Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 4/1999

Porozumienie Wydawców
Poprzedni

ListyPorozumienie Wydawców, w skład którego wchodzą wydawnictwa Muza, PIW, Rebis, Dolnośląskie, PWN i Znak, zwróciło się do autorytetów naszego życia umysłowego z prośbą o wytypowanie 25 tytułów książek, które warto wydać w jednolitej serii pod nazwą „Kanon na koniec wieku”. Wiele ankietowanych osób zgłasza obiekcje co do sensowności tego przedsięwzięcia. Publikujemy list prof. Ryszarda Tadeusiewicza, rektora AGH w Krakowie.

(red.)

PRODUCENCI SNOBIZMU

Redakcja
„Forum Akademickiego”

W załączeniu przesyłam list, który otrzymałem od Porozumienia Wydawców w sprawie stworzenia serii wydawniczej o nazwie „Kanon na koniec wieku” oraz fragment mojej odpowiedzi, jaką do Porozumienia wysłałem. Jestem przekonany, że bardzo wielu Czytelników „FA” otrzymało podobne zaproszenia do typowania pomnikowych dzieł do „Kanonu”, a jednocześnie sądzę, że powinniśmy (jako środowisko akademickie) zastanowić się, czy możemy, zgodnie z naszą wiedzą i sumieniem, sensownie w tej akcji uczestniczyć. Moja wątpliwość bierze się stąd, że – jak staram się wykazać w załączonych fragmentach mojego listu do Wydawców – w nauce niesłychanie trudno jest zaproponować coś, co w miarę sensownie może funkcjonować jako „Kanon na koniec wieku”. Skoro się tego nie da zrobić dobrze, to czy nie lepiej nie robić tego wcale?

Jest także drugi aspekt. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że celem Wydawców jest stworzenie pewnego produktu, który będzie kupowany na zasadzie (jak sami przyznają) snobizmu. Do wytworzenia snobizmu nazwiska naukowców i innych twórców kultury są niewątpliwie bardzo użyteczne. Nie chodzi o to, czy mają coś ważnego do powiedzenia – potrzebne jest tylko znane nazwisko, by snobizm zaczął funkcjonować. Powstaje jednak pytanie, czy naukowcy są rzeczywiście najodpowiedniejszymi osobami, żeby się do wytwarzania takiego snobizmu przyczyniać? W obszarze swoich kompetencji naukowych uczeni nie są w stanie (według mojej oceny) wypracować ujednoliconej propozycji „Kanonu” obejmującego całą naukę. Z kolei w dziedzinie upodobań do literatury pięknej preferencje wybitnych uczonych nie są ani trochę bardziej istotne, niż preferencje np. pracownika banku czy kierowcy autobusu. Obawa, którą się dzielę, polega na tym, byśmy występując w różnych ankietach nie byli traktowani podobnie jak aktorzy, którzy użyczają swoich twarzy do reklamy margaryny. Dlatego pojawia się uzasadnione pytanie, czy powinniśmy uczestniczyć we wspomnianym plebiscycie i w wielu dalszych, których obfitości można się spodziewać w miarę zbliżania się do „magicznej” daty 2000 r.

Sądzę, że właśnie na łamach „FA” można takie pytanie zadać, nie przesądzając oczywiście odpowiedzi. Proszę zatem rozważyć możliwość i celowość ewentualnego zamieszczenia w najbliższym numerze „FA” fragmentu mojego listu, jako zapoczątkowania dyskusji w tej sprawie.

Fragment mojej odpowiedzi, jaką wysłałem do „Porozumienia Wydawców”:

(...) Przechodząc do meritum Państwa prośby chciałbym stwierdzić, że osobiście nie wierzę, by można było podać zbiór 25 książek, które mogłyby być reprezentatywne dla dorobku stulecia, w którym działało więcej twórców niż w ciągu całej poprzedzającej historii ludzkości. Nie sądzę, by wybór dokonany przez najwybitniejszych nawet intelektualistów (do których siebie bynajmniej nie zaliczam) mógł zagwarantować, że na liście „kanonu” znajdą się naprawdę wszystkie znaczące dzieła literackie, a także zapewnił brak na tej liście dzieł będących wytworem mody, manierystycznych, czy wręcz miernych, dla których sąd historii będzie bardzo surowy, ale które tu i teraz uważamy za ważne i doniosłe. Po prostu nie wierzę w skuteczność tej akcji i dlatego początkowo nie chciałem w niej uczestniczyć.

