|
Jakie zmiany powinna wprowadzić nowa ustawa o szkolnictwie wyższym?
Czy kształcenie na studiach wyższych powinno być płatne?
Ryszard Tadeusiewicz
Nowa ustawa o szkolnictwie wyższym powinna w pierwszej kolejności skupić się na właściwym umocowaniu prawnym prymatu kryteriów jakościowych nad kryteriami ilościowymi we wszystkich procesach ocen, zarówno indywidualnych, jak i zbiorowych, wszystkich podmiotów działających w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego. Aktualny stan prawny w tym zakresie i aktualny uzus praktyczny daleko rozmijają się ze stanem, jaki można byłoby uznać za pożądany ze względu na cele szkolnictwa wyższego i ze względu na wartości, jakie w tym szkolnictwie tradycyjnie się kultywuje. Dlatego za pierwsze i najważniejsze zadanie ustawodawcy uważam odpowiednie zdefiniowanie i umocowanie prawne Akademickiej Komisji Akredytacyjnej, dokonującej jakościowej oceny procesu dydaktycznego prowadzonego w szkołach wyższych oraz odbiurokratyzowanie zasad funkcjonowania Centralnej Komisji, dokonującej oceny zasadności awansu naukowego konkretnych pracowników naukowych na podstawie prowadzonych przez nich prac naukowych. Sądzę przy tym, że nie jest celowe łączenie AKA i CK w jeden organ o połączonych uprawnieniach.
Byłoby natomiast wysoce celowe (chociaż chyba jest to nieosiągalne), gdyby można było przy okazji porządkowania ustawy o szkolnictwie wyższym wprowadzić więcej czynników jakościowej (odformalizowanej) natury także do kryteriów, jakimi kierują się Zespoły KBN oceniające kategorie naukowe całych wydziałów i szkół. Aktualnie obowiązujące kryteria są w większości redukowane do wskaźników ilościowej natury, łączonych z formalnymi ograniczeniami - przy zdecydowanie zbyt słabym uwzględnianiu czynnika jakościowego.
ELITARNE MOGĄ UPAŚĆ
Kryteria jakościowe powinny też być brane pod uwagę przy finansowaniu szkół wyższych i fakt ten powinien zostać zapisany w ustawie. Jest to mój drugi postulat. Nie może być aprobowana funkcjonująca obecnie zasada, że niezależnie od ilości i jakości kadry każda szkoła wyższa otrzymuje w przeliczeniu na jednego studenta taką samą wielkość dotacji dydaktycznej. Trzeba przyjąć do wiadomości (i do finansowania) istnienie zasadniczych różnic pomiędzy szkołami elitarnymi, mającymi bardzo dużą liczbę wysoko kwalifikowanych profesorów, które dzięki temu są w stanie zapewnić kształcenie w najbardziej awangardowych kierunkach i na najwyższym poziomie akademickim, ale są z tego samego powodu bardzo kosztowne, a szkołami wyższymi o relatywnie niewielkiej liczbie mało utytułowanej kadry nauczającej, które z reguły szkolą znacznie większą liczbę studentów w przeliczeniu na jednego nauczyciela akademickiego przy relatywnie znacznie niższych kosztach. Stosowanie do obydwu rodzajów szkół identycznych algorytmów przydziału dotacji dydaktycznej doprowadzi w krótkim czasie do kryzysu finansowego i upadku lub degradacji szkół elitarnych, co fatalnie odbije się na globalnym poziomie kształcenia i na społecznej ocenie wartości dyplomu szkoły wyższej.
PORA KONTRAKTÓW
Trzeci postulat, jaki proponuję uwzględnić w strukturze nowej ustawy, dotyczy sposobu zatrudniania nauczycieli akademickich. Uważam, że obecna formuła mianowania, stosowana do wszystkich stanowisk nauczycieli akademickich (od asystenta poczynając), stwarza wprawdzie bardzo wysoki poziom bezpieczeństwa socjalnego, ale działa demoralizująco (albo, używając oględniejszego sformułowania, mało motywująco). Uważam, że mianowanych może być w szkole wyższej kilku czy kilkudziesięciu profesorów zwyczajnych. Pozostali pracownicy powinni być zatrudniani na okresowo odnawianych kontraktach, co znacznie lepiej przyczyni się do podniesienia poziomu ich aktywności niż obligatoryjne okresowe oceny (będące często fikcją) oraz sztywne terminy "rotacji" przy braku sukcesu w osiąganiu kolejnych stopni naukowych, powodujące przez swój odhumanizowany automatyzm więcej szkody, niż pożytku.
