Niedaleko pada jabłko od jabłoni |
Szkiełko w okuPiotr M?ldner-Nieckowski Nie jestem socjologiem, więc nie będę się silił na analizy. Niech to robią Jadwiga Staniszkis i Paweł Śpiewak, którzy zaskakują interpretacjami dlatego, że lepiej znają materię i dysponują doskonalszymi narzędziami. Mają cięty język, co dodaje ich wypowiedziom szczególnego wyrazu. To zawodowcy. Ale jednak kusi, żeby się zastanawiać, dlaczego w tak niezwykłym tempie na naszych oczach upadają kolejne bariery moralne, a my, zjadacze chleba czujemy się tak bezradni. Trupy pięciorga dzieci w beczce z kapustą to dzisiaj sensacja o takiej samej mocy, jak niegdyś kradzież w sklepie samoobsługowym. Krańcowe prostactwo wokalisty zespołu Ich Troje dziesięć lat temu wywołałoby wymioty telewizyjnego redaktora, a dziś jest doskonałym towarem medialnym. Stopniowo zaciera się wrażliwość nadawców wieści i, co nieuchronne, odbiorców. Ciekawe, czy jest tego koniec, bo nie wyobrażam sobie, żeby można było tak ciągnąć w nieskończoność. Pewnie nastąpi zwrot w jakimś jeszcze nieokreślonym kierunku i pochód zacznie się od nowa. Na razie obserwujemy wznoszenie się krzywej amoralności, czego wyrazem były ostatnio przesadne reakcje mediów na propozycje zmian w kodeksie etyki lekarskiej. Przesadne i nieuzasadnione, bo ani nie wpłynęły na przebieg głosowania na zjeździe izb lekarskich, ani nie antycypowały kształtu tego kodeksu. Na zjeździe ułożyło się to tak, jak miało ułożyć ze względu na naturalny dobór delegatów, a nie dlatego, że w prasie i telewizji awanturowała się jakaś grupa dziennikarzy i wzywała wszystkich świeckich świętych na pomoc. Dzisiaj szum podnosi się zawsze wtedy, kiedy ktoś staje w obronie norm moralnych. To one są języczkiem u wagi. Złamanie kolejnej normy ma, zdaniem menedżerów mediów, redakcji i ich naczelnych redaktorów, sens taki, jak dobra reklama pasty do zębów. Ile jeszcze takich norm zostało? Niewiele. Właśnie padła kolejna: etyczny zakaz wydawania złego świadectwa o najbliższych. Jak wiadomo, prawo karne uwzględnia tę zasadę od wieków i zwalnia z obowiązku zeznawania przeciwko takim osobom. Ale nie prasa. W prasie wolno już wszystko. Starsze pokolenie doskonale pamięta symbol zniewolenia i degrengolady komunizmu – Pawlika Morozowa, który doniósł na ojca, że ten nie płaci podatku w naturze. Pawlikowi stawiano pomniki, pisano o nim książki. W szkołach był przykładem godnej postawy obywatela Rosji Sowieckiej. Gdyby nie było tego chłopca, to by go stworzono, bo w celu podporządkowania obywateli reżymowi likwidowano istotne normy etyczne. Ba, nawet jednostki chorobowe – Leonid Breżniew wsławił się wydaniem dekretu, który znosił istnienie psychopatii. Magia i chciejstwo władzy czyniły cuda. Zresztą Pawlik w rzeczywistości wcale nie był donosicielem, tylko stalinowscy spece dorobili mu gębę, a psychopatów i tak przybywało. W tym samym czasie w Polsce po cichu, a czasem nawet i głośno, wyrażano obrzydzenie błahą z pozoru historyjką Morozowa, ale i wyśmiewano ten chwyt propagandy jako naiwny, nierealny. Nikt takich rzeczy nie robi. Donosić na ojca? To się zdarza, ale wyjątkowo i tylko w świecie ludzi upadłych. Tak sądzono. Ale już się nie sądzi. Oto w „Rzeczpospolitej” („Plus Minus”, 6-7 września 2003) ukazuje się donos syna na ojca – prawdziwy i realny. Ryszard Terlecki, profesor historii, obszernie pisze o własnym ojcu, Olgierdzie Terleckim, który jak wynika z akt Instytutu Pamięci Narodowej, od 1951 r. był płatnym tajniakiem bezpieki i używał pseudonimu „Lachowicz”. Pamiętam pana Olgierda doskonale. Pracował jako redaktor w „Życiu Literackim”, do którego wysyłałem wiersze i felietony. Mam kilka jego zdawkowych listów służbowych. Kiedy bywałem w Krakowie, obowiązkowo wpadałem do redakcji, żeby się przywitać choćby z nim, uważanym za człowieka przyzwoitego. Jakiż wstrząs! Teraz się dowiaduję, że podawałem rękę zdrajcy. Ile jeszcze takich osób szczerze podziwiałem, darzyłem szacunkiem, i ile mnie zawiodło? Rozumiem, że taki wstrząs po zapoznaniu się z aktami IPN miał przeżyć również syn, Ryszard. To zapewne chciał nam przekazać między wierszami, a przy okazji trochę starego wybielić. „Jednego jestem pewien: Ojciec nienawidził komunizmu” – napisał. Ale ja mu nie wierzę. Ten tekst jest, bo musi być, kłamliwy od początku do końca. Terlecki przedstawia ojca (pisze to słowo wielką literą – Ojciec) chłodno i bez emocji, „historycznie”. Tak, jakby opowiadał, że w kuchni rozlało się mleko. Podaje też informacje, na przykład o Wolnej Europie, które Jan Nowak-Jeziorański szybko zdementował i tym samym oznajmił niechęć do autora. Być sędzią we własnej sprawie każdy potrafi, ale prokuratorem? Wyznam, że przeżyłem większy wstrząs, wiedząc, że syn zdradza ojca, niż dowiadując się całej tej historii. Bo historia jest w gruncie rzeczy banalna. Tajniaków ci było wielu. Na Pawła Jasienicę donosiła nawet własna żona. Zdumiewa jednak fakt, że oto mamy nowego Pawkę Morozowa, realnego, zupełnie nieśmiesznego i nie w komunie, ale w Rzeczypospolitej. Syn zdradza ojca. Nie umie z godnością zachować tragedii dla siebie, musi się z tym obnieść publicznie. Czy sądzi, że w ten sposób zrzuca z siebie jakiś ciężar i że czytelnicy ze zrozumieniem przyjmują to samobiczowanie? Myli się, wziął na barki ciężar nowy, niestety równie nieusuwalny. Chyba zrozumieli to pracownicy IPN, bo jak diabeł z pudełka wyskoczyli z listem otwartym, w którym wspierają postawę Ryszarda Terleckiego. Gazeta skwapliwie wydrukowała to na drugiej stronie, bez komentarza. e-mail: pmuldner@mp.pl |
|
|