Strona główna „Forum Akademickiego”

Archiwum z roku 1999

Spis treści numeru 9/1999

Birkenmajerowie
Poprzedni Następny

Szanowano wzajemnie pracę naukową, będącą udziałem wielu osób w rodzinie 
Birkenmajerów, co pewnie łatwo przychodziło w atmosferze żywego zainteresowania 
tym, co robią inni, źródłami ich sukcesów i przyczynami niepowodzeń.

Magdalena Bajer


Ludwik Antoni Birkenmajer

Chcąc myśleć, czuć, wzruszać się przy czytaniu, trzeba sięgać do dzieł nieliterackich, pozaliterackich. Tam się, o dziwo!, znajduje poetyckie wzruszenie. Alboż nie jest książką pełną poezji wielkie dzieło profesora Ludwika Birkenmajera o Koperniku, gdzie wszystko jest przedziwnie potrzebne, jasne, ścisłe, wydobyte z nicości, wyrwane z próżni, wyszperane z niewiedzy i ciemnoty, myślą wyćwiczoną i mądrą doścignięte w mroku czasów? – pisze Stefan Żeromski w eseju Snobizm i postęp.

Dziadek Ludwika Antoniego, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, przybył do Polski ze Schwarzwaldu z Legionami Dąbrowskiego i razem z bratem poszedł za Napoleonem na wyprawę moskiewską. Ranny pod Berezyną zdecydował się pozostać w Galicji, ożenił się z Polką, dając początek polskiej historii Birkenmajerów, naznaczonej gorącym patriotyzmem i zasługami dla kultury.

Prof. Krzysztof Birkenmajer, który wraz z dziećmi opowiadał mi rodzinne dzieje w swoim krakowskim domu, powiedział kiedyś synowi: – Jeśli ktoś nazywa się Birkenmajer, to nasz krewny, bo w Polsce jest tylko jedna rodzina o tym nazwisku. Syn dodał: Mimo niemieckiego nazwiska, nikomu w głowie nie postało posądzić kogokolwiek z naszej rodziny o skłonności do okupanta podczas ostatniej wojny, bo i żadnemu z Birkenmajerów przez myśl nie przeszło zostać volksdeutschem.

Świadectwa patriotyzmu przeplatają się z osiągnięciami naukowymi w biografiach kolejnych pokoleń, jak walka i praca splecione są w polskim zbiorowym losie, w historii narodu, którą ta rodzina przybyszów współtworzyła.

DO POLSKI I W ŚWIAT

Pochwalony przez Żeromskiego Ludwik Antoni, z wykształcenia matematyk i fizyk, zasłynął na przełomie stulecia wielką monografią Kopernika wydaną przez PAU. Żonaty z Zofią Karlińską, córką profesora astronomii UJ, miał jedenaścioro dzieci. Najstarszy syn Aleksander był historykiem nauk ścisłych, dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej, później profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Młodszy, Józef, był slawistą. Wzięty do niewoli podczas I wojny światowej znalazł się na Syberii, gdzie poznał przyszłą żonę Marię Jętkiewicz, córkę inżyniera kolei transsyberyjskiej, wnuczkę zesłańca po powstaniu styczniowym. Oboje po trudnych przejściach wrócili do Polski, ślub odbył się w Warszawie. Ciotka obecnego profesora Krzysztofa, dominikanka, pozostała w Związku Radzieckim, aby służyć ubogim i potrzebującym pomocy. Wywieziona na Syberię zmarła tam i została pochowana w nieznanym miejscu.

Ojciec dokończył w niepodległej Polsce studia slawistyczne i przeszedł wszystkie szczeble kariery naukowej w UJ. Jako profesor wyjechał na dwa lata do Stanów Zjednoczonych. Wrócił w roku 1939, aby zginąć w obronie Warszawy. Miał 42 lata i duży dorobek naukowy – przede wszystkim rozprawy dotyczące Bogurodzicy, którą uważał za dzieło św. Wojciecha. Tłumaczył z angielskiego teksty naukowe oraz literackie. Opublikował dwa zbiorki poetyckie oraz tom opowiadań Łzy Chrystusowe. Nie zdążył objąć w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim katedry, na którą go zaproszono.

Od Józefa Birkenmajera datuje się tradycja uczonych zatrudnień na różnych obszarach poznania. Jeden z jego braci wykształcony był w malarstwie, jednak po walkach w Pierwszej Brygadzie Legionów Piłsudskiego poświęcił się dyplomacji. W czasie II wojny światowej był konsulem Rządu Londyńskiego w Casablance, po wojnie zaś do końca życia mieszkał w Kanadzie. Legionistą był także inny brat Józefa, Roman.

