|
Mieszkańcy Leuven są ludźmi bardzo otwartymi, zawsze uśmiechniętymi, Maciej Manikowski Katolicki Uniwersytet w Leuven (Belgia) jest trzecim europejskim uniwersytetem, którego strukturę i formy pracy poznałem. W roku 1998 przebywałem na stażu w Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim i Uniwersytecie „La Sapienza” w Rzymie. Teraz, dzięki stypendium zagranicznym dla młodych doktorów Fundacji na rzecz Nauki Polskiej i zaproszeniu prezydenta Instytutu Filozofii Katolickiego Uniwersytetu Leuven, prof. Carlosa Steela, przez pół roku pracowałem jako visiting profesor w tamtejszym uniwersytecie. CENTRUM HUMANIZMUKatolicki Uniwersytet w Leuven powstał 9 grudnia 1425 roku dzięki fundacji papieża Marcina V i jest najstarszym katolickim uniwersytetem na świecie. W XVI stuleciu stał się centrum humanizmu. Tu żył i pracował przez cztery lata Erazm z Rotterdamu. Profesorem uniwersytetu był Adriaan van Utrecht, który w 1522 roku został ostatnim przed Janem Pawłem II papieżem nie-Włochem. Instytut Filozofii, ufundowany przez papieża Leona XIII w 1882 roku, stał się miejscem odnowy średniowiecznej scholastyki. Aż do roku 1968 uniwersytet pozostawał uczelnią dwujęzyczną – językami wykładowymi były francuski i niderlandzki. Wskutek protestów studentów i profesorów w Leuven pozostał flamandzki Katolicki Uniwersytet Leuven, a grupa francuskojęzyczna przeniosła się do nowo wybudowanego Universit? Catholique de Louvain, usytuowanego w Louvain-la-Neuve. Obecny Katolicki Uniwersytet w Leuven składa się z 14 wydziałów, przy czym najważniejsze to: teologiczny, filozoficzny, prawa kanonicznego, medycyny i sztuk (humanistyczny). Tym samym zachowana została struktura uniwersytetu średniowiecznego. ŻYCZLIWI LUDZIE I BIUROKRACJAPobyt w Leuven został doskonale przygotowany jeszcze na długo przed moim przybyciem do Belgii. Z jednej strony pomogła mi w tym Agnieszka Kijewska z Lublina. W rozmowach i listach przekazała mi wiele niezbędnych wiadomości, które pomogły mi w pierwszych dniach poruszania się po mieście. Z drugiej strony ogromną pracę w powodzenie mojego stażu włożyła Ingrid Lombaerts, sekretarka Instytutu Filozofii, która zorganizowała pobyt od strony technicznej. Moim pierwszym przewodnikiem po uniwersytecie i mieście był Kurt Devooght, dyrektor Seminarium Leona XIII, rezydencji dla profesorów uniwersytetu, w której miałem okazję mieszkać. To on poprowadził mnie przez wszystkie biurokratyczne formalności, które trzeba było załatwić, aby być pełnoprawnym członkiem społeczności akademickiej Leuven. Pomimo ogromnej biurokracji i niezliczonej liczby dokumentów, które trzeba wypełniać prawie wszędzie – w dziale kadr uniwersytetu, w bibliotekach, na policji, w ratuszu i banku – wszystkie formalności udało się załatwić w 2–3 dni. Już pierwszego dnia otrzymałem legitymację pracownika uniwersytetu. Jest to równocześnie karta identyfikacyjna i karta biblioteczna. Pozwala ona na korzystanie ze wszystkich instytucji uniwersyteckich (bibliotek, centrum kulturalnego, centrum sportowego, muzeów). Dwa dni później otrzymałem kartę ubezpieczenia socjalnego, która pozwalała mi na korzystanie z uniwersyteckiej opieki medycznej i z ulgowych zakupów leków w aptekach. Wszystko to udało się osiągnąć w tak krótkim czasie dzięki systemowi komputerowemu, do którego podłączone są wszystkie instytucje i agendy. System ten ułatwia nie tylko wewnętrzną komunikację