Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 1/2004

Odwrócić proces atomizacji

Poprzedni Następny

Rozmowa Forum

Uczelnie, których zasadniczą rolą jest kształcenie, dostają środki na badania własne, 
a nie mogą ich dostać instytuty, których zasadniczym celem jest prowadzenie 
działalności badawczej. To trudno zrozumieć!

Rozmowa z prof. Januszem Lipkowskim
wiceprezesem PAN

Fot. Piotr Kieraciński

Prof. dr hab. Janusz Lipkowski (ur. 1943), chemik, wiceprezes PAN, związany od 1968 r. z Instytutem Chemii Fizycznej (dyrektor w latach 1992-2003). Zajmuje się strukturalną chemią supramolekularną, czyli strukturą i fizykochemią układów na poziomie ponadcząsteczkowym. Badał m.in. organiczne zeolity – krystaliczne struktury porowate, charakteryzujące się selektywnością wiązania różnych substancji oraz hydraty hydrofobowe – struktury, w których woda odbudowuje cząsteczki organiczne. Wykładał we Włoszech, Ameryce, Rosji i Japonii. Jest profesorem honorowym Syberyjskiego Oddziału Rosyjskiej Akademii Nauk i doktorem honorowym Instytutu Chemii Nieorganicznej w Nowosybirsku.

 Czy powstało centrum badawcze PAN? 
– W sensie administracyjnym nie, natomiast zwyczajowo jeden z wiceprezesów PAN sprawuje nadzór nad instytutami badawczymi Akademii, czyni to we współpracy z wydziałami, które są bezpośrednio odpowiedzialne za poszczególne placówki.

– Kiedyś jednak taki pomysł był...
– Ale nigdy nie został do końca sprecyzowany. W tej chwili się tym nie zajmujemy.

– Do kogo należy kilkadziesiąt placówek Akademii: zarządu, wydziałów czy korporacji?
– Nie istnieje funkcja właścicielska względem placówek PAN. Instytuty uzyskują osobowość prawną, zgodnie z ustawą obowiązującą od sześciu lat. Są w pełni samodzielne, a samodzielność ograniczona jest tylko w zakresie dysponowania nieruchomościami, które otrzymały od PAN: instytuty nie mogą ich sprzedać ani zastawić bez zgody Prezydium PAN. Akademia, będąc organem założycielskim, sprawuje kontrolę merytoryczną nad placówkami badawczymi. Tę funkcję pełnią wydziały.

– A co z mniejszymi placówkami, np. zakładami?
– Nie mają one osobowości prawnej i działają przy wydziałach. Jednak nie dostają funduszy na działalność od prezesa PAN, ale z KBN.

– Jaki rzeczywiście wpływ na działalność placówek ma Akademia, skoro nie dysponuje funduszami na finansowanie ich działalności?
– Pewna część środków, które placówki otrzymują, trafia do nich za pośrednictwem PAN – to pieniądze na działalność wspomagającą badania naukowe. Akademia ma też fundusze na prowadzenie współpracy międzynarodowej. Są to środki przeznaczone nie tylko dla placówek PAN, ale na realizację wszelkich umów, które w imieniu Rządu RP podpisała Akademia. W sensie merytorycznym PAN jako organ założycielski odpowiada za podstawowy sens działania swych placówek badawczych. Ustawa o PAN stanowi, że instytut tworzy się wtedy, gdy istnieje potrzeba koncentracji badań w pewnej dziedzinie. Ponadto korporacja członków PAN ma duży wpływ na wybór dyrektora, a także na bieżąco kontroluje – poprzez wydziały – działalność placówek.

