Granice możliwości |
Na marginesach naukiLeszek Szaruga Jestem od zawsze kibicem królowej sportu, która zresztą królową – przynajmniej dla prasy, gdzie działy sportowe poświęcone są przede wszystkim piłce nożnej, koszykówce i tenisowi – jakby być przestała. Niemniej nadal staram się śledzić to, co w lekkiej atletyce się dzieje. Nie jest to zadanie łatwe. Nawet rekordy świata w tej dyscyplinie – jeśli nie są dziełem Polaków, ale kto słyszał ostatnio, poza wyczynem Korzeniowskiego, o polskim rekordziście świata? – odnotowywane są drobną czcionką na marginesie sportów pieniężnych. I im dłużej rzecz obserwuję, tym dokładniej zdaję sobie sprawę z tego, że tylko do pewnego stopnia owe fenomenalne wyniki są zasługą samych zawodników. Ich osobisty wkład nie podlega, oczywiście, dyskusji. Ale to, co najważniejsze, zdaje się odbywać na zapleczu: w naukowych laboratoriach. tych laboratoriów jest mnóstwo. Jedne zajmują się technicznym wyposażeniem sportu, inne metodyką treningu, jeszcze inne dietą i sposobami przysposobienia ciała do wysiłku. Nie ulega wątpliwości, że na starej dobrej bieżni, po której biegałem w swych szkolnych latach, dzisiejsze wyniki byłyby nieosiągalne. Nie byłyby osiągalne także w tradycyjnych kostiumach. (W czasie ostatnich mistrzostw świata zdumienie publiczności wzbudziła biegnąca na 100 metrów zawodniczka Afganistanu odziana w bufiaste szarawary. Choćby była fenomenem sprintu, powiewające nogawki skutecznie uniemożliwiłyby jej osiągnięcie szybkości zbliżonej do tych, jakie osiągano przed II wojną światową, ale cóż – religia nie pozwala tej zawodniczce ukazać kształtu sylwetki). Jessie Owens, fantastyczny rekordzista świata na 100 metrów i w skoku w dal, wciąż jeszcze miałby dziś szanse na zwycięstwo, zwłaszcza w tej ostatniej dyscyplinie. Jego rekord (8,12) przez dziesięciolecia wydawał się nie do pobicia. Dziś nadal niewielu zawodników odległość 8 metrów osiąga, z drugiej strony przekroczenie granicy 9 metrów jest kwestią nieodległej przyszłości. Ale kolce dziś inne, rozbieg po tartanie, a amatorstwo w sporcie wyczynowym to już tylko legenda. Rekordy w biegach krótkich odnotowuje się w setnych częściach sekundy, niebawem pewnie i w tysięcznych. Tu granice ludzkich możliwości wydają się już niedalekie. Czy możliwe jest przebiegnięcie 100 metrów w czasie krótszym niż 9 sekund? Każdy przy zdrowych zmysłach temu zaprzeczy. Ale co to są „zdrowe zmysły”? Czy rozwój inżynierii genetycznej nie umożliwi stworzenia ludzkiej (?) istoty zdolnej do takich wyczynów? Pewnie umożliwi. A jeśli tak, to oczywiście warto przeformułować pytanie o granice (ludzkich?) możliwości. Póki co, zgadzamy się, że stosowanie pewnych specyfików wzmacniających (chwilowo) organizm i czyniących go zdolnym do „nadludzkiego” wysiłku jest niedozwolone. Ale w końcu dlaczego? Dlatego, że nie daje równych szans? Przecież każdy może sobie coś takiego zaaplikować. Może dlatego, że to szkodliwe? A czy obecne intensywne treningi szkodliwe nie są? Wystarczy śledzić zmagania sportowców z kontuzjami, by dostrzec, jak bardzo przeciążane są ich organizmy. Ale przeciążone są też organizmy komandosów. Może więc w końcu odpuścić sobie zabawy w polowanie na „środki dopingujące”, tak jak odpuściliśmy sobie zabawę w „sport amatorski”? Tym bardziej, że i tu wre praca laboratoryjna: tysiące naukowców na świecie w pocie czoła poszukują niewykrywalnych specyfików dodających wigoru, a następne tysiące pracują nad specyfikami pozwalającymi na ich wykrycie. Owe granice to rzecz umowna w końcu. Jedni się godzą na transfuzje krwi, innym na to nie pozwala religia (ten przykład jest banalny, ale uświadamia, że to, co z czyjegoś punktu widzenia jest niestosowne, ja sam uważam za oczywiste). Gdybym był przeciw transfuzji, już od lat bym nie żył. Przeszczepianie organów – no tak, przynajmniej póki ktoś nie przeszczepi mózgu (kto jest wówczas ratowany – „właściciel” zamóżdżonego ciała czy „właściciel” odcieleśnionego mózgu?). A genetyczna modyfikacja sprawiająca podniesienie wydajności serca? Można już czy jeszcze nie bardzo? Na szczurach eksperyment się udał. I zawsze się znajdzie ktoś, kto w większej lub mniejszej tajemnicy zechce ten sukces powtórzyć na obiekcie bardziej skomplikowanym, jakim jest człowiek. Tak powoli zakreślona zostaje kolejna granica ludzkich możliwości, możliwości przekształcania postaw, dostosowywania ich do wciąż zmiennego środowiska, kształtowanego przez naukę obrazu świata i pojmowania ludzkiej istoty. Wiemy doskonale, że człowiek w społeczeństwie masowym jest kim innym niż był wcześniej. Wiemy też, że kolejne rewolucje technologiczne i procesy globalizacyjne nadal go zmieniają. Czytamy Platona inaczej niż jego współcześni, choćby dlatego, że jest filtrowany przez kartezjańskie cogito. Widzimy cząstki mikroświata i kształty odległych o tysiące lat świetlnych galaktyk. Nie wiemy, kim jesteśmy, bo wciąż jesteśmy inni, bo zmieniają się granice naszych możliwości. |
|
|