Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2003

Spis treści numeru 11-12/2003

Typologia

Poprzedni Następny

W stronę historii

Kartki z dziejów nauki w Polsce (48)

Piotr H?bner

  Różne były próby klasyfikowania uczonych. Już w 1910 roku Józef Nusbaum-Hilarowicz popularyzował w pracy Uczeni i uczniowie koncepcję Wilhelma Ostwalda, dzielącego profesorów na „klasyków” i „romantyków”. Klasycy mieli doskonalić perfekcyjnie każde słowo, romantycy zaś uzewnętrzniać tysiące niedojrzałych pomysłów. Pierwsi pisali i wykładali „rozwlekle i nudnie”, drudzy „porywali” czytelników czy słuchaczy. Klasycy, jako „zamknięci w sobie”, nie mieli współpracowników, romantyków otaczali wyznawcy, tworząc tym samym szkołę naukową. Klasyk cenił każde własne słowo czy odkrycie, był nadwrażliwy na krytykę, romantyk zaś rozsiewał twórcze idee, z czego korzystali, nie zawsze uczciwie, inni. Łatwo przypisać pierwszym pedanterię oraz „przyczynki”, a drugim – swobodę wypowiedzi i skłonność do syntez.

Naukoznawcy wyróżniali także inne opozycje strukturalne: syntetyka i analityka czy logika i intuicjonistę. Pojawiły się też próby nie klasyfikacji teoretycznej, lecz realnych podziałów. Taką próbę, umocowaną w komunistycznych realiach ustrojowych, podjął w 1946 roku Tadeusz Czeżowski. Wyodrębnił typy „profesora-uczonego”, „profesora-pedagoga” oraz „profesora-organizatora”. Mutacją ostatnio wymienionego miał być ówcześnie zrodzony „profesor-polityk”.

Dwa pierwsze typy miały nie tylko tradycyjne korzenie, ale i ustawowe zapisy. Wprowadzono rozróżnienie pracowników „naukowo-badawczych” oraz „naukowo-dydaktycznych”. Podział ten realnie nie był rozłączny, bo badacze byli wprawdzie zwolnieni od zajęć dydaktycznych, ale dydaktycy mieli też przypisany obowiązek prowadzenia badań. Podział ten umacniała jednak struktura organizacyjna – wyodrębniono tzw. piony nauki. Badaczy zatrudniano w instytutach resortowych i w PAN, a dydaktyków nadal lokowano w uczelniach. Wieloetatowość komplikowała przypisania instytucjonalne: dydaktyk uczelniany nie tylko pracował nad badaniami w swoim „pionie”, ale zatrudniał się też w instytucie. Etatom nie zawsze odpowiadały uzdolnienia. Wśród badaczy mogli pojawiać się mistrzowie słowa, zwłaszcza zesłani politycznie humaniści, a wśród dydaktyków utrzymywał się często profesor mało komunikatywny, zwłaszcza gdy był upartyjniony czy ze społecznego awansu. W czasach PRL władze nie pytały studentów o opinie na temat uzdolnień dydaktycznych profesorów. Prędzej o postawy polityczne.

„Profesor-organizator” nie miał w przepisach dobrego umocowania, co więcej – formalnie nie mógł egzystować, jeśli nie miał innych umiejętności. Dopiero w 1968 roku wprowadzono przy wymogach związanych z nadawaniem tytułu naukowego równoważnik dorobku dydaktyczno-wychowawczego w postaci udziału w kształceniu kadr naukowych oraz kierowania zespołami badawczymi. Nadal jednak oficjalnie pierwszorzędne znaczenie miały przy ocenie kwalifikacji kandydatów osiągnięcia w pracy badawczej. W wytycznych Centralnej Komisji ds. Tytułu Naukowego i Stopni Naukowych (1922) przyjęto, iż osiągnięć badawczych nie mogą zastąpić osiągnięcia o innych charakterze, mianowicie dydaktyczne, popularyzatorskie lub organizacyjne. Praktyka lat PRL uformowała jednak obraz odmienny. Pojawił się nieznany dawniej „profesor-organizator”, jako typ odrębny, szukający na tym polu rekompensaty z powodu własnych nieudolności badawczych i dydaktycznych. Nie był to typ marginalny, lecz dominujący, zwłaszcza w sferze polityki naukowej. Zadecydowała o tym partyjna i ministerialna polityka kadrowa. To on właśnie był dyspozycyjny, „mierny, ale wierny”: partii, układom, a także osobistym interesom. Sito nie zatrzymywało diamentów, lecz naukowe niezguły, obwieszone funkcjami „choinki”, typy zawzięcie niszczące wszelkie utalentowanie. Problemem stała się niezbywalność pozyskanych a nienależnych w rzeczywistości uprawnień – są one dozgonne. W dodatku umacniają ten stan potrzeby organizatorskie zrodzone w warunkach transformacji – ustroju i instytucji nauki. Nowe kategorie uczelni tworzą naturalne siedlisko dla „profesorów-organizatorów”.

Komentarze