– Podczas Zgromadzenia Ogólnego Akademii mówił Pan jednak, że niestety, mamy raczej do czynienia z dekoncentracją badań, która wynika z systemu finansowania badań przez KBN.
– Krytyczna ocena nie oznacza całkowitego zanegowania sensu istnienia placówek PAN ani systemu grantów KBN. Musimy jednak zwrócić uwagę na negatywne tendencje, które dały o sobie znać w ciągu minionych lat, a chodzi głównie o atomizację, rozproszenie badań. Moim zdaniem, oprócz wad systemu finansowania, przyczynia się do tego system awansów naukowych, w szczególności zaś habilitacji. System grantów jest bardzo dobrze pomyślany od strony dofinansowania badań w uczelniach. Nie przystaje jednak do założeń, jakie powinna spełniać organizacja badań w instytutach naukowych. Dyrektorzy, którzy dostali na finansowanie placówek stanowczo za mało środków, dopingują uczonych do starania się o granty indywidualne, aby poprawić finansową sytuację swoich placówek. To powoduje rozproszenie badań, czyli uniemożliwia placówce spełnianie jej zadania.

– W jakim sensie habilitacje powodują rozproszenie badań?
– Są dwa zasadnicze powody, które równocześnie są argumentami za likwidacją habilitacji. Po pierwsze, przeciwdziała ona, a co najmniej nie sprzyja, pracy zespołowej, gdyż ma przedstawić dorobek indywidualny. Po drugie, człowiek po doktoracie, który jest w okresie maksymalnej aktywności twórczej, zamiast ukierunkować swoje możliwości na odkrycia, działalność twórczą, ryzykowne wyzwania musi, niestety, podjąć badania, które szybko i pewnie doprowadzą go do habilitacji – te, wbrew założeniom, rzadko są naprawdę twórcze i wnoszą coś nowego do nauki. Mam świadomość, że mój pogląd na tę sprawę należy do mniejszości, nie jest też wyrazem oficjalnego stanowiska PAN w tej sprawie.

– Czy programy badawcze zamawiane nie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom instytutów PAN? A może nowa ustawa o finansowaniu nauki jakoś zmieni ich sytuację?
– Programy badawcze zamawiane dają jakąś nadzieję, podobnie sieci naukowe, które mogą uzyskiwać środki na badania własne. Jednak ustawa ta nie rozwiązuje problemów finansowania placówek PAN w sposób, jakiego byśmy oczekiwali. Uczelnie, których zasadniczą rolą jest kształcenie, dostają środki na badania własne, a nie mogą ich dostać instytuty, których zasadniczym celem jest prowadzenie działalności badawczej. To trudno zrozumieć!

– Mogli jednak Państwo zgłosić swoje uwagi do projektu ustawy
– Zgłosiliśmy, ale właściwie nie zostały uwzględnione, choć obecny kształt ustawy jest znacznie lepszy od tego, który zaproponowano początkowo. Główne postulaty odnoszące się do sytuacji placówek PAN nie doczekały się realizacji w projekcie.

– Czy Państwo nie cieszą się z rozwiązania KBN?
– Chciałbym uniknąć powrotu do antagonizmu między PAN i KBN, jaki powstał na początku funkcjonowania Komitetu. Akademia to tylko drobna część polskiej nauki i na wynik wyborów do KBN ma mały wpływ. Członkowie Komitetu, ponieważ o ich wyborze zdecydowały środowiska uczelniane, czują się nie tylko funkcjonariuszami urzędu KBN, ale także przedstawicielami instytucji, z których pochodzą. Stąd, jak sądzę, wynikła sytuacja, że placówki PAN dostają z roku na rok coraz mniej środków w porównaniu ze szkolnictwem wyższym. Spotkałem się z argumentacją, że w uczelniach liczba pracowników wzrosła w tym czasie. To nie jest dobry argument, gdyż fundusze na badania nie powinny zależeć od liczby osób zaangażowanych w pracę, ale od jakości i efektywności badań. Bardzo dobrze, że wzmocniono finansowanie badań w uczelniach, natomiast to, że równocześnie doprowadza się do upadku placówki Akademii to kardynalny błąd.

