Student z siekierą |
Życie akademickieNie ulega wątpliwości, że po tragicznym incydencie nauczyciele Halina Bykowska
Kamil P., student II roku na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki Politechniki Gdańskiej, wszedł do pokoju dr. inż. Czesława Stefańskiego, pracownika naukowo-dydaktycznego Katedry Obwodów, by zdawać kolokwium. Działo się to 19 czerwca ubiegłego roku. Wykładowca zarzucił studentowi, że ściągał w trakcie pracy pisemnej. Zarzut rozeźlił Kamila P. Student wyciągnął z plecaka siekierę i uderzył nią Czesława Stefańskiego w szyję i w głowę. Zaatakowanemu pospieszył na ratunek mgr inż. Krzysztof Krolik, pracownik inżynieryjno-techniczny. Natychmiast otrzymał bardzo silny cios w głowę. Na miejsce tragedii przybyły aż cztery karetki pogotowia ratunkowego. Wykładowcę zdołano uratować po opatrzeniu ran w szpitalu. Krzysztof Krolik zmarł tuż po operacji. Studenta aresztowano. Społeczność akademicka była w szoku. Odwiedziliśmy niedawno gdańską uczelnię techniczną, by ustalić, jakie zmiany zaistniały w niej po szokującym incydencie, nie mającym precedensu w polskich uczelniach. Choć sprawa ożyła na nowo, towarzyszyło jej znacznie mniej emocji. Dr Czesław Stefański oświadczył dziennikarzom prasy lokalnej, że współczuje Kamilowi P., który zmarnował swoje życie. Powiedział, że nie pała chęcią zemsty. Nie krył jednak, że zależy mu, aby wyrok sądu był sprawiedliwy. RUSZYŁ PO SKARBKilka miesięcy przed zbrodnią w sopockim oddziale „Dziennika Bałtyckiego” pojawił się Aleksander Orłowski, ojciec studenta informatyki gdańskiej uczelni technicznej. Prosił autorkę niniejszego reportażu, by nie ujawniać imienia i nazwiska jego syna, ponieważ – jak uzasadniał – interweniuje w tajemnicy przed nim. Powiedział, że syn jest zdolnym i pracowitym studentem, a mimo to miewa kłopoty z zaliczeniem kolokwiów i egzaminów. Zafundował synowi korepetycje, ale okazały się one zbędne, jako że według korepetytora chłopak posiada znakomitą wiedzę. Pan Orłowski przekonywał, że w Politechnice Gdańskiej dzieje się coś bardzo niedobrego. – Studentów oblewa się na egzaminach celowo, by podreperować uczelniany budżet – argumentował. – Za każdy egzamin poprawkowy wpływają spore pieniądze do politechnicznej kasy – nie krył oburzenia. Chcąc przekonać, że jego opinia nie jest odosobniona, pokazał wydruk korespondencji internetowej na temat chorej sytuacji w PG, czym zainteresowała się radiowa „Trójka”. Niestety, syn pana Orłowskiego nie pojawił się osobiście w redakcji, by podać więcej szczegółów na temat osobliwych stosunków, panujących na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki PG. Sprawa utknęła w miejscu. Kwestia tendencyjnego traktowania studentów zeszła na plan dalszy, gdy się okazało, że Kamil P., zabójca pracownika PG, nie zaprzątał sobie głowy nauką przed ustnym kolokwium, lecz wizją wysokiej wygranej (wynoszącej 300 tys. zł, nie licząc atrakcji w postaci wycieczki do Hollywood i nagród rzeczowych) za udział w promocji pod hasłem „Ruszaj po skarb”, związanej z filmem Władca pierścieni. Promocją zajęła się spółka American Restaurants, posiadająca siedzibę we Wrocławiu, jak również firma AVANTIS z Warszawy. Przyszły zabójca bez reszty zaangażował się w kampanię „Ruszaj po skarb”. Wziął udział w