Następnemu pokoleniu przyszło działać w konspiracji i walczyć w powstaniu warszawskim, na co najmłodszy Krzysztof był za mały. Po wojnie rodzina w znacznej mierze rozproszyła się po świecie. Mój rozmówca mówi, że to historia wędrowców, którzy od pradziadów walczyli – przeciwko carowi, Niemcom – w różnych miejscach Europy, następnie zostali w Polsce, a teraz wielu z powrotem znalazło się za granicą. Oby już więcej nie musieli walczyć.

ZIEMIA POLARNA

Imię Krzysztof pojawiło się u Birkenmajerów dopiero w pokoleniu dorastającym po II wojnie światowej. Noszący je mój rozmówca (na drugie ma Ludwik) studiował geologię, od dzieciństwa ciekawiąc się skarbami ukrytymi w ziemi. Na stopniach wagonu ostatniego pociągu jechał ze Złotego Potoku w Jurze Częstochowskiej do Warszawy we wrześniu 1939 roku, trzymając kurczowo plecak ze skamieniałościami zebranymi podczas wakacji.

W 1956 roku naukowe zajęcia ówczesnego doktora odmieniły się, wyjechał bowiem na pierwszą z licznych później wypraw spitsbergeńskich pod kierunkiem swego kolegi Stanisława Siedleckiego, żeby wybrać miejsce na stację polarną mającą powstać dla potrzeb III Roku Geofizycznego. Od tamtego czasu był na Spitsbergenie jeszcze 12 razy, w wyprawach polskich i norweskich, a także dwa razy na wschodniej Grenlandii z wyprawami duńskimi. Od r. 1977 uczestniczył w 7 ekspedycjach na Antarktydę Zachodnią. Warto zsumować: 21 wypraw polarnych. Czy bardziej czuje się geologiem, czy też badaczem dalekiej północy? Twierdzi, że gdyby znów wybierał studia, byłaby to geologia. I pewnie też połączyłaby się z polarystyką.

Krzysztof Birkenmajer habilitował się w r. 1959, profesorem zwyczajnym został w 1973. Od wielu lat pracuje w Instytucie Nauk Geologicznych PAN. Należy do międzynarodowych towarzystw naukowych, uczestnicząc w pracach gremiów kierowniczych niejednego z nich. Opublikował ok. 450 prac z dziedziny geologii (m.in. analiza pienińskiego pasa skałkowego) i polarystyki. Zainteresowanie tą ostatnią było szczęśliwym wyborem ze względu na pozanaukowe okoliczności, choć członkowi rodziny o tak długich i bogatych tradycjach patriotycznych nie było łatwo wyjechać pierwszy raz z Polski. Zarówno PAN, jak i władze polityczne były zainteresowane polską obecnością, zwłaszcza budową stacji naukowej, na Spitsbergenie, gdzie byliśmy jedynym przedstawicielem państw ówczesnego bloku wschodniego. Udało się tę placówkę utrzymać z dala od polityki, podobnie jak badania na Antarktydzie, gdzie było o tyle trudniej, że w grę wchodziły interesy mocarstw związane ze strefami połowu ryb i kryla. Po wybudowaniu stacji (1977) Polska znalazła się w gronie sygnatariuszy tzw. Traktatu Antarktycznego. W Międzynarodowym Komitecie Badań Antarktyki prof. Birkenmajer przez 4 lata pełnił wybieralną funkcję sekretarza.

Wśród sześciorga rodzeństwa najmłodsza siostra Krzysztofa jest również geologiem i geofizykiem. Mieszka i pracuje w Kanadzie. Jeden z młodszych braci obrał nową w rodzinie specjalność – został konstruktorem maszyn rolniczych. W swojej dziedzinie był polskim ekspertem w Chinach i Algierii.

W rodzinach inteligenckich posyłanie dzieci na studia jest oczywistą koleją losu i nikt o tym nie opowiada. Trzeba jednak zauważyć wykształcenie szóstki osieroconych na początku wojny młodych Birkenmajerów staraniem ich matki. Z pracy konspiracyjnej, z tajnych zebrań członków Delegatury Rządu Londyńskiego pani Birkenmajerowa znała dobrze Zofię Kossak-Szczucką. Była ona „tytularną ciotką” jej dzieci, po wojnie pomagała w ich wychowaniu. Rodzinie swego profesora, któremu Opatrzność nie dała podjąć akademickich zadań w Lublinie, pomagał też KUL.

GÓRY WIELOKROTNE

Chodzenie po górach bywa ulubionym zajęciem niejednego profesora. W galicyjskich rodach profesorskich wielu było i jest taterników. Do bardziej znanych należał w okresie międzywojennym jeden ze stryjów Krzysztofa. Spopularyzował Tatry w pięknych utworach literackich, a sam zginął podczas wspinaczki w 1932 roku. Bratanek kontynuował tradycję, zabierając kilkunastoletniego syna na wycieczki turystyczne i na wędrówki z geologicznym młotkiem, którego „noszenie za tatą” było wielkim splendorem. Podobnie było i na Spisbergenie, jako że ojciec zabierał go w charakterze drugiego asystenta na wyprawy polarne; pierwszy raz, gdy Iwo miał 15 lat. W 1995 roku odbyła się „wyprawa rodzinna” – profesorowi towarzyszyli syn oraz wnuczka.