– Chyba żadna placówka dotychczas nie upadła?
– Jeszcze do tego nie doszło w sensie dosłownym, jakkolwiek redukcje następują w poważnej skali i problem niewątpliwie istnieje i jest groźny. Poza tym, jeśli pracownicy instytutu nie mogą z pracy w nim utrzymać siebie, to szukają innych możliwości. Wtedy pojawia się problem wieloetatowości, który w pewnym wymiarze przekłada się na mniejsze zaangażowanie w badania. Gdyby ta wieloetatowość wynikała tylko z misji, czyli potrzeby współpracy z gospodarką czy dydaktyką, byłoby w porządku, ale czasami wynika to tylko z potrzeby dorobienia do domowego budżetu.

– Czy wiedzą Państwo, ilu pracowników instytutów pracuje także poza nimi i gdzie?
– Zaczynamy to sprawdzać i mam nadzieję wkrótce znać pełne dane.

– Skoro mówimy o współpracy z uczelniami, pozwolę sobie przypomnieć projekty utworzenia uniwersytetu afiliowanego przy PAN. Czy ten pomysł jeszcze żyje? Jak Państwo widzą problem zaangażowania pracowników Akademii w dydaktykę?
– Znaczna część instytutów wypączkowała z uczelni z powodu potrzeby koncentracji i intensyfikacji badań w określonych dziedzinach. Władysław Szafer, który pracował w uczelni, został szefem Instytutu Botaniki, a Kazimierz Michałowski, który pracował w uniwersytecie – Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej PAN. Historia mojego rodzimego Instytutu Chemii Fizycznej jest podobna – początkowo był to szereg placówek z tej dziedziny w kilku miastach, które były ściśle związane personalnie z uczelniami. Z czasem koncentrowano te badania w określonym miejscu i tak powstał dzisiejszy instytut. Pozwolę sobie też wspomnieć o powodach politycznych, czyli odsuwaniu pewnych profesorów od kontaktów z młodzieżą, czyli od pracy w uczelni. Teraz czujemy potrzebę odbudowy związków z uczelniami i zaangażowania naszych pracowników w działalność dydaktyczną. Pojawił się także pomysł utworzenia uniwersytetu przy PAN; dziś nie jest on aktualny. Jednym ze zrealizowanych pomysłów było tworzenie przez pracowników Akademii prywatnych uczelni. Szereg instytutów pozawierało umowy z odpowiednimi wydziałami szkół wyższych, dotyczące udostępnienia laboratoriów do celów dydaktycznych czy też wykonywania prac dyplomowych studentów na terenie instytutów...

– Wiele instytutów prowadzi studia doktoranckie...
– Aby placówka miała status instytutu, musi mieć uprawnienia do nadawania stopnia naukowego doktora. Władze Akademii wymagają jednak dodatkowo, aby takie placówki prowadziły studia doktoranckie. Oczywiście, dopuszczamy prowadzenie takich studiów we współpracy z uczelniami.

– Powiedział Pan, że instytuty, które uzyskały trzecią kategorię w rankingu KBN, nie mają racji bytu w strukturze PAN. Znam tylko jeden przypadek likwidacji instytutu badawczego PAN. Natomiast w latach 90. powstawały nowe.
– rzeczywiście, zlikwidowaliśmy tylko Instytut Ekologii PAN.

– Było z tym sporo kłopotów...
– Okazało się, że likwidacja placówki sporo kosztuje, a w budżetach PAN i KBN nie ma środków na takie działania. Do dziś borykamy się z tym problemem i obciąża to poważnie nasz budżet. To powinno być zmienione. Istnieje też możliwość ogłoszenia upadłości instytutu. Uznano jednak, że nie będzie to budujące; miałoby też bardzo złe skutki dla zatrudnionych. Dlatego wybraliśmy formę, która dla pracowników jest zdecydowanie łagodniejsza. Odpłacili nam za to serią procesów sądowych, bardzo dla Akademii kosztownych.