i obieg niezbędnych dokumentów, ale – dzięki elektronicznym katalogom – usprawnia korzystanie z biblioteki. Katalog biblioteczny dostępny jest w wersji wewnątrzbibliotecznej (w trybie DOS) oraz w wersji internetowej, co umożliwia dostęp do katalogu z każdego miejsca na świecie. PRZYJAZNE BIBLIOTEKIOgromnym zaskoczeniem były dla mnie biblioteki. Korzystałem z trzech: filozoficznej, teologicznej i głównej. Po pierwsze, zwróciłem uwagę na bardzo racjonalną organizację księgozbioru i pracy biblioteki. Książki są eksponowane na regałach dostępnych dla każdego (tylko zbiory specjalne umieszczono w magazynach z ograniczonym dostępem) i ułożone działami (np. logika, metafizyka czy platonizm, arystotelizm, sobory Kościoła itd.). Katalogi (prócz komputerowego istnieje też kartkowy) są zorganizowane tak, że nie ma właściwie możliwości pomyłki – książka prócz numeru ma dokładny opis miejsca, gdzie się znajduje. Poza tym, umieszczane są informacje o tym, czy aktualnie książka jest na półce, czy też w opracowaniu lub naprawie. W bibliotece filozoficznej książki można brać do domu, w teologicznej – przenosi się je na swój stolik w czytelni, pozostawiając na półce informację z numerem książki i stolika czytelnika. Rewersy (dostępne w języku flamandzkim, francuskim i angielskim) potrzebne są tylko wtedy, gdy wypożycza się książki ze zbiorów specjalnych. Na każdym piętrze biblioteki zainstalowano maszyny kserograficzne, z których można korzystać w godzinach pracy biblioteki (karty magnetyczne są do kupienia przy wejściu do budynku). Prócz tego w różnych częściach miastach istnieje mnóstwo punktów kserograficznych. Można w nich także nadać faks, skorzystać z telefonu czy oprawić książkę. Imponujący jest także sam księgozbiór. Biblioteki dysponują książkami z całego świata (miłe było zaskoczenie, gdy na półce zobaczyłem swoją własną książkę wydaną we Wrocławiu), a także wszystkimi możliwymi czasopismami. Znalazłem pozycje bibliograficzne, których wcześniej nie udało mi się odszukać w Bibliotece Watykańskiej. Właściwie każda pozycja, która niezbędna była do realizacji programu badawczego, znajdowała się bądź w bibliotece filozoficznej, bądź w teologicznej. Przy okazji warto wspomnieć, że biblioteka filozoficzna liczy około miliona woluminów, a teologiczna – około dwóch. DOBRE MIEJSCE DO PRACYUniwersytet dysponuje kilkoma rezydencjami, które są przeznaczone dla gości i profesorów. Jedną z nich jest Groot Begijnhof, zespół budynków pochodzących z roku 1232, w których mieszczą się mieszkania dla gości i profesorów, instytucje uniwersyteckie oraz klub uczelniany. Inną rezydencją, w której przyszło mi mieszkać, jest Seminarium Leona XIII, usytuowane w centrum miasta, około 100 metrów od Instytutu Filozofii i bibliotek. Jest to miejsce bardzo dobre do pracy. Wyposażone we wszystkie niezbędne sprzęty gospodarstwa domowego, zapewnia miłą i cichą atmosferę do pracy i wypoczynku. Mieszkają tam zarówno profesorowie, jak i studenci. Językiem „urzędowym” seminarium jest angielski, więc można zawsze porozmawiać z mieszkańcami. Wspomnę tu o bardzo ciekawym wydarzeniu. Pewnego wieczora zapukał do mnie mój sąsiad, dr Kristof Vanderveghe, by powiedzieć, że król Belgów przybył z oficjalną wizytą do Polski. Zaskoczenie z jednej strony, ale i radość z przyjacielskich stosunków z mieszkającymi tam ludźmi. DRUGIE OBLICZEPoczątkowe moje obawy związane z nieznajomością