Szczególnie wątpliwa wydaje mi się inicjatywa wybrania i włączenia do „kanonu” najwartościowszych dzieł naukowych. Wątpliwości, które mam w związku z tym zadaniem, są następujące: Wbrew opinii kształtowanej przez takie wydarzenia, jak przyznawanie Nagrody Nobla sądzę, że rozwój współczesnej nauki ma charakter ciągły w czasie i w przestrzeni. Każdy sukces ma więc wielu ojców, każde osiągnięcie jest w istocie sumą setek małych kroków, trudno więc wskazać konkretne dzieło i powiedzieć: oto pomnikowe osiągnięcie, od niego wszystko się zaczęło. Na ogół jest to kilkaset publikacji, rozsianych w piśmiennictwie światowym, których synteza, zachodząca dopiero w umyśle badacza, owocuje kolejnym skokiem cywilizacyjnym. Energia jądrowa, mikroprocesor, laser, klonowanie, loty kosmiczne – nie powstawały w błysku olśnienia jednostki, tylko w mozolnym trudzie całych zespołów. Jeśli w nauce pojawiają się epokowe publikacje, to są to (absolutnie bez wyjątku!) krótkie artykuły w fachowej prasie, zwykle niedopracowane redakcyjnie, dość marnie wydane i w momencie wydania zrozumiałe dla kilkunastu ludzi na całym świecie, ale to one właśnie stają się kamieniami milowymi posuwającymi do przodu myśl ludzką. W tej formie Albert Einstein ogłosił teorię względności, w takiej formie opublikował Kurt Goedel swoje twierdzenie (które na kilku stroniczkach obróciło w proch monumentalne wielotomowe dzieło Bertranda Russela „Pricipia Mathematica”), tak publikują dzisiaj ci, których dzieło wyznaczy kierunek rozwoju ludzkości w XXI wieku, chociaż w tej chwili na ogół nikt, łącznie z autorem, nie zdaje sobie z tego sprawy. Czy można w tej sytuacji podać sensownie jakieś dzieło, które powinno wejść do „kanonu”? Jeśli będzie to oryginalna praca (publikacja przedrukowana z fachowego czasopisma) autorstwa np. Einsteina, Plancka czy Diraca, nie będzie ani formą, ani treścią pasowała do reszty serii, gdzie – jak sądzę – dominować będą powieści lub tomiki poezji. Jeśli będzie to książka opracowująca pewną dziedzinę wiedzy w sposób zbiorczy (a są takie, doskonałe – na przykład Feynmana wykłady z fizyki), nie będzie to dzieło oryginalne, tylko kompilacja. W dodatku pojawi się problem, czy w ograniczonym objętościowo „kanonie” (25 woluminów na całokształt intelektualnego dorobku stulecia) powinno się pojawić pomnikowe dzieło z zakresu fizyki, czy może raczej filozofii? Czy dać pierwszeństwo osiągnięciom biologii, odkrywającym tajemnice zjawiska życia, czy raczej dokonaniom nauk technicznych, radykalnie przekształcającym cywilizacyjny kontekst, w którym to życie się toczy? Jak przeliczyć osiągnięcia matematyków, odkrywających całkowicie nowe, abstrakcyjne światy na sukcesy historyków, wydobywających świat istniejący, ale dawno zapomniany?

Twierdzę, że tego się nie da zrobić w sposób mający jakikolwiek związek z naukowym racjonalizmem, z którym czuję się uczuciowo związany, dlatego nie podejmuję się wskazać dzieła naukowego, które powinno wejść do „kanonu”. Równocześnie wolałbym zachować prawo do nie eksponowania moich preferencji w zakresie literatury pięknej – mam bowiem świadomość, że są one w najwyższym stopniu nieprofesjonalne. (...)

Prof. dr hab. Ryszard Tadeusiewicz
rektor AGH

Uwagi.