Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 2004

Spis treści numeru 1/2004

Proekologiczny kompromis

Poprzedni Następny

Badania naukowe

Zamiast oczyszczalni ścieków, nowa fabryka.
Id?e fixe czy całkiem realna perspektywa?

Mariusz Karwowski

Fot. Stefan Ciechan

 W każde środowe popołudnie sala 7b na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego pęka w szwach. To znak, iż trwa właśnie wykład dr inż. Konrada Lewandowskiego Człowiek w zmienionej przyrodzie. Prelekcje cieszą się niezmiennie sporym zainteresowaniem. Są na tyle ciekawe i zaskakujące jednocześnie, że studenci ani przez moment się nie nudzą. Ba, koniec zajęć przyjmują za każdym razem z niemiłym rozczarowaniem.
– Mój wykład to syntetyczne ujęcie myślenia na temat ekologii. Mam nadzieję, iż nauczę studentów, że jak już zostaną decydentami, to nie zbudują jednej niepotrzebnej oczyszczalni, która zrujnuje wszystko w najbliższej okolicy – dr Lewandowski tajemniczo zaczyna naszą rozmowę. Jego zdaniem, obecne działania proekologiczne służą w gruncie rzeczy zaspokajaniu wyłącznie ludzkich potrzeb. Opierają się bowiem na przekonaniu, iż jakikolwiek obiekt przemysłowy z powodzeniem można oddzielić od ekosystemu, w którym się znajduje. Ale tak, żeby to były dwa niezależne byty, zrobić się nie da.

– Jeżeli elektrownia Turów chwali się tragicznymi skutkami wdrażania technologii proekologicznej – a co więcej, były to działania absolutnie zgodne z prawem i z oczekiwaniami społecznymi – tzn. że w naszym myśleniu o przyrodzie tkwi jakaś fundamentalna skaza na poziomie filozoficznym – sugeruje.

SKRZYŻOWANIE ANTROPOPRESJI

Czy zatem da się wkomponować działalność przemysłową w środowisko naturalne? Analizując sytuację, mój rozmówca doszedł do wniosku, że jest możliwy kompromis między ludzkimi interesami a potrzebami natury. Kompromis pozwalający na zachowanie miejsc pracy, produkcję przemysłową, a jednocześnie gwarantujący zieloną okolicę. Jak sam mówi, to pierwszy dochodowy system filozoficzny w dziejach ludzkości. Jego kręgosłupem jest efekt ekoinżynieryjny, czyli sytuacja, w której rolnicza, przemysłowa lub infrastrukturalna działalność człowieka okazuje się niezbędna do zachowania równowagi ekologicznej w konkretnym rejonie.

Dlaczego efekt, a nie ekoinżynieria? Chodzi o to, że zachodzi on w sposób niezależny od człowieka. Ingerencja ludzka wprawdzie występuje, bo zachowanie tych niestabilnych równowag wymaga kontynuacji działalności człowieka, ale jest zupełnie nieświadoma. Tak, jak np. w rejonie Konina. Tamtejsze jeziora zostały włączone w obiegi chłodzenia dwóch elektrowni. Zjawisko to spowodowało trwały wzrost temperatury w całym układzie jezior średnio o 5-7C. Oddziaływanie elektrowni w postaci opadu pyłów z kominów i burzliwych przepływów wody w systemach chłodzenia, skutecznie powstrzymało zarastanie glonami tamtejszych jezior. Lokalne systemy ekologiczne uległy głębokiemu przekształceniu, straciły stabilność, ale w zamian uzyskano możliwość ich regulacji. W rezultacie jeziora konińskie mogą być wykorzystywane do potrzeb przemysłowych bez utraty ich walorów rekreacyjnych. Wszystko bez intencji człowieka.
– Dotychczas przekształcanie środowiska naturalnego uważano za zło konieczne. Nie dostrzegano pozytywnych możliwości, związanych z przemyślanymi i systemowymi zmianami. A jak widać, nie zawsze dają one efekt niszczący. Czasami w sposób zupełnie niedostrzegalny działanie człowieka powoduje zmianę równowagi stabilnej, panującej do tej pory w ekosystemie, na niestabilną.
Równowaga taka powstaje w momencie skrzyżowania antropopresji, czyli oddziaływań człowieka na ekosystem. Kiedy efekty biocenotyczne dwóch różnych antropopresji są przeciwstawne, wówczas można mówić o niestabilnej równowadze ekologicznej. Przy czym to, iż jest ona niestabilna, wcale nie jest takie oczywiste. Na bagnach Biebrzy od 150 lat istniała taka równowaga, a wszystkim się wydawało, że jest to stan odwieczny, uświęcony ewolucją. Wzdłuż brzegów Biebrzy rozciąga się największy w środkowej Europie kompleks torfowisk i bagien. Stanowią one unikatową enklawę ptaków wodno-błotnych, w tym 17 gatunków uznawanych za ginące. Pierwsza antropopresja na tym obszarze miała charakter infrastrukturalny i polegała na budowie kanałów i rowów melioracyjnych, co spowodowało odwodnienie łąk i torfowisk. Proces ten uruchomił sukcesję roślinną, a więc ekspansję zakrzaczeń i drzew. Skutecznym dla niego hamulcem stała się druga antropopresja, już typowo rolnicza, polegająca z kolei na spasaniu bagiennych łąk i ich koszeniu w celu uzyskania paszy i ściółki dla zwierząt. – Mamy więc tu do czynienia z niestabilną równowagą. Wycofanie antropopresji rolniczej dało w tych warunkach efekt obniżenia bioróżnorodności ptactwa – tłumaczy dr Konrad Lewandowski.

