Różnice pokoleniowe |
Badania naukoweW Europie kontynentalnej wyraźnie silniejszy jest związek pomiędzy poszczególnymi Monika Szabłowska
Badania demograficzne, jak każda dziedzina naukowa, mają swoją specyfikę. Nie są one nad wyraz popularne wśród społeczeństwa, lecz właśnie dzięki nim można się wiele dowiedzieć o funkcjonowaniu poszczególnych zjawisk wewnątrz społeczeństwa, szczególnie teraz, gdy żyjemy w czasach szybko zachodzących zmian politycznych, ekonomicznych i obyczajowych. Wbrew oczekiwaniom, niektóre zagadnienia, będące przedmiotem badań demograficznych, długo nie znalazły rzetelnych opracowań w literaturze naukowej. POLSKI DZIECIOCENTRYZM– Problematyka przepływów międzypokoleniowych w krajach zachodnich, gdzie była bardzo wcześnie poruszana – pierwsze prace pochodzą z połowy lat 70. – opracowana była początkowo niezbyt głęboko. Prace naprawdę zaawansowane, dające dosyć wiarygodne wyniki, pojawiły się dopiero na początku lat 90. – wyjaśnia dr Piotr Szukalski z Zakładu Demografii Uniwersytetu Łódzkiego, zajmujący się od kilku lat problematyką dotyczącą przepływów międzypokoleniowych. W swojej książce Przepływy międzypokoleniowe i ich kontekst demograficzny w sposób przeglądowy ujął najistotniejsze zagadnienia związane z tym tematem, dość mało znanym, nieopracowanym w polskiej literaturze naukowej. Dr Szukalski od siedmiu lat prowadzi badania, zajęcia dydaktyczne m.in. ze statystyki, demografii w Uniwersytecie Łódzkim. Na stałe współpracuje z takimi czasopismami, jak: „Wiadomości Statystyczne”, „Studia Demograficzne”, „Gerontologia Polska”, „Polityka Społeczna”. Badania dotyczące przepływów międzypokoleniowych ukazują nie tylko mechanizmy rządzące współczesną rodziną, lecz także odzwierciedlają przemiany obyczajowe zachodzące w mentalności całej kultury Europy kontynentalnej. Dr Szukalski w swoich analizach odwołał się co prawda do stanu wiedzy głównie z Francji oraz Ameryki, lecz pokazując pewne zjawiska wskazał na ich odniesienie do sytuacji Polski, przynależącej przecież do tego samego kręgu kulturowego. Kwestią obecnie często podejmowaną przez demografów oraz socjologów jest spadek liczby urodzeń dzieci, niejednokrotnie oceniany jako najgłębszy w historii powojennej Polski. Przyczyny tego zjawiska mogą być bardzo różnorodne. Redukcja płodności wiąże się nie tylko z przyczynami ekonomicznymi, lecz i z sytuacją gospodarczą oraz ze sposobem myślenia młodego pokolenia. Przede wszystkim powiększa się liczba rodzin małodzietnych i bezdzietnych. Statystyczny rodzic woli posiadać jedno czy dwójkę dzieci, którym jest w stanie zagwarantować dobre, wyższe wykształcenie, środki finansowe umożliwiające start w „dorosłe” życie. RODZINA OTWARTABezdzietność także może mieć różne przyczyny, począwszy od skupienia się na własnym życiu i dbaniu tylko o to, by było ono wolne od odpowiedzialności oraz pełne atrakcji, po świadome rezygnowanie z potomstwa na rzecz kariery, awansu, jaki jest możliwy przy sprzyjających warunkach gospodarczych. Obecnie, wg danych statystycznych, około 15 proc. kobiet jest bezdzietnych. Przyjmuje się, że w młodszej generacji liczba ta powiększy się do 20 proc., a co 4 osoba nie zawrze związku małżeńskiego. Konsekwencje takiej sytuacji demograficznej mogą okazać się przerażające dla przyszłości Polski, a ujmując zagadnienie szerzej, dla całej cywilizacji Europy Zachodniej. Przede wszystkim dlatego, iż ten stan rzeczy nawarstwia się, zatem w przyszłości 25-30 proc. społeczeństwa będzie miało bardzo nieciekawą sytuację rodzinną, a pośrednio i bytową, gdyż ograniczenie tzw. sieci rodzinnej doprowadzi do konieczności stworzenia specjalnych ośrodków pomocy dla starych, nieradzących sobie w sytuacjach codziennych ludzi. Takie instytucje to nie tylko obciążenie finansowe społeczeństwa, to przede wszystkim, jak określił dr Szukalski, upadek zachodniej cywilizacji, i to na własne życzenie. Mówiąc o modyfikacji przepływów międzypokoleniowych należy zwrócić uwagę na zmianę samego pojęcia „rodziny”. Zazwyczaj w badaniach statystycznych pod tym pojęciem rozumie się rodziców i ich potomstwo. Dr. Szukalskiego interesuje rodzina obejmująca wszystkich członków powinowatych przez więzy krwi. Tworzą oni tzw. sieć rodzinną, ukazującą pozycje oraz powiązania między poszczególnymi jej członkami. W przeszłości rodzina była faktycznym wsparciem ekonomicznym dla