Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1998

Spis treści numeru 12/1998

Zapusty
Poprzedni Następny

Jan Koteja

Motto: Postęp jest - spieramy się o liczbę cytacji w SCI
a nie o liczbę diabłów na główce szpilki - do diabła!

Rys. Małgorzata Gnyś-WysockaTo będzie (ma być) felieton grudniowy, czyli świąteczny, i póki pamiętam, składam Wam, Mili Czytelnicy, Bożonarodzeniowe życzenia, aby Wam było dobrze! A tym diabłem z motta się nie gorszcie, w każdej szopce jest przecież znaczącą figurą.

Czy zauważyliście, że im człowiek starszy, tym ma mniejsze audytorium? Młodzi nie rozumieją, o czym mowa, starszych dotyka skleroza lub śmierć; na koniec mówi już sam do siebie i też niewiele z tego rozumie. Bo właśnie chciałem powiedzieć o roli polskiej nauki po wojnie, czyli w czasach Bieruta i Gomułki: że jej zadaniem było potwierdzanie jedynie słusznych tez niedoścignionej nauki radzieckiej; że autorów zagranicznych, czyli obcych, cytowało się dla pokazania i potępienia wstecznej i zgniłej nauki burżuazyjnej; kierunki i priorytety nauki wyznaczał, oczywiście, KC KPZR. Spór naukowy bezapelacyjnie wygrywał ten, kto pierwszy użył druzgocącego argumentu: "Widać, kolego, że wam się Armia Czerwona nie podoba". Potwierdzenie nie wchodziło w rachubę a na próbę wyjaśnienia był drugi argument: "Nie tłumaczcie się kolego, bo wam to i tak nic nie pomoże". W czasie pierwszego wejścia do Europy (teraz jest drugie), czyli za Gierka, już nie tylko wolno było, ale wręcz wypadało cytować autorów obcych, którzy już nie śmierdzieli zgnilizną, i naturalnie potwierdzać ich wyniki, co przynosiło szczególny zaszczyt. Np., że kury w bieszczadzkim pegeerze też znoszą jajka w skorupkach, podobnie jak na fermach szwajcarskich; że karmienie krów trawą daje jednak lepsze rezultaty niż skarmianie posiekanych kaloszy z dodatkiem sproszkowanego azotu, jak się to robi w Holandii, a nawet w USA (pamiętajcie, że pracuję w AR) itp. Komu o tym mówić? Profesorowie od tych kaloszy już pomarli a młodzi właśnie robią habilitacje.

Wpadła mi w ręce (w sensie dosłownym) taka dysertacja, w której kolejne paragrafy podsumowania zaczynają się od słów: "Wyniki moich badań potwierdzają..."; po angielsku "confirm", "support", "coincide", "agree", "concur" (nie mylić z polskim "konkurować"!) itp. Autor dokonał gigantycznego dzieła potwierdzając wyniki badań 500 (pięciuset) autorów zacytowanych w piśmiennictwie. Przeczytałem ten spis. Jest w nim trzech autorów, których nazwiska można ewentualnie odnieść do Rosjan, ale to żaden dowód - iluż "Polaków" to rodowici Niemcy lub Amerykanie! Cyrylicy, transkrypcji czy transliteracji lub tłumaczenia z rosyjskiego - ani śladu. Jest to przykład pracy całkowicie zdekomunizowanej, o co tak bardzo się martwi pan prof. Drozdowicz w październikowym "Forum". Naturalnie, autor nie byłby w stanie sprostać temu zadaniu bez udziału KBN, Fundacji Mellona i kilku innych instytucji, za co im przykładnie dziękuje. Tak sobie pomyślałem, że właściwie powinna być nagroda Nobla w dziedzinie "Confirmation". To wcale nie jest takie głupie, ileż to rzeczy wymaga potwierdzenia! Przecież dalej nie wiadomo na pewno, czy człowiek to Homo sapiens, czy Animal nudum. Czy upadek z dziesiątego piętra gwarantuje skręcenie karku, czy też tylko stwarza taką szansę?