Właśnie efekt ekoinżynieryjny okazał się kluczem do wyjaśnienia tego, co dzieje się zarówno w ekosystemie jezior konińskich, jak i na bagnach Biebrzy. Mimo że są to zupełnie różne ekosystemy, występuje tam ten sam efekt skrzyżowania antropopresji i wytworzenia niestabilnej równowagi ekologicznej. Ale nic za darmo. W jeziorach nie można już łowić szczupaków. Powód? Ryby te opuściły tamtejszy ekosystem. Wskutek tego blisko trzykrotnie spadło rybołówstwo.

– Ceną za efekt ekoinżynieryjny stał się karp w galarecie zamiast szczupaka. Jak sądzę, jest to niewygórowana cena za to, że wodę z jeziora możemy wykorzystywać jednocześnie do celów przemysłowych i rekreacyjnych – przypuszcza twórca koncepcji.

KONTEKST ŚRODOWISKOWY

Jak widać w obu omówionych przypadkach, lokalne ekosystemy funkcjonują w warunkach niestabilnej równowagi, która powstała wskutek działań człowieka i której podtrzymanie wymaga ich kontynuacji. Tym, co w znacznej mierze odróżnia efekt ekoinżynieryjny od dominującej obecnie w praktyce sozotechniki, polegającej na ochronie ekosystemów przed działalnością człowieka, jest kontekst środowiskowy. W sytuacji bowiem, gdy w trosce o przyrodę likwidujemy jedną z antropopresji budując oczyszczalnię, druga pozostaje niezrównoważona. A zatem, cóż po ekologicznej świadomości, obiekcie proekologicznym, czy likwidacji źródła odpadów w obrębie samego procesu technologicznego, skoro stojący niedaleko drugi zakład nagle zaczyna rujnować środowisko? Wypada więc wcześniej zadać sobie pytanie, jak antropopresja istniejącego albo projektowanego obiektu ma się do antropopresji już istniejących?

– Jeśli się sumują, to tradycyjna ochrona przyrody jest wskazana – należy je natychmiast odciąć. Ale jeśli się krzyżują, to odcięcie jednej z nich spowoduje zniszczenie ekosystemu. W rezultacie trzeba zbudować dwie oczyszczalnie, żeby dojść do stanu, kiedy nie było żadnej z nich.

Wydaje się to trochę dziwne, ale takie są właśnie rezultaty obowiązującej polityki ekologicznej, w której nie rozpatruje się kontekstów środowiskowych. Programy ocen środowiskowych realizowane są według ściśle określonych wytycznych i odgórnej klasyfikacji obiektów. Potem dane te porównywane są z planem zagospodarowania terenu, jednak bez uwzględniania kontekstu środowiskowego. A ten jest decydujący. Warto w tym miejscu powrócić do przykładu elektrowni konińskich i porównać go z elektrownią Turów. Oba obiekty zaliczane są do bardzo szkodliwych dla środowiska. W rejonie Konina elektrownie są jednak niezbędne do utrzymania równowagi ekologicznej w systemie tamtejszych jezior. Do katastrofy ekologicznej doszłoby wręcz w momencie... ich wyłączenia. Obiekt tego samego typu, przesunięty w okolice Turowa, spowodował tymczasem zrujnowanie tamtejszych ekosystemów. Elektrownia, która ograniczyła jednostronnie emisję zasadowych pyłów, spowodowała obniżenie pH kwaśnych deszczy, co w znacznej mierze przyczyniło się do zagłady lasów sudeckich. Deficyt pokarmowy w zaopatrzeniu roślin w magnez, azot i potas oraz toksyczne działanie glinu były bezpośrednią przyczyną utraty przez drzewa liści. W wyniku wdrożenia technologii proekologicznych, polegających na odpylaniu, deszcz stał się jeszcze bardziej kwaśny, ponieważ odcięto emisję zasadowych pyłów, a pozostawiono gazy kwaśne.

