Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 7-8/2003

Bracia młodsi

Poprzedni

Na marginesach nauki

Leszek Szaruga

Fot. Stefan Ciechan

 Wszystko wskazuje na to, że nasi „bracia młodsi” są w istocie od nas starsi. Wszak już Pismo powiada, że stworzenie człowieka było ostatnim z gestów kreacyjnych. Zwierzęta pojawiły się wcześniej. To samo zdaje się powiadać nauka o ewolucji gatunków. Choć tak naprawdę, nic nie jest pewne: to człowiekowi udało się wszak doprowadzić, poprzez bardziej lub mniej świadome działania hodowlane, do powstania wielu odmian zwierząt, w stanie „naturalnym” nieistniejących.

Uczeni mężowie przekonują teraz szerszą publiczność, że homo sapiens nie jest jedynym przedstawicielem rodziny homonidae: zaliczono do niej i szympansa, i goryla, i orangutana, i nawet gibbona. Żeby zaś nie było za łatwo, do rodzaju homo należymy już nie tylko my. Poza wcześniej sklasyfikowanym tu gorylem ostatnio pojawił się też szympans. W artykule „Szympans też człowiek” o słuszności takiej decyzji zaświadczać ma to, iż „nowe badania porównawcze DNA małp i ludzi” wskazują na bliską ich wspólnotę. Gdy chodzi o szympansa, w badaniach nad budową 97 najważniejszych genów okazało się, że aż 99,4 proc. sekwencji DNA jest tożsamych. Derek Wildeman twierdzi zatem: „Szympansy i ludzie są bardziej spokrewnieni ze sobą niż z innymi małpami człekokształtnymi. Podobne pokrewieństwo łączy konie i osły”.

Przyznam, że to porównanie nieco irytujące. Wynikałoby z niego, że człowiek jest tu odpowiednikiem osła raczej niż konia. Ale niech będzie. W końcu w niczym to naszej sytuacji nie zmieni, a może zmienić nieco sytuację szympansów. Czytamy bowiem: „Ich populacja w naturalnym środowisku Afryki kurczy się przede wszystkim za sprawą pobratymca Homo sapiens. Szympansy znajdujące się w niewoli nieraz przetrzymywane są w pojedynczych ciasnych klatkach w laboratoriach naukowych lub traktowane jako atrakcja turystyczna przez osoby oferujące pamiątkowe „zdjęcie z małpką” np. na plażach w Hiszpanii. W tym ostatnim wypadku zwierzęta bywają bite, pojone alkoholem, przypalane papierosami”.

Zdania następne brzmią: „Szympansom należy się więc znacznie lepszy los. I nie wyłącznie dlatego, że okazały się naszymi najbliższymi krewniakami. Są to niezwykle inteligentne zwierzęta, mające skomplikowane życie społeczne i osiągające poziom rozwoju 3-letniego ludzkiego dziecka. Szympansy nie potrafią wprawdzie mówić ludzkim głosem, ale na pewno mogą odczuwać cierpienie”. Gdy czytam te słowa Marcina Rotkiewicza, który je na łamach „Polityki” opublikował, przypomina mi się lektura „Chaty wuja Toma”: Murzyn to też człowiek i może odczuwać cierpienie.

Może warto sobie uświadomić, że „inteligentnych” zwierząt jest więcej: konie choćby lub psy, jeśli rzecz mierzyć naszym z nimi związaniem. Te akurat zwierzęta okazały się niezwykle przydatne w trakcie zajęć terapeutycznych, właśnie ze względu na ową „inteligencję”. „Inteligentne” są – co potwierdzają liczne badania – także i świnie. Z kolei „skomplikowane życie społeczne” mają mrówki, termity oraz pszczoły, by przy tych tylko przykładach pozostać. Cierpienie zaś, jak można zasadnie przypuszczać, jest udziałem każdej żyjącej istoty, której zadaje się ból. Niektóre potrafią wyrazić owo cierpienie w sposób dla nas niezwykle piękny: rodząc perły. Człowiek już uczynił z tego dochodowe zajęcie. Po co zdawać się na przypadek, skoro można cierpienie zadawać w sposób przemysłowy, organizując „fermy” ostryg. Podobnie z tuczeniem gęsi, którym przemyślnym sposobem wpycha się pokarm, mający odpowiednio powiększyć ich wątroby. Wszak pasztet z gęsich wątróbek to rzecz niesłychanie smakowita, przynajmniej dla niektórych.

Dlaczego piętnować „ciasne klatki w laboratoriach naukowych”, w których przetrzymuje się szympansy, a milczeć na temat warunków, w jakich w tychże laboratoriach przetrzymuje się wiele innych zwierząt? Kompletna paranoja. Przy czym daleki jestem od postulatu całkowitego uwolnienia owych istot z łap naukowców. Że byłby to absurd, nie trzeba nikogo, pozostającego przy zdrowych zmysłach, przekonywać. Los sprawił, że zwierzęta mogą pomóc człowiekowi w wielu różnych okolicznościach. Rzecz w tym, by nie przysparzać im cierpień ponad konieczną miarę. Jest rzeczą oczywistą, że ograniczenie tego cierpienia do nieredukowalnego minimum musi kosztować. Ale kosztowne jest także zapewnienie odpowiednich warunków tym spośród nas, którzy wykonują zawody skrajnie niebezpieczne, a niezbędne do ludzkiej egzystencji.

Cierpienie i śmierć są nieusuwalnym składnikiem życia: nie ma znaczenia czy chodzi o ludzi, czy o mniej lub bardziej z ludźmi spokrewnione istoty żywe. Nie jest obojętne, czy pozostawiamy przysypanych górników własnemu losowi, czy też staramy się choćby ich ciała wydobyć na powierzchnię. I nie jest obojętne, w jaki sposób dokonuje się uboju świń lub cieląt, które później, delektując się wybornie przygotowanymi potrawami, spożywamy. Młodsi czy starsi – to naprawdę są nasi „bracia”. Jeśli używam tu cudzysłowu, to przede wszystkim dlatego, że chciałbym być dobrze rozumiany. Obca jest mi sentymentalna postawa nakazująca ronić łzy nad losem zwierzątek tak strasznie przez człowieka dręczonych i wykorzystywanych. Podobny sentymentalizm jest zresztą czymś straszliwie żenującym.

Chodzi mi o podkreślenie dość zgrzebnej prawdy, która powiada, że życie jest wartością. Nie tylko życie człowieka. Każde bez wyjątku. Życie jest cudem zasługującym na szacunek – tego moglibyśmy się wreszcie nauczyć od buddystów, którzy, zdaje się, bardziej serio niż inni traktują wszelkie bytowanie. I nie o stopień pokrewieństwa istot żywych z człowiekiem tu chodzi. To zawsze pozostanie sprawą dyskusyjną. „Szympans też człowiek” powiada w „Gazecie Wyborczej” Marcin Ryszkiewicz i przytacza po temu niewątpliwie ważkie argumenty.

Nie mnie, zakompleksionemu poloniście, rozstrzygać czyje racje są tu ważniejsze. Ale jedno wiem z całą pewnością: człowiek czy nie, szympans winien być – jak każde inne stworzenie, z którym dzielimy nasze bytowanie na tej planecie – traktowany po ludzku.
.

Komentarze