języka flamandzkiego okazały się płonne. Językiem powszechnie używanym, nie tylko przez studentów czy pracowników, ale i przez wielu mieszkańców, jest angielski. To właściwie „uniwersytecka łacina”, którą posługują się wszyscy. Jednakże odczuwać można pewien dystans w kontaktach, szczególnie w kontaktach naukowych. Mieszkańcy Leuven są ludźmi bardzo otwartymi, zawsze uśmiechniętymi, uprzejmymi i skorymi do pomocy. Kontakty naukowe odsłaniają ich drugie oblicze. Stają się wtedy raczej nieufni i skryci, nie chcą ujawniać własnych przemyśleń i rozwiązań. Oczywiście, zawsze odpowiadają na zadane pytanie, zawsze starają się jak najlepiej wyjaśnić jakiś problem, jednak odczuwa się, iż czynią to z pewnym dystansem. Pomoc z ich strony przybiera raczej formę porady czy wskazówki bibliograficznej niż konkretnej merytorycznej odpowiedzi. Z drugiej strony, wydaje się, iż kładą większy nacisk na erudycję niż na samodzielne myślenie i rozwiązywanie problemów. Jakież było zaskoczenie prof. Steela, gdy w rozmowie usłyszał ode mnie, iż w kręgu moich zainteresowań leżą argumenty antytryteistyczne Grzegorza z Nyssy i jego nieskuteczna w wielu miejscach walka z tryteizmem. Powiedział wówczas: Przecież to nieortodoksyjne. NIE MA ODPYTYWANIAZ punktu widzenia dydaktyki różnice są, w porównaniu z Polską, niewielkie. Tak samo cały ciężar zajęć spada na wykłady i ćwiczenia, przy czym są one trochę inaczej zorganizowane. Zajęcia odbywają się w pewnych cyklach i mają przeważnie charakter indywidualny. Podział na poszczególne roczniki studiów jest więc raczej umowny. Odbywa się wykład a do niego dostosowane są zajęcia, które polegają na analizie tekstów źródłowych (np. do wykładu z filozofii starożytnej dołączono ćwiczenia z analizy tekstów starożytnych). Najistotniejsze jest to, że zajęcia ćwiczeniowe opierają się na analizie tekstu oryginalnego, a nie na tłumaczeniach (Arystotelesa czyta się po grecku, nie po flamandzku!), prowadzone są przez wybitnego specjalistę i w grupie nie przekraczającej 7–8 osób. Nie ma żadnego odpytywania, każdy czyta fragment tekstu, a następnie go komentuje. Prowadzący jest moderatorem dyskusji, nie zaś autorytetem. Wszystkie zajęcia kończą się egzaminami, w większości pisemnymi. Cykl dydaktyczny uzupełniają publiczne wykłady i seminaria prowadzone przez gości zagranicznych (głównie ze Stanów Zjednoczonych) oraz konferencje naukowe. NIE DA SIĘ TEGO POWTÓRZYĆOd powrotu z Leuven minęło dopiero kilka miesięcy. Jednak wciąż jeszcze widzę nieskazitelnie białe cegły wspaniałego ratusza, kościoła św. Piotra czy gmachu głównego uniwersytetu, spaceruję wśród palm na placu Focha czy w cieniu ogromnej wieży Biblioteki Uniwersyteckiej. Jak zapamiętałem to miasto i uniwersytet? Niekiedy wydaje mi się, że łatwo jest udzielić odpowiedzi, niekiedy znów mam kłopoty – nie potrafię dobrać słów, bo zawsze wydają mi się suche i nieprzystające. I to nie dlatego, że było tam wspaniale jak nigdzie dotąd, ale dlatego, że przez pół roku byłem mieszkańcem Leuven i pracownikiem tamtejszego uniwersytetu, a tego nie da się powtórzyć. Najważniejsze jednak nie było przesiadywanie w bibliotece i czytanie dotąd nieznanych mi prac, lecz spacery po mieście i rozmowy z ludźmi – coś, czego nie da się odtworzyć w innych miejscach. Dr Maciej Manikowski zajmuje się filozofią języka i filozofią religii, pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego. |
|
|