Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 9/2003

Kły w pięknych ustach

Poprzedni Następny

Szkiełko w oku

Piotr M?ldner-Nieckowski

Fot. Stefan Ciechan

Lato 2003 miało być typowym sezonem ogórkowym i nakłady prasy powinny były gwałtownie zmaleć, gdy tymczasem przede wszystkim nie było ogórków. Palące słońce i susza zmogły uprawę roślin i przy okazji kultury. Wszystko, co się działo w lecie, a ujawniał się przedsionek piekła, sprawiało wrażenie, jakbyśmy się znaleźli na samym dnie, od którego nie możemy się odbić. My, to znaczy kto? Czy tylko elity władzy, których najgorsze przejawy prostactwa i materializmu prasa ujawniła w szatańskim ciągu doniesień? Czy też każdy z nas, który milcząco przyjmuje wieści o korupcji, złodziejstwie i oszustwie? Dajemy odzew w postaci wyników sondaży, ale to naprawdę za mało, bo nie świadczy o żadnej aktywności. Więc być może my wszyscy też, choć osobiście się nie poczuwam – głosowałem na kogo innego, niestety nieskutecznie.

Tego by nawet sam pan Molier nie wymyślił, bo fars nie pisywał, co najwyżej zjadliwe komedie. Czy mógł wpaść na pomysł, żeby tam, gdzie podatki niszczą gospodarkę, ktoś chciał je jeszcze podnosić? Albo zmieniał ukradkiem ważne słowa w ustawach? Albo z wysokości urzędu ostrzegał kumpli, że jedzie do nich policja? Albo fałszował dokumenty jako dowody przeciwko konkurencji politycznej? Albo stawiał tamy szkołom prywatnym?
Niskie morale rządzących idzie w parze ze spłaszczeniem kultury, z jej ujednoliceniem i zrównaniem w dół. Prawdziwym klientem producentów kultury stał się ten, kto daje pieniądze, obecnie odbiorca masowy. Kalkulacja jest prosta. Nie warto tworzyć dla elit, bo są liczbowo nieistotne, to jakieś trzy procent społeczeństwa. Warto dla mas, które jeśli nawet dadzą tylko po grosiku, to i tak pozwolą zgromadzić kolosalny majątek. Należy więc odrzucić treści, których masy nie rozumieją z powodu bariery językowej. Co który przechodzień wie, że „korupcja” to coś innego niż „korozja”, mimo że działa podobnie? Co dziesiąty.

Trzeba więc tym dziewięciu dać coś niewymagającego myślenia, trafiającego do ucha w jednej chwili, tak żeby wyleciało w następnej. W ten sposób można w kółko powtarzać te same grepsy, bo odbiorca nie tylko nie ma wiedzy, ale i pamięci. Nie zauważy, że dzień wcześniej oglądał film identyczny. To ten sam odbiorca, który półki sklepowe zapełnione jedynie butelkami z octem uważa za bajkę, a patriotyzm, godność człowieka, ochronę życia i obyczajność za sztuczki dewotek. Masowy klient wyczuł, że najtaniej kupuje się tam, gdzie wyzysk jest największy – w supermarketach, które za nic mają ciężką pracę zniewolonych producentów, i że najłatwiej zabija się czas za pomocą tego, co na wszystko pozwala – uproszczonej gazety i telewizji. Nie bez powodu rządzący nie dopuszczają do zmiany tego typu odczuwania. To by się wiązało z przesunięciem mas nie tyle ludowych, ile pieniężnych. Im bliżej masa, tym większa kasa.

Kiedy Edward Stachura został w Olsztynie w 1974 wyśmiany przez młodych ludzi za to, że on, bard epoki bywały w świecie, przestrzega ich przed prymitywną amerykańszczyzną, nie sądziłem, że nadejdzie czas sprawdzenia się jego proroctw. Ludzie tak reagujący nie mogli zauważyć, że święto zwane Walentynkami zostało sprowadzone do Polski z miłości, ale tej do pieniędzy. Tacy ludzie zawsze będą z uporem twierdzić, że jeśli zrówna się procent podatkowy, to wszyscy, bogaci i biedni, będą wpłacać do budżetu tyle samo. Nie ma jednak osoby, która by im dała dwóję z arytmetyki.

Tak jak nie ma lobby, które by przekonało, że zanik kultury wysokiej musi się sprowadzić do zubożenia duchowego i umysłowego całego społeczeństwa. Nie ma kultury, a więc nie ma uczuć, logiki i myślenia. Nie ma też więzi międzyludzkiej. Człowiek samolubny nie potrafi odróżnić zła od dobra, zagrożenia od okoliczności sprzyjającej. Dostrzega jedynie sam wierzch: ubranie, kolor szkieł w okularach, tatuaż, uczesanie. Przykładów nie trzeba szukać. Oto ulubienica komiksowych salonów Alicja Resich-Modlińska kpi w radiu PIN z prezenterów, którzy wystąpili w telewizji z łysymi głowami (Marcin Pawłowski i Kamil Durczok). Powiedziała, że chemioterapia, którą obaj przechodzili, nie jest powodem do epatowania widzów chorobą nowotworową. Ukryła, jak wielką wartość miała ich postawa i jak wielu cierpiącym pomogli wytrwać w chorobie, a nawet wyzdrowieć.

Chamstwo? Małe słowo. Dla niej był to pretekst, żeby dać się zauważyć. Co ją obchodzą chorzy spikerzy? W tym samym mniej więcej czasie dwie inne panie przy walnym udziale jeszcze innych pań spostponowały krzyż chrześcijański i martyrologię oświęcimską. Protesty były i owszem, ale damskie akcje zrobiły swoje i przysporzyły jednym sławy (cóż, że wątpliwej?), drugim kasy (cóż, że z kieszeni naiwniaków?). Antoni Słonimski mawiał: niech nas krytykują, byle z nazwiskiem. Tej zasady przestrzegają wszyscy, którym władza i popularność ostro uderzyły do głowy.

Jak pisze abp Józef Życiński w „Rzeczpospolitej”, trwa epoka antyhumanizmu, przygotowana przez europejskie pokolenie filozofów 1968, propagujące nihilizm i relatywizm, z Michelem Foucaultem na sztandarach. ogłoszony w „Gazecie Wyborczej” artykuł Jerzego Sosnowskiego w obronie podstawowych wartości człowieka spotkał się z gwałtowną krytyką. Trudno nie zauważyć, że krytyka ta ma ścisły związek z rozpadem moralnym i duchowym warstw, które czerpią korzyści materialne właśnie z samej degrengolady. Krzyk tych ludzi w obronie zła jest szczególnie dojmujący. Wydaje go atrakcyjna postać, która otworzywszy usta, pokazuje kły. Nawet prof. Maria Janion, znana jako zwolenniczka kultury, jak sama mówi, jest dziś wampirami wręcz zafascynowana.

e-mail: pmuldner@mp.pl 

Komentarze