– Jak na ironię, elektrownia Turów wydała folder, w którym szczyci się tym, jak przebiegało czyszczenie energii elektrycznej w latach 90. Na początku dekady masa gazów kwaśnych była dwuipółkrotnie większa od masy zasadowych pyłów. Kiedy włączono odpylanie, ta przewaga wzrosła jedenastokrotnie. Opowiadanie na tym przykładzie, jak dba się w Polsce o środowisko naturalne, jest skazą w myśleniu – twierdzi Konrad Lewandowski.

W Turowie wystąpienie efektu uniemożliwiło prawo ochrony środowiska. Gdyby zamiast podwyższać, obniżono sprawność odpylania, efekt mógłby powstać. Ale cóż się dziwić, skoro w skali całego kraju dbałość o środowisko zaczęto od odpylania. Tak było najłatwiej. Później w połowie lat 90., gdy zaczęto mówić o kwaśnych deszczach, masowo z kolei wdrażano technologię odsiarczania. Wybierano głównie metodę wapienną, której efektem są zwały gipsu na hałdach. Teraz tej siarki, która w postaci gipsu wylądowała na hałdach, zaczyna brakować w glebie. Już 2/3 polskich gleb wykazuje deficyt siarki. Jak więc widać, na przestrzeni lat podejmowano w zasadzie działania szkodzące środowisku.

ALTERNATYWA DLA REZERWATÓW

Skrzyżowanie antropopresji nigdy jeszcze nie miało charakteru intencjonalnego, zawsze było przypadkowe. Barierą dla tego typu kroków jest prawo, które przyjmuje za dogmat... zmniejszanie antropopresji. Niezależnie od kontekstu środowiskowego.

– Zakładam taką możliwość, że skoro coś zachodzi samorzutnie, to należy ten efekt wykorzystać w praktyce i zacząć celowo przebudowywać ekosystemy. Proponuję, żeby zacząć robić to świadomie, a nie zdawać się na ślepy traf. To jest na razie propozycja na przyszłość. Efekt inżynieryjny to dopiero perspektywa, a nie realna możliwość. Żeby stał się metodą przekształcania ekosystemów, potrzeba jeszcze wielu badań w tym kierunku – konkluduje dr Lewandowski.

W jego opinii procedura ekoinżynieryjna rozpoczynać się powinna od rozpoznania istniejących w danym ekosystemie zależności biocenotycznych i przeprowadzenia ich modelowania komputerowego. Następnie należy ustalić potencjalne punkty równowag niestabilnych, sprawdzić, jakie są emisje planowanego zakładu przemysłowego oraz sprawdzić, która z tych emisji mogłaby wytworzyć stan równowagi niestabilnej w ekosystemie. Kolejnym krokiem musi być taki dobór technologii modulujących emisję, by w końcu uzyskać stan równowagi niestabilnej. W ten sposób zamiast oczyszczalni powstaje nowa fabryka, która daje antropopresję skrzyżowaną z tą, która już istnieje. Zakład buduje się jednak nie na potrzeby ekosystemu, tylko – ludzi, a jedyną kwestią jest to, gdzie zostanie zlokalizowany. Może się bowiem zdarzyć, że w danym ekosystemie nie ma miejsca na równowagi niestabilne i nie da się wdrożyć efektu ekoinżynieryjnego. Wówczas nie pozostaje nic innego, jak stworzyć rezerwat.

– Wcale nie wykluczam ochrony tego typu. Może zdarzyć się sytuacja, że nic innego nie da się zrobić. Ale może być też tak, że te gatunki, które występują w ekosystemie, nadal tam będą, może trochę mniej liczne, a my będziemy mieli swój obiekt przemysłowy. Tak właśnie jest w jeziorach konińskich, gdzie woda wykorzystywana jest jednocześnie do celów przemysłowych i rekreacyjnych.