Niedawno uczestniczyłem w seminarium, w czasie którego Autor powiedział: "Zrobiliśmy wszystkie błędy, które popełniono na Zachodzie". Gdy się to czyta, to nie robi to takiego wrażenia. Trudno przecież na piśmie oddać tę szczerość i satysfakcję, że jednak nam się udało! Oczywiście, przy wsparciu KBN, o Mellonie nie było mowy. Dowiedziałem się też, że "cała rzecz rozwijała się na zasadzie łańcuszka św. Franciszka (już miałem zapytać, czy KBN też został włączony w łańcuszek, ale się ugryzłem w język) i że sprawa znalazła się w sądzie, co było oczywiste od początku". Mówię to wszystko w sposób odpowiednio odpersonifikowany, aby nie być posądzonym o przetwarzanie danych osobowych a tym samym o naruszenie dóbr osobistych.

Wspomniałem Nagrodę Nobla. Otóż zaprzysięgłem, że nie ozewrę gęby na temat adiunkta i habilitacji. Niestety, przysięgę złamałem, a to za przyczyną pana Andrzeja Bullera z "Gazety Polskiej", który (we wrześniu) napisał, że "naukowiec w pełni sił i możliwości twórczych ma zwykle do wyboru: robić coś ciekawego czy habilitację?". Pomijam, co ciekawego chciałby robić ów twórca i jak ciekawe chciałby mieć zarobki. Ważne jest, że zwykle ma taką alternatywę, rzadziej bywa, że musi się decydować czy robić habilitację, czy nagrodę Nobla, zostać w kraju, czy emigrować. Podpowiadam: utalentowany adiunkt może przedłożyć pracę habilitacyjną do nagrody Nobla lub, lepiej, nagrodę Nobla do habilitacji (oczywiście, ukrywając ten fakt przed CK ds. Stopni i Tytułów, bo mogłaby się do niego uprzedzić; co - uprzedzenie - jest już tylko ludzką ułomnością, bo ustawa nie zabrania). Choć pan Buller w sposób bystry ocenia sytuację nauki polskiej, nie zauważa, że owi gnuśni i feudalni, skorumpowani i tępi profesorowie wywodzą się w prostej linii od twórczych adiunktów, którzy od 30 już lat buntują się przeciw habilitacji. Wychodzi z tego, że habilitacja jest tak wielkim wysiłkiem, że prowadzi do całkowitej degeneracji szarych komórek.

Jak by nie było, ośrodek decyzyjny przeniósł się z Kremla na Zachód, do Filadelfii. Teraz już nie pytamy: "Może ci się armia nie podoba?" - tylko: "Może ci się SCI i nie podoba?" I co ciekawe, niektórym się nie podoba, nawet dają temu publicznie wyraz, np. w "Forum". Czyli postęp jest. Co z tego, kiedy pieniądze rozdziela się wg SCI, czyli postępu nie ma. No chyba, że chodzi o festiwale, wtedy pieniądze są bez SCI. Jak poinformował pan prof. Wiszniewski, festiwale odbyły się "na razie" w Warszawie i we Wrocławiu. Poznań jest bardziej narodowo-tradycyjny i w przyszłym roku planuje zapusty, naukowe oczywiście. Chodzi o humanistyczne zagospodarowanie funduszy KBN, na które nie ma reflektantów. Pan prof. Handke powiedział, że w przyszłorocznym budżecie zahamowany zostanie spadek nakładów na szkolnictwo wyższe, i będzie jeszcze wiele fajnych rzeczy, ale nie od razu, bo takie są ograniczenia zewnętrzne. Natomiast "po rozmowach z ministrem finansów, pan Profesor będzie miał niedługo jeszcze inne dobre wiadomości dla środowiska" - napisało "Forum". Czekam więc na te wieści, ale gryzie mnie, o jakie by tu mogło chodzić ograniczenia zewnętrzne. Może mróz?

Uwagi.