POWINNY BYĆ PŁATNE
Uważam, że niezbywalnym obowiązkiem państwa oraz działającego w jego imieniu rządu Rzeczypospolitej jest zapewnienie społeczeństwu rzeczywistych możliwości kształcenia najzdolniejszej młodzieży. Rzeczywistych, to znaczy nie ograniczanych przez cenzus majątkowy i względy materialne. Obowiązek ten ma charakter obowiązku patriotycznego, takiego samego, jak obowiązek obrony ojczyzny, co wynika z pilnej konieczności zapewnienia obywatelom Rzeczypospolitej takiego wykształcenia, które zapewni naszemu narodowi należne mu, godne i partnerskie miejsce wśród narodów Zjednoczonej Europy, a nie skaże nas na ciągłe zajmowanie pozycji obywateli drugiej kategorii, wykorzystywanych głównie do ciężkich i kiepsko płatnych prac usługowych przez lepiej wykształcone i przez to zamożniejsze narody Zachodu. Obowiązek zaspokojenia edukacyjnych, a przez to także cywilizacyjnych aspiracji naszego narodu jest jednak obecnie przez rząd Rzeczpospolitej drastycznie lekceważony, czego wyrazem są kolejne ograniczenia udziału nauki i szkolnictwa wyższego w podziale środków budżetowych. Wobec całkowicie wyczerpanych już rezerw szkół wyższych, które w ciągu ostatnich kilku lat wielokrotnie zwiększyły liczbę kształconych studentów przy praktycznie stałych nakładach, taka dyskryminacja finansowa szkół wyższych oznacza tylko jedno: koszt kształcenia młodego pokolenia jest spychany na barki społeczeństwa. Wobec takiej polityki mogę stwierdzić tylko jedno: przy istniejącej rozbieżności teorii (deklarowane darmowe nauczanie) i praktyki (znaczna część osób musi już teraz płacić za studia) uważam, że studia powinny być płatne. Wszystkie bez wyjątku. Zlikwiduje to zakłamanie i schizoidalność obecnej powszechnej praktyki, polegającej na tym, że - w sytuacji absolutnej niemożności kształcenia coraz większej liczby studentów za coraz mniejsze dotacje - część studentów przyjmuje się na normalne bezpłatne studia dzienne, a pozostałych kieruje się na studia płatne, określając je przewrotnie jako wieczorowe czy zaoczne. Ta powszechna praktyka prowadzi do tego, że w tej samej uczelni ten sam rodzaj wiedzy jedni szczęśliwcy uzyskują za darmo, zaś inni muszą za naukę płacić, w dodatku uzyskując w zamian gorsze warunki studiowania (w trybie wieczorowym lub zaocznym) i - jak niektórzy uporczywie twierdzą - gorszy poziom merytoryczny nauczania. Opowiadam się za takim rozwiązaniem także i z tego powodu, że obecna sytuacja jest nie do pogodzenia z zapisami nowej Konstytucji. Otóż ustawa zasadnicza mówi, że nauczanie powinno być bezpłatne, ale dopuszcza się pobieranie opłat od wszystkich słuchaczy za niektóre usługi edukacyjne. Tymczasem praktyka jest obecnie taka, że pobiera się opłaty za wszystkie usługi edukacyjne, ale tylko od niektórych słuchaczy.
CO PŁATNE, CO DARMOWE?