Czyżby więc realna alternatywa dla rezerwatów? Nie trzeba niszczyć przyrody na danym obszarze, by zaspokoić ludzkie potrzeby – efekt ekoinżynieryjny pozwala na kompromis. Czy w takim właśnie kierunku – godzenia potrzeb człowieka i środowiska naturalnego – powinna w najbliższej przyszłości pójść ekoinżynieria?

– Zmieniłoby to z pewnością kwestię odpowiedzialności człowieka za przyrodę, bo w momencie, gdy mamy efekt ekoinżynieryjny czy też niestabilną równowagę ekologiczną, powstałą w wyniku skrzyżowania antropopresji, to człowiek zaczyna być odpowiedzialny za utrzymanie tej równowagi, czyli za działania regulacyjne – wyjaśnia mój rozmówca.
W efekcie ekoinżynieryjnym chodzi o stosowanie technologii ochrony środowiska z większym wyczuciem. Tymczasem w powszechnej opinii antropopresja jest złem i trzeba ją za wszelką cenę wyeliminować. A przecież zakład przemysłowy nie jest jakimś „smokiem”, którego można zamknąć w hermetycznie szczelnej jaskini, z której nic się nie wydostanie. Naiwnością jest twierdzenie, iż ekosystem może istnieć obok fabryki.

Przykłady na taki stan rzeczy można mnożyć. Dr Lewandowski wpadł właśnie na kolejny. Otóż, nieoczyszczane ścieki z lewobrzeżnej Warszawy spuszczane są do Wisły, a równocześnie elektrociepłownia Siekierki zrzuca do rzeki ciepłą wodę, która współpowoduje wzrost aktywności bakterii. Efekt jest taki, że ryby z Wisły nadają się do jedzenia, gdyż wcale nie są skażone – ani chemicznie, ani bakteriologicznie. Być może występuje tu podobne zjawisko jak w Gangesie, gdzie woda, ze względu na dużą ilość fagów bakteryjnych, ma silne właściwości bakteriobójcze. Czy zatem w tym przypadku również mamy do czynienia z efektem ekoinżynieryjnym?

Dr Lewandowski zdaje sobie sprawę z tego, iż tak naprawdę podważa obecny stan, i to zarówno prawny, jak filozoficzny. W Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie obronił doktorat, dano mu do zrozumienia, że prześladuje studentów. Uczelnia nie była zainteresowana kontynuowaniem przez niego pracy badawczej. Cóż, jak sam mówi, „nie można być prorokiem w rodzimej uczelni”. Teraz prowadzi zajęcia w UW i Politechnice Warszawskiej. Mimo że to wykłady fakultatywne, przychodzi na nie coraz więcej studentów.

– Uważam, że dokonałem autentycznego odkrycia naukowego i należy o tym kogoś poinformować. Wkrótce okaże się, że działania proekologiczne, tak jak je rozumiemy teraz, spowodują kolejne szkody w środowisku naturalnym. Może wtedy ktoś się wreszcie zastanowi nad koncepcją krzyżowania antropopresji.

W myśleniu o przyrodzie, zdaniem dr. Konrada Lewandowskiego, dominuje w tej chwili etyczna transgresja, czyli dominacja postępowania nad rozumieniem. Dużo mówi się o świadomości ekologicznej, szanowaniu przyrody, w sytuacji, kiedy właściwie nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, co się wokół nas dzieje. Nieliczne na razie udokumentowane przykłady występowania efektu ekoinżynieryjnego są uniwersalne i dotyczą wielu innych, niezbadanych dotąd sytuacji. W żadnej mierze nie należy traktować ich jako ciekawostki. Zjawiska te obserwowano od wielu lat, jednak do tej pory nie dostrzegano łączących je prawidłowości. Pierwsza praca naukowa w tym kierunku, napisana przez dr. Lewandowskiego, to dopiero jaskółka.
– Jeżeli mam rację, to prędzej czy później fakty przemówią za moją koncepcją, którą w tej chwili się lekceważy. A na razie, by mieć czyste sumienie, opowiadam o tym studentom. To jest tak typowe w historii nauki, że aż banalne. Sądzę, iż ten typ myślenia o środowisku naturalnym, nastawiony na minimalizację antropopresji, po prostu zbankrutuje, spowoduje kolejne szkody i kłopoty w przyrodzie.

A jeśli nie? Cóż, wówczas dr Lewandowski będzie miał temat do napisania trzynastej w swym dorobku książki fantastycznej. Wszystkie poprzednie sprzedały się na pniu.

Komentarze