O wartościach |
Na marginesach naukiLeszek Szaruga U wciąż mnie swoim pisaniem intrygującej Ingi Iwasiów – w wartej lektury książce „Rewindykacje. Kobieta czytająca dzisiaj” – przeczytałem zespół zdań, który zmusił mnie do refleksji. Oto on: „Czy przyjmujemy bez zastrzeżeń taki kanon, który uprzywilejowuje jedne wartości, pomijając inne? A więc na przykład patriotyzm przeciw prywatności, ale też awangardowość przeciw komunikatywności, kulturę wysoką przeciw niskiej. W rezultacie zazwyczaj: męskie przeciw temu, co tradycyjnie nazywane jest kobiecym”. To pytanie, wsparte dwoma równoważnikami zdań, wprawiło mnie w popłoch. Dlaczego? Dlatego przede wszystkim, iż podważyło me zaufanie do siebie samego, do wiedzy, jaką posiadam i do źródeł, z których ową wiedzę czerpałem był. W szczególności dotyczy to mojej wiedzy na temat wartości. Jeszcze szczególniej: języka, jakim się w mówieniu o wartościach posługuję. Oto, pomyślałem, znalazłem się w świecie, w którym wartością może być wszystko: kultura wysoka i niska, awangardyzm i komunikatywność, patriotyzm i prywatność, męskość i żeńskość. Wartościami są postawy, wartościami są płcie i wartościami, rzecz jasna, są przedmioty, czego dowiedzie bez trudu każdy jubiler. Uczyłem się dotąd, że wartości to jedno, a wartościowość jakichś postaw, płci czy rzeczy, to drugie. Nigdy nie przypuszczałem, że komunikatywność może być wartością, choć skądinąd wiedziałem, że dla niektórych ludzi może być ona czymś wartościowym. Tak na przykład było w „teorii” socrealizmu – tu, owszem, komunikatywność była tą cechą dzieła, którą „teoretycy” cenili, czyli uważali za wartościową. Ale nawet im do głowy nie wpadło, by nazwać ją wartością. Postawa patriotyczna z kolei bywa na ogół w naszej kulturze uważana – i to od czasu, gdy „patria” jako zjawisko pojawiła się w historii – za wartościową, przynajmniej póki nie wyradza się w postawę nacjonalistyczną czy nawet szowinistyczną. Nie znaczy to, że patriotyzm sam w sobie winien być zawsze, bez względu na okoliczności, wartościowany dodatnio. Kultura – niezależnie od tego, jakimi przymiotnikami będziemy ją opatrywać (wysoka, niska, masowa, środowiskowa, ludowa itp.) – bywa uznawana za wartościową lub nie, sama w sobie wartością nie jest. Rzecz niby błaha, ale, przynajmniej dla mnie, irytująca. Pleść i bajdurzyć można właściwie o wszystkim i w dowolny sposób, wszakże chyba nie jest dobrze, jeśli się tak postępuje również w pracach noszących znamiona naukowego opracowania. Osobiście nie mam nic przeciwko feminizmowi jako takiemu – ruch to w wielu aspektach poważny i dochodzący słusznych praw kobiet. Ale też jest to ruch, jak wszelkie społeczne działania, mający czasem zabawne, kiedy indziej ponure marginesy – to samo dotyczy liberalizmu, pacyfizmu czy, by rzecz przenieść na inny nieco teren, awangardyzmu. Ponurym marginesem wszelkich takich ruchów jest dobudowywanie do nich „teorii” czy ideologicznych wsporników, których niemal nieodłączną cechą są szwindle pojęciowe. Rozumiem dlaczego komuniści nazywali system panujący w hitlerowskich Niemczech „faszyzmem” – było im niewygodnie poddawać publicznym rozbiorom sens nazwy oficjalnej, czyli „narodowego socjalizmu”. Wiem też dlaczego wypędzenie Polaków z obszarów wschodnich nazywano „repatriacją” – wszak nie sposób było pod sowiecką kuratelą mówić o „wysiedleniach” i „wypędzeniach”. Jaką płeć ma „wartość”? Wiadomo – żeńską. Lecz musi to być wysoce podejrzane, skoro żeńska „wartość” funkcjonuje w szowinistycznym języku męskiej tradycji. Na wszelki wypadek zatem należy ów język zmiażdżyć, czyli pozbawić pojęcie wartości dotychczasowych znaczeń i sensów. A uczynić to można przez bezsensowne jego używanie. Wartości można bez zbędnych ceregieli pomieszać z wartościowaniem. Osobiście jednak byłbym ciekaw, co oznacza wartość płciowa. Jak dotąd, słyszałem głównie o wartościach poznawczych, etycznych i estetycznych. Ale, oczywiście, nie jestem w stanie wykluczyć istnienia sfer dyskretnych i dotąd przed moją dociekliwością – widać mniej skuteczną niż dociekliwość szanownego skądinąd i sympatycznego posła Jana Rokity, który czyni, co w jego mocy, by dotrzeć do prawdy i wywlec ją na wierzch – skutecznie ukrytych. |
|
|