|
Uważam, że uczelnia, która unika takiej oceny,
nie może twierdzić, że rzeczywiście dba o jakość kształcenia.
Wszelkie inne oświadczenia w tej materii będę uważał
za niewiarygodne.
Jerzy Mikułowski-Pomorski
Jestem byłym rektorem uczelni, która wprowadziła zwyczaj poddawania zajęć dydaktycznych ocenie studenckiej, przeprowadzonej w formie krótkiej, lecz dobrze przemyślanej ankiety. Wobec wątpliwości profesora Zbigniewa Żmigrodzkiego co do celowości takiego postępowania, wyrażonych w „Forum Akademickim” (nr 1/98), pragnę tu wyjaśnić motywy kierujące mną, a także powody, dla których moja uczelnia zaakceptowała ten sposób działania.
PARTNER ODPOWIEDZIALNY
Wiadomo, że lata przełomu ustrojowego spowodowały wiele istotnych zmian, a te odbiły się na funkcjonowaniu uczelni ekonomicznej, którą wówczas zarządzałem. Powstały wątpliwości co do wartości wiedzy ekonomicznej, nabytej w latach realnego socjalizmu, którą pracownicy dydaktyczni mieli wykładać studentom. Obok innych sposobów sprawdzania poziomu i stopnia aktualności tej wiedzy, konieczne było przekonanie się, jak na zajęcia nasze reagują studenci, którzy już w czasie studiów angażowali się w działalność gospodarczą i mieli wiele własnych doświadczeń w samodzielnym działaniu rynkowym. Do uczelni zaczęli przychodzić studenci bardzo silnie motywowani do studiów i zasługujący na miano wartościowych partnerów pracowników naukowych.
Zdałem sobie sprawę, że oferowane wówczas przeze mnie zajęcia z zakresu nauk społecznych mogą rozmijać się z zainteresowaniami studentów i ich sposobem postrzegania szybko zmieniającego się świata. Podobne obawy stwierdziłem u moich kolegów. Niestety, badania naukowe nie potrafiły mi w tym czasie objaśnić kierunku tej odmienności i konieczne stało się zwrócenie się bezpośrednio do studentów z prośbą o opinię na temat treści i formy zajęć. Stwierdziłem, że nie wiem, jak przyjmowane są przez studentów moje i moich kolegów zamiary dydaktyczne, dotyczące komunikatywności wykładów oraz stopnia ich trudności. Nie byłem w końcu pewny, czy w zarządzanej przeze mnie szkole zajęcia przebiegają zgodnie z przyjętymi zasadami. By to wyjaśnić, postanowiliśmy potraktować studentów jako naszych odpowiedzialnych partnerów, jak to wówczas określaliśmy: jako rynek naszych usług edukacyjnych.
PIERWSZY POMIAR
O wprowadzeniu semestralnej praktyki oceny zajęć przez studentów zadecydował Senat Akademii po dyskusji, a przygotowanie kwestionariuszy zleciliśmy wykwalifikowanym pedagogom i psychologom. Sama procedura była przedmiotem oceny i korekt, co doprowadziło do wypracowania optymalnego rozwiązania. Nasz zespół, czuwający nad poziomem dydaktyki, otrzymał w tej mierze pomoc od Fundacji im. Stefana Batorego, a złożenie naszych prac i ich wstępne wyniki były prezentowane na ogólnopolskich konferencjach. Mieliśmy też sposobność zapoznania się z praktykami tych ocen w uniwersytetach amerykańskich, gdzie są powszechnie stosowane, a również poznać argumenty, dla których unikają ich pewne uniwersytety europejskie.
Wyniki pierwszego pomiaru wywołały wiele zamieszania. Zwłaszcza starsi pracownicy naukowi poczuli się urażeni faktem, że byli niekiedy gorzej oceniani niż ich młodsi koledzy, a także tym, że w wyniku oceny wykazano wiele niedociągnięć w pracy kadry nauczającej, za której poziom byli odpowiedzialni. Lecz, co interesujące, okazało się, że wiele ze stwierdzonych uchybień miało charakter zaniedbań dających się łatwo usunąć i już w następnym pomiarze bardzo poważnie zmalały negatywne oceny, ponieważ moi koledzy poprawili swą pracę pod względem punktualności, kontaktów ze studentami, oprogramowania dydaktycznego wykładów czy ogólnej życzliwości. Już w następnym pomiarze ocena studencka zwyżkowała o 5 punktów i, w miarę wykorzystywania osiągniętej w ten sposób wiedzy, zaczęła rosnąć.
Zdawaliśmy sobie sprawę, że poddawanie się studenckiej ocenie może okazać się dla pewnych osób przykrą dolegliwością. Dlatego też ci, którzy nie mogli się pogodzić z tą formą kontaktu z odbiorcą, mogli wystąpić o wyłączenie spod oceny i prośby takie były uwzględniane bez wyjątku.
Zdając sobie sprawę, że pewne źle oceniane przez studentów właściwości zajęć, jak np. ich komunikatywność czy tzw. trudność mogą być zamierzone, nie traktowaliśmy nigdy wyników ocen jako decydujących o ocenie pracownika kryteriów kwalifikacji zawodowych, co stwierdzono w innej procedurze. Wyniki ocen nie wpływały więc na awanse, płace czy uwzględnianie w zajęciach. Jedynym wyjątkiem były przypadki, gdy badania ujawniły fakty nie wykonywania zajęć przez pracowników, co było później sprawdzane i konsekwencje z tego faktu były wyciągane.
POWÓD DO DUMY
Spostrzegliśmy pozytywne wyniki tej procedury. Ja sam i moi koledzy zaczęliśmy zwracać baczną uwagę na takie niepożądane cechy, jak: brak punktualności, niedostateczne oprzyrządowanie zajęć czy trudności, na jakie natrafiali studenci w kontakcie z nauczającym. Moi koledzy zaczęli dokładać starań, by poprawić jakość swoich zajęć, a wysokie ich wartościowanie podczas ocen stało się przedmiotem zadowolenia zawodowego, a nawet dumy. Po raz pierwszy miałem sposobność sprawdzić, jaką wartość ma opinia o moich kolegach, uważanych za dobrych dydaktyków i z tego powodu nieraz nagradzanych, nawet nagrodami ministerialnymi. Muszę z przyjemnością stwierdzić, że na ogół te uprzednie opinie się sprawdzały. W końcu dało to sposobność do wyodrębnienia tych pracowników, którzy bardziej niż w osiągnięciach badawczych odznaczyli się na polu dydaktyki.
Poziom nauczania w uczelni wyraźnie się poprawił, co potwierdzały sporządzane przez niezależne ciała rankingi oraz opinie o poziomie absolwentów, jakie zaczęły do nas dochodzić od ich wymagających pracodawców. Początkowo słyszane sprzeciwy umilkły, w miarę jak przekonano się o użyteczności tego sposobu postępowania. Uważam dziś, że uczelnia, która unika takiej oceny, nie może twierdzić, że rzeczywiście dba o jakość kształcenia. Wszelkie inne oświadczenia w tej materii będę uważał za niewiarygodne.
Prof. dr hab. Jerzy Mikułowski-Pomorski, socjolog, pracuje w Katedrze Studiów Europejskich Akademii Ekonomicznej w Krakowie. W latach 1990-1996 pełnił funkcję rektora tej uczelni.
|