiorców. Mechanizm selekcyjny rynku jest lepszy od wyborów dokonywanych przez szczupłe grono polityków i urzędników. Rządy ponoszą znacznie mniejsze ryzyko od przedsiębiorców i są wolne od bezpośredniej presji rynku, co zwiększa prawdopodobieństwo podjęcia nietrafnej decyzji. Pieniądze na finansowanie B+R rządy czerpią z podatków. Wyższe podatki obniżają możliwości inwestycyjne przedsiębiorców. Na domiar złego, badania finansowane z budżetu często nie przedstawiają dla nich wartości (np. udział w programach badawczych wymaga uporania się z biurokratyczną mitręgą, współpracy z zagranicznymi partnerami i dzielenia się wynikami).

Wpływ badań na gospodarkę i społeczeństwo zależy od ich powiązania z edukacją na poziomie wyższym oraz popularyzacji zasad myślenia naukowego poprzez kształcenie nauczycieli, podręczniki szkolne i media. Badania są nie tylko źródłem wiedzy skodyfikowanej – wiedzy podręcznikowej, znajomości piśmiennictwa, informacji – ale także trudniej uchwytnej i trudniejszej do opisania „wiedzy pozasłownej”. Składają się na nią: umiejętność zadawania pytań, krytycyzm, dociekliwość, kreatywność, chęć stałego odświeżania wiedzy, szerokie horyzonty, standardy pracy, know-how, styl myślenia, „nos” do badań, sztuka odróżniania problemu istotnego od banalnego. Wiedzę skodyfikowaną można przekazać nie angażując się samemu i nie włączając studentów do badań, wiedzy pozasłownej – nie sposób. Zespoły badawcze pozostaną zatem głównym narzędziem transmisji wiedzy pozasłownej. Nauczanie działa pobudzająco na pracę naukową, jest źródłem nowych idei i pomaga weryfikować posiadaną wiedzę, uczy jasności i precyzowania własnych myśli, pomaga – dzięki dyskusjom ze studentami – konfrontować własne poglądy z opiniami innych. Gracz w ping-ponga traci kompetencje bez gry z dobrym partnerem. Badania dla dydaktyki i dydaktyka dla badań mogą być wzajemnie „partnerem do gry”.

NIENOWOCZESNA STRUKTURA

Z pieniędzy budżetowych bardzo często finansuje się badania już raz prowadzonych. Olbrzymia część wykonywanych na świecie badań to dublowanie już raz wykonanej pracy. Ktoś podobno ocenił, że nawet Unia Europejska w programach ramowych finansuje badania, które zostały (przeciętnie) zrobione wcześniej aż czterokrotnie. Często popyt na badania ze strony użytkowników oraz podaż oryginalnych, ważnych i potrzebnych problemów badawczych są zdecydowanie mniejsze niż potrzeby życiowe badaczy, którzy muszą aplikować o granty i robić jakieś badania, by mieć z czego żyć i zarabiać na auto, szkołę syna i spłatę raty za daczę. Przedstawiają oni wówczas sponsorom jakikolwiek wniosek badawczy, bez dostatecznego sprawdzenia, czy dotyczy rzeczywiście istotnego problemu i nie był czasem przedmiotem czyichś badań. Japoński koncern farmaceutyczny Mitsui ogłosił, że podstawową funkcją jego oddziału B+R – ważniejszą od badania nowych substancji, tworzenia oraz testowania skuteczności i bezpieczeństwa nowych leków – jest gromadzenie i analiza istniejących danych. Jest to dobry wzór nie tylko dla innych przedsiębiorstw.

B+R wyodrębnione instytucjonalnie coraz bardziej tracą swoją dominację na rzecz B+R rozproszonych. Dawniej zdolność rozwiązywania problemów naukowych była „ściśle zlokalizowana”, indywidualnie (wybitni eksperci) lub instytucjonalnie (wybitne wydziały uniwersyteckie). „Producenci wiedzy”, „specjaliści”, byli ściśle oddzieleni od „profanów”, „laików”, „amatorów”. Obecnie zdolność rozwiązywania problemów jest rozproszona pomiędzy uczelniami, firmami konsultingowymi, przedsiębiorstwami, centrami informacji naukowej i technicznej, think tanks itd. Z chwilą, gdy problemy coraz częściej nabierają charakteru interdyscyplinarnego, sama tylko wąska, specjalistyczna wiedza nie wystarcza do ich rozwiązania; wymagane jest współdziałanie osób o różnych specjalnościach. Badania naukowe wyłaniają się dziś w coraz to nowych instytucjach, których nikt dotąd nie kojarzył z pracą naukową: w agencjach rządowych, wojsku, Kościele, więziennictwie, szpitalach, sektorze pozarządowym, firmach konsultingowych, przemyśle. Od lecznictwa po projektowanie mody, niemal każdy zawód rozwija dziś swój komponent badawczy. Odrębność zawodowa i instytucjonalna jest nadal charakterystyczna dla Kościoła, służby zdrowia i sądownictwa, ale w innych dziedzinach życia często zanika.