Utrwalone ślady spitsbergeńskich przeżyć Birkenmajera juniora oglądałam na ścianach krakowskiego mieszkania jego rodziców. Są to krajobrazy, „gdzie widać wyraźnie struktury geologiczne”, jak powiada ojciec autora. Niepodobna uszeregować wartości gór dla członków rodziny Birkenmajerów. Są one obiektem badań, tematem malarskim oraz literackim, miejscem wspinaczki, siedliskiem duchowych oraz intelektualnych przeżyć, częścią kultury.

NAUKA ZE SZTUKĄ 
W SŁUŻBIE

Młody Birkenmajer miał po kim dziedziczyć zdolności i zamiłowania malarskie. Jak już wiemy, stryjeczny dziadek studiował malarstwo, a matka – nieżyjąca już od kilku lat – była architektem i historykiem sztuki, rysownikiem oraz scenografem, docentem w PAN. Znano ją również jako opiekunkę zabytków Krakowa, autorkę kilku książek z owych „pogranicznych dziedzin”, jakimi się zajmowała. Z uwagi na francuskie koligacje dała dzieciom imiona Iwo i Dominika, choć profesor doszukuje się w pierwszym z nich echa zainteresowań postacią biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża.

W kolejnym pokoleniu – nie ostatnim, jako że profesor ma już prawnuczkę – Berenika (córka Iwa) być może rozwinie artystyczny wątek rodzinnej tradycji. Jej dziadek nie przywiązuje szczególnej wagi do wybieranych kierunków studiów. Każde zainteresowanie, jeśli głębokie i owocne (czy to malarstwo, czy rzeźba, którą jego syn również się para), jest służbą kulturze, świadectwem udziału Polaków we wspólnym rozwoju kultury światowej. Dawniej wielekroć pasje te musiały schodzić na dalszy plan albo były odkładane na później z powodu doraźnych potrzeb historycznych, które zawsze zobowiązywały tę rodzinę.

– Jesteśmy skazani na rozliczność zainteresowań – powiada Iwo Birkenmajer. Jego starsza siostra jest nauczycielką angielskiego (kłania się dziadek). Dwaj jej synowie naturalnie studiują i może któryś będzie kontynuował „uczoną” tradycję.

Dzieci prof. Krzysztofa Birkenmajera rosły w epoce komunizmu i, jak powiada Iwo, dumne są z tego, że nikt z rodziny „nie poszedł na układy”. Siostra ojca, Zofia, była członkiem KOR, brat Antoni pracował w tajnych strukturach „Solidarności” podczas stanu wojennego. Sam Iwo zbierał składki związkowe, gdy było to nielegalne.

WZAJEMNE 
ZAINTERESOWANIE

– Wszyscy interesowali się sprawami wszystkich – mówi Dominika. To ważne stwierdzenie, bo odsłania jedno ze źródeł „rozliczności zainteresowań” kształtowanych podczas rozmów w kręgu mocno zżytej a licznej rodziny i mówi o rodzaju więzi, jakie jej członków łączyły.

Od dzieci w domu sporo wymagano. Każde z nich potrafi wykonać wszystkie domowe prace, ale też każde od najwcześniejszych lat czytało książki. Kategorycznie oświadczyli, że w domach Iwa i Dominiki też się czyta i że „tak będzie zawsze”.

Szanowano wzajemnie pracę naukową, będącą udziałem wielu osób w rodzinie Birkenmajerów, co pewnie łatwo przychodziło w atmosferze żywego zainteresowania tym, co robią inni, źródłami ich sukcesów i przyczynami niepowodzeń.

Wrażenie, jakie wyniosłam z krakowskiego spotkania, to harmonia, najzupełniej naturalne w życiu tej rodziny – polskiej od sześciu pokoleń, co z dumą podkreślił gospodarz, mówiąc o prawnuczce – współistnienie zadań najwyższej miary, jak wiele przedsięwzięć naukowych, świadectw najpierwszej próby, jak powstania, zsyłki, walki na froncie i w konspiracji, oraz nici największych mocy, bo splecionych z rozumnej miłości i prawdziwego zaciekawienia.

Iwo Birkenmajer powiedział na koniec: – Dwie rzeczy proszę o nas zapamiętać, poza całą rodzinną historią: że cnotą najbardziej cenioną była prawdomówność i w ogóle wierność prawdzie, oraz że powinności wobec Ojczyzny, które zawsze gorliwie wypełnialiśmy, to dzisiaj dobra robota. „Traktat o dobrej robocie” gdzieś tu pod ręką stoi.

Tekst powstał na podstawie audycji z cyklu Rody uczone, nadanej w styczniu 1998 r. w Programie I PR, sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Uwagi.