swoich członków. Z racji dużej liczebności w jej obrębie istniały związki o silniejszym lub mniejszym natężeniu emocjonalnym. Posiadając duży krąg powinowatych, dana jednostka miała większe wsparcie i zabezpieczenie ekonomiczne. Dzisiaj obserwujemy zjawisko nazwane rodziną otwartą, tj. włączanie do sieci rodzinnej osób niespokrewnionych, np. zażyłych przyjaciół. – Sieć rodzinna zanika, zmniejsza się. Efekt jest taki, że wzrasta coraz bardziej rola quasi-rodziny – wyjaśnia dr Szukalski. – Rodzina otwarta, niezamknięta z racji więzów krwi, powinowactwa, wchłania różne osoby. To wszystko jest pośrednio konsekwencją przemian demograficznych. Na taki stan rzeczy wpływa nie tylko pomniejszenie się sieci rodzinnych, lecz i mobilność przestrzenna. Bardzo często młody człowiek, nieposiadający dużej rodziny, wiąże się emocjonalnie z bliskimi sobie osobami, z którymi z czasem staje się bardziej związany od oddalonych w przestrzeni kuzynów. Dlatego zmniejszenie się sieci rodzinnych spowodowało, iż współczesne rodziny to bardzo często zbiór ludzi, którzy współistnieją obok siebie na zasadzie wspólnoty charakterów, wykonywanej pracy, hobby czy doświadczeń. Jeśli tak się dzieje w młodszym pokoleniu, warto przyjrzeć się, jak wyglądają przepływy pomiędzy nim a starszym pokoleniem. WSPARCIE STARSZYCHMożna powiedzieć, że proces przedłużania życia jest pod wieloma względami najważniejszym czynnikiem demograficznym, który modyfikuje strukturę rodziny, a poprzez to formę, wielkość oraz kierunek przepływów międzypokoleniowych. Redukcja umieralności sprawia, że pojawiają się rzeczywiście rodziny wielopokoleniowe. Obecnie jesteśmy świadkami częstego występowania rodzin czteropokoleniowych. Czy tak będzie zawsze? – Nie wiem, czy rodziny wielopokoleniowe będą w przyszłości tak częste, jak dzisiaj, gdyż chyba jesteśmy w tak dziwnym okresie, kiedy one najczęściej się pojawiają w krajach zachodnich. Jesteśmy świadkami podwyższania się wieku wydawania na świat potomstwa. Opóźnianie decyzji prokreacyjnych, które występuje również w Polsce, prowadzić będzie zapewne w przyszłości do tego, iż zmniejszająca się liczba osób bardzo ściśle związana jest z ilością ogniw genealogicznych – dodaje dr Szukalski. Natomiast paradoksalne okazało się porównanie warunków przepływów międzypokoleniowych w Ameryce i Europie, szczególnie ze względów ekonomicznych. W Ameryce w dość dużym stopniu ubóstwo dotyka właśnie ludzi starszych. W Europie świadczenia emerytalne (renty w mniejszym stopniu) są tak wysokie, iż to właśnie pokolenie starsze wspiera finansowo pokolenie średnie, a przez to i pokolenie najmłodsze. Przekładając to na polskie warunki, można rzecz przedstawić następująco: wzrastające bezrobocie dotyka osoby w wieku produkcyjnym, a zatem nie emerytów czy rencistów, którzy mają zabezpieczone i stałe świadczenia finansowe. W ten sposób stają się oni dawcami, wspomagającymi sytuację materialną młodszych pokoleń. W Europie kontynentalnej wyraźnie silniejszy jest związek pomiędzy poszczególnymi pokoleniami, wyraźniejszy jest dzieciocentryzm oraz oczekiwania młodszej generacji formułowane pod adresem rodziców. Szczególnie dotyczy to krajów głęboko katolickich, jak Hiszpania, Włochy, Polska. Są to kraje, w których rodzice do końca życia czują się zobowiązani wspierać swoje potomstwo. I nie ma tu mowy o niesprawiedliwości. Każde z tych pokoleń otrzymuje od pokolenia starszego wsparcie ekonomiczne, a w przyszłości „spłaca” ten dług, pomagając kolejnemu, wchodzącemu w życie pokoleniu. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, iż takie relacje zachodzą na linii: starzy – młodzi – najmłodsi. Zazwyczaj rzadko ludzie starsi wspierają bezpośrednio wnuków. Co więcej, okazało się, że zobowiązania wobec kobiet są znacznie silniejsze niż wobec męskich przedstawicieli rodziny. Relacje pomiędzy kobietą a dziećmi, kobietą a osobą potrzebującą wsparcia procentują w przyszłości (np. opieką na starość czy poprzez zapis spadkowy). Natomiast mężczyzna, patrząc z perspektywy statystycznej, znajduje się w sytuacji mało ciekawej, zwłaszcza jeśli nie podejmuje przedtem żadnych kroków do nawiązania silnych więzi emocjonalnych z członkami swoich rodzin (szczególnie, jeśli nie inwestują w dzieci lub w ogóle nie zakładają rodzin). Dziękuję Panu dr. Piotrowi Szukalskiemu za rozmowę i pomoc przy pisaniu tego artykułu.
|
|
|