Aby zapewnić wpływ B+R na gospodarkę i społeczeństwo, system nauki powinien korespondować z potrzebami i poziomem gospodarczym kraju. Profil badań w krajach Europy Środkowowschodniej różni się bardzo od profilu badań USA, Europy Zachodniej czy Japonii. Znacznie silniej reprezentowane są nauki ścisłe (chemia, fizyka, matematyka) oraz inżynieryjne, słabiej – biologiczne, społeczne i humanistyczne, stosunkowo słabo – nauki medyczne oraz stosowane nauki społeczne. Ponadto notuje się znaczną przewagę prac teoretycznych nad eksperymentalnymi i aplikacyjnymi. Struktura dyscyplin naukowych, podobnie jak struktura gospodarki, jest nienowoczesna. Podobnie jak w przemysłach górniczym, hutniczym, stoczniowym czy tekstylnym, w wielu dyscyplinach naukowych podaż znacznie przekracza zapotrzebowanie. Sfera nauki, podobnie jak np. ubezpieczeń społecznych, jest, pomimo dokonanych redukcji, nadal nadmiernie rozbudowana. Przerosty zatrudnienia – w nauce, górnictwie, rolnictwie, nauczaniu na poziomie średnim i podstawowym – są powodem niskiej efektywności pracy oraz hamulcem modernizacji. Podobnie jak w wielu przedsiębiorstwach państwowych, funkcja produkcji nadal dominuje nad funkcjami zarządzania, marketingu, dystrybucji i informacji, tak i w instytutach naukowych badania dominują często nad innymi, równie ważnymi funkcjami (zarządzania, fund-raisingu, marketingu badań, gromadzenia informacji naukowej i technicznej). Wobec ekspansji kompanii zagranicznych, placówki naukowe, podobnie jak firmy, często nie potrafią zjednoczyć się i zastosować ofensywnej strategii (przedstawiając atrakcyjne oferty).

Wpływ finansowanych przez budżet B+R na gospodarkę zależy od istnienia różnego typu aktywów uzupełniających. Legendą „gospodarek niedoboru” był brak sznurka do snopowiązałek. Dziedzictwo centralnego planowania pozostawiło po sobie „luki” i „wąskie gardła” mniej konkretne i dziennikarsko chwytliwe, ale trudniejsze do usunięcia. Jak podkreśla Slavo Radosevic, cechą gospodarek krajów postkomunistycznych jest niezrównoważona struktura aktywów: obfitość pewnych aktywów, takich jak np. B+R, inżynieria i projektowanie, idzie w parze z niedostatkiem innych (finanse, informacja naukowa i techniczna, zarządzanie jakością). Niezrównoważona struktura aktywów charakteryzuje też często dziedzinę nauki i techniki (np. silna pozycja technologii metalurgicznych, mechanicznych i chemicznych, i słaba wielu innych, np. elektronicznych; silna fizyka i chemia, a znacznie słabsze nauki biologiczne i medyczne). Wpływ B+R na gospodarkę jest hamowany przez niedorozwój innych typów działalności naukowo-technicznej, przede wszystkim informacji; działalność innowacyjną ogranicza brak funduszy i infrastruktury; przeszkodą w wykorzystaniu względnie wysokiego poziomu wykształcenia społeczeństwa jest niedorozwój kształcenia ustawicznego w przedsiębiorstwach itd. Nawet niewielkie inwestycje w aktywa uzupełniające (np. w szkolenie zawodowe, informację naukową lub infrastrukturę informatyczną) mogą zaowocować dużym wzrostem branży. Tworzenie aktywów uzupełniających, a nie wzmacnianie aktywów już posiadanych, powinno być istotą działań restrukturyzacyjnych, nie tylko w gospodarce, ale także w B+R.

 

Komentarze