Ten stan niezgodnego z prawem działania jest niemożliwy do utrzymania. Wobec rosnących kosztów aparatury, wyposażenia i płac nauczycieli akademickich niemożliwe jest też nauczanie całkiem bez pieniędzy. Pieniądze te - wobec krótkowzrocznego skąpstwa rządu i całkowitego braku w Polsce jakichkolwiek innych sponsorów, mogących wnosić darowizny czy subwencje na rzecz szkół - muszą pochodzić od kształcącej się młodzieży. Zatem, jeśli nic się nie zmieni w zakresie centralnego finansowania szkolnictwa wyższego, wprowadzenie odpłatnego kształcenia będzie w Polsce już wkrótce smutną koniecznością, której jedyną alternatywą będzie całkowita likwidacja polskich uniwersytetów i wysyłanie polskiej młodzieży za granicę na studia, zresztą też płatne. Pogodzenie zasady płatnych studiów z konstytucyjnym pryncypium darmowego kształcenia, połączonym przewrotnie z zapisem o odpłatności za niektóre formy działalności edukacyjnej, jest przy tym dziecinnie proste. Można przyjąć zasadę bezpłatnych wykładów - które zresztą, zgodnie z dobrą tradycją uniwersytecką, zawsze były otwarte i dostępne dla każdego bez ograniczeń - i obligatoryjnie płatnych wszystkich innych form nauczania: seminariów, konwersatoriów, ćwiczeń, laboratoriów, lektoratów, projektów, zajęć praktycznych itd. Będzie to wszak bezpłatne nauczanie (na wykładach) i odpłatne świadczenie niektórych usług edukacyjnych (co prawda, wszystkich absolutnie niezbędnych do tego, by otrzymać dyplom ukończenia studiów, ale Konstytucja przecież o dyplomach nic nie wspomina, prawda?).
STYPENDIA, GRANTY, KREDYTY
Chcę być dobrze rozumiany: Nie jestem zwolennikiem opisanego scenariusza i bardzo bym chciał, by nigdy nie doszło do rzeczywistej konieczności wprowadzenia w Polsce zasady opłat za studia. Rozważając jednak istniejącą sytuację, w jakiej znalazły się polskie szkoły wyższe i analizując możliwe kierunki zmian przewiduję, że wprowadzenie odpłatności za studia okaże się po prostu konieczne. Stawiając tę smutną diagnozę zdecydowanie opowiadam się za powiązaniem zasady odpłatności za studia (być może częściowej?) ze stworzeniem systemu stypendiów, grantów i preferencyjnych kredytów, które umożliwiłyby mniej zamożnej młodzieży swobodny dostęp do studiów z możliwością traktowania ich jako inwestycji we własną przyszłość (koniecznej do spłacenia w okresie, gdy dzięki zdobytemu wykształceniu będzie się miało odpowiednio wysokie zarobki). Fundowane przez przyszłych pracodawców stypendia mogłyby w tym systemie stanowić dodatkowo ważny czynnik regulujący liczbę studentów na tych kierunkach, których absolwenci są autentycznie potrzebni i poszukiwani na rynku pracy, a także na tych, które nie zapewniają użytecznego zawodu. Celowe granty edukacyjne państwa, kierowane do studentów pewnych wybranych kierunków i specjalności, mogłyby z kolei wyprzedzająco stymulować rozwój kadr dla dziedzin, których powstawanie i rozwój są dopiero planowane w strategicznych planach rozwoju kraju. W każdym jednak przypadku decyzja o finansowaniu określonego kierunku studiów przez samych słuchaczy, przez ich przyszłych pracodawców lub przez administrację państwową byłaby połączona z analizą lub przynajmniej krytyczną refleksją - czy taki właśnie kierunek kształcenia jest komuś potrzebny, czy ma sens i czy do czegoś zmierza? Z całą pewnością system ten nie byłby wolny od wad i niedoskonałości, jednak być może z punktu widzenia interesu społecznego byłby korzystniejszy niż system, w którym głównym (a często jedynym) kryterium dla uruchomienia określonego kierunku kształcenia jest obecność w szkole wyższej pewnej liczby wysoko utytułowanych nauczycieli akademickich. Wniosek ten staje się jeszcze bardziej oczywisty, gdy weźmie się pod uwagę łatwy do zaobserwowania fakt, że zwykle w szkołach wyższych w wyjątkowej obfitości występuje wysoko utytułowana kadra nauczająca na kierunkach i specjalnościach związanych z dziedzinami wiedzy rozwijanymi i hołubionymi kilkadziesiąt lat temu, natomiast dramatyczny niedobór tej kadry daje się zauważyć w dziedzinach awangardowych, najbardziej potrzebnych, ale istniejących od niedawna. Może właśnie wolny rynek opłacanych, ale w związku z tym racjonalnie wybieranych usług edukacyjnych mógłby ten stan zmienić i uzdrowić?
Prof. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz, specjalista biocybernetyki i inżynierii biomedycznej, jest rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. |