– Wiele placówek PAN ma kategorię M, co oznacza, że są to bardzo małe placówki, najczęściej samodzielne zakłady. Niektóre mają niebanalne osiągnięcia badawcze, ale nie spełniają kryterium koncentracji badań. Jak władze PAN będą reagowały na takie sytuacje?
– Zakłady i inne małe placówki należy traktować jako formę przejściową. Zakład Archeologii Śródziemnomorskiej wywodzi się z instytutu uniwersyteckiego. Prowadzimy z Uniwersytetem Warszawskim rozmowy na temat ściślejszej współpracy tych dwóch jednostek. Staramy się też konsolidować pewne małe zakłady. Okazało się, że nie jest to łatwe, bowiem ustawa przewiduje, że aby jakieś placówki połączyć, to najpierw trzeba je zlikwidować, a potem dopiero utworzyć nową. Jest to bardzo kłopotliwa procedura, tak z powodów prawnych, jak majątkowych, finansowych, ale także społecznych. Powstaje problem finansowania nowej placówki – musi ona jakiś czas funkcjonować, aby znaleźć się w rankingu KBN, zostać ocenioną i uzyskać fundusze na działalność statutową. Jednak ostatnio przeprowadziliśmy, przy życzliwości ze strony ministra nauki, dwa takie posunięcia – Zakład Biologii Wód w Krakowie został włączony do Instytutu Ochrony Przyrody, a Zakłady Amin Biogennych i Wirusologii z Łodzi zostały połączone w Zakład Biologii Medycznej i Wirusologii; ta ostatnia placówka powinna szybko uzyskać status instytutu. Są jednak przypadki trudniejsze, np. dla znakomitego Zakładu Antropologii we Wrocławiu nie możemy znaleźć odpowiedniego partnera na miejscu.

– Jak ocenia Pan współpracę instytutów z władzami państwowymi? Czy państwo wykorzystuje należycie wyniki pracy swoich uczonych, ekspertyzy, które wykonują placówki PAN, np. Komitet Prognoz „Polska 2000”?
– Niestety, praktyka dotychczasowa jest niejasna. Rząd, nawet jeśli dostaje takie opracowania, nie informuje czy z nich korzysta. Te opracowania nie są znane społeczeństwu, w związku z czym, nie ma ono możliwości oceny, na jakiej podstawie władze podejmują decyzje. Inicjatywa strony rządowej, by powołać Narodowe Centrum Badań Strategicznych, wydaje się wychodzić naprzeciw pytaniu o wykorzystanie eksperckiej wiedzy członków PAN i eksperckich możliwości naszych instytutów badawczych. Oceniamy tę inicjatywę pozytywnie i chcielibyśmy włączyć się w jej realizację. Typujemy instytuty, które mogłyby w pracach takiego centrum uczestniczyć.

– Wiele jbr-ów, zwłaszcza z dziedziny fizyki jądrowej, zamierzało starać się o włączenie w struktury PAN. Jakie są losy tej inicjatywy?
– Od września Instytut Fizyki Jądrowej z Krakowa jest w strukturze PAN. Wkrótce wejdzie do niej także Instytut Problemów Jądrowych; wydział podjął już pozytywną decyzję. Są jeszcze do rozwiązania problemy własnościowe, wynikające z podziału majątku między jednostki działające w Świerku, ale zapewne zostaną one wkrótce rozwiązane, a sprawa sfinalizowana. Innych planów tego rodzaju na razie nie ma.

– Jak zmieniła się kadra placówek PAN od roku 1990 do chwili obecnej?
– Ogólna liczba pracowników zmniejszyła się o około 30 procent, a pracowników naukowych o kilka procent.

– Kadra instytutów PAN dość późno robi karierę naukową. Personel naukowy starzeje się. Czy mają Państwo pomysł na wyjście z impasu?
– Dzięki wprowadzeniu studiów doktoranckich udało się przyśpieszyć tempo robienia doktoratów. Trzeba by znieść habilitację, aby umożliwić młodszym szybsze usamodzielnienie naukowe. Współpraca z uczelniami powinna przyczynić się do większego przepływu młodej kadry ze szkół wyższych do naszych instytutów. Mam nadzieję, że wkrótce uda się nam powstrzymać, a nawet odwrócić proces starzenia się kadry badawczej instytutów. 

Rozmawiał PIOTR KIERACIŃSKI

Komentarze