konkursie SMS-owym promocji i natrafił na trop sporych nieprawidłowości, związanych ze sposobem jego przeprowadzania. Gdy z jego obliczeń wynikło, że wygrał sporo pieniędzy, przestał otrzymywać wyniki konkursu. Zamierzał oddać sprawę do prokuratury. Tymczasem spółka American Restaurant zaproponowała studentowi z Gdańska kompromis. Przyznała mu 32 tys. zł pod warunkiem, że nie wniesie roszczeń do sądu ani innych organów państwowych. W międzyczasie zwolniono pracownika odpowiedzialnego za promocję filmu. O tej osobliwej sprawie dowiedziała się jedna z trójmiejskich gazet od kolegi Kamila P., który mieszkał w akademiku i uchodził za chłopaka skrytego, a jednocześnie inteligentnego. Mówiono, że po „aferze” związanej z promocją, student szukał porady u psychiatry. WYSOKIE OCENYW maju bieżącego roku jedynie nieliczni studenci pamiętali o zabójstwie. Nie znali szczegółów. – Nie pamiętam szczegółów dotyczących zabójstwa – przyznaje Tomasz Ruszczyk z Wydziału Elektrycznego. – Na informatyce wymagania są bardzo wysokie. Dziwię się, że Kamil nie przeniósł się na inny wydział, jeśli sobie nie radził na informatyce. Gdyby się przeniósł, nie doszłoby do tragedii. – Czasem stawia się tendencyjnie najniższe oceny, aby podreperować uczelniany budżet – wtrąca inny student anonimowo. – Dowiedziałem się o tym od kolegi, którego wuj jest pracownikiem naukowym z tytułem doktora w poznańskiej uczelni. – Nauczyciele akademiccy stali się bardziej wyrozumiali i są teraz sympatyczniejsi – przekonuje Marcin Krzyżakowski, student elektroniki i telekomunikacji. – Młodsi koledzy mówią, że łatwiej obecnie można zaliczyć teorię obwodów, która jest przedmiotem podstawowym i równocześnie dość trudnym. Przedmiot ten stanowi podstawę informatyki. Jest jednocześnie sitem, pozwalającym odrzucić tych studentów, którzy nie mają predyspozycji do studiowania informatyki. Dla dziekana wydziału prof. Henryka Krawczyka, jak również dla prodziekana ds. kształcenia dr. hab. inż. Ryszarda J. Katulskiego zabójstwo Krzysztofa Krolika było incydentem przypadkowym, nie mającym bezpośredniego związku ze sposobem traktowania studentów. Obaj objęli obowiązki dziekańskie od 1 września ubiegłego roku. Wcześniej prof. Józef Woźniak, dziekan wydziału poprzedniej kadencji, powołał specjalną komisję do zbadania okoliczności i przyczyn zabójstwa. Znaleźli się w niej również przedstawiciele młodzieży akademickiej. – Komisja jednoznacznie pozytywnie oceniła poczynania dr. Czesława Stefańskiego i potwierdziła zarzut, że Kamil P. ściągał na kolokwium pisemnym – podkreśla prodziekan Katulski. – Podkreślenia wymaga to, że w rocznicę zabójstwa popełnionego przez Kamila P. Parlament Studentów potępił ten czyn – mówi dziekan Krawczyk. Dodaje, że wpływ na nietypowe zachowanie Kamila P. mogła mieć jego choroba. Były student oskarżony o popełnienie morderstwa, za co grozi mu dożywocie, ma być operowany z powodu guza mózgu. Dziekan wyklucza, że nieludzkie traktowanie studentów mogło mieć wpływ na popełnienie zbrodni. ANALIZA TRUDNOŚCIWedług prodziekana Katulskiego, zasadniczym powodem problemów związanych z niskimi ocenami niektórych studentów jest niezadowalający poziom kształcenia w szkole średniej. – Analizowaliśmy również skuteczność nauczania teorii obwodów oraz innych niełatwych przedmiotów – mówi dziekan Krawczyk. – Ustaliliśmy, że także i obecnie niektórzy studenci uzyskują zaliczenie nie tylko w pierwszym, ale również i w dalszych terminach. Nie ulega jednak wątpliwości, że po tragicznym incydencie nauczyciele akademiccy stali się wrażliwsi, lepiej rozumieją studentów. Spotkaliśmy się z pracownikami Katedry Teorii Obwodów, gdzie doszło do zabójstwa. Przekonaliśmy się, że tamtejsi nauczyciele akademiccy pracują z niemałym zaangażowaniem i poświęceniem. Są otwarci na konsultacje, jak również dopuszczają wielokrotne poprawianie prac. – Podjęliśmy trud doskonalenia zajęć dydaktycznych – mówi dziekan. – świadczą o tym coraz liczniejsze certyfikaty akredytacyjne, zarówno polskie, jak i zagraniczne, jakie uzyskuje wydział. Wyciągnęliśmy wnioski z sygnałów zawartych w niedawnych ankietach, w których kilku studentów poinformowało, że pewne treści na zajęciach dydaktycznych są zbyt obszerne, a także nie są przekazywane w sposób jasny. Przypuszczamy, że powodem tego zarzutu może być słabe opanowanie materiału szkoły średniej. Jednak wzięliśmy i to pod uwagę, kładąc nacisk na konieczność przekazywania wiadomości w sposób przystępny. Powrócono ponadto do zwyczaju wyłaniania spośród kadry akademickiej opiekunów poszczególnych roczników studiów. Wyborem takich opiekunów zajmuje się samorząd studencki. Opiekunowie współpracują z działaczami tej organizacji. Jest więc nadzieja, że nauczycielom akademickim nie umknie żaden problem, który niepokoi studentów. Za pośrednictwem opiekunów dziekani otrzymują m.in. informacje o spiętrzeniu terminów kolokwiów, co umożliwia poprawę harmonogramu, a tym samym uniknięcie konfliktów. - Nie jest to całkowite novum – zaznacza prodziekan Katulski. Dziekan Krawczyk stanowczo wyklucza, jakoby znaczący był dochód za zaliczenie zajęć w terminie poprawkowym. – Jeśli przyjąć, że całkowity budżet uczelni wynosi 100 procent, to pieniądze uzyskiwane z opłat za powtarzanie roku, pewnych zajęć lub za zdawanie egzaminów poprawkowych stanowi zaledwie 3 proc. – tłumaczy. Mówi, że ten ostatni wskaźnik różnie się kształtuje na poszczególnych rocznikach studiów i waha się od 1 do 3 proc. Pieniądze trafiające do kasy uczelni z kieszeni studenta są zatem znikome. POPRZECZKA WYŻEJPrzed rokiem postanowiono podwyższyć poprzeczkę wymagań dla kandydatów na studia, by indeks trafiał do młodzieży najambitniejszej, a więc takiej, z którą nie ma poważniejszych problemów. Do niedawna 80 proc. kandydatów zapewniano indeks na podstawie konkursu świadectw maturalnych. Tym razem połowa kandydatów otrzyma indeks na podstawie konkursu świadectw, a pozostała część będzie musiała przystąpić do egzaminu wstępnego. – Chodzi nam przede wszystkim o to, by indeks trafiał również do młodzieży, której rzeczywiście zależy na studiach, a która ze względu na zróżnicowany poziom kształcenia miała słabsze oceny na świadectwie maturalnym – podkreśla dziekan. Studia na Wydziale Elektroniki, Telekomunikacji i Informatyki PG uchodzą za najatrakcyjniejsze. Przed dwoma laty przyznano 450 indeksów chętnym do podjęcia studiów na I roku. W przyszłym roku akademickim rozdanych zostanie o 150 indeksów więcej. Władze dziekańskie mają nadzieję, że otrzymają je studenci ambitni i